Niezwykły nauczyciel historii

Na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie ukończył historię. W tym samym mieście w VIII LO uczy od 24 lat. Od 18 lat jest niewidomy. Przez lata ukrywał, że nie widzi z obawy o utratę pracy. Na kanwie jego historii powstał film „Carte Blanche”, z aktorem Andrzejem Chyrą w roli głównej. Niewidomy nauczyciel, Pan Maciej Białek, bo o nim mowa, odpowiada mi na kilka pytań na temat roli historii w jego życiu i w społeczeństwie.

E.M.: Skąd narodziło się u Pana zamiłowanie do historii?

M.B.: Historia jako wybór drogi zawodowej pojawiała się pod koniec szkoły średniej, w klasie maturalnej. Duży wpływ na tę decyzję miał człowiek, który jako student historii odbywał praktyki w mojej klasie. Imponował mi wiedzą oraz sposobem jej prezentowania na lekcjach. Ponadto na uczelni prowadził koło historyczne dla studentów i licealistów. Tam mogłem bliżej poznać klimat i środowisko studentów historii. Od niego dowiedziałem się, jak wyglądają studia historyczne i czym absolwenci historii mogą zajmować się po studiach.

Ponadto w moim domu, odkąd pamiętam, obecne były książki. Gdy miałem 4 lata potrafiłem już samodzielnie czytać, sztuki tej nauczyła mnie mama. W domu nie było wówczas telewizora, więc książka była swoistym oknem na świat. To książki przenosiły mnie do świata baśni, odległych indiańskich prerii, w świat dawnych wojowników i rycerzy. Jednocześnie byłem chłopakiem grającym w piłkę, wspinającym się na drzewa. Trzeba było również czasem umieć wywalczyć sobie miejsce w grupie rówieśniczej. Około 50 metrów od mojego rodzinnego domu mieściło się kino „Grunwald”, w którym mogłem odkryć drugie narzędzie poznania świata bez ograniczeń czasu i miejsca. I tak zarówno książki, jak i filmy stworzyły we mnie grunt pod najpierw studenta, a potem nauczyciela historii. W jednym z esejów Normana Davisa stwierdza on, że historyk nie musi widzieć, musi mieć na tyle bogatą wyobraźnię, aby móc przenieść się mentalnie w czasy, którymi się zajmuje i spróbować wczuć się w ich realia. Dzięki temu będzie mógł o nich lepiej opowiedzieć współczesnym sobie. Początkowe zauroczenie historią poparte coraz bardziej świadomą lekturą stopniowo rodziło zamiłowanie trwające do dziś.

E.M.: Marszałek Józef Piłsudski powiedział: ,,Kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości, ten nie jest godzien szacunku teraźniejszości ani prawa do przyszłości”. Naucza Pan historii w VIII LO w Lublinie. Czy wśród Pana uczniów można zauważyć zainteresowanie i szacunek do historii Polski?

M.B.: Tak, młodzież w sposób naturalny jest zainteresowana historią, problem polega na tym, żeby jej nie zniechęcić. Może dzisiaj, w odróżnieniu od czasów marszałka, ilość bodźców działających na młodego człowieka kolosalnie wzrosła, zmieniło się również otoczenie polityczne. Świat współczesnych młodych ludzi to niepodległa ojczyzna, Unia Europejska bez granic oraz szerokie perspektywy rozwoju i możliwości dorabiania się. To wszystko bardzo angażuje wyobraźnię i czas. Priorytety czasów marszałka to walka, aby marzenie o wolnej Polsce stało się rzeczywistością. Dla dzisiejszej młodzieży urodzonej i wychowanej w wolnej Polsce ważniejsza, bo bliższa osobistym wyborom jest przyszłość, a nie przeszłość. Nie oznacza to, że nie identyfikują się z ideałami takich ludzi jak Józef Piłsudski.

E.M.: Czy jako nauczyciel uważa Pan, że historia nie jest zwykłym, szkolnym przedmiotem, że w naszym społeczeństwie uwrażliwienie na sprawy przeszłości jest większe niż w innych krajach?

M.B.: Uważam, iż historia nie jest przedmiotem specjalnie wyróżnionym w systemie szkolnym. Maturzysta w naszym kraju nie ma obowiązku wykazać się znajomością historii ojczystej. System szkolny pozwala na promowanie z klasy do klasy ucznia, który wykazał się wiedzą co najmniej w 30%. Chciałbym, aby ranga tego przedmiotu była wyższa. Co do uwrażliwienia naszego społeczeństwa na sprawy związane z historią, to ma ono raczej charakter incydentalny, uważam, że coraz częściej historia wykorzystywana jest przez różne środowiska instrumentalnie. Jest to niestety możliwe z powodu niskiego poziomu rzetelnej wiedzy. W większości społeczeństwo posługuje się stereotypami, wiedzą szczątkową, wyrwaną z kontekstu historycznego, swoistymi „apokryfami”, którym bliżej do wygodnego mitu niż do historii. Jednocześnie dostrzegam nie tyle wrażliwość, co nadwrażliwość na próby odbrązowienia naszej nie zawsze chlubnej przeszłości. Chcąc uniknąć dysonansu poznawczego wolimy pozostać przy własnych wyobrażeniach niż odkrywać prawdziwy obraz.

E.M.: Jaką ma Pan receptę na dotarcie do młodych osób?

M.B.: Po pierwsze traktuję ich poważnie. Staram się ustalać jasne zasady i być słownym, nawet jeśli jest to dla mnie niewygodne. Uczniowie uczą się tego, że nie ocena, a wiedza jest wartością samą w sobie. Moi uczniowie wiedzą, że nie widzę. To samo w sobie rodzi podejrzenia o chęć nadużycia tej okoliczności. Zdarza się to jednak rzadko. Relacja ta uczy ich, że przyzwoitym człowiekiem nie jest się wtedy, kiedy ktoś patrzy im na ręce, a kiedy nikt nie patrzy można oszukiwać. Mają do mnie zaufanie, że wiedza, którą im podaję jest rzetelna, a to jest możliwe dzięki osiągnięciom naukowo-technicznym, które nas – niewidomych – już nie wykluczają ze sfery nauki. Staram się również, aby opowieść o przeszłości nie tyle była naszpikowana faktografią, co podana w sposób ciekawy i zrozumiały dla uczniów. Mam to szczęście, że zarabianie na chleb w moim przypadku wiąże się z zamiłowaniem do historii i przyjemnością pracy z młodzieżą.

E.M.: Serdecznie dziękuję za udzielenie wywiadu i życzę dalszych sukcesów w pracy.

Komentarze

komentarze