Niewidzia(l)na perspektywa

W dobie rosnącej liczby osób z różnymi niepełnosprawnościami, która pięć lat temu wynosiła około 4,7 mln osób w skali kraju, koniecznością staje się dostosowywanie przestrzeni publicznej do potrzeb ludzi z różnymi dysfunkcjami. Szczególny postęp widać w miejscach, gdzie środowisko działające na rzecz osób z niepełnosprawnościami, wspólnie z samymi zainteresowanymi, uzyskuje dodatkowe narzędzia do dyskusji nad całokształtem zmian, takie jak własny pełnomocnik, grupy robocze, czy też regularne spotkania z władzami miasta.

Muszę powiedzieć, że w tej materii postępy są ogromne. Żeby daleko nie szukać, przy okazji wyborów powszechnych coraz bardziej uwzględnia się potrzeby osób z niepełnosprawnościami. Przykładowo, od pięciu lat osoby z dysfunkcją wzroku (choć nie tylko) mogą korzystać ze specjalnych nakładek z alfabetem Braille’a, prawa do głosowania korespondencyjnego, czy też pomocy pełnomocnika. Próba wycofania nakładek, motywowana kosztami, na szczęście nie doszła do skutku.

O dostępność zaczęto również w większym stopniu zabiegać w przestrzeni publicznej. Choć mamy jeszcze wiele do nadgonienia w porównaniu z Europą Zachodnią, takie działania jak dyskusje na Politechnice Poznańskiej w ramach międzynarodowego projektu „Aim4it”, czy debaty środowiskowo-programowe ukierunkowane na realizację Konwencji ONZ, budzą nadzieję na szybsze zmiany. Zdaję sobie sprawę, że niezwykle trudno jest zadowolić wszystkich użytkowników w jednakowym stopniu i w taki sposób, by nie wykluczać siebie nawzajem z istnienia w lokalnej społeczności (o czym pisałam na przykładzie audiodeskrypcji w poprzednim numerze). Obecnie osobom z dysfunkcją wzroku przychodzą w sukurs banki, które wprowadzają możliwość obsługi bankomatów, głosowe komunikaty oraz dźwiękowe sygnalizacje, wspomniana wcześniej audiodeskrypcja w kinach lub teatrach, ulgi komunikacyjne, wreszcie – ciągle wdrażane standardy WCAG 2.0, które wymuszają dostępność stron internetowych na podstawie wyznaczonych kryteriów.

Wydawać by się mogło, że w kierunku pomocy osobom niewidomym robi się za mało, szczególnie, że jest to ponad jedna trzecia populacji osób z niepełnosprawnościami (według GUS – 1,8 miliona). Ponieważ problemu osób z dysfunkcją wzroku nie można rozpatrywać w kategorii zero-jedynkowej, niezwykle trudno jest dojść do jednolitych wytycznych, które zadowolą wszystkich.

Miałam okazję obserwować dyskusje różnych środowisk nad zwiększeniem dostępności i najbardziej zażarte spory odbywały się właśnie pomiędzy osobami z dysfunkcją wzroku. Każda z nich miała nieco inną perspektywę codziennego funkcjonowania, co skutkowało nieustannym ścieraniem się różnych koncepcji dotyczących zmian. Może jest to przyczynek do szczególnego zainteresowania tą grupą, która wydaje się być – paradoksalnie – zbyt słabo dostrzegana przez lepiej widzących?

W swoim życiu miałam okazję poznać różne osoby z dysfunkcją wzroku: niewidome, słabowidzące, a także ociemniałe. Zdarzało mi się im pomagać, choć nie miałam wcześniej styczności z ich problemami. Bywały osoby aktywne, które żyją pomimo ograniczeń; zdarzały się też i takie, które zdawały się całkowicie na swoich opiekunów. Również do mediów przenikają czasem sylwetki osób, którym brak wzroku nie przeszkadza w realizacji rzeczy wielkich. W takich sytuacjach chylę czoła i wiem, że niezwykła perspektywa postrzegania prawdopodobnie zawsze pozostanie dla mnie niewidzialna, podobnie jak wyzwania, których się podejmują.

Nawet moja krótkowzroczność, korygowana okularami, nijak ma się do znacznej utraty wzroku. Pocieszam się, że przynajmniej choć trochę wiem, jak to jest.

Przecieram lekko zabrudzone okulary. Pamiętam.

Komentarze

komentarze