Niewidomi bez granic

Relację z pobytu Państwa Antona i Alony z Czelabińska w Polsce opracowała Ilona Nawankiewicz.

Tłumaczenie z języka rosyjskiego – Anna Hrywna.

Czytelnicy Helpa chcieliby bliżej Państwa poznać. Opowiedzcie proszę krótko o sobie.

Anton: Nazywamy się Alona i Anton Rudniccy, jesteśmy małżeństwem, pochodzimy z Rosji, z Czelabińska. Jest to właśnie to miasto, gdzie spadł meteoryt. Mamy odpowiednio 27 i 38 lat, oboje jesteśmy zupełnie niewidomi. Bardzo lubimy podróżować. W góry, po rzekach, morzach i jaskiniach, a od niedawna również do innych krajów. Ja zajmuję się brazylijskim ju jitsu, gram na afrykańskim bębnie djembe, zgłębiam możliwości ludzkiej psychiki i duszy.

Alona: Tak, rzeczywiście turystyka to nasza wspólna pasja. Ja pasjonuję się również wykonywaniem bukietów z cukierków, pływaniem, jazdą konną, tańcami latynoamerykańskimi, indyjską kuchnią tradycyjną. Gram na dwóch instrumentach – na fortepianie i akordeonie. Bardzo lubię czytać literaturę psychologiczną poświęconą tematyce budowania harmonijnych rodzinnych relacji oraz wychowywaniu dzieci. Szczególną radość przynosi mi tworzenie przytulnej, domowej atmosfery poprzez opracowywanie dekoracji wnętrz.

Czym zajmujecie się Państwo na co dzień?

Alona: Z wykształcenia jestem magistrem bibliotekoznawstwa i bibliografoznawstwa. Przez pewien czas pracowałam jako metodyk w Czelabińskiej Rejonowej Bibliotece Specjalnej dla Osób Słabowidzących i Niewidomych, gdzie zajmowałam się organizacją przedsięwzięć, mających na celu wsparcie oraz rozwój czytelnictwa w środowisku osób z dysfunkcją wzroku, udzielałam metodycznej pomocy w przygotowaniu tyflograficznych materiałów w postaci wypukłych map i dotykowych, ręcznie wykonanych książek dla niewidomych oraz wiele innych. Ilość obowiązków pracownika specjalistycznej biblioteki dla niewidomych i słabowidzących jest znaczna, natomiast wypłata – bardzo niska. Obecnie jestem więc praktykującą masażystką, pracuję w dość znanym w Czelabińsku fitness klubie, prowadzę także własną praktykę masażu. Lubię pomagać ludziom w tym, aby stawali się coraz zdrowsi i piękniejsi.

Anton: Z wykształcenia jestem ekonomistą i kiedyś prowadziłem własny, mały biznes, tj. agencję reklamową. Po tym jak w 2009 r. straciłem wzrok w rezultacie powikłań cukrzycy, byłem zmuszony zmienić zawód. Obecnie jestem magistrem psychologii – psychologiem organizacji i terapeutą gestalt. Swoje badania w ramach pracy magisterskiej prowadziłem w obszarze tyflopsychologii; temat – „Osobowościowa nieporadność dzieci z problemami ze wzrokiem”. Przez ostatni rok pracowałem jako psycholog w telefonie zaufania i równocześnie jako koordynator projektu rozwoju dziecięcego centrum rozrywki, prowadziłem również własną praktykę psychologiczną. Najbardziej interesuje mnie psychoterapia snu, widzeń sennych oraz zaburzeń nawyków żywieniowych, interesuje mnie również samorozwój oraz samodoskonalenie. W najbliższym czasie planuję w pełni skupić się na indywidualnych konsultacjach i psychoterapii niekonwencjonalnej oraz stworzyć kilka projektów treningowych.

Jak oceniają państwo sytuację niewidomych w Rosji, tj. ich warunki życia, możliwości kształcenia oraz zatrudnienia?

Anton: Z jednej strony rosyjskim niewidomym nic nie przeszkadza w tym, by odnosić sukcesy. Dla dzieci w Czelabińskim okręgu istnieje specjalna szkoła pobytu dziennego oraz internat, w którym dzieci uczą się i mieszkają przez kilka lat. Dla dorosłych w Moskwie, Bijsku, Swierdłowskim Okręgu powstały centra rehabilitacji, w których można przejść rehabilitację socjalno-bytową, tj. nauczyć się orientacji w przestrzeni z laską, czytania i pisania w języku Braille’a, gotowania i prowadzenia gospodarstwa domowego, można także przejść profesjonalną rehabilitację zawodową, tj. zdobyć umiejętności obsługi komputera, umiejętności stolarza, introligatora, można nauczyć się rękodzielnictwa i produkcji walonek. W Kisłowodskim medycznym college’u kształcą niewidomych masażystów. Osobie niewidomej trudno jest zdobyć wyższe wykształcenie, dlatego że nie istnieją specjalistyczne uniwersytety oraz programy, stąd niewidomi muszą uczyć się na równi z widzącymi studentami. Z drugiej strony znaleźć zatrudnienie jest skrajnie trudno i są minimum trzy przyczyny takiego stanu rzeczy:

– pracodawcy bardzo mało wiedzą o niewidomych i błędnie uważają nas za zupełnie nieporadnych;

– praktycznie nie ma specjalnych miejsc pracy dla osób niewidomych i na rynku pracy przychodzi nam konkurować z osobami widzącymi;

– główna i najgorsza przyczyna – otaczające nas społeczeństwo, nasi krewni, którzy tak bardzo troszczą się o nas, że zaczynamy sami wierzyć we własną nieporadność. I wtedy już niczego nie próbujemy z tym zrobić.

Alona: Niewidomi i słabowidzący młodzi ludzie, prezentujący aktywną pozycję życiową, z sukcesem opanowują szeroki zakres specjalności z dziedziny pedagogiki, defektologii, psychologii, masażu i bibliotekoznawstwa. Jednak rzeczywiście – znaleźć zatrudnienie zgodnie z ukończoną specjalnością okazuje się bardzo trudnym zadaniem. Szereg specjalistycznych urzędów teoretycznie jest w stanie przyjąć młodego specjalistę do pracy. Są to specjalne jednostki kształcące, naukowo-produkcyjne przedsiębiorstwa Ogólnorosyjskiego Stowarzyszenia Niewidomych, lokalne organizacje Ogólnorosyjskiego Stowarzyszenia Niewidomych – jednak nie mają one odpowiedniej liczby miejsc pracy. A znalazłszy się na rynku pracy młody specjalista musi być w pełni konkurencyjny. Kiedy starałam się o pracę jako masażystka kilka lat temu, sama zetknęłam się z określonymi trudnościami. U wielu pracodawców, do których zgłosiłam się na rozmowę kwalifikacyjną, pojawiał się trudny do ukrycia „strach w oczach” i później nie mogli już oni omawiać ze mną zagadnień zawodowych – kulturalnie wyprowadzali mnie za drzwi. Tylko nieliczni z nich rzeczywiście zainteresowali się moimi zawodowymi predyspozycjami.

Czy to Państwa pierwsza wizyta w Polsce? Jakie macie wrażenia? Co Wam się spodobało, a co Was rozczarowało?

Anton: Tak, to pierwsza wizyta. Przyjechaliśmy do przyjaciół, którzy przeprowadzili się do Polski z Rosji w ramach programu repatriacji. Po pierwsze, to co rzuciło się w oczy, a dokładniej „w uszy”, to udźwiękowione stoisko na przystanku komunikacji miejskiej w Gdańsku. No i w ogóle transport miejski. Wasze autobusy wskazują pasażerom stojącym na przystanku numer trasy i kierunek jazdy. Można zobaczyć informację o numerze nadjeżdżającego środka transportu oraz za jaki czas będzie on na miejscu. W Czelabińsku czegoś takiego jeszcze nie ma. Bardzo spodobały się nam makiety zabytków – Wawelu, Kościoła Mariackiego, kościoła w Gdańsku. Polskie rozwiązania tyflotechniczne, na przykład laski, są bardziej współczesne niż te dostępne w Rosji. Liczba produktów w sklepach jest większa, a ceny bardzo często niższe. Najlepsze wrażenie wywarli na nas ludzie – Polacy są bardzo przyjaźni. I pogoda – u was jest znacznie cieplej niż w Czelabińsku. Największym rozczarowaniem było to, że w Polsce namiot można rozbić wyłącznie na kempingach i że trzeba za to zapłacić. A w Rosji można podróżować z namiotem po dzikiej przyrodzie i zatrzymywać się praktycznie w dowolnym miejscu.

Alona: Tak, to prawda. Smuci mnie także myśl, że nie mogliśmy pobyć w Tatrach i nie nacieszyliśmy się ich dziewiczą przyrodą i pięknem, a to dlatego, że w okresie całego naszego pobytu ze względu na upały obowiązywał zakaz chodzenia po górach. Mam nadzieję, że zwiedzę je następnym razem. Polska utkwi mi w pamięci z uwagi na swoje piaszczyste plaże, bałtyckie wybrzeże, delikatne morze, ciepłe słońce, w pamięci pozostaną uśmiechający się i życzliwi ludzie, którzy zawsze są gotowi pomóc. Polska zapadnie mi w pamięć także z powodu miejscowych przysmaków. Kiedy przyjeżdżam do nowego miasta, albo w nowe miejsce, obowiązkowo staram się „spróbować jego smaku”. Polska w tym ujęciu jest bardzo „smacznym” krajem: helski trdelnik, krakowskie obwarzanki, wspaniałe gofry, polskie, niebywale świeże pączki, bajaderki, żurek, różnorodne ryby. Właśnie w Polsce po raz pierwszy spróbowałam mango i owoc tamaryndowca. Polska skłoniła mnie do dalszej nauki języków obcych i to nie tylko polskiego. To bardzo przyjemne uczucie, gdy mówisz w języku obcym i czujesz, że ludzie cię rozumieją. Planuję po powrocie do ojczyzny na poważnie zająć się nauką minimum angielskiego, ale również chcę kontynuować naukę języka polskiego. W ogóle wrażeń jest bardzo dużo. Zawsze starannie zachowuję w pamięci wspomnienia o miejscach, w których kiedyś byłam, a później pilnie ich strzegę i wracam do nich pamięcią. W tej kronice wspomnień Polska będzie zajmować jedną z najjaśniejszych stronic.

Jakie są Państwa doświadczenia turystyczne?

Anton: Zanim poznałem moją żonę, przejechałem około 20000 km autostopem po Rosji, z tego 8000 km będąc już niewidomym. Bywałem w górach uralskich, na pasmach górskich Szychan, Taganaj, Iremel, uczestniczyłem także w konnej wyprawie; w Ałtaju spływałem po rzece Katuń. Katuń – jest rzeką czwartej kategorii trudności, byłem już wówczas niewidomy, a spływ okazał się taką przygodą, że – mam nadzieję – napiszę o nim oddzielnie. Z Aloną byliśmy na szczycie Taganaj, na Krymie na brzegu Morza Czarnego i Azowskiego, w naszą ostatnią podróż przed przyjazdem do Polski udaliśmy się do znanej na całym świecie jaskini Ignatiewskiej i otaczającego ją kompleksu jaskiń, gdzie „widzieliśmy” malarstwo naskalne, cudowną ikoną Bogurodzicy w Kamieniu, widzieliśmy jak górska rzeka Sim dosłownie znika pod ziemią i schodziliśmy ze speleologami w jej podziemne koryto. Polska to pierwszy kraj, który odwiedziliśmy i to zapewne nie ostatni raz. W przyszłości – w ramach sportowo-turystycznych przedsięwzięć chcielibyśmy odbyć pieszą wędrówkę po górzystym Ałtaju, w kwietniu spłynąć po rzece Sakmara na Uralu (rzeka 3-4 kategorii trudności). Oprócz tego planujemy podróże do innych krajów, mnie interesuje Wschód – Tajlandia, Indie, Wietnam, zaś Alonę Europa – Francja, Niemcy i Włochy. No i oczywiście przyjedziemy jeszcze raz do Polski.

Jesteście członkami organizacji zrzeszających i pomagających niewidomym. Czy możecie Państwo powiedzieć nam kilka słów na ten temat?

Anton: Należymy do Czelabińskiego oddziału Ogólnorosyjskiego Stowarzyszenia Osób Niewidomych, Czelabińskiego Polskiego Stowarzyszenia Solaris, ja jestem także konsultantem Ogólnorosyjskiej Zawodowej Ligi Psychoterapeutycznej. Nie ma takiej możliwości, by opowiedzieć o tych stowarzyszeniach w dwóch zdaniach. Jeśli czytelnicy zechcą, a redaktor zaaprobuje, to możemy napisać o nich w przyszłości.

Jakie są Państwa marzenia i plany na przyszłość?

Anton: W najbliższym roku chcemy mieć dziecko, przynajmniej jedno; ja chciałbym rozwijać swoją praktykę psychologiczną, nauczyć się dobrze języka polskiego, wrócić do Polski. Moi przodkowie kiedyś wyemigrowali z Polski na Ukrainę, teraz chciałbym potwierdzić ich polskie pochodzenie i jeśli będzie możliwość – złożyć wniosek w ramach repatriacji.

Alona: Plany, jak to zazwyczaj bywa, są ambitne. Chcę urodzić dzieci, przynajmniej jedno, rozwijać swoją praktykę w zawodzie masażysty, być może otworzyć swój salon masażu. Chciałabym przeprowadzić się do innego kraju, gdzie jest ciepły klimat, gdzie pluska morze, gdzie w dużej ilości rosną owoce. Chcę nauczyć się angielskiego, polskiego, francuskiego, podróżować i pobyć w najpiękniejszych zakątkach świata, zwiedzić Wersal, Luwr, Tuileries, wykąpać się w Morzu Śródziemnym, pojeździć na słoniach w Tajlandii, pozachwycać się egipskimi piramidami i wiele, wiele innych.

Co chcieliby Państwo dodać na zakończenie naszej rozmowy?

Anton: Polska okazała się zadziwiająco gościnna i wzbudziła nasze duże zainteresowanie. Szkoda, że nie mogę jej zobaczyć. Wierzę, że główną osobliwością każdego kraju są jego mieszkańcy. Chciałbym przyjechać tutaj znowu, tym razem dobrze znając język, tak by móc bliżej się poznać i lepiej was zrozumieć.

Bardzo dziękuję za rozmowę. Życzymy Państwu szczęśliwego powrotu do domu. Mamy nadzieję na rychłe, ponowne spotkanie.

Komentarze

komentarze