Nie widzę przeszkód, by pracować. Rozmowa z Panią Patrycją Klaklą

Katarzyna Kozak: Pani Patrycjo, od 16 lat pracuje Pani jako dyplomowany technik masażysta. Proszę powiedzieć, skąd pomysł na takie zajęcie?

Patrycja Klakla: Zanim podjęłam decyzję o byciu masażystką, byłam agentem ubezpieczeniowym, pracowałam także w radiu. Wiele moich koleżanek było masażystkami, więc zawód ten był zawsze gdzieś blisko mnie. Jestem otwartą osobą, lubię kontakt z ludźmi, a są to cechy raczej wymagane przy wykonywaniu tej pracy. Z czasem tak się jakoś złożyło, że i ja zostałam masażystką.

K.K.: Jakie musiała Pani nabyć uprawnienia, jaką ukończyć szkołę lub kurs aby móc wykonywać ten zawód?

P.K.: Skończyłam 2,5-letnie policealne studium masażu dla osób niewidomych. W ten sposób zdobyłam tytuł dyplomowanego technika masażysty i możliwość wykonywania zawodu. Szkolę się w zasadzie do tej pory. Należę do Sekcji Niewidomych Masażystów (Krajowa Sekcja Niewidomych Masażystów i Fizjoterapeutów, przyp. aut.), co kilka miesięcy spotykamy się, wymieniamy doświadczeniami, bierzemy udział w szkoleniach. Szkolenia pozwalają uczyć się nowych terapii związanych z naszym zawodem, nabywać nowych umiejętności. Od blisko 10 lat, czyli odkąd moje dzieci nieco podrosły, jeżdżę na szkolenia dość intensywnie. Chcę się rozwijać i być na bieżąco w branży, ponieważ rynek jest dość przeładowany i po prostu trzeba się szkolić i rozwijać. Żeby się przebić na rynku, trzeba pokazać, że jest się dobrym w tym zawodzie.

K.K.: Czy trudno było znaleźć pracę?

P.K.: Po ukończonej szkole miałam 2-miesięczne praktyki w jednym ośrodku. Potem zaszłam w ciążę i po roku mój mąż, również masażysta (pracujący na kontrakcie) potrzebował pomocy do pracy. Zaproponował swojej szefowej mnie. I tak się zaczęło. Najpierw przychodziłam tylko na kilka godzin, ale z czasem pacjentów było coraz więcej i 3 godziny dziennie okazało się zbyt mało. Obecnie pracuję dwa razy tyle. Od 14 lat w Ośrodku Leczniczo-Wypoczynkowym Kormoran w Kołobrzegu.

K.K.: Zatem Pani mąż również pracuje jako masażysta?

P.K.: Pracował. Od 6 lat jestem wdową. Razem z mężem ukończyliśmy szkołę. Ja nie pracuję na kontrakcie, bo przy dwójce dzieci nie miałabym tyle czasu. Mam skrócony czas pracy (6 godzin dla niewidomego masażysty), jednak praca ta bywa męcząca fizycznie. Dziennie zdarza mi się przyjąć po kilkunastu pacjentów. Wykonywanie zabiegów wymaga używania siły fizycznej, więc też bycia w dobrej kondycji. Często pracuję z osobami starszymi, rozmawiamy o różnych sprawach i różnych problemach, swoich i cudzych. Zdarza się, że problemy innych przynosi się do domu.

K.K.: Co Pani najbardziej lubi w swojej pracy, co daje satysfakcję?

P.K.: To, że sporo pacjentów wraca, są zadowoleni i chcą brać kolejne zabiegi. Bardzo miłe są również sytuacje, gdy mój pacjent, będący akurat w naszym ośrodku (nie umówiony ze mną tego dnia na wizytę), zaczepia, wita się, poznaje mnie i zagaduje, tak po prostu, z czystej sympatii. Odnajduję się w tej pracy i naprawdę ją lubię. Teraz akurat mam urlop i bardzo już mi się chce z niego wrócić. Czekam na powrót do pracy. Okres zimowy nie nastraja mnie urlopowo. Praca nadaje rytm dnia, jego schemat i dzięki temu dzień inaczej upływa. W czasie wolnym muszę gospodarować sobie czas inaczej. Dzieci są na tyle duże, że nie wymagają już ciągłej opieki, mam więcej czasu dla siebie. Zwykle czytam książki.

K.K.: Jakie możliwości rozwoju daje Pani ta praca?

P.K.: Rozwija, to na pewno. Otwiera na inne osoby i na świat. Spotykam się z bardzo różnymi ludźmi, z różnym poziomem wykształcenia i na różnym poziomie intelektualnym. Mój mąż był osobą zamkniętą, a ta praca go otworzyła. Już sam etap przeprowadzania wywiadu z pacjentem wymaga otwarcia, empatii. Trzeba zadawać pytania, poznajemy w ten sposób innego człowieka. Poza tym wizyty są regularne, spotykamy się systematycznie z daną osobą. Praca pomogła mi po śmierci męża. Dała mi też możliwość czerpania z doświadczenia starszych osób. To mi pokazało, że nie jestem sama z problemami.

K.K.: Jakie bariery i trudności napotykała Pani na etapie poszukiwania zajęcia lub napotyka teraz, podczas pracy?

P.K.: W samej pracy nie napotykam na bariery, bo współpracowników mam w pełni sprawnych. Koleżanki z pracy dużo mi pomagają. Po ośrodku potrafię poruszać się z laską, a w razie potrzeby zawsze ktoś chętnie mi pomoże i podprowadzi. Wiadomo, że są osoby bardziej przyjazne i otwarte oraz te mniej, ale to nie wynika z niepełnosprawności, tylko z charakteru. Wśród w pełni sprawnych osób też tak jest. Kogoś lubimy bardziej, a kogoś mniej.

Po śmierci męża wyrobiłam sobie pieczątkę, żeby być bardziej samodzielną. Po zabiegu muszę zawsze zostawić podpis w karcie pacjenta, więc posiadanie pieczątki umożliwia mi wykonanie tego bez pomocy osoby trzeciej (nie podpiszę się, ale pacjent może postawić pieczątkę). Wykonuję swoją pracę w pełni, tak jak pozostali pracownicy. Jedynie grafiki masaży układają mi koleżanki, bo nie jestem w stanie tego zrobić sama. Staram się dużo rzeczy robić samodzielnie, żeby nie obciążać koleżanek. Poza tym lubię czuć, że jestem samodzielna, że mogę zrobić coś sama.

K.K.: Czy jakieś instytucje lub osoby prywatne pomogły Pani znacząco w znalezieniu zatrudnienia?

P.K.: Głównie Sekcja Niewidomych Masażystów. Wiem też, że inni szukają pracy zazwyczaj przez znajomych. Albo ktoś zostaje wolontariuszem w danym miejscu, żeby wykazać się swoją wiedzą, a potem udaje mu się dostać zatrudnienie. Mój kolega zdobył w ten sposób pracę. Niektórzy masażyści pracują na kontrakcie, czyli mając własną działalność gospodarczą; mają płacone od masażu i wtedy robi się trochę taki wyścig szczurów, bo trzeba wyszukiwać klientów, zdobywać ich. Poza tym, różne ośrodki różnie płacą za zabiegi. Dużo zależy od wielkości miejscowości, od charakteru i rangi danego miejsca pracy. Bardzo różnie z tym jest. A jeśli ktoś szuka pracy na umowę o pracę, to bardzo dużym argumentem dla pracodawcy będzie to, że może się on ubiegać w PFRON o dofinansowanie do stanowiska pracy dla pracownika z niepełnosprawnością.

K.K.: Czy ma Pani w pamięci jakąś sytuację lub wydarzenie, które Panią pozytywnie zaskoczyło w pracy, jakieś miłe wspomnienie?

P.K.: Musiałabym się zastanowić, bo takich wydarzeń było mnóstwo. Ostatnio np., kiedy moja pacjentka, która mnie obserwowała, zaproponowała mi wywiad w ogólnopolskiej gazecie. Mówiłam tam o swoim życiu i swoich pasjach. Pani redaktor znała mnie z opisów moich pacjentów. Przyszła do mnie do gabinetu i zaproponowała przeprowadzenie wywiadu. Było to niezwykłe przeżycie, bo ja dla siebie zawsze byłam taka dość zwyczajna, a tu się okazuje, że dla kogoś jestem osobą interesującą i to na tyle, że chce o tym napisać w gazecie. Wiele koleżanek wypowiadało się na mój temat i mówiły mnóstwo dobrych rzeczy, to było dla mnie bardzo motywujące. Jak tylko gazeta się ukazała, koledzy z pracy poszli do kiosku ją kupić. To jest bardzo satysfakcjonujące, że ktoś docenia moją pracę i jeszcze chce o tym napisać. Dzięki temu dostałam jeszcze większego „kopa”.

K.K.: Co by Pani poradziła osobom słabowidzącym lub niewidomym poszukującym pracy lub zniechęconych do poszukiwań przez swoją dysfunkcję wzroku?

P.K.: Odpowiednie nastawienie. To jest podstawa. Mam pacjentów z dysfunkcją wzroku i czasami się ich wstydzę. Są osoby, które siedzą na zasiłku i to im wystarcza; zapominają, że rodzice, z którymi teraz mieszkają, kiedyś odejdą i sam ich zasiłek już nie wystarczy do przeżycia.

Poza tym, praca naprawdę rozwija człowieka. Jeśli ktoś szuka pracy, to powinien mieć pozytywne nastawienie i chęć do rozwoju. Możemy się kształcić komputerowo i w tej branży szukać pracy. Dużo jest obecnie pracy zdalnej dla informatyków. Trzeba się zastanowić, co byśmy chcieli robić i dążyć do tego. Przeanalizować, co nasza niepełnosprawność umożliwia, jaki zawód możemy wykonywać. Jeśli słabo widzimy, to możemy robić więcej niż osoba całkiem niewidoma, ale to też nie dyskryminuje niewidomych. Jest wiele opcji: jak nie masaż czy komputer, to inna praca. Można być muzykiem, pracować, np. w rejestracji w przychodni. Wszystko zależy od naszego podejścia. Nie można z góry zakładać, że „nic nie będę robił, bo jestem niepełnosprawny i macie mi płacić więcej i już”. To jest najgorsze, co można zrobić.

Kiedyś pracowałam w radiu, mówiłam swoje wiersze. Potem byłam agentem ubezpieczeniowym. W wieku 23 lat zaczęłam uczyć się masażu. Każdy w życiu musi znaleźć swoją drogę. To nie jest tak, że niepełnosprawność nas ogranicza. Ogranicza nas szukanie dziury w całym. Można szukać zatrudnienia nawet na otwartym rynku pracy. Najważniejsza jest chęć do pracy, a niestety sporo jest ludzi, którzy po prostu nie chcą pracować.

To jest kwestia tego jak my, niepełnosprawni, chcemy być postrzegani przez środowisko. Czy chcemy być nieporadni i żeby inni myśleli, że nic nie potrafimy robić, tylko siedzieć bezproduktywnie. Mam nadzieję, że ten stereotyp się zmienia i ludzie zaczną myśleć inaczej. Ja obracam się w środowisku osób, które chcą być aktywne. Pokończyli szkoły, mają wykształcenie, założyli rodziny i realizują się zawodowo.

K.K.: Czy myślała Pani kiedyś o zmianie zajęcia?

P.K.: Gdybym widziała albo była młodsza, to pewnie byłabym dziennikarką. Zawsze lubiłam pisać wiersze, potem pracowałam w radiu. To była moja pasja. Już w szkole pisałam artykuły do gazetki szkolnej. Myślę, że w tym bym się odnalazła – dawało mi to możliwość wypowiedzenia się. Ale to już nie ten wiek i nie ten czas. Już o tym nie myślę. Jest dobrze tak, jak jest i tu, gdzie jestem.

K.K.: Serdecznie dziękuję za poświęcony czas i wyczerpujące odpowiedzi!

Komentarze

komentarze