Nasze przygody w Wietnamie cz. 1

Nie samą pracą człowiek żyje. Czasem warto zrobić sobie urlop. Najlepiej jak najdalej od codziennego otoczenia, poznać i zatopić się w inną kulturę. Jednym z najciekawszych, a dostępnych cenowo kierunków jest Azja. My wybraliśmy Wietnam, który jest bardziej dziki od Malezji, a mniej komercyjny od znanej wszystkim Tajlandii. Podczas wycieczki zastanawialiśmy się czy niewidomy ma jakiekolwiek szanse w takim kraju? Czy jest w stanie samodzielnie się przemieszczać? Na te i kilka innych pytań postaramy się odpowiedzieć opisując nasze przygody w Wietnamie.

Jedno jest pewne – podróże kształcą i rehabilitują. Będąc w podróży uczymy się samodyscypliny, zaradności i pokonywania przeciwności. Poznając nową kulturę stajemy się bardziej tolerancyjni i otwarci na inność. Podróże, choć fascynujące, nie zawsze są łatwe. Ale właśnie dzięki temu mogą nauczyć nowych umiejętności. Najlepiej bowiem uczymy się wtedy, kiedy nie mamy wyboru, lecz po prostu musimy działać. Przez ten czas jesteśmy Panami swojego losu i decydujemy o swoim życiu w każdym jego aspekcie. Czy można sobie wyobrazić lepszą formę rehabilitacji?

Viet Nam

Wietnam, Socjalistyczna Republika Wietnamu ? państwo w Azji Południowo-Wschodniej, położone na Półwyspie Indochińskim, graniczące z Chińską Republiką Ludową, Laosem i Kambodżą. Posiadając liczbę ludności ponad 90 mln jest piętnastym co do wielkości populacji państwem świata.

Powierzchnia Wietnamu wynosi około 331 210 km?. Długość granic kraju to 4639 km. Najwyższą górą jest Phan Xi Păng 3143 m n.p.m., najdłuższa rzeka to Rzeka Czerwona (450 km na terytorium Wietnamu).

Podróż krok po kroku

Mieliśmy dwa tygodnie na zwiedzenie Wietnamu – to mało i dużo. Każdemu polecam się zastanowić czy zwiedziłby dostatecznie dobrze Polskę w dwa tygodnie, mniejszy kraj, który znamy jak własną kieszeń i mówimy w tym samym języku, a następnie dopiero usiąść do planowania. Optymalnie jest mieć 3 tygodnie, ale w 2 tygodnie, jak zaraz to opiszemy, też się da, trzeba jednak więcej samozaparcia.

Wizy

Wizę do Wietnamu można dostać na dwa sposoby:

  • składając wniosek o jej wydanie w konsulacie Wietnamu w Warszawie
  • działając przez pośrednika, załatwić promesę wizową.

Pierwsza opcja jest dobra dla mieszkańców stolicy, gdyż w konsulacie trzeba pokazać paszport. Znajoma taki wniosek złożyła na odległość, wysyłając paszporty pocztą.

Koszty: 8$ – promesa, 47 PLN – honorarium pośrednika, 25$ – wiza (płatne na lotnisku w Wietnamie). Prościzna.

Szczepienia

Lecąc do egzotycznych krajów warto się zaszczepić. My ostatecznie zdecydowaliśmy się na podstawowy zestaw, w którym były szczepionki m.in. przeciwko żółtaczce typu A i B oraz dur brzuszny. Oczywiście czytając o chorobach w Azji można się było przerazić. Dur brzuszny, denga, japońskie zapalenie mózgu, malaria. Na niektóre nie było szczepionek. Na inne były, ale efekty uboczne potrafiły być gorsze od samej choroby. Jednak warto się zaszczepić, gdy człowiek jest rozsądny nie powinno mu się nic stać.

Jak się spakować?

Jeżeli planujecie samodzielnie zwiedzić jakiś kraj pociągami i samolotami, zapomnijcie o walizkach na kółkach. To dobre rozwiązanie, gdy wybieramy się na wakacje w jedno miejsce. Gdy zmieniamy miejsce co 2-3 dni tak jak my, najlepiej zmieścić się w plecak 40-50 litrowy. Ubrania po tygodniu można wyprać za kilkanaście złotych i zawsze można coś dokupić. Ja doszedłem do opcji: apteczka, podróżna kurtka przeciwdeszczowa, kocyk do przykrycia, polar, spodnie z odpinanymi nogawkami, krótkie spodenki sportowe, 7 koszulek, 7 par majtek, kilka skarpetek, sandałki i japonki. Resztę zajmuje sprzęt foto, który też ograniczam do minimum (dwa obiektywy). Z żoną jest trochę gorzej, ale mieści się w te 50 litrów… Warto mieć drugi plecak szkolny na codzienne wojaże, można go zabrać jako bagaż podręczny, ale lepiej zmieścić do plecaka, żeby nie nosić go podczas przemieszczania po kraju docelowym.

Wylot z Warszawy do Sajgonu

Lot trwa około 14 h z przesiadką w Doha. Bilety warto kupić wcześniej i zaczaić się na okazję, zazwyczaj udaje się kupić bilet w cenie ok. 2000 zł. Można zrobić to jeszcze taniej lecąc z innego kraju, ale dodając koszty dojazdu i stratę cennych dni, nie zawsze jest to optymalne rozwiązanie.

Lotnisko w Sajgonie

Pierwsza rzecz to wymiana pieniędzy na Dongi, ale uwaga! Nie wymieniajcie wszystkich, na początek wystarczy 100 dolarów. Kurs Donga do Dolara to 22 803, więc otrzymuje się miliony, jak w latach 90 w Polsce. W Wietnamie jest dosyć bezpiecznie, ale warto przeliczyć czy dobrze wydają nam pieniądze i trzymać je rozdzielone w różnych miejscach – nieważne w jakim jesteś kraju. Z międzynarodowego lotniska w Sajgonie od razu zdecydowaliśmy się lecieć na północ kraju do Hanoi i zjeżdżać w dół kraju. Poszliśmy więc na terminal lokalny. Warto wcześniej się zorientować w Internecie, jakie są opcje. Samoloty latają mniej więcej co 1-2 h, a ceny wahają się od bardzo tanich do bardzo wysokich: od ok. 200 zł za bilet do nawet 900 zł. Lot do Hanoi zajmuje około 1 godzinę.

Przylot do Hanoi

Po przylocie jedziemy od razu do hotelu. To jedyny hotel, który zarezerwowaliśmy wcześniej. W naszych podróżach chcemy być jak najbardziej elastyczni i następne hotele wyszukujemy poprzez portal Booking.com – jest ich pod dostatkiem. Jednak ten pierwszy hotel po kilkunastu godzinach lotu warto już mieć. Na pierwszą noc wybieramy lepsze hotele, bo po prostu szybko trzeba się zregenerować. Drogę z lotniska do hotelu najlepiej pokonać busem (ok. 10 zł od osoby), taksówki to ostateczność w każdej podróży, niestety, szczególnie na lotniskach jest drogo, a kierowcy lubią oszukiwać, więc warto ustalić na początku cenę. My, jeśli musieliśmy, korzystaliśmy z Ubera.

Jet Lag

Wylecieliśmy ok. 18 z Polski, a w Hotelu Hanoi byliśmy ok. godziny 18 następnego dnia (trzeba doliczyć 7 godzin do przodu). Po krótkiej drzemce w hotelu kusi człowieka, żeby wyjść na miasto, ale zrobiliśmy to tylko po to, aby coś zjeść. Jak najszybciej trzeba przestawić się na czas lokalny, więc gdy przyjeżdżamy rano nie pozwalamy sobie na długi sen, by w nocy usnąć o godzinie lokalnej, tak jak w domu. Gdy zaniedba się przestawienie, można dochodzić do siebie kilka dni, a na to po prostu nie ma czasu. Najlepsza dzielnica do mieszkania to Hoan Kiem, blisko do głównego deptaka i najważniejszych atrakcji.

Pierwsze wrażenie

Najbardziej lubię ten moment, gdy wychodzimy z lotniska i odczuwamy inny klimat kraju, w którym jesteśmy. Pierwsze co do mnie dociera, to oczywiście temperatura i inna wilgotność powietrza. Azja jest wilgotna i parna, potrzeba kilku sekund, żeby złapać oddech. Następnie widzę te kompletnie inne twarze i inny sposób bycia ludzi – to oczywiście pozory, bo głęboko wierzę, że środku wszyscy jesteśmy tacy sami. W Wietnamie przez wojnę sporo osób zna angielski, więc z dogadaniem się nie ma problemu, choć swojskie migi są zawsze pomocne. Ludzie zachowują się jak stereotypowi Azjaci, są uprzejmi i gdy nawet nie wiedzą co powiedzieć, to uprzejmość nie pozwala im nie odpowiedzieć, więc trzeba uważać, bo potrafią pokierować w kompletnie złą stronę.

Hanoi

Pierwsze nasze spotkanie z wietnamską ulicą. Tysiące straganików, restauracji i setki skuterków. Można było poczuć klimat i historię tego miejsca. Mieliśmy wrażenie, że coś podobnego widzieliśmy w popularnych filmach o Wietnamie. Najlepsze i najbardziej satysfakcjonujące jest jedzenie. Zazwyczaj to uliczne biznesy jednoosobowe. Pani kucharka ma duży garnek zupy Pho lub innej, jakieś mięso na grillu i masę warzyw. Dla gości jest dostępny malutki dziecięcy stoliczek i równie małe stołeczki do siedzenia w kucki – zgodnie możemy powiedzieć, że takiego jedzenia nie zjecie w najlepszej Azjatyckiej restauracji w Polsce, a posiłki kosztują od 5 do 10 zł! Polecamy zupę o nazwie Bún ch?. To jedno z naszych ulubionych dań – proste, ale wymaga kolektywnej pracy wielu osób. Bún ch? grillowana i jedzona w samotności po prostu nie smakuje! Jej sekretem jest ekstremalnie świeże mięso – w Wietnamie ze względu na klimat nie ma mowy o długim przechowywaniu nieprzetworzonych składników. Być może w następnych numerach damy przepis na tę zupę – jeśli chcecie, napiszcie do redakcji Helpa!

Hanoi – stolica i największe obok Ho Chi Minh miasto Wietnamu, usytuowane w Delcie Rzeki Czerwonej, w Tonkinie. Mimo wielokrotnych zniszczeń w Hanoi wciąż istnieje wiele zabytków starej architektury, szczególnie na Starym Mieście (dzielnica Ho?n Ki?m). Jest tu wciąż praktykowanych wiele tradycyjnych rzemiosł, jak formowanie brązu, produkcja wyrobów z laki, grawerstwo czy haft.

Hanoi jako jedno z niewielu miast w Wietnamu jest dosyć dostępne dla niewidomych, na chodnikach są ścieżki naprowadzające. Niestety, ogromny ruch, tłok i szalone przejścia dla pieszych są przerażające dla widzących, a co dopiero dla niewidomych. Oczywiście lokalni niewidomi poruszają się po mieście, ale jest to widok bardzo rzadki.

Szok co krok

Dla Europejczyka wielkie miasta Wietnamu są prawdziwym wyzwaniem. Szokiem natomiast jest organizacja ruchu ulicznego. Na pierwszy rzut oka setki tysięcy pojazdów, od rowerów przez wszechobecne skutery najróżniejszych marek po luksusowe suwy i ciężarówki, niczym lawa, bez żadnego porządku, przelewają się przez ulice miasta. Nikt nie respektuje tu sygnalizacji świetlnej, obowiązującego kierunku ruchu, czy nawet przejść dla pieszych. Powody są dwa.

Po pierwsze, każdy Wietnamczyk od dziecka słyszy, że kolor czerwony to kolor socjalizmu, zwycięstwa i partii, a te nie zatrzymują się przed przeciwnościami losu, lecz pokonują przebojem wszelkie pojawiające się na ich drodze przeszkody. Nikt więc nie respektuje takiej błahostki jak czerwone światło na przejściu. Po drugie, Wietnamczycy nie znają poczucia strachu – wierzą, że skoro nie pokonali ich Mongołowie, Chińczycy, Francuzi ani nawet Amerykanie, nie pokona ich nikt, cóż znaczy więc jadący w ich stronę samochód. Wydawać się może, że na ulicy obowiązuje prawo silniejszego, ale to tylko nasza, europejska logika.

Kiedy chce się przejść przez ulicę, po której płynie nieprzerwana rzeka pojazdów, wystarczy zapomnieć o strachu, zamknąć oczy i przejść nie zatrzymując się pod żadnym pozorem. Pędzące pojazdy jakimś niezrozumiałym cudem potrafią ominąć piechura. I tu dają znać o sobie zakorzenione w wietnamskim prawie zwyczaje. To niesamowite, ale dzieci ze szkoły wracają w ten sposób do domu i nie słychać o wypadkach.

Zdecydowanie warto spędzić w Hanoi przynajmniej 2 dni. My zwiedzaliśmy je przez jeden dzień, następnie służyło nam 3 dni jako punkt wypadowy.

Widzieliśmy:

Hoan Kiem Lake i świątynia Jadeitowa

Oznacza dosłownie w języku polskim jezioro zwróconego miecza. Nazwa ściśle wiąże się z legendą, o której za chwilę. Jezioro jest częścią szerokiej Rzeki Czerwonej. Jednakże w wyniku zmian geologicznych i krajobrazowych odsunęło się od niej i obecnie zlokalizowane jest około dwa kilometry od niej. Bardzo znana legenda głosi, że w XV wieku jeden z ubogich rybaków, którego nazywano Le Loi, został obdarowany wyjątkowym mieczem przez żółwia żyjącego w jeziorze. Były to czasy okupacji chińskiej i walk z wrogiem. Miecz miał nadzwyczajną moc. Rybak użył go podczas walki z Chińczykami. Dzięki niesamowitym właściwościom, jakie posiadał magiczny miecz, pokonał on dynastię Ming, kończąc jej panowanie w dawnym Wietnamie. Za ten niezwykły czyn uhonorowano go i ogłoszono królem. Po koronacji nowy władca udał się nad jezioro chcąc podziękować bogom za ocalenie kraju. Wówczas wydarzyła się historia niezwykła. Z jeziora wynurzył się żółw, a miecz samoistnie wrócił do niego. Ponoć zamienił się on w smoka, uniósł do góry, a następnie zniknął w głębinach jeziora. Król z wdzięczności nakazał zmianę nazwy jeziora na Hoan Kiem. Wybudowano także wieżę, która miała upamiętniać żółwia, który czuwał nad krajem. Od tej pory żółwie stały się symbolem pokoju. Obecnie Hoan Kiem Lake jest miejscem, które bardzo chętnie odwiedzają turyści i mieszkańcy Hanoi. Toń jego wody ma zielony kolor, a głębokość wynosi maksymalnie dwa metry. Dookoła porastają je drzewa, których rozłożystość sprawia, że dają cień i schronienie podczas upalnych dni.

W północnej części jeziora znajduje się Den Ngoc Son, czyli Świątynia Jadeitowa. Została zbudowana na cześć konfucjanisty, taoisty i filozofa oraz bohatera narodowego Tran Hung Dao. W roku 1865 rozbudowano ją i w takim kształcie można ją podziwiać do dziś. Prowadzi do niej czerwony mostek Cau The Huc, czyli Most Witający Słońce. Wewnątrz świątyni wyróżnia się obiekty Thap But, Dac Nguyet i Dinh Tran Ba oraz płytę Dai Nghien, mające znaczenie symboliczne dla Wietnamczyków.

Muzeum Kobiet

Vietnamese Women’s Museum zostało założone przez Związek Kobiet Wietnamskich. Otwarto je w 1995 roku. W latach 2006 i 2010 zostało odnowione. Zlokalizowane jest w centrum Hanoi, zaledwie 500 metrów od jeziora Hoan Kiem. Zadedykowano je w całości mieszkankom Wietnamu, ich roli w historii kraju i obecnie. Misją muzeum jest podniesienie poziomu wiedzy społeczeństwa i zrozumienie historii oraz dziedzictwa kulturowego wietnamskich kobiet, a także przyczynienie się do promowania równości płci. Muzeum Kobiet jest miejscem, w którym zgromadzono wszelkie wyniki badań nad życiem kobiet i kolekcje różnorodnych zbiorów. Łącznie zebrano około 28000 artefaktów, które można podziwiać na dość dużej powierzchni. Są one podzielone na zbiory specjalne, takie jak tekstylia, metale, drewno, papier, ceramikę, wyroby ze skóry, rogu, gleby i szkła. Wystawa stała została podzielona na trzy części: Kobiety w Rodzinie, Kobiety w Historii i Kobiety w Modzie. Dotyczą one bardzo złożonego życia wietnamskich kobiet i ich roli w życiu kraju.

Świątynia literatury

Bez wątpienia jedną z największych atrakcji stolicy Wietnamu jest Świątynia Literatury. Spośród prawie 200 świątyń w Hanoi ta jest prawdopodobnie najwspanialsza. Została wybudowana w 1070 roku przez króla Lý Thánh Tông ku czci chińskiego filozofa Konfucjusza. Na początku pełniła rolę religijną, natomiast po kilku latach zaczęła być miejscem edukacyjnym, powstał tu pierwszy Narodowy Uniwersytet. Świątynia Literatury położona jest na południe od Mauzoleum Ho Chi Minha i Pagody na Jednej Kolumnie w ruchliwym centrum miasta. Otoczona jest wysokim murem, co sprawia, że wchodzimy do oazy spokoju.

Świątynia Literatury składa się z pięciu dziedzińców (ustawione jeden za drugim) symbolizujących pięć elementów natury: wodę, ogień metal, drewno i ziemię. Środkiem prowadzi droga, która przeznaczona była dla króla, natomiast bocznymi ścieżkami wchodzili urzędnicy, wojskowi, uczniowie, nauczyciele…

Mauzoleum Ho Chí Minha

Lăng Ch? t?ch H? Chí Minh – monumentalna budowla ulokowana na placu Ba Đ?nh w Hanoi, w której spoczywa wietnamski przywódca H? Chí Minh, twórca Demokratycznej Republiki Wietnamu. Ho Chi Minh pozostawił niezatarty ślad w historii Wietnamu. W Hanoi nadal uznawany jest za największego lidera kraju. Czczą go niemal wszyscy i potocznie nazywają „wujkiem Ho”.

Prace nad mauzoleum rozpoczęły się 2 września 1973 r. jednak jego budowa formalnie została zainaugurowana 29 sierpnia 1975 r. Za inspirację posłużyło Mauzoleum Lenina w Moskwie, ale do budowli dodano też wiele elementów z typowo wietnamskiej architektury, jak chociażby pochyły dach. Fasadę wyłożono szarym granitem, a wnętrze szarymi, czarnymi i czerwonymi, gładkimi kamieniami. Na portyku mauzoleum umieszczono napis „Ch? t?ch H? Chí Minh” (Przewodniczący H? Chí Minh). Zabalsamowane ciało przywódcy spoczywa w centralnej sali budynku, przy którym wartę pełni straż honorowa. Ciało leży w szklanym sarkofagu z przyćmionymi światłami.

Budowla mierzy 21,6 m wysokości i 41,2 m szerokości. Otaczają ją dwie schodkowe platformy widokowe. Plac przed mauzoleum składa się z 240 zielonych kwadratów podzielonych ścieżkami. W ogrodach otaczających budynek rośnie prawie 250 gatunków roślin i kwiatów, które pochodzą z różnych regionów Wietnamu.

Park Lenina

To park, w którym bawi się masa dzieci i można poobserwować lokalną społeczność. Ciekawostką jest pomnik Lenina, który jest czczony w Wietnamie podobnie jak w Rosji.

Water Puppet Show

Jest takie miejsce w Hanoi, do którego warto zajrzeć i zostać choć na chwilkę. Nie opera to, nie kino, nie teatr w dosłownym tego słowa znaczeniu. Można tutaj być widzem spektaklu i to całkiem niebanalnego. Musimy się przyznać, że zmęczeni po pierwszym dniu prawie odpuściliśmy to show – byłby to wielki błąd! Teatr Kukiełek w Hanoi powstał w XX wieku i odniósł niemały sukces. Jednak jego korzenie sięgają do XI wieku, bowiem tradycja marionetek na wodzie zrodziła się wówczas we wsiach delty Rzeki Czerwonej i należy do najważniejszych wydarzeń kulturalnych w północnych prowincjach Wietnamu. Stąd uważa się tę część kraju za kolebkę lalek na wodzie. Scenę, stanowiącą tło, tworzy jezioro, czyli rodzaj zbiornika przypominającego basen. Z kolei bohaterowie odgrywający główne role to drewniane lalki wystrugane z niezwykłą precyzją i polakierowane. Wsparte są na prętach bambusowych i sterowane przez ludzi. Obok wyjątkowej sceny i marionetek główną rolę odgrywa muzyka grana na instrumentach ludowych: bębny, drewniane dzwonki i dzwoneczki, bambusowe flety, rogi i cymbały. Muzyka przejmująca, żywa i związana z tradycjami wietnamskimi. Jej dźwięki stanowią doskonałe połączenie z akcją, która ma miejsce na scenie. Grane utwory opowiadają wietnamskie historie. Są to zarówno opowieści ludowe, jak i legendy.

Te punkty zaliczyliśmy jednego dnia, na piechotę (bez zwiedzania mauzoleum Ho Chi Minha od środka) jest to plan dość wymagający.

Wycieczka na Ha Long Bay – widoki jak z pocztówki

Jedno z najbardziej znanych i popularnych miejsc w Wietnamie, które trzeba odwiedzić. Widoki są niesamowite, spełniają oczekiwania o egzotycznym kraju widzianym w telewizji, zresztą jak cały Wietnam!

V?nh H? Long – zatoka w północnej części Wietnamu, odnoga Zatoki Tonkińskiej, leżąca w pobliżu miasta H? Long (ok. 164 km na południowy wschód od Hanoi). Zajmuje powierzchnię 1500 km?, na której rozsianych jest ok. 1900 skalistych wysp i wysepek. Większość wysp ma formę wapiennych słupów wyłaniających się wysoko ponad powierzchnię wody. Wapienne podłoże sprzyja powstawaniu licznych jaskiń i grot. W rosnących tu lasach deszczowych występuje duża różnorodność świata zwierzęcego i roślinnego. W 1962 wietnamskie Ministerstwo Kultury, Sportu i Turystyki ustanowiło zatokę „pomnikiem krajobrazowym”. W 1994 UNESCO umieściło ją na swojej Liście Światowego Dziedzictwa.

Wycieczkę warto wykupić w hotelu lub w biurze wycieczek, których jest pełno na każdym kroku (ceny są porównywalne, a firmy współpracują ze sobą) można wybrać wycieczkę jedno– lub dwudniową z noclegiem na statku. My zdecydowaliśmy się na jednodniową. Wcześnie rano wyjazd spod hotelu busikiem, trasa ok. 4h do przystani Ha Long Bay. Na miejscu przesiadka na prom. W cenie wycieczki może być lunch na statku (napoje dodatkowo płatne). Rejs po zatoce, zwiedzanie dwóch wysp, wejście do jaskiń, postój na samodzielne pływanie po zatoce. Do wyboru kajaki lub tzw. bamboo boat kilkuosobowe z wioślarzem, jeśli zdrowie pozwala, polecam kajaki!

Sleeping Bus

Tego samego dnia po powrocie z Ha Long Bay wybraliśmy nocny autobus (sleeping bus) do Sa Pa. To typowy środek transportu w Azji. Wygodny, z łóżkami na dwóch piętrach do spania, dla Europejczyka nawet niewysokiego tak jak ja (1,75 m) łóżka są trochę za krótkie, ale jedzie się przyjemnie, a noc mija szybko, można przykryć się użyczanym bezpłatnie kocem. W autobusach można nawiązać nowe znajomości i wymienić się wrażeniami z innymi podróżnymi, zazwyczaj 80% to turyści.

Homstay w Sa Pa – bliskie spotkanie z Wietnamską rodziną

Do Sa Pa dotarliśmy z samego rana, bo od godziny 4.00 do 7.00 rano pozwolili nam spać w autokarze. Gdy wychodzi się z autobusu, natychmiast pojawiają się kobiety w tradycyjnych kolorowych strojach, proponując nocleg. Można zostać na nocleg w Sa Pa w hotelu, ale lepszym rozwiązaniem jest popularny homestay. Lokalsi wiedzą kiedy przyjeżdża autobus z Hanoi i czekają na turystów na przystanku, oferują homestay w pobliskich wioskach. Można wybrać opcję z dowozem lub samemu dojechać skuterem. My wybraliśmy tę drugą opcję, a tak naprawdę nie mieliśmy wyboru, bo namiary na Homestay mieliśmy już wcześniej od znajomych. Trochę baliśmy się u kogoś zamieszkać bez wcześniejszego polecenia. Te obawy były bezpodstawne, ale o tym później. Mając adres w ręku: wioska Ta Phin, Mrs. May, poszliśmy wypożyczyć skuter. Po krótkich negocjacjach udało się wziąć najmocniejszą maszynę, jaka była dostępna. Jechaliśmy jednym skuterem we dwójkę w górzystym terenie, więc warto było mieć te kilka koni więcej. Zaczęło padać. Poprosiliśmy o mapę i wskazówki dojazdu i sami dojechaliśmy do wioski (ok. 12 km). To było dosyć długie 12 kilometrów: najpierw miasto, w którym przepisy drogowe są traktowane dosyć luźno, następnie podróż po górskich kamiennych ścieżkach w deszczu. Gdy już mokrzy, ale szczęśliwi dojechaliśmy do Ta Phin, zapytaliśmy o panią May, oczywiście okazało się, że wszyscy tu nazywają się May. Na szczęście mieliśmy telefon i właściwa pani May się odnalazła.

Sa Pa to nieduże miasteczko z chłodniejszym klimatem w północnym Wietnamie w prowincji L?o Cai. Zostało założone przez Francuzów w czasach kolonialnych. Położone wysoko w górach, leży na wysokości ok. 1600 m n.p.m., na wzgórzach oddzielonych głęboką doliną od masywu Phan Xi Păng (3143 m n.p.m.), zwanego „Dachem Indochin”. Jest zasłużenie popularne wśród turystów ze względu na wspaniałe górskie widoki, piękną scenerię, tarasy ryżowe, przyjemny klimat oraz sielską atmosferę. W okolicach Sapy żyje kilka różnych mniejszości etnicznych – plemion górskich. Powstająca infrastruktura turystyczna zmieniła całkowicie gospodarczy charakter rejonu. Rolnicza dotychczas ludność przestawiła się na produkcję wyrobów rękodzielniczych i usługi turystyczne.

Atrakcje:

  • pobliskie wioski, piękne widoki na tarasy ryżowe
  • wodospady Love i Silver Waterfall (wycieczka na 1 dzień)
  • kąpiele w baliach z ziołami (świetne po górskich spacerach).

Wietnamskie góry mają do zaoferowania o wiele więcej niż tylko piękne widoki czy możliwość zrobienia wspaniałych zdjęć. To, co urzeka większość przyjezdnych, także i nas, to możliwość spotkania przedstawicieli różnych mniejszości etnicznych. Kwieciści H’mongowie w wielokolorowych pasiastych spódnicach, Dzao z ogromnymi turbanami czy też skromni Czarni i Biali H’mongowie dziarsko przemierzają górskie tereny, pracują w polu, na plecach noszą swoje pociechy, wyszywają kolorowe chusty, dbają o dom i rodzinę. Jak już pisaliśmy, wybraliśmy Homstay (zakwaterowanie u rodziny) w wiosce Ta Phin. Przez 2 dni mieszkaliśmy, jedliśmy i żyliśmy razem z wietnamską rodziną. Poznaliśmy kulturę plemiona Dzao, z którego pochodzi Pani May, dowiedzieliśmy się, że to kobiety w Sa Pa odgrywają główną rolę. Chętnie uczą się angielskiego i chodzą na uniwersytety, są też główną siłą roboczą: to kobiety można spotkać na straganach i polach – jest to bardzo ciężka praca. Zrozumieliśmy też, jak inaczej społecznie zorganizowany jest ten kraj. Jednak mimo wszystko potwierdziliśmy to, co podróże pokazują nam od dawna – ta rodzina nie różniła się bardzo od takiej z Polski. Przy kolacji było dużo śmiechu, cała rodzina, a szczególnie dzieci, były ciekawe nas i Polski. A tata mimo, że nie znał angielskiego, chętnie z nami siedział i dzielił się winem ryżowym. Bardzo trudno było nam się rozstać, ale musieliśmy ruszać dalej.

Szalony powrót

Powrót z Ta Phin był wzywaniem. Najpierw rano pojechaliśmy na skuterze do Sa Pa, oddaliśmy go do wypożyczalni, wsiedliśmy w autobus do Hanoi (ok. 8 h) i wróciliśmy do hotelu – naszej „bazy wypadowej”, gdzie zostawiliśmy bagaże – do Sa Pa chcieliśmy zabrać jak najmniej, żeby na skuterach nie przeszkadzały nam plecaki. Tego samego dnia udaliśmy się na wieczorny pociąg do Ninh Binh.

Komentarze

komentarze