Międzynarodowa konferencja i wystawa CSUN w San Diego

Co roku, w stanie California w USA, Califorinia State Univeristy Northridhe (CSUN) organizuje największą wystawę technologii dla osób niepełnosprawnych, głównie dla niewidomych i niedowidzących, ale też dla osób z problemami w komunikowaniu się. Potocznie wystawa ta nazywana jest po prostu CSUN, a oficjalna nazwa to Annual International Technology and Persons with Disabilities Conference. W tym roku 28. edycja odbyła się w San Diego, na zachodnim wybrzeżu Ameryki Północnej, 100 kilometrów od granicy z Meksykiem, w dniach 27 lutego do 1 marca.

Z Warszawy polecieliśmy do San Diego przez Londyn. W stolicy Anglii, ze względu na opóźnienie pierwszego samolotu, przesiadka była błyskawiczna. Lot do USA przebiegł spokojnie, ale 11 godzin w samolocie to nic przyjemnego. Wylądowaliśmy i po dość długiej i szczegółowej odprawie paszportowo – wizowej mogliśmy pojechać do hotelu. Na miejscu byliśmy późnym wieczorem dnia poprzedzającego wystawę – kompletnie zmęczeni. CSUN odbyło się w tym roku w olbrzymim hotelu Manchester Grand Hyatt położonym przy olbrzymiej przystani dla jachtów. Hotel zbudowany jest z dwóch wież. Jedna miała aż 40 pięter, druga była tylko trochę niższa. Połączone były wielkim łącznikiem, do którego należała między innymi hala wystawiennicza oraz hol (z recepcją) wysoki na kilka pięter. Niestety, nie nocowaliśmy w tym miejscu, więc nie poznaliśmy tego obiektu lepiej niż to było możliwe podczas wystawy. Hala wystawiennicza była bezsprzecznie gigantyczna. Jej powierzchnia to ponad 3150 metrów kwadratowych. Co ważne, cała była wypełniona – nie było wolnych stoisk. Pojawiło się aż 125 wystawców z całego świata. Mimo 3 dni wystawy ciężko było odwiedzić każde stoisko. Co ciekawe, liczba odwiedzających była nieproporcjonalnie mniejsza. Według organizatorów tegoroczną konferencje odwiedziło tylko 4000 uczestników. Jeżeli do powierzchni sali konferencyjnej doliczyć powierzchnie sal przeznaczonych na panele dyskusyjne, to na jeden metr kwadratowy przypadł mniej niż jeden zwiedzający. To dość niewiele, co zresztą było widać. Alejki pomiędzy stoiskami przez pierwsze dwa dni wydawały się puste, trzeciego dnia zrobiło się bardziej tłoczno, ale i tak coroczna REHA FOR THE BLIND w Warszawie cieszy się o wiele większym zainteresowaniem.

Na wystawie można było ewidentnie zauważyć kilka trendów. Przede wszystkim coraz mniej nowych, zaskakujących rozwiązań. Już tak wiele zostało wymyślone i wprowadzone do produkcji, że coraz trudniej o coś zupełnie nowego. Powstają kolejne wersje znanych urządzeń wzbogacone o nowe, ciekawe funkcje, np. powiększalnik będzie rozpoznawał i czytał tekst jak lektor, dotychczasowe kamery zostaną zastąpione kamerami wysokiej rozdzielczości (HD), urządzenia będą lżejsze, tańsze, ładniejsze i bardziej ergonomiczne. Bardzo ważnym trendem jest zapotrzebowanie na rozpoznawanie mowy, głównie w urządzeniach mobilnych. Na ten moment ta technologia nie jest jeszcze dopracowana, ale dynamicznie się rozwija. Dużym zainteresowaniem cieszył się NaviEye. Nawigacja specjalnie zaprojektowana dla niewidomych to coś, co na świecie jest w miarę nieznane, nierozwinięte i polskie rozwiązanie wzbudza wiele pozytywnych emocji. Bardzo miło jest, kiedy na tak ważnej wystawie polska myśl techniczna pokazuje jak należy tworzyć urządzenia w danym segmencie. Podobnie jest z tyflografiką. Wypukłe plany miast czy budynków to w USA (oraz na całym świecie) temat jeszcze nie do końca odkryty, a polskie technologie i sposób wykonania to absolutna czołówka oraz najwyższa jakość merytoryczna i technologiczna.

Altix więc miał się czym pochwalić. W USA funkcjonują bardzo precyzyjne standardy określające jak otoczenie musi być przystosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych, zwane ADA. Mimo swojej szczegółowości i objętości (ok. 200 stron) potrzeby osób niewidomych i niedowidzących nie są wystarczająco opisane. Przykłady tego widzieliśmy będąc w San Diego. Co do zasady, każda informacja dostępna dla osób widzących powinna być dostępna dla niewidomych. Widać to na przykład na tabliczkach informujących o maksymalnej liczbie osób mogących znaleźć się w pomieszczeniu (zgodnie z amerykańskim prawem musi być taka informacja). Pod zwykłym napisem jest też brajl. Wygląda to dość dziwacznie, ale idea jest dobra. Problem w tym, skąd niewidomy ma wiedzieć gdzie jest taka tabliczka? W przeogromnym holu hotelowym nie było żadnej informacji gdzie jest recepcja, windy, pokoje czy restauracja. A trzeba zaznaczyć, że akurat na tym holu naprawdę można się było zgubić. Kubaturę tego pomieszczenia można porównać do średniego dworca. Nie było map wypukłych, ani udźwiękowienia otoczenia. Po prostu wspomniany dokument ADA nie uwzględnia takich tematów (200 stron to jak się okazuje za mało).

Samo miasto jest niezwykle ciekawe. Jest to piąte najbogatsze miasto w Stanach Zjednoczonych! To widać i niestety czuć przy płaceniu za cokolwiek. Zadbane ulice, przemyślana i uporządkowana architektura. Głównie małe domki jednorodzinne na olbrzymiej powierzchni, Downtown (centrum) również ładne, ale niewielkie ze względu na rejon zagrożony trzęsieniami ziemi. Warto tam się znaleźć ze względu na sporo atrakcji turystycznych: historyczne centrum miasta „Gaslamp” pełne restauracyjek i kawiarni, zatoka z bogatą opcją rejsów i wycieczek (np. w celu obejrzenia migrujących nieopodal wielorybów), jedno z największych i najciekawszych na świecie ZOO, dzielnica meksykańska, włoska czy ogromny park wodny (na odwiedzenie go trzeba mieć aż 2 dni!). Atrakcją wyjątkową i niebywałą jest lotniskowiec USS Midway, który brał udział w wojnie w Wietnamie i operacji Pustynna Burza. Szkoda, że niemal wszystko w tym mieście jest drogie. Wyjątkiem jest tylko tak zwane „śmieciowe” jedzenie. Co ciekawe puszka coli w markecie jest droższa niż butelka dwulitrowa. Niestety, ma to odzwierciedlenie w ilości otyłych osób, których mija się co chwilę na ulicy.

Z jednej strony warto bywać na takich wystawach, ale trzeba przyznać, że zwykły odwiedzający nic nie traci będąc na polskiej REHA. Samo miasto jest fascynujące i zdecydowanie warte obejrzenia, ale niestety jest ono drogie nawet dla przeciętnego Amerykanina i trzeba mieć tego świadomość.

Komentarze

komentarze