Mapa zawsze pod ręką

Jeszcze kilka lat temu, planując podróż trzeba było do tego celu użyć papierowych map i różnego rodzaju ulotek i informatorów o miejscu, do którego chcemy się wybrać.

Obecnie sprawa znacznie się uprościła i ja, jako osoba niewidoma, z powodzeniem za pośrednictwem Internetu, komputera, czy telefonu mogę dowiedzieć się sporo informacji o miejscu, które mnie interesuje. Mogę także przy użyciu nawigacji GPS zaplanować trasę. Jedno, czego nie mogę, to wsiąść za kółko. Lubię podróżować i w związku z tym pragnę podzielić się moimi doświadczeniami z nawigacją na dotykowym ekranie. Programy testowałem pod kontrolą systemu IOS, ale pewnie na Androida również coś by się znalazło.

AutoMapa to program do nawigacji samochodowej. Ostatnio pojawił się w aplikacji tryb pieszy, co może sugerować, że program stanie się jeszcze bardziej przydatny dla osób z problemami wzrokowymi niż obecnie. Aplikacja korzysta z map, które wgramy do telefonu. Jest to bardzo ważne, gdyż np. za granicą nie generuje nam kosztów związanych z połączeniem internetowym. Kolejną zaletą aplikacji jest to, że producent jest otwarty na sugestie użytkowników. Programiści uwidocznili w ostatnim czasie kilka ikonek, które były niewidoczne dla Voice Over. Aplikacja, którą tu przedstawiam, jest niestety rozwiązaniem płatnym. Udało mi się znaleźć tylko jeden program takiego typu, który współpracuje z czytnikiem ekranu Voice Over.

Gdyby piętnaście lat temu kazać niewidomemu być odpowiedzialnym za nawigację w podróży, byłoby to nierealne. No, chyba że po znanym terenie, wówczas jeszcze można by sobie to jakoś wyobrazić. Obecnie przy użyciu nawigacji samochodowej staje się to bardziej możliwe. Naturalnie nie wolno ufać ślepo nawigacji. W każdym razie zabrałem na wyprawę rowerową, którą co roku organizujemy, telefon, a w nim moją nawigację. Jechałem oczywiście tandemem. Mogłem bez problemu siedząc z tyłu nawigować pilota używając AutoMapy. Oczywiście to od rozsądku pilota zależało, czy w daną drogę skręci czy nie, ale czułem się chociaż w jakiś sposób potrzebny, że mogę sam zaplanować trasę i potem na bieżąco informować przewodnika co i jak, a on skupiał się dzięki temu na jeździe i na omijaniu dziur w naszych polskich drogach, a nie na obsłudze nawigacji.

Co dzień mieliśmy nocleg w innym miejscu. Był to taki dystans, żeby móc przejechać rowerem z sakwami. Najwięcej problemów przysparzało nam znalezienie samej kwatery. Gdy jednak mam AutoMapę, wpisuję tylko adres w odpowiednie pola i albo jesteśmy doprowadzani „pod drzwi”, albo w okolice noclegu. Należało zapytać tylko kogoś o drogę i zawsze okazywało się, że cel jest blisko. Bardzo mi się podoba, że mogę doprowadzać grupę na nocleg, bo w trasie mogę robić coś więcej niż tylko pedałować. Mnie osobiście lepiej jeździ się z włączoną nawigacją, gdyż szybciej mijają mi kilometry. Oprócz tego, co przewodnik mówi o krajobrazie, mam informacje typu 5 kilometrów prosto, potem 3 kilometry i w psychice dodaje to sił, jak te kilometry się zmniejszają. Myślę, że to trochę na tej zasadzie, że jak ktoś widzi to też jedzie od tego do tego drzewa, czy od tego do tego zakrętu, tak ja pedałuję od tego do tego kilometra. Szkoda, że nawigacja nie ma wszystkich numerów posesji, ale z drugiej strony trudno spodziewać się, że w małych wioseczkach będą naniesione wszystkie adresy. Zawsze można dopytać się, gdy się jest już blisko celu.

Tak samo jest w samochodzie. Wiadomo, że nie poprowadzę, ale mogę wynająć kierowcę, zaplanować trasę i chociaż w ten sposób przyczynić się w podróży. Może ktoś powiedzieć i co z tego, skoro i tak sam nie pojedziesz? Dla mnie to jest jednak dużo. Lubię nowinki związane z nawigacją, a jeśli komuś przy tym pomagam, to chyba dobrze. Mogę też z powodzeniem znaleźć stację paliw, czy inny punkt użyteczności publicznej.

Gdy byłem mały i szykowała się dłuższa podróż, rodzice, bo najczęściej z nimi podróżowałem, brali przed wyjazdem mapę i starannie wyznaczali trasę. Gdy nabyłem telefon dotykowy, zainteresowałem się nawigacją. Najpierw z ciekawości i dla testów. Potem jednak stopniowo zrezygnowaliśmy z map papierowych do tego stopnia, że nawet nie wozimy ich w samochodzie, a polegamy na nawigacji dotykowej i na tym jak ją zaprogramuję. W najgorszym razie, gdy coś pójdzie nie tak, to można dopytać ludzi. Takie elektroniczne nawigowanie jest bardzo proste i opiera się na wpisaniu adresu i wybraniu odpowiedniej trasy. Wszystkie te czynności wykonuję sam, choć jestem osobą niewidomą.

Drugim programem, który wykorzystuję do nawigacji satelitarnej, jest Google Maps. Używam go głównie do nawigacji pieszej, ale program ten z powodzeniem nadaje się do prowadzenia samochodowego czy rowerowego.

To darmowe rozwiązanie. Wadą tej aplikacji jest to, że korzysta ona z map online, chociaż jeżeli utworzymy konto na Google, to możemy zapisać w urządzeniu ten obszar mapy, z którego zamierzamy korzystać. Google Maps wykorzystuję najczęściej w większych miastach do doprowadzenia mnie do instytucji użytku publicznego, jak i pod dowolny adres. Opiszę teraz dwa zdarzenia, które może zachęcą kogoś do użycia nawigacji GPS w życiu codziennym.

Byłem w Warszawie ze znajomymi. Tak się stało, że z dworca mieliśmy dostać się do Pałacu Kultury i Nauki ze słabowidzącą koleżanką. Miałem wówczas do wyboru: albo wziąć taksówkę, zapłacić i bezpiecznie dojechać, albo użyć Google Maps, „zaufać mu”, przeżyć przygodę i spróbować dojść. Jako, że lubię ryzyko i przygody, wybrałem to drugie. Był to dobry wybór, bo dotarliśmy do celu bez pytania o drogę. Jedyny minus, jaki zauważyłem, to tracenie zasięgu GPS w przejściach podziemnych. Dlatego nawigację elektroniczną polecam wszystkim, którzy dobrze poruszają się z białą laską. Biała laska to podstawa, a nawigacja to tylko wspomaganie.

Innym razem użyłem Google Maps, by wkręcić widzącą osobę. A było to tak: wybrałem się z przyjaciółką do większego miasta, by go zwiedzić. Wysiedliśmy z pociągu, wypiliśmy kawę na dworcu i zaproponowałem znajomej, że zaprowadzę ją do kina. Ona na to: „Ale jak, skoro nie widzisz i nie znasz miasta?”. Odpowiedziałem: „Zaufaj mi, na czuja”. A ona: „Mamy trochę czasu, jest ładna pogoda, to zaufam”. Podziękowałem za zaufanie i powiedziałem, żeby słuchała moich poleceń i żeby bezpiecznie mnie prowadziła, tzn. żebyśmy nie weszli pod samochód, czy w latarnie. Miałem mojego smartfona i słuchawki. Wybrałem najbliższe kino i włączyłem nawigację. Gdy wyszliśmy na ulicę, program mówił mi komendy do słuchawki, a ja przekazywałem je tylko widzącej znajomej. I tak, po ciekawym, około 1,5 kilometrowym spacerze dotarliśmy do celu. Gdy koleżanka zaczęła dociekać jak tego dokonałem, odpowiedziałem skromnie „męska intuicja”. Po seansie jednak nie wytrzymałem i wyjawiłem jej prawdę.

Kiedy indziej z siostrą zapuściliśmy się rowerem w leśne bezdroża. Zagadaliśmy się i straciliśmy orientację. Wówczas wyciągnąłem telefon z kieszeni, uruchomiłem Google Maps, wpisałem adres domu i program doprowadził nas najpierw do drogi głównej, a potem prosto do miejsca zamieszkania. Ciekawym rozwiązaniem aplikacji jest to, że gdy zgubimy się w lesie lub w polu, to program nie głupieje, tylko najpierw prowadzi nas do jakiejkolwiek drogi, a potem szuka drogi do miejsca, które wpisaliśmy jako punkt docelowy. Problem jest tylko taki, że na bezdrożu są komunikaty typu „Kieruj się na północny zachód”, ale jak poruszymy się kilkadziesiąt metrów, to zazwyczaj zmieniają się na bardziej przyjazne, typu „idź prosto”.

Opisałem tutaj jak ja używam nawigacji, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby Google Maps doprowadził nas do apteki czy bankomatu. Wystarczy tylko wybrać odpowiedni cel i poruszać się zgodnie z komunikatami, a na pewno dotrzemy tam, gdzie chcieliśmy.

Jeśli ktoś lubi samodzielne spacery po łąkach czy polach, wówczas najlepiej samemu nanieść na mapie punkty orientacyjne. Do takiego celu najlepiej użyć dedykowanych dla niewidomych aplikacji, jak na przykład Ariadne GPS lub MoveAssistant. Aplikacje te doskonale też nadają się do nawigacji po mieście. Programy te umożliwiają dodawanie własnych punktów, więc nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy np. z domu do pracy dodali na trasie najważniejsze punkty dla nas, a program w zależności od ustawień poprowadzi nas punkt po punkcie prosto do miejsca docelowego.

Przyznam szczerze: bałem się telefonów dotykowych. Z czasem jednak przekonałem się i doszedłem do wniosku, że zwiększają one moją niezależność i samodzielność. Ktoś powie, że mamy te wszystkie urządzenia w tzw. tyflosprzęcie, tylko po pierwsze nie lubię przepłacać, a po drugie nie lubię mieć mnóstwa urządzeń, wolę jak wszystkie funkcje skupione są w jednym urządzeniu.

Niestety, trzeba obiektywnie powiedzieć, że osoba niewidoma i dotykowa nawigacja telefonu to nie jest najszczęśliwsze połączenie, ale trochę wprawy, przyzwyczajenia i da się z tego korzystać.

Zdaję sobie sprawę, że aby osoba niewidoma mogła się sprawnie poruszać, najlepszy jest „żywy przewodnik”, który jest niezastąpiony. Gdy jednak go nie mamy, wówczas dobrym rozwiązaniem może być laska i elektroniczna nawigacja.

I na koniec ostatnia uwaga. Pragnę przestrzec przed tym, żeby nie popadać w skrajności, nie polecam ufać „ślepo” technice, gdyż może być zawodna i może narazić nas na niepotrzebne kłopoty. Jak do wszystkiego, także i do tych opisywanych rozwiązań należy podchodzić z wyobraźnią i z rozsądkiem.

Komentarze

komentarze