Kredyt nie tylko w banku

Drodzy czytelnicy, opowiem historię, która przydarzyła mi się całkiem niedawno – przy okazji podpisywania kredytu w banku. Aby ułatwić sobie życie, przy wyborze banku skorzystałam z usług doradcy kredytowego. Pani Małgosia to przesympatyczna kobieta, która zajęła się moimi sprawami kredytowymi w sposób kompleksowy. Finalizując wszelkie formalności, musiałam udać się do banku w celu podpisania umowy. Wcześniej zostałam skrupulatnie poinformowana, w którym miejscu znajduje się ów bank. Pani Małgosia wytłumaczyła mi to bardzo szczegółowo, gdyż wiedziała, że słabo widzę i że dotarcie na miejsce może stanowić dla mnie pewną trudność. Podążając na podpisanie umowy, weszłam do banku (przynajmniej tak mi się wydawało), mając z tyłu głowy wskazówki przez nią przekazane. Wszystko się zgadzało. Był więc szklany budynek, weszłam na pierwsze piętro, ale jakoś nigdzie nie mogłam znaleźć loga tego banku. Pomyślałam sobie, że jak się słabo widzi, to czasem tak bywa, że znaków graficznych się nie zauważa. Weszłam do pomieszczenia i troszkę się zdziwiłam, że na środku stoi lada, a w rogu znajdują się kanapy. Pomyślałam, że to taki nowoczesny wystrój. No cóż, banki wychodzą klientom naprzeciw. Podeszłam niepewnie do lady. Uprzejmie poinformowałam Panią, że byłam umówiona na godz. 11:00. Pani zapytała o nazwisko. Następnie zadała mi drugie, dość dziwne pytanie: czy umawiałam się telefonicznie czy osobiście. Już miałam na końcu języka, że przez doradcę kredytowego, ale intuicja podpowiadała mi, że coś tu jest nie tak. Rozejrzałam się jeszcze raz dyskretnie po pomieszczeniu i odpowiedziałam Pani, że w zasadzie telefonicznie. Po czym Pani sprawdzając coś w komputerze poinformowała mnie, że nie jestem zapisana na dziś. Dodała kolejne zdanie, które rozwiało moje wątpliwości co do miejsca, w którym się znalazłam, a mianowicie: „A może była Pani umówiona do innego fryzjera?”. Wówczas zamarłam, zrobiłam najgłupszą minę na świecie i z udawanym roztargnieniem stwierdziłam, że pewnie właśnie tak się stało. Co się okazało? Zamiast do banku, dotarłam do salonu fryzjerskiego, który znajdował się na tej samej ulicy co bank. Z dotarciem do „prawdziwego” banku później nie miałam już problemu, gdyż skorzystałam z dobrodziejstw nowoczesnej technologii, która mnie tam skutecznie poprowadziła. Udźwiękowiona nawigacja to jest to!

Komentarze

komentarze