Indie – czy jest to dobre miejsce dla niewidomych

Jakiś czas temu miałam przyjemność relacjonować Państwu swoje przygody podróżnicze. Wtedy byłam jeszcze studentką. Pierwszą moją dużą wyprawą był wyjazd do Chin, a następnie miałam okazję przez pół roku studiować w Indiach w ramach wymiany studenckiej. Niedługo po powrocie do Polski czekała mnie kolejna wymiana studencka – tym razem do Turcji. Jak mogą Państwo zauważyć, podróżowanie do nowych, dalekich krajów jest moją pasją. Dlatego też od zawsze wiedziałam, że chciałabym związać z tym moją przyszłość. I tak się właśnie stało. Broniąc pracy magisterskiej w lipcu 2015 roku wiedziałam, że już za miesiąc wyjadę do pracy do… Indii! Tak, polubiłam ten kraj podczas pierwszego mojego pobytu – pomimo faktu, że jest bardzo, ale to bardzo specyficzny. Bardzo się ucieszyłam, kiedy dostałam propozycję pracy dla polskiej firmy w Indiach.

Kiedy byłam tu na wymianie studenckiej, mieszkałam w 5-milionowym mieście Kolkata lub Kalkuta. Wiele miast indyjskich ma dwie nazwy. Są to jedne z wielu pozostałości po kolonii brytyjskiej. Kalkuta jest miastem położonym na wschodzie kraju, nad słynną i świętą dla wyznawców hinduizmu rzeką Ganges. Ze względu właśnie na jej świętość, aktualne jest wrzucanie prochów zmarłych do tej rzeki. Jest to dużym problemem dla kraju z ekologicznego punktu widzenia. Obecnie mieszkam w 9-milionowym mieście Bangalore, położonym na południu kraju i uważanym za Dolinę Krzemową Indii.

Doskonale pamiętam moje pierwsze wrażenia z Indii. Upiorne gorąco, dające się we znaki tak silnie przez niemalże 80% wilgotność powietrza i przytłaczający ogrom pojazdów. Gdziekolwiek nie spojrzeć nieprzebrana masa ludzi zajętych własnymi sprawami. Miałam uczucie, że trafiłam do jednego wielkiego mrowiska! Pierwszym problemem, z którym się wtedy spotkałam, ale który mam do tej pory, była tak prosta na pierwszy rzut oka czynność, jak przejście przez ulicę. Wyobraźcie sobie drogę, która nie ma żadnych pasów ruchu i innych regulacji drogowych, na której jakimś cudem mieszczą się pojazdy różnej wielkości i konfiguracji. Najniżej w „drogowym układzie pokarmowym” stoją kierowcy rowerów. Ale to nie są takie rowery, do których jesteśmy przyzwyczajeni w Polsce. Na tych indyjskich mieści się czasami cały majątek i dobytek kierowcy. Rower przerobiony jest więc na sklepik, w którym można kupić rzeczy typu papierosy lub przekąski. Innymi uczestnikami ruchu drogowego w Indiach są skutery, motocykle, autobusy, ciężarówki i oczywiście samochody, których zdecydowana większość nie ma lusterek, bo, jak później się dowiedziałam, zostały pourywane przez inne pojazdy w trakcie większego ruchu. Na szczególną uwagę zasługuje środek transportu, który można spotkać jedynie w Azji. Mam na myśli riksze. To coś pomiędzy motocyklem a samochodem. Przypominają malutki domek na kółkach, w którym jest tylko dach i tylna ściana. Z przodu siedzi kierowca, a z tyłu jest siedzenie dla pasażerów – teoretycznie tylko trzech, ale praktycznie jedzie tam o wiele więcej osób. Kiedyś widziałam aż 9 osób w jednej rikszy. Czasami riksze są napędzane nie przez motor, lecz przez siłę mięśni nóg kierowcy. W czasie, kiedy mieszkałam w Kalkucie, były również dostępne ręczne riksze. Kierowca musiał ręcznie ciągnąć siedzenie, w którym siedzieli pasażerowie. Obecnie taki rodzaj transportu jest zakazany.

Najgorsze w tym wszystkim jest jednak dobiegająca z ruchu ulicznego i niedająca się opisać kakofonia klaksonów, trąbek i dzwonków. Mieszkańcy Indii mają zupełnie inne niż Polacy wyobrażenia, do czego służą sygnały dźwiękowe na drodze. Używają ich dosłownie do wszystkiego – wyrażenia złości, aby kogoś pośpieszyć, ostrzec, pozdrowić, pożegnać i wiele innych powodów. Niestety, nie potrafię sobie wyobrazić w tej sytuacji osób niewidomych, które, z tego, co wiem, posiadają zazwyczaj wyjątkowo wyostrzony zmysł słuchu.

Kolejnym problemem jest to, że absolutna większość kierowców porusza się chaotycznie, nie przestrzegając żadnych zasad drogowych, w tym zasad pierwszeństwa. Bardzo trudno jest przewidzieć możliwe zachowania kierowców, żeby móc odpowiednio na nie zareagować. Ogromnym utrudnieniem jest też to, że w zasadzie nie ma tam oznaczonych przejść dla pieszych. Podobnie z sygnalizacją świetlną, której, gdy jest, prawie nigdy się nie przestrzega. Szokuje fakt, że dla zdecydowanej większości kierowców pieszy jest najniżej spośród wszystkich uczestników ruchu, a to znaczy, że pieszych się nie przepuszcza. Muszę przyznać, że w sumie mieszkam w Indiach prawie półtora roku, ale chyba nigdy mi się nie zdarzyło, żeby kierowca ustąpił mi drogi. Pierwszeństwo należy po prostu wymusić. Zazwyczaj ma to miejsce gdziekolwiek, a więc gdzie pieszy sobie zażyczy. Hindusi wyciągają rękę do przodu i takim oto gestem próbują wymusić na kierowcach zatrzymanie się. Bardzo trudno jest przejść przez całą ulicę za jednym razem. Zwykle idzie się do połowy drogi i czeka się tam na odpowiedni moment, by przekroczyć drugą połowę. Powiem szczerze, że ja cały czas boję się przechodzić przez te ruchliwe ulice, szczególnie w ciemniejszej porze dnia. Wielu kierowców nie włącza, albo nawet po prostu nie ma świateł. Moją taktyką jest schowanie się za hindusem i przejście z nim w odpowiednim momencie. Niestety, dla osoby niewidomej niemożliwe jest samodzielne przejście przez ruchliwą ulicę w Indiach. Przypuszczam, że równie ciężko zrobić to z opiekunem. Indie, a przynajmniej te miejsca, które odwiedziłam, po prostu nie są przystosowane do potrzeb osób niewidomych. Podobnie z inwalidami ruchu. Nigdy nie spotkałam się z windą w środkach transportu. Nawet gdy są dostępne w instytucjach rządowych, nie ma jak do nich podjechać. Dostać się do autobusu jest również trudno. Nigdy nie widziałam tam niskopodłogowych autobusów czy innych środków transportu. Te autobusy, które miałam okazję przetestować, mają pierwszy schodek mniej więcej na wysokości kolana. Dodatkowym problemem jest to, że w Indiach nie ma specjalnych zatoczek autobusowych, a przystanki są rozlokowane bardzo rzadko, co powoduje, że kierowcy zatrzymują się tam, gdzie uważają za stosowne. Zazwyczaj są to bardzo, ale to bardzo krótkie postoje, niekiedy pasażerowie muszą wyskakiwać z autobusu w biegu. Przyznam, że ja nie jeżdżę środkami komunikacji miejskiej między innymi dlatego, że dla osoby zza granicy jest bardzo trudne zorientować się, jaką trasę mają poszczególne autobusy. Wszystkie informacje są napisane w lokalnym języku. Autobusy podzielone są według kolorów, a każdy kolor ma określoną trasę. Osobiście poruszam się wyłącznie taksówkami bądź wspomnianymi rikszami. Na szczęście jest to w Indiach bardzo tanie.

Myślę, że gdyby osoba niewidoma chciała odwiedzić Indie, w grę wchodziłoby jedynie poruszanie się specjalnie arendowanym autobusem bądź samochodem od miejsca do miejsca. Problemem jest też totalny brak chodników. Trudno jest zorganizować trasę tak, żeby móc się poruszać chodnikiem. Albo nie ma ich wcale, albo są zajęte przez handlarzy. Często są tak zniszczone, że wygodniej jest iść skrajem drogi.

Prawdopodobnie, czytając to, zastanawiają się Państwo, jak niewidomi radzą sobie w Indiach. Powiem szczerze – nie wiem. Przez cały czas pobytu w Indiach nie widziałam na ulicy osoby z białą laską. Jako, że pracuję w sferze związanej z opieką m.in. nad osobami starszymi, mogę podzielić się z Państwem opowieściami, które słyszałam od innych opiekunek. Otóż poziom życia osób niewidomych zależy od stanu finansowego rodziny. Mogą Państwo pomyśleć, że tak jest wszędzie, ale jednak w Indiach jest inaczej. Prawie nie ma tu klasy średniej. Ludzie są albo bardzo bogaci, albo biedni. Ci pierwsi mieszkają we własnych domach i mają cały sztab obsługi, która m.in. opiekuje się też osobą niewidomą. Często zatrudniają specjalną pielęgniarkę do takich celów. Gdy muszą wyjechać poza rezydencję, przemieszczają się własnym pojazdem wraz z obsługą. Biedni mają niestety o wiele gorzej. Zazwyczaj są skazani na pomoc różnego rodzaju organizacji dobroczynnych i charytatywnych. Państwowa opieka zdrowotna prawie nie funkcjonuje, aczkolwiek nowy premier kraju zapowiada zmianę tego stanu rzeczy.

Pisząc ten artykuł chciałam jedynie nieco przybliżyć Państwu sytuację osób niewidomych w Indiach. W żadnym stopniu nie miałam zamiaru zniechęcać do odwiedzenia tego kraju. Jest bardzo ciekawy. Na pewno podróż do Indii byłaby jedną z największych przygód w Waszym życiu!

Komentarze

komentarze