Igor Busłowicz

WYWIAD CZ. II

Druga i ostatnia część wywiadu z Igorem Busłowiczem – wybitnym informatykiem, dla którego niepełnosprawność nie stała się przeszkodą w osiąganiu sukcesów. W tym numerze przeczytamy o tym, w jaki sposób jego praca przyczynia się do szerzenia idei rehabilitacji na rzecz niewidomych oraz jakie są jego marzenia i plany – również te całkiem prywatne.

Redakcja: Jesteś jednym z najbardziej znanych szkoleniowców z zakresu obsługi komputera przez osoby niewidome. Masz w całym kraju wielu uczniów. Co jest najważniejsze, by osoba z dysfunkcją wzroku biegle posługiwała się komputerem?

IB: Zdaję sobie sprawę, że dla niewidomych wejście do krainy technologii informacyjnych nie zawsze jest łatwe. Na studiach co roku były tak zwane wykłady humanizujące. Na piątym roku była filozofia z profesorem Wolniewiczem. Pan profesor wygłosił tezę, że komputer jest pierwszą maszyną w historii techniki, z której wyglądu nie można wywnioskować, do czego służy. Widzący mają dużo łatwiej niż niewidomi, gdy chcą go opanować. Widzą klawiaturę, ekran i choćby intuicyjnie mogą próbować coś robić. Przed niewidomymi droga takiej eksploracji jest zamknięta. Komputer jest dla nich urządzeniem dużo bardziej abstrakcyjnym i dlatego potrzebują specjalistycznych szkoleń. Moje doświadczenia wskazują na to, że szkolenia udają się, gdy uczniowie nie zrażają się trudnościami, jakie czasami występują pierwszego dnia, wykazują determinację w dążeniu do opanowania komputera i przykładają się solidnie do szkolenia.

Redakcja: Jesteś jednym z założycieli firmy Altix i pracujesz w niej od początku. Czym jest dla Ciebie ta firma – oczywiście poza tym, że „Twoim”dzieckiem?

IB: To dobre określenie, że nasza firma jest również moim dzieckiem. Cały czas okazuję jej tak samo dużo serca, chociaż niektórym może wydawać się, że moje zaangażowanie w sprawy firmowe jest teraz mniejsze niż wcześniej. Mam świadomość, że najlepsze co potrafię, to wnieść wkład w dziedzinie informatyki dla niewidomych. Nie przejawiam zdolności menedżerskich, więc tę działkę oddaję tym, którzy te sprawy prowadzą dużo lepiej ode mnie. Naturalne jest więc, że gdy firma była mniejsza, mój wkład w nią był bardziej widoczny. Teraz, gdy firma ma więcej działów, jest rozproszona po całym kraju i zatrudnia dużo więcej osób, mój wkład jest mniejszy, ale chcę, by dalej był istotny. Oczywiście w życiu dziecka rodzice są najważniejsi, ale jego los nie tylko od nich zależy. Ważną rolę odgrywają również nauczyciele i wychowawcy. Podobnie w firmie, ważną rolę pełnią długoletni pracownicy, którzy, będąc zatrudnieni na ważnych stanowiskach, pomagają ją prowadzić.

Redakcja: Jesteś wolontariuszem Fundacji Szansa dla Niewidomych. Dlaczego warto angażować się w pracę społeczną? Czym jest dla Ciebie praca w Fundacji?

IB: Udzielam się w Fundacji, bo lubię pomagać. O działalności społecznej, w szczególności tej w Fundacji myślę tak: w toku działalności firmowej tworzy się różne produkty i zarabia się na ich sprzedaży. Za jakiś czas zauważa się, że są ludzie, którzy potrzebują naszych produktów, a jednocześnie nie mogą sobie na nie pozwolić. Przychodzi pragnienie podjęcia decyzji, by podzielić się z takimi ludźmi osiągniętym zyskiem i umożliwić zakup potrzebnych im produktów. Taką postawę zauważają inni i również chcą stać się sponsorami fundacji. Dzięki temu fundacja zyskuje więcej środków i może skuteczniej pomagać większej liczbie beneficjentów. Z czasem pomaganie innym staje się na tyle widoczne w całym kraju, że taka postawa zostaje nagrodzona przyznaniem statusu Organizacji Pożytku Publicznego. Właśnie to stało się udziałem naszej Fundacji w bieżącym roku, z czego bardzo się cieszę.

Redakcja: W 2009 roku obchodziliśmy dwusetną rocznicę urodzin Louisa Braille’a. Z tej okazji Fundacja Szansa dla Niewidomych wydała książkę o twórcy pisma punktowego dla niewidomych pt. „Dotyk geniuszu”. Brałeś udział w pracach nad polską wersją tej książki. Jak ważne jest pismo brajla dla niewidomych? Jakie miejsce odgrywa to pismo w Twoim życiu?

IB: Zupełnie nie wyobrażam sobie funkcjonowania niewidomych, gdyby Louis Braille nie dokonał tego wspaniałego wynalazku. Bez pisma brajla niewidomi nieuchronnie znajdowaliby się poza nawiasem społeczeństwa, bez szans na edukację, wymianę informacji z innymi, bez możliwości uczestnictwa w życiu społecznym. Jest bardzo ważne, by niewidomi nie dali się ograniczyć do korzystania tylko z mowy syntetycznej. Powinni domagać się od państwa dofinansowania zakupu urządzeń brajlowskich. Bez możliwości czytania brajlem nie nauczą się ortografii i nie będą w stanie poprawnie pisać, co wykluczy ich ponownie poza nawias społeczeństwa. Jeśli chodzi o mnie, znam pismo czarnodrukowe i uzbrojony odpowiednie powiększalniki potrafię czytać, choć nie bardzo szybko. Pismo brajla znam i używam go od początku podstawówki, a podczas podróży pociągiem, albo samolotem chętnie korzystam z osiągnięć najnowszej technologii pozwalającej na czytanie tekstów zapisanych w urządzeniach elektronicznych.

Redakcja: Czy możesz nam uchylić rąbka tajemnicy, nad czym teraz pracujesz? Czym za kilka miesięcy zaskoczy nas Igor Busłowicz?

IB: Proszę pozwolić mi pozostać tajemniczym. Gdybym teraz uchylał rąbka tajemnicy, w przyszłości nie można byłoby mówić o zaskoczeniu. Jedno jest pewne. Nie wyobrażam sobie, bym jednoosobowo tworzył oprogramowanie jeszcze bardziej złożone niż Translator, czy Homer. Skończyła się już epoka, w której pojedynczy informatycy tworzyli poważne programy. Zdecydowanie nadszedł czas na działalność programistyczną w zespole.

Redakcja: Za wybitne osiągnięcia zawodowe i społeczne otrzymałeś od Prezydenta RP bardzo zaszczytne odznaczenie. Czy oznacza to, że można trochę odpocząć, czy jeszcze ciężej pracować?

IB: Rzeczywiście, Prezydent przyznał mi Srebrny Krzyż Zasługi. Wyznam, że przyznanie orderu było dla mnie bardzo miłą niespodzianką. Z drugiej jednak strony byłem tym faktem zupełnie zaskoczony. Nie ma mowy o osiadaniu na laurach, tym bardziej, że tata życzył mi „Orła Białego”. Mam jednak świadomość, że życie zawodowe jest podobne raczej do biegu długodystansowego niż do sprintu, a przede mną jest jeszcze prawie 20 lat do osiągnięcia wieku emerytalnego. By przez te wszystkie lata efektywnie pracować, muszę pomyśleć również o dokształcaniu się. Może więc w pewnym okresie czasu nie będę dawał z siebie tyle, co poprzednio. Nie oznacza to jednak leniuchowania, lecz zwieranie szyków i ładowanie akumulatorów na przyszłość.

Redakcja: Jakie jest Twoje marzenie zawodowe? O napisaniu jakiego oprogramowania marzysz? Co jeszcze chciałbyś „dać” Polskim niewidomym?

IB: Przez tyle lat rozwoju informatyki stworzono już wiele wartościowych programów i trudno jest mi teraz określić, co jeszcze przełomowego chciałbym stworzyć. Gdyby jednak kontynuować wysiłki mające na celu ułatwianie wymiany informacji między niewidomymi a widzącymi, w szczególności w dziedzinie matematyki, to bardzo bym się ucieszył, gdyby powstało programowanie skanujące teksty czarnodrukowe zawierające matematykę. Zdaję sobie sprawę, że problem jest bardzo trudny, bo w odróżnieniu od zwykłego tekstu, który jest liniowy, zapisy matematyczne są dwuwymiarowe. Nie myślę o udziale w takim projekcie, bo po prostu brakuje mi wiedzy potrzebnej do tworzenia takiego oprogramowania. Wskazuję tylko na potrzebę jego napisania. Powstało już dużo wartościowego sprzętu i oprogramowania, dlatego najbardziej chciałbym przyczyniać się do jego popularyzacji wśród polskich niewidomych.

Na zakończenie chcemy zapytać, jeśli nie uznasz tego oczywiście za niegrzeczność – o czym marzy prywatnie Igor Busłowicz?

IB: Mam kilka marzeń zarówno osobistych, jak i tych natury ogólnej. Jednym z ważniejszych jest, aby doczekać Polski gruntownie przemienionej przez Boga. Już słyszę zasadne pytanie, o co tu chodzi. Pod względem choćby przestępczości, łamania prawa w Polsce jest źle, ale może być znacznie lepiej. Osobiście oglądałem filmy dokumentalne o tym, jak Bóg zmieniał sytuację w wybranych miastach, a nawet całych regionach. Zawsze zaczynało się od przestępczości, kryzysu gospodarczego i tego typu złych zjawisk. Chrześcijanie modlili się, a Bóg powodował, że ludzie odwracali się od swoich grzechów. Bywało, że zamykano więzienia, bo puste nie były już potrzebne. Zamiast kryzysu gospodarczego pojawiał się rozkwit. Najbardziej niesamowitym i wyraźnym dowodem na to, że to Bóg przyczyniał się do zmian, jakie zachodziły w sercach ludzi, są dla mnie zmiany, jakie następowały w rolnictwie – niesamowity urodzaj płodów rolnych, zarówno jeśli chodzi o ich ilość, jak i jakość. Pamiętam filmy opisujące takie przemiany w Ameryce Środkowej, Afryce i Kanadzie. Wierzę, że Polska nie będzie pominięta również pod tym względem.

Dziękuję za rozmowę,

Komentarze

komentarze