Helpowe refleksje

Jak miło wspominać tamte prekursorskie czasy! Lata 90-te i trzypokojowe biuro nieopodal bufetu na Konwiktorskiej 9, w gmachu Zarządu Głównego Polskiego Związku Niewidomych. Wchodziło się do środkowego pokoju, gdzie mieliśmy sekretariat. Na lewo był mój gabinet, w którym odbyło się mnóstwo spotkań, negocjacji, ustaleń i załatwiono wiele najważniejszych w tamtym okresie spraw związanych z tyfloinformatyką. Na prawo był pokój merytoryczny. Tam pracowała szefowa działu wydawniczego, informatycy, a nawet księgowa. W sekretariacie jednocześnie wystawiało się faktury, przyjmowało klientów i drukowało pisma. Te 3 pokoje spadły nam jakby z nieba. Nie było nas na nie stać, aż nagle nasz syntezator mowy stał się tak potrzebny, nasza informatyczna wiedza tak nieodzowna dla dobrego funkcjonowania działów Związku, że przygotowano te pokoje do użytku dla naszej firmy i zostaliśmy tam. Niestety, po kilku latach musieliśmy z tych pokoi zrezygnować, ale kilka lat pracy w nich zapisało się sławetnie w naszej historii.

Wcześniej pomieszczenia te należały do biura Okręgu Warszawskiego PZN. Dobrze je znałem, ale nie za dobrze wspominałem. W latach 70-tych oraz 80-tych właśnie tam panowała komuna w pełni. Tam kontrolowano życie naszego środowiska w naszym województwie. Tam tłamszono wszystkich, którzy chcieli choć trochę niezależności. Tam straszono wyrzucaniem ze Związku, skarżeniem do Partii itd. Nie było tam najprzyjemniej, więc, gdy chciano nam wynająć te właśnie pokoje, miałem masę wątpliwości. W końcu wygrała jednak idea dążenia „ku nowemu”, a nie oglądania się za siebie. Czy to się udało? Chyba tak, bo załatwiono w nich wiele ważnych problemów i zainicjowano ważne działania.

Jednym z powstałych tam dzieł był miesięcznik HELP. Jego przygotowywanie i wydawanie było jednym z przyjemniejszych zadań. HELP był po prostu ciekawy. Pisali doń najwybitniejsi niewidomi oraz ich widzący przyjaciele. Wielu z nich otrzymało później zaszczytny tytuł Idola Fundacji Szansa dla Niewidomych, ze wskazania niezależnych działaczy i specjalistów. Tak więc trudno się dziwić, że gdy teraz myślę o HELPie, wspominam tamten okres oraz właśnie tamto miejsce. W moim gabinecie odbywały się narady zespołu redakcyjnego. Decydowaliśmy kto o czym napisze albo czy to, co już mamy, jest ciekawe. Przychodzili nieznani nam ludzie i proponowali: „ja chcę coś napisać”! A my zgadzaliśmy się, bo dla każdego było tam miejsce. Nie zważaliśmy na to, czy artykuły są Altixowe, lecz ocenialiśmy ich merytoryczną zawartość. W latach 90-tych ważne były nie tylko Altixowe inicjatywy i produkty. Wtedy, w tamtym prekursorskim okresie, wszystko było ważne. Środowisko rozwijało się w sposób burzliwy. Każda inicjatywa była na wagę złota, nasza firma jako pionierska na rynku, przodująca na nim, uważała, że inni też muszą pomagać w rehabilitacyjnej rewolucji. Tak właśnie, byliśmy inicjatorami oraz świadkami rewolucji polegającej na tym, że niewidomi uzyskali dostęp do informacji. Bez technologii komputerowej nie byłoby to możliwe. Powstała wtedy nowa dziedzina „tyflorehabilitacja” i „tyfloinformatyka”. Było więc o czym mówić w gabinecie i było o czym pisać w miesięczniku HELP.

Czy rzeczywiście była to rewolucja? A jak inaczej określić zmiany dotyczące niewidomych, gdy komputery zaczynały mówić, brajlowskie książki zaczęły powstawać w prosty sposób, bo były drukowane na komputerowej drukarce bez użycia wzorcowych blach i specjalnych pras, gdy syntezatory mowy zaczęły odczytywać tekst zapisany na kartkach książek położonych na skanerze? W tamtym okresie niemal codziennie przychodziły newsy o wynalazkach, o nowych technologicznych możliwościach. Pamiętam jak zebraliśmy się w gabinecie, uruchomiliśmy komputer, syntezator mowy, program Recognita rozpoznający druk (tak jak dzisiaj Fine Reader) i ruszyliśmy! Było w tym jeszcze sporo niedociągnięć, ale gdy usłyszeliśmy tekst i pomimo pewnych błędów zrozumieliśmy go, wstaliśmy z miejsc i wiwatowaliśmy. A co się działo, gdy po raz pierwszy z wykorzystaniem modemów przeprowadziliśmy dialog! Odbyło się to w dwóch różnych miejscach, przy komputerach i syntezatorach mowy. Mój Readboard analizował ekran i czytał wypowiedzi dwóch rozmówców. Ja wiem, że dzisiaj nie jest to żaden wyczyn, ale wtedy był.

O tym wszystkim pisaliśmy w HELPie. Tematów było tak wiele, że miesięcznik nie mógł być nudny i chciał go mieć każdy. Altix rozdawał go więc bezpłatnie. Dostawaliśmy od BC PZN fundusze za pojedynczy numer i byliśmy zobowiązani przekazać go każdemu, kto chce go mieć. Kolejne numery krążyły więc po kraju i wpływały na rozwój świadomości naszego środowiska. Wszyscy dowiadywali się o nowościach, sukcesach, porażkach i wciągali się w temat do tego stopnia, że niebawem sami coś nowego w ten rozwój wnosili.

Czy to nie wspaniałe?

A jak jest dzisiaj? Otóż jest nadal ciekawie i na pewno będziemy mieli o czym pisać. Nie ma już co prawda fascynujących początków tyfloinformatyki, ale są nowe urządzenia dla niewidomych i słabowidzących, choćby odtwarzacz Milestone z radiem, budzikiem, syntezatorem mowy i plikami mp3, a nawet testerem kolorów, a to wszystko w zaledwie kilku dekagramach wagi! A graficzne monitory brajlowskie, dzięki którym niewidomi mogą oglądać uwypuklone obrazy wyświetlone na ekranie komputerowym? Zapewniam, że jest o czym pisać i właśnie dlatego postanowiliśmy powrócić do HELPa. Teraz mamy w głowach bitwę pomiędzy refleksjami dotyczącymi przeszłości i aktualnymi nowinkami. Pewnie, że wygrają te drugie, ale przyznają Państwo, że mamy dobry moment na wspomnienia. Nie ma już Altixu w trzech wspomnianych pokojach, a nawet w oszklonej powierzchni w gmachu Biblioteki – jesteśmy jednak naprzeciwko, w pokoju nr 13, też niedaleko bufetu. Ta zmiana nie oznacza kryzysu, regresu. Przeciwnie. Wiele się zmieniło, ale na lepsze. Jesteśmy obecni w ponad dwudziestu miejscach w kraju. Teraz łatwiej nas znaleźć, ale co ważniejsze – łatwiej dotrzeć i obejrzeć przeróżne przyrządy, urządzenia i programy. Każdy może przyjść i sprawdzić, które z nich pomogą w pracy, nauce, życiu. Kilkanaście lat temu trzeba było przyjechać do naszego centralnego biura, a teraz wystarczy wpaść do biura regionalnego w stolicy województwa. Można też wejść na naszą stronę internetową www.altix.pl i dowiedzieć się o wszystkim. Teraz nasza oferta to już setki produktów, o których można mówić bez końca.

Co się zatem nie zmieniło? Nie zmieniła się nasza ochota do pracy, do poszukiwań nowych rozwiązań, sprawdzania, które z nich są naprawdę udane, do tworzenia nowej rzeczywistości, w której niewidomym będzie się żyło coraz lepiej.

Komentarze

komentarze