Helpowe refleksje

Czekaliśmy na wakacje, a one tak szybko minęły. Za każdym razem chyba dłużej się na nie czeka, niż trwają. Od dawna zastanawiam się, czy w ogóle warto mieć wakacje. Czy Wy tak nie macie? Czeka się niecierpliwie, a gdy do nich dochodzi, zaczyna się gehenna. Trzeba najpierw pozałatwiać wszystkie sprawy, by nic nie zostawić w rozgardiaszu. Potem ma się odpoczywać poza domem, a gdy minie czas wyjazdu – wrócić do „normalnego” życia. I co się okazuje? Podczas wyjazdu nie potrafiliśmy się oderwać od spraw, które ciągle nas zajmują. Czy to problemy domowe, czy zawodowe, jak nic – są tak do nas przyklejone, że nie da się odróżnić czasu pracy od czasu wolnego. To, co nurtuje nas na co dzień, mamy na głowie również na urlopie. Sprawę pogarsza najlepszy nasz przyjaciel – komórka. Tyle nam daje radości i pożytku, że musimy ją mieć przy sobie, ale jest też bardzo złośliwa. Idziemy sobie milutko na plażę, znajdujemy jakieś miejsce, a wcale nie jest o to łatwo, już szykujemy się mentalnie do wejścia do wody, a tu ona – dzwoni! Odbieramy telefon i mamy nadzieję, że to tylko króciutka sprawa. O nie, nie ma krótkich spraw. Nawet najprostsze przedłużają się na wakacjach niebotycznie. Od pierwszej chwili jesteśmy negatywnie nastawieni i pewnie dlatego nasz rozmówca nie wie kiedy skończyć rozmowę. W jednej ręce trzymamy jeszcze kocyk, dziecko pyta, czy będziemy wreszcie szli do wody, żona układa ubrania, a mąż załatwia sprawę! Na wakacjach może na taką komórkę zadzwonić każdy: administracja budynku nie wie, czy już zapłaciliśmy czynsz, korepetytorka synka może pytać, czy ma przyjść w sobotę, bo zapomniała o naszym wyjeździe, agent firmy ubezpieczeniowej ostrzega, ze kończy się nam ubezpieczenie auta, współpracownik wie o naszych wakacjach, ale nie wie, na jakim papierze drukować Help, albo czy w końcu ma dawać artykuł pana X, czy nie. Skończymy rozmawiać i ułożymy wszystkie plażowe sprawy, morze pulsuje milutko i wzywa do zabawy, już się szykujemy do wody, a tu kolejny telefon. Tym razem ktoś po prostu źle wykręcił numer i przypomniał o tym, że gdzieś tam nadal istnieje cały świat. Jesteśmy jego nieodzownym elementem niezależnie od tego, czy chcemy nim być.

Tak więc podczas atrakcyjnego wyjazdu spędziliśmy kilkanaście godzin rozważań o życiu i o pracy, odebraliśmy kilkadziesiąt telefonów, kilka razy zastanawialiśmy się, czy możemy na coś sobie pozwolić, wkurzaliśmy się na brudną podłogę w pokoju, nie wiedzieliśmy czy dostaniemy bilet powrotny, bo jest mało miejsc, zepsuło się nam radyjko, kilka razy spóźniliśmy się na zbyt wczesną kolację, z powodu łakomstwa zjedlilśmy dwa obiady w ciągu jednego dnia, bo jeden wczasowy, a drugi niezbędny, bo to pyszna smażona rybka w smażalni i tak dalej!!! Uwaga, to tylko hipotetyczne sytuacje wzięte z życia różnych rodzin. Wreszcie wracamy do domu i pracy – i się zaczyna. W domu dużo zajęć, bo pranie, porządkowanie, zmiana czasu, adaptacja do zmienionych warunków. W pracy tragedia – wiele zaległych spraw, napięte terminy, bo dwa tygodnie uciekły, a one się nie zmieniły. I co, czy wyjazd na wakacje dał nam wypocząć?

Nie opisałem naszych wakacji, lecz wakacje typowej polskiej rodziny, w której są dzieci, a małżonkowie pracują. Na szczęście moja rodzina ma nieco inaczej, ale w tej naszej inności mamy i plusy, i minusy. Ja odbieram jeszcze więcej telefonów, bo to praca zawodowa, albo fundacja, wielu współpracowników. Nie odpoczywamy za dużo, gdyż ciągle chcemy coś poznawać i gdzieś jeździmy, by zwiedzać i zwiedzać. Wreszcie nie jesteśmy rodziną pełnosprawną, gdy ja jestem niewidomy, a nasz synek niedowidzący. Tak więc jest nam nieco trudniej. Na szczęście mamy też i dodatkowe ułatwienia. Jeździmy samochodem, a nie zatłoczonym pociągiem, który ciągnie się przez kraj dłużej, niż byśmy jechali bryczką. Mamy zniżki w hotelach, dzięki czemu stać nas na lepsze warunki. Możemy jechać na wakacje w terminach wybranych suwerennie przez nas, gdyż uprawiamy zawody z czasem pracy nienormowanym.

Minęły więc wakacje i czas wrócić do pracy. Co musimy zrobić we wrześniu? Wydać kolejny numer Helpa! Ten numer poświęcamy przede wszystkim 25-leciu polskich przemian. Oczywiście mamy tutaj wiele innych artykułów, które warto przeczytać. Tematem przewodnim jest jednak minione ćwierćwiecze. W kolejnym swoim artykule przypominam historię rozwoju nowoczesnej rehabilitacji w naszym kraju. Tym razem opowiadam o niektórych rozwiązaniach i produktach, które powstały w Polsce, a które pomagały naszemu środowisku. Jak się okazuje, dużo się u nas dzieje. Mamy jako Polacy czym się pochwalić. Szkoda, że inni nie lubią nas docenić. Zarówno przedstawiciele Zachodu, którzy są wpatrzeni głównie w siebie, jak i Wschodu, gdzie nic nie jest warte ich uwagi, wolą nie pamiętać, że między nimi jest Polska. Mam nadzieję, że nasza wspólna praca przyniesie kiedyś rezultaty. Poczekamy – zobaczymy.

Komentarze

komentarze