Fundacja Szansa dla Niewidomych szansą nie tylko dla nich!

Nasza Fundacja zajmuje się mnóstwem rzeczy. Czasem trudno uwierzyć, że jest tego aż tak wiele. Mamy projekty, które realizujemy, a było ich w roku 2012 aż 30, wnioski z kolejnymi projektami, które chcemy realizować, biorą udział w konkursach na dofinansowanie. Mamy też wiele działań naszych, które wiążą się z pracą wolontariacką i naszym własnym dofinansowaniem. Można by zapytać, dlaczego tych działań jest tak dużo i czy jest możliwe dobre ich realizowanie. Zapewne jest ich zbyt wiele, tyle że my, jako działacze Fundacji, nie mamy w zasadzie wyboru. Spraw i problemów jest tak wiele, że my wszyscy nie wiemy „za co się łapać”. Jesteśmy więc w stałej i nieuchronnej pułapce. Nie robimy więcej – to ktoś nie może liczyć na naszą pomoc. Robimy to, o co nas proszą – mamy za dużo pracy. Nasz zespół jest zmęczony i wraz ze wzrostem aktywności popełnia coraz więcej błędów. Wtedy przestaje pomagać sensownie, bo po co pomoc i rada ofiarowywane w niewłaściwy sposób?

Od lat trwa u nas, a pewnie i gdzie indziej, dyskusja, jak znaleźć złoty środek. Szukamy go nieustannie, ale przecież nie znajdujemy. To trudna kwestia. Nie ma idealnego świata, wobec czego zadowalamy się oscylowaniem blisko tego środka. To akurat mniej więcej nam się udaje i tak mijają miesiące, a potem lata. W naszych dyskusjach raz wychodzi na to, że podejmujemy się realizacji obietnic w zbyt wielu tematach, dziedzinach. Potem odwrotnie – pewnej sprawy nie załatwiliśmy, a była ona konieczna.

W ramach pomocy niewidomym i niedowidzącym wiele czasu i pracy poświęcamy dla widzących. Uważamy, że świat nie zdoła się otworzyć, gdy oni nie zrozumieją, jak należy pomagać inwalidom wzorku, co oni potrafią, a co jest dla nich trudne. W tej sprawie dzielimy ludzi na poszczególne kategorie i specjalnie dla nich szykujemy nasze materiały. Innej rady wymagają urzędnicy, a innej bliscy osób niewidomych. Inaczej prezentuje się inwalidztwo wzroku nauczycielom, a inaczej posłom. Czy nam się to udaje? Nie narzekamy. Na tyle, ile jesteśmy w stanie zrobić w małym fundacyjnym gronie, efekty naszej pracy są satysfakcjonujące. Nasz zespół potrafi działać w godzinach pracy i poza nimi. Są to ludzie bardzo zaangażowani, dla których sprawa nowoczesnej rehabilitacji oraz budowania świata otwartego dla niewidomych jest po prostu ważna.

Czy idea ta może być zrealizowana w sposób konwencjonalny? Od lat tłumaczymy osobom widzącym na czym polega inwalidztwo wzroku i – powiedzmy sobie szczerze – rezultaty mogłyby być lepsze. Krótko mówiąc, wiele osób słucha z uwagą, inni jednak omijają temat. Sądzą, że ich nie dotyczy, albo mają nadzieję, że mogą się tym zająć, gdy przyjdzie taka potrzeba. My uważamy jednak inaczej. Wszystko, co tylko się da, należy umieć i wiedzieć wcześniej. Polak nie musi być mądry tylko po szkodzie, jak powiada nasze sławne przysłowie.

Świat nie otworzy się dla niewidomych w taki sposób, jak jest konieczne, gdy tonie w innych problemach i sprawach. Aby dokonać rewolucyjnej zmiany w tej dziedzinie, musimy projektować coraz bardziej chwytliwe i nowatorskie akcje. I tak robimy.

Z jednej strony rehabilitujemy niewidomych i niedowidzących, wyjaśniamy widzącym nasze uwarunkowania, a z drugiej w sposób jak najogólniejszy działamy na rzecz poszerzenia horyzontów wszystkich, z którymi się spotykamy. Stąd wynikają nasze akcje specjalne!

Pierwszą akcją był konkurs, w którym poszukiwaliśmy specjalisty do spraw uśmiechu. Miał to być etatowy pracownik Fundacji, którego zadaniem miało być prezentowanie naszych spraw w sposób lekki (z uśmiechem). Uważamy bowiem, że inwalidztwo wzroku nie jest ostatecznym wyrokiem, od którego zależy wszystko. Owszem, jest ciężko, czasem smutno, ale wielu niewidomych pokazuje, że można żyć satysfakcjonująco. Osiągają cele, które sobie postawili, chodzą do szkół, uczęszczają na uczelnie, znajdują pracę, zakładają rodziny, zarabiają własne pieniądze. Trudno to określać mianem tragedii. Fundacja Szansa dla Niewidomych znalazła takiego specjalistę, a mówiąc dokładniej specjalistkę. Justyna Rogowska jest niewidomą, która nie lituje się nad sobą. Skończyła studia, ma pracę, męża i jest zadowolona z życia. W ramach naszej Fundacji opowiada innym o naszym świecie i przekonuje do idei otwarcia się na niewidomych.

W tamtej akcji wzięły udział tysiące osób. Wiele z nich zgłosiło nam swoje CV i listy motywacyjne. Wybraliśmy jedną osobę, ale wiele innych zostało naszymi przyjaciółmi. Autorem tamtej akcji był Janusz Mirowski, a pomagała mu Paulina Biernat. Po osiągnięciu tak wielkiego sukcesu, nie pozostawało nic innego, jak powtórzyć tego typu działanie. Ogłosiliśmy niedawno nową akcję. Tym razem autorem byłem ja. Owszem, skorzystałem z pomysłu Janusza. Wzorowałem się na nim.

Tym razem Fundacja ogłosiła konkurs na specjalistę do spraw absurdu oraz związany z tym konkurs na najciekawszy przykład absurdu, z jakim mieli do czynienia nasi sympatycy. Zainteresowanie tą akcją przerosło nasze oczekiwania i pobiło rekord z akcji poprzedniej. Teraz ogłoszenie o pracę odczytało około 72 tysiące osób, a w konkursie na najciekawszy absurd, albo absurd najbardziej absurdalny, wzięło udział 84 tysiące osób. Fundacja zdobyła wielu sympatyków, którzy obserwują nas na Facebooku.

O samej akcji pisze w niniejszym numerze Dariusz Grzędziński, nie będę więc powtarzał zawartych w jego artykule informacji. Chcę jedynie pochwalić się, że takie zainteresowanie to wielki sukces naszej fundacji. 84 tysiące osób to duże miasto. Wszyscy oni mają rodziny: rodziców, dzieci, rodzeństwo, przyjaciół. Zasięg akcji może być więc jeszcze rozleglejszy.

Czemu tak się z tego cieszymy? O naszych sprawach, o świecie, który ma się otworzyć na niewidomych, słyszy właśnie tylu ludzi. Przecież wystarczy raz porządnie posłuchać, by wiedzieć, że niewidomi potrafią oraz w ramach swoich możliwości i niemożności oczekują na sensowną pomoc. W ramach idei prezentowania absurdów poruszyliśmy sedno: nie ma lepszego zrozumienia nas bez zmiany podejścia do wielu kwestii. Trudno przyjąć do swojego grona niewidomą osobę, gdy ma się niewłaściwe podejście do innych spraw: ważne są tylko pieniądze, ważne są tylko moje sprawy, mam swoje grono przyjaciół i mi wystarczy, dbam jedynie o swoją rodzinę, a inni muszą sobie radzić sami, wykonuję w pracy swoje obowiązki i nie interesuje mnie nic dookoła, chcę odpocząć przy serialu w telewizji i nie mam czasu dla innych, jestem zmęczony i nie mam głowy do rozważań, jak mam postępować z niepełnosprawnymi. Tak właśnie toniemy w tego typu absurdach. Gdyby na nich poprzestać, niemal nikt nie pomagałby nikomu, a przecież można i trzeba inaczej.

W wyniku tej akcji Fundacja nagrodziła trzy osoby za przykłady absurdów, które zdobyły najwięcej głosów. Pierwsza nagroda to aż 1000 złotych. Nie koniec naszego zaangażowania! W sprawie pracy jako specjalista do spraw absurdu zgłosiło się do nas kilkaset osób, spośród których znaleźliśmy pracę dla ośmiu osób!

W tych dniach Fundacja ogłasza kolejną akcję pod hasłem „Dzieci mają pomysły, dorośli również!”. Mogą w nim brać udział wszyscy, bo wszyscy jesteśmy jak dzieci, ale w odróżnieniu od innych konkursów, tutaj dzieci mają specjalne preferencje. Główną nagrodą będzie zrealizowanie najciekawszego pomysłu. Fundacja postara się zdobyć na to środki lub inne możliwości realizacji.

Każdy pomysł musi polegać na pomocy niewidomym lub słabowidzącym. Mamy nadzieję, że nasze konto na Facebooku odwiedzi jeszcze więcej osób oraz że wśród tysięcy pomysłów znajdą się też naprawdę ciekawe i wartościowe. Z wielkim zainteresowaniem będziemy obserwowali, czy ostatecznie konkurs wygra jakieś dziecko, czy dorosły oraz która grupa będzie miała więcej ciekawych pomysłów.

Zapraszamy do nas, do naszych biur, naszych specjalistów, doradców i rehabilitantów oraz na naszą stronę internetową i konto na facebooku!

Komentarze

komentarze