Czy Wrocław jest przyjazny niewidomym turystom?

Wrocław – stolica Dolnego Śląska, jedno z najludniejszych, najbardziej różnorodnych pod względem etniczno-kulturowym miast w Polsce, ale też jedno z najchętniej odwiedzanych przez turystów. Także niepełnosprawnych, w tym tych mających kłopoty ze wzrokiem. Nic w tym dziwnego, bo przecież niewidomi też lubią zwiedzać ciekawe zakątki kraju i świata, tym bardziej, jeśli są one dostosowane do ich potrzeb, a trzeba uczciwie przyznać, że Wrocław, przynajmniej w niektórych aspektach, jest otwarty na niewidomych. Sam przez dwa tygodnie miałem przyjemność przebywać w tym mieście, będąc uczestnikiem projektu „Aktywna Integracja w Szczecinie”. Dzięki temu miałem możliwość zapoznania się z przynajmniej częścią atrakcji turystycznych Wrocławia i ich przystosowaniem do potrzeb osób niewidomych oraz niedowidzących.

„Czy to bajka, czy nie bajka, myślcie sobie jak tam chcecie. A ja przecież wam powiadam: krasnoludki są na świecie” – pisała niegdyś Maria Konopnicka. Jednym z miast, które nieodłącznie się z nimi kojarzą, jest właśnie Wrocław. To na ten symbol zwrócono nam uwagę w pierwszej kolejności. Do krasnali publicznych dołączają komercyjne, a ich liczba ciągle rośnie. Podawana jest już nie w dziesiątkach, a setkach. Wywodzą się one z Pomarańczowej Alternatywy. Był to antykomunistyczny, happeningowy ruch, powstały w latach 80-tych we Wrocławiu, a jego symbolem były właśnie krasnoludki. Obecnie w stolicy Dolnego Śląska można je spotkać niemal na każdym kroku. Są nawet krasnale niepełnosprawne – na wózku, niewidomy czy głuchoniemy. Stanowią ciekawą atrakcję, która wyróżnia miasto. Dla poszukiwaczy krasnali są dostępne specjalne mapy czy aplikacja na telefon, dzięki którym można podążać ich szlakiem.

Dzięki makietom, które stoją przed najważniejszymi budynkami Wrocławia, niewidomi nie muszą sobie już tylko ich wyobrażać, ale mają możliwość dotknięcia i zapoznania się z ich szczegółami. Dotyczy to chociażby wrocławskiego ratusza, Hali Stulecia, w której odbywa się wiele sportowych imprez na międzynarodowym poziomie, odnowionego dworca PKP czy katedry wrocławskiej. Makiety są metalowe, często przy nich występują napisy w brajlu, dzięki czemu niewidomi mogą nie tylko dotknąć w całości dany obiekt, ale także zapoznać się z krótkimi informacjami na jego temat.

Audiodeskrypcja to kolejny sposób, aby ułatwić poznawanie nowych miejsc niewidomym. We Wrocławiu jest ona dostępna przy oglądaniu Panoramy Racławickiej. O ile sama idea jest słuszna, o tyle w tym konkretnym przypadku rozwiązanie to akurat mi nie przypadło do gustu. Niestety, opis dzieła przeznaczony stricte dla niewidomych mieszał się z ogólnym opisem, który wydobywał się z głównego głośnika. Miałem wrażenie, że opis i dodatkowe smaczki towarzyszące bitwie pod Racławicami były ciekawsze niż sam suchy opis płótna. Ponoć audiodeskrypcja dostępna jest również we wrocławskim zoo. Byłem w nim, zwiedzałem, słuchałem odgłosów afrykańskich zwierząt, głaskałem kozy i owce, ale jakoś na audiodeskrypcję się nie natknąłem – może wynikało to po prostu z niewiedzy naszych przewodników.

Spore wrażenie zrobiła na mnie wizyta w Centrum Historii Zajezdnia. Może nie każdy lubi cofnąć się do przeszłości, ale akurat nasza grupa trafiła na bardzo ciekawie opowiadającego przewodnika. Pani była też dla nas bardzo wyrozumiała. Mogliśmy wiele eksponatów dotknąć, co nie zdarza się wszędzie. Mimo że z historią Wrocławia spędziliśmy ponad trzy godziny, to zupełnie tego nie odczuliśmy. Korzystaliśmy także z innych atrakcji klasycznych, by chociażby wspomnieć wizytę w Sky Tower. Niby dla niewidomego to żadna atrakcja, bowiem i tak nie będzie podziwiał panoramy miasta z wysokości ponad 200 metrów, ale już samo ciśnienie w uszach, które pojawiło się w trakcie jazdy windą, dawało wyobrażenie o tym jak wysoki jest budynek. Przejechaliśmy się również popularną Polinką, ale była to raczej ciekawostka, a nie już jakaś większa atrakcja. Oczywiście odwiedziliśmy również stadion, który był jedną z aren mistrzostw Europy w 2012 roku. Dowiedzieliśmy się, że są na nim miejsca przystosowane dla niepełnosprawnych, a nawet stanowiska, na których można słuchać meczów z audiodeskrypcją.

We Wrocławiu moją uwagę zwróciła wielokulturowość, szczególnie na Rynku. O ile nie mogłem jej dostrzec w aspekcie wizualnym, to uwidoczniła się przez różne języki, które można było usłyszeć wokół. Różnorodność widoczna była także w pobliżu rynku, a dokładniej w Dzielnicy Czterech Świątyń, w której na niewielkim obszarze zgromadzone są: rzymsko-katolicki kościół św. Antoniego z Padwy, ewangelicko-augsburski kościół Opatrzności Bożej, synagoga Pod Białym Bocianem, a także prawosławny sobór Narodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy. Wrocławski Rynek i jego okolice to bardzo klimatyczne, tętniące życiem miejsce, którego w Szczecinie trochę brakuje. Niemniej jednak nie ukrywam, że w tym magicznym miejscu brakowało mi trochę punktów odniesienia, które są tak istotne dla osób niewidomych i niedowidzących. Zlewające się ze sobą szeregi podobnych uliczek powodowały, że trudno byłoby mi się tam odnaleźć bez pomocy osoby widzącej.

Dla niewidomych został przystosowany nowy dworzec PKP, który obecnie może być wizytówką Wrocławia. Bez większego problemu poruszaliśmy się też komunikacją miejską, w której wewnętrzne zapowiedzi informowały nas o nazwach poszczególnych przystanków. Niby to taka oczywistość, ale nawet w Szczecinie, w którym mieszkam na co dzień, częściej obecnie można spotkać milczący autobus lub tramwaj niż taki, w którym emitowane są sygnały głosowe. We Wrocławiu podobały mi się też takie uskoki, pewnego rodzaju niecki, które informowały o przejściu dla pieszych. To bardzo praktyczne rozwiązanie, choć jeszcze dość rzadko spotykane. Natomiast w miejscach, w których się poruszaliśmy, trochę brakowało mi ścieżek dla niewidomych i pól uwagi. Być może w niektórych miejscach są, ale jakoś nie rzuciły mi się w oczy, a ściślej rzecz biorąc – nie wpadły pod białą laskę.

Niemniej jednak dwutygodniowy pobyt we Wrocławiu uważam za bardzo udany. Zwiedziłem dużą część atrakcji, zwracając uwagę na kwestie ich dostępności dla niewidomych. Według mnie stolica Dolnego Śląska zrobiła sporo, by stać się miastem przyjaznym niewidomym, ale nigdy nie jest idealnie, zawsze można coś poprawić. Ważne jest to, że włodarze miasta dostrzegają potrzebę zwiększania dostępności miasta dla niepełnosprawnych, że coraz chętniej sięga się po audiodeskrypcję, że makiety popularnych budynków zaczynają wyrastać jak grzyby po deszczu, że pojawiają się tabliczki z opisami w brajlu. To wszystko sprawia, że miejski krajobraz staje się bardziej przyjazny osobom niewidomym. A przecież mamy niesprawny tylko jeden ze zmysłów. Świat i otoczenie postrzegamy pozostałymi zmysłami. Dzięki nim chcemy zwiedzać, słuchać, dotykać, a we Wrocławiu jest taka możliwość. Tak więc jeśli ktoś z Was – drodzy Czytelnicy – będzie miał okazję, to nie wahajcie się, zwiedzajcie Wrocław, bo można w nim miło i ciekawie spędzić czas.

Komentarze

komentarze