Czy niewidome święta mogą być „magiczne”?

Przed nami okres wyjątkowy w roku, bowiem zbliża się czas Bożego Narodzenia. Jeszcze kilka lat temu napisałbym, że jest to „magiczny” okres, ale obecnie moje postrzeganie tych kilku grudniowych dni dość mocno się zmieniło. Kiedy byłem mniejszy, miałem wrażenie, że znacznie bardziej przeżywałem ten okres. Wydaje mi się, że wówczas atmosfera była inna, bardziej skłonna do refleksji, do zastanowienia się nad właśnie mijającym rokiem. Mam wrażenie, że „magiczność” świąt w dużej mierze popsuła komercjalizacja. Jeszcze w sklepach nie wyprzedadzą się znicze i kwiaty, jeszcze nie zdążymy oderwać myśli od święta zmarłych i wspomnień o naszych bliskich, a już w marketach kuszą nas promocje świąteczne, z wystaw mrugają do nas ozdobne lampki, w mediach jesteśmy bombardowani świątecznymi reklamami, a w radio piosenkami nieodłącznie kojarzącymi się z Bożym Narodzeniem. To wszystko sprawia, że święta te jakby tracą na znaczeniu, gubi się ich wartość, zaciera się ich wyjątkowość. Większość ludzi daje się porwać przedświątecznemu szałowi zakupu prezentów, a później walce o taniego karpia w hipermarketach. Ludzie jeszcze w Wigilię pracują, albo pochłonięci są przedświątecznymi porządkami, przez co tak naprawdę nie mają nawet czasu, aby zastanowić się nad sensem tych świąt czy po prostu mieć chwilę dla siebie. A jak w tym świątecznym szaleństwie odnajdują się osoby niewidome i niedowidzące?

Okres zimy i świąt Bożego Narodzenia wcale nie musi być smutny czy nudny dla osoby niewidomej. Owszem, nie widzimy tego wszystkiego, co dzieje się w tym czasie, nie dostrzegamy świecidełek, błyskotek, machających do nas Mikołajów z witryn sklepowych, ale może to nie jest wcale konieczne, bo podświadomie nie ulegamy tej całej otoczce, która towarzyszy świątecznemu okresowi? Dzięki innym zmysłom możemy w pełni przeżywać czas, który nadchodzi zawsze pod koniec roku. Abstrahuję od wartości duchowych, bo to indywidualna sprawa każdego z nas, ale pozostałe zmysły poza wzrokiem dają nam fantastyczną możliwość odnalezienia się w świątecznym czasie. Dzięki słuchowi możemy usłyszeć piosenki, które nieodłącznie kojarzą się z Bożym Narodzeniem i świętami, by choćby wymienić jeden z najsłynniejszych utworów zimowych, czyli „Last Christmas”. Nie wiem jak wam, Drodzy Czytelnicy, ale mi święta kojarzą się z mroźną, słoneczną pogodą oraz skrzypiącym śniegiem pod butami. Owszem, o taki klimat w trakcie świąt jest coraz trudniej, ale wciąż jest on możliwy. Uwielbiam wówczas iść na spacer, nigdzie się nie spieszyć i pogrążyć się w swoich myślach. To doskonała okazja do odprężenia się, do zapomnienia o codziennych zmartwieniach, a zarazem cieszenia się świąteczną chwilą.

Węch jest też fantastycznym nośnikiem świątecznego klimatu. Zapach świątecznych drzewek oraz suszonych grzybów może przenieść nas choć na moment do lasu, a zapachy dobiegające z kuchni rozbudzają nasze apetyty. Można wyczuć zapachy pieczonych ciast, w tym także charakterystyczny zapach pierników, aromat skórki pomarańczowej i cytrynowej, a także tradycyjnych potraw związanych z Wigilią, jak chociażby kapusta czy smażona ryba. Temat potraw na świątecznych stołach jest bardzo ciekawy. U mnie nie odbiegają one od tradycji, chociaż np. jedną z nich jest kapusta z fasolą, czyli danie, które nie pojawia się na każdym wigilijnym stole. Różnie podchodzi się nie tylko do świątecznych potraw, ale również do obrzędów wigilijnych. Jedni stawiają na stole 12 potraw nawiązujących do 12 apostołów, inni zostawiają puste miejsce przy stole dla zbłąkanego wędrowca, są i tacy, którzy pod obrus kładą siano, ale chyba najpowszechniejszymi zwyczajami związanymi z Wigilią jest rozpoczynanie kolacji, gdy na niebie pojawi się pierwsza gwiazda oraz dzielenie się opłatkiem. Charakterystycznym symbolem Wigilii jest też śpiewanie kolęd oraz pasterka, choć ona ma szczególnie znaczenie dla osób przeżywających święta w warstwie duchowej.

Często bywa tak, że przynajmniej niektóre potrawy robione na Boże Narodzenie wykonuje się tylko raz w roku. U mnie taką są makowce. Nie tylko sami robimy ciasto, ale też mielimy mak z bakaliami. Receptura na makowiec pochodzi jeszcze z babcinych zbiorów. Zresztą to właśnie babcia zaszczepiła we mnie pasję do gotowania i pieczenia ciast. To ona opowiadała mi też o świętach, w których trzeba było wydrążać tunele w zaspach, bo takie były zimy. To ona wspominała mi o świętach spędzonych na robotach przymusowych w Niemczech, to ona zwracała uwagę, że kiedyś nie było takiego przepychu, że brakowało produktów, ale ludzie i tak potrafili czerpać radość choćby ze wspólnego przebywania. Wreszcie, to ona przeszczepiła mi tę cząstkę tradycji, która powinna być przekazywana z pokolenia na pokolenie. Warto czerpać od innych, bo nasze babcie i nasi dziadkowie żyli w zupełnie innych czasach, przeżywali wojny światowe czy komunizm, przez co mają odmienne spojrzenie na święta. My traktujemy je jako coś oczywistego. Poza tym żyjemy w innych czasach, w których rządzi pieniądz, a tradycja świąteczna powoli zanika w natłoku okołoświątecznych gadżetów. Obecnie już coraz rzadziej ludzie wysyłają sobie nawet kartki świąteczne, które jeszcze kilkanaście lat temu były symbolem pamięci o rodzinie czy przyjaciołach. Teraz wystarczy wysłać wierszyk smsem, przesłać wirtualną kartkę na facebooku albo życzenia e-mailem. Ale to już nie jest to samo. Brakuje tej „magii” związanej choćby z wzięciem tradycyjnej kartki do ręki. No, ale takie mamy czasy. Trzeba więc się chyba pogodzić z zanikiem pewnych tradycji. A może nie, bo one zależą od nas?

Nie da się ukryć, że tradycje związane z Bożym Narodzeniem bardzo mocno się zmieniają. W jednych domach gromadzą się całe rodziny, łącząc ze sobą różne pokolenia. W ten sposób często spotykają się ze sobą ludzie, którzy widzą się tylko raz lub dwa razy w roku. Jednak coraz częściej ludzie uciekają od świątecznego zgiełku. Wybierają chociażby wypad w góry, gdzie nie będą musieli ślęczeć przy garach. Wigilijną wieczerzę dostaną podaną do stołu, a dodatkowo będą mogli przyjemne połączyć z pożytecznym, np. oddając się białemu szaleństwu. Są i tacy, którzy pod koniec grudnia wybierają zagraniczne wycieczki. Każdy człowiek spędza okres świąteczny tak, jak mu jest najwygodniej. Obecnie świat się tak szybko i intensywnie zmienia, że zmieniają się również nawyki związane z Bożym Narodzeniem. Pewnie za sto lat te święta będą wyglądały jeszcze inaczej. Ale może dzięki rozwojowi nowoczesnej technologii będą jeszcze bardziej fascynujące dla niewidomych? Tego nie wiem, a z fusów nie chciałbym wróżyć. Wiem za to, że nawet mając ograniczone pole widzenia lub będąc całkowicie pozbawionym zmysłu wzroku i tak można świetnie odnaleźć się w tym grudniowym okresie. Trzeba tylko umieć skorzystać z innych zmysłów, bo one dają nam naprawdę szerokie możliwości. Dlatego niech świąteczne zapachy zapadną wam w pamięci na długo, niech świąteczne potrawy podbiją wasze podniebienia, niech w waszych uszach odbija się melodia pięknych kolęd, niech słuch, węch i smak zastąpią wam wzrok w te święta. Wreszcie, niech będą one bogate w wartości duchowe, bo przynajmniej dla części z Was mają one również bardzo duże znaczenie.

Komentarze

komentarze