Charytatywna działalność firmy Altix – Najlepiej, gdy nie jest się jedynym obywatelem świata!

Rok 1980! Rany, jak fajnie! Wszystko nagle się ruszyło, jaki gwar, nadzieje, plany! Przy sklepach grupki rozgadanych ludzi i nie narzekają na brak towaru, ale omawiają niebywałe wydarzenia. Nie są wkurzeni, są raczej podekscytowani. Tak zaczynała się polska rewolucja. „Chwilę” potem stan wojenny i kompletna cisza – wróciło najgorsze i to w strasznym wydaniu. Grupek ludzi już nie było, a gdy były, trzeba było się szybko oddalać, bo robiło się niebezpiecznie. Po grudniu ’81 czekało się kilka lat do polskiej odwilży, ale przyszła. Zapowiadała się wcześniej, ale na dobre tu zagościła w roku ’89. Nie było tak radośnie jak 9 lat wcześniej, ale znowu wielu ruszyło do działania. W tej atmosferze powstała firma Altix. Wcześniej nie byliśmy gotowi. Przecież zakładanie firm nawet w kraju wolnorynkowym i demokratycznym rzadko dotyczy studentów, ludzi zbyt młodych. Na wszystko musi przyjść czas. A więc w roku ’89 można było zebrać fajną grupę ludzi i założyć firmę. Były to takie czasy, że poza odważnymi prekursorami większość nie rozumiała co to znaczy prywatna firma, odpowiedzialność. Nauczenie takich pojęć jak obrót, zysk, marża, podatki, VAT, zysk netto i brutto, amortyzacja, środki inwestycyjne, zapasy magazynowe itd. wymagało czasu. Na początek działało się głównie dlatego, że był pomysł i wielkie chęci.

W związku z klimatem nieufności, wielu przedsiębiorców starało się prowadzić swoje firmy w taki sposób, by mogli z ich pracy korzystać inni. Altix też tak zrobił. Zadeklarowaliśmy, że zaczynamy od zera, ale gdy coś zarobimy, podzielimy się zyskiem. Już wtedy powstał plan dofinansowania rehabilitacji kolejnych niewidomych, który realizuje się u nas do tej pory i nie wygląda na to, byśmy go chcieli zaprzestać. Spółka powstała w maju 1989 roku, a działalność gospodarczą zaczęliśmy w listopadzie. Pierwszą sprzedaż odnotowaliśmy bodaj w grudniu ’89, a w roku ’90 miała miejsce pierwsza darowizna. Na początek musieliśmy jako autorzy programów darować prezent naszej firmie – stworzyliśmy dla niej kilka mówiących programów, które wykonaliśmy bezpłatnie. Dzięki temu powstał syntezator mowy i program odczytujący treść wyświetloną na ekranie komputera. Potem darowaliśmy własnej firmie kolejne mówiące programy, które wykorzystywały ten syntezator. Pierwszymi prezentami, które ofiarowaliśmy na zewnątrz, były te same produkty. Przekazaliśmy je uczniom szkół dla niewidomych i niedowidzących. Tam też zaczęły „gadać” komputery. Potem były następne inicjatywy, aż w roku ’92 zdecydowaliśmy się na założenie fundacji. To ona miała przejmować część zysku firmy i przekazywać ją środowisku inwalidów wzroku. Pierwszą jej nazwą była Unia Pomocy Niepełnosprawnym Szansa. Pierwszym prezesem został pan Jacek Kwapisz, wielki przyjaciel niewidomych, były wychowawca w ośrodku w Laskach. Gdy został zatrudniony w Ministerstwie Oświaty, prezesem zostałem ja. Pracowałem w Altixie, toteż w fundacji zostałem prezesem społecznie. Tak jest do tej pory.

W ciągu 20 lat istnienia fundacji, Altix przekazał duże środki. Pozwoliły pomóc wielu szkołom, organizacjom, jednostkom terenowym Polskiego Związku Niewidomych oraz osobom indywidualnym. To zaszczyt, że możemy tak działać. Przychodzą do nas klienci, zamawiają i kupują towary i usługi, a część zysku może iść tam, gdzie brakuje pieniędzy. Fundacja dostała mnóstwo przeróżnych podań z prośbą o pomoc. Jak nie pomóc rodzinie, która ma troje dzieci, rodzice są z naszego środowiska, a nie mają pralki! Jak nie pomóc Kołu, które ledwo powstało, a już nie ma z czego utrzymać swojego lokalu!

Największym naszym sukcesem jest zorganizowanie akcji pomocy Szkole Krakowskiej, która w roku 2010 uległa zalaniu ściekami w ubiegłorocznej powodzi. Udało się nam zebrać aż 300 tysięcy złotych na zakup sprzętu do pracowni tyfloinformatycznej. Altix przekazał w ramach tej pomocy ponad 30 tysięcy złotych. Zakupiliśmy 10 komputerów ze znakomitymi monitorami. Dołożyliśmy do tego oprogramowanie i kilka innych urządzeń. Największym darem dla tej pracowni była profesjonalna drukarka od szwedzkiej firmy Index, o której mówiło się wiele na ostatniej konferencji REHA FOR THE BLIND IN POLAND. Dyrekcja, nauczyciele, uczniowie z tej szkoły nie pozostali nam dłużni. Właśnie na tej konferencji zadedykowali nam przecudowny program artystyczny, w którym wszystkie elementy były na najwyższym poziomie.

Czy pomoc ta i inne byłyby możliwe bez poparcia udzielanego właścicielom i zarządowi przez całą załogę? Nie! Za każdym razem jest tak, że gdy decydenci chcą przekazać jakiś dar, pracownicy firmy wiedzą, że ogranicza to fundusz wynagrodzeń za dobrze wykonaną pracę. Wiedzą i się nie sprzeciwiają. Wręcz przeciwnie – sami wnoszą o kolejne darowizny. Czy to nie jest wspaniałe?

Otaczają nas setki, albo tysiące przyjaciół, którzy nie dostali od nas niczego bez sensu, lecz wędkę, by móc osiągnąć sukces.

Ostatnio byliśmy w szkole dla niedowidzących na ulicy Koźmińskiej w Warszawie i przekazywaliśmy kolejne prezenty – telefony komórkowe wraz z oprogramowaniem mówiącym i powiększającym obraz – Mobile Speak i Magnifier. To nie było za darmo, lecz za świetne wyniki w konkursie na najlepszego Kulturalnego Erudytę.

O tym przedsięwzięciu Fundacji Szansa dla Niewidomych zainspirowanej naszymi pomysłami informujemy w osobnym artykule – warto przeczytać!

I co, czy takie akcje były możliwe w tamtych czasach, gdy ganiało się za zrealizowaniem kartek na mięso lub cukier, gdy mieliśmy nawet kartki na obuwie, a mowy nie było o talonie na samochód czy przydziale mieszkania! Gdy „rzucili” do sklepu dywany, zbierało się całe osiedle – kto pierwszy, kto ma prawo do zakupów bez kolejki! Dlaczego ta pani z wózkiem się tak pcha, a dlaczego niewidomy może kupić wszystko, a my musimy czekać? Czy jutro będą te telewizory, a pralki – kiedy przyjadą pralki?

Ci, którzy mają tyle lat co ja, wiedzą, że żyli w innym świecie. Był taki niby socjalny, dobrotliwy, sprawiedliwy, że trudno było dawać nawet drobne prezenty. Chodziło się na imieniny i dawało marne koszule bez wyrazu, bo innych nie było w sklepie. Czasem w rodzinach dochodziło do imieninowych wymian podobnych rzeczy – innych, urozmaiconych przecież brakowało! A kto miał pieniądze na sponsoring? Taki to świat odjechał, a przyjechał inny. Czy ten jest bez wad? Nie, ma wad po prostu mnóstwo, ale pozwala ujawnić indywidualne preferencje ludzi, ich zainteresowania, poglądy. Gdy ktoś chce pracować i podzielić się zarobkiem, zyskiem, to ma taką możliwość. Gdy się na to zdecyduje, może liczyć na współudział innych i czuć, że wszyscy są RAZEM.

Komentarze

komentarze