„My nie widzimy nic, a Wy – czy widzicie nas?”

Głos kilkuset niewidomych zgromadzonych pod Sejmem 15 października zabrzmiał w tym roku wyjątkowo dobitnie. W ramach wydarzenia „Virtual Warsaw – miasto przyjazne dla niewidomych w ramach REHA FOR THE BLIND IN POLAND” niewidomi i niedowidzący wspólnie postanowili zabrać głos na temat nurtujących ich problemów i przedstawić je władzy oraz mediom.

Data manifestacji była nieprzypadkowa, bowiem w ten dzień obchodzimy Międzynarodowy Dzień Białej Laski. To wielkie święto niewidomych i słabowidzących z całego świata. Celem obchodów jest przedstawienie opinii publicznej, mediom i władzom problemów z jakimi borykają się na co dzień osoby niepełnosprawne ze względu na wzrok. Celem święta jest również podniesienie postulatów środowiska, przypomnienie, że niewidomi istnieją i mają prawo żyć tak, jak inni ludzie.

Nie ma lepszej okazji do wyrażenia solidarnie swoich potrzeb i oczekiwań.

Zgromadzeni manifestanci sformułowali szereg postulatów z różnych dziedzin życia, głównie w sprawach dotyczących aktywności zawodowej, wsparcia socjalnego i ubezpieczeń społecznych, szeroko pojętej dostępności otoczenia, zdrowia i rehabilitacji.

Aktywność zawodowa osób z niepełnosprawnością jest ciągle zjawiskiem o niskim natężeniu. Tymczasem niepełnosprawni mogą i chcą pracować. Możliwość podjęcia pracy zarobkowej to dla osoby niewidomej okazja do integracji społecznej, pełnego uczestniczenia w życiu i podniesienia stopy życiowej na poziom gwarantujący godziwe utrzymanie.

Główne postulaty dotyczące aktywności zawodowej osób z niepełnosprawnościami dotyczyły:

promowania zatrudnienia osób z niepełnosprawnościami na otwartym rynku pracy,

uproszczenia procedury i zwiększenia wysokości dofinansowania do stanowisk pracy osoby niepełnosprawnej,

podniesienie wynagrodzeń osób z niepełnosprawnościami (równa płaca za równą pracę),

transparentność systemu dofinansowań do wynagrodzeń pracowników, likwidacja istniejących nadużyć.

Oczywiście nie wszyscy niepełnosprawni pracują. Stan zdrowia niektórych osób nie pozwala im na podjęcie jakiegokolwiek zatrudnienia. Są to osoby wymagające opieki i asysty najbliższych, często pozostające na rentach z tytułu całkowitej niezdolności do pracy.

Osoby takie postulują o większe wsparcie socjalne, pozwalające na wyrównanie zwiększonych kosztów życia.

Postulaty dotyczące wsparcia socjalnego, które zostały wymienione na manifestacji, to między innymi:

większe wsparcie finansowe dla opiekunów osób niepełnosprawnych (spokrewnionych i niespokrewnionych),

dofinansowanie profesjonalnych asystentów osób niepełnosprawnych, zwrot kosztów wynagrodzenia takiej osoby,

nieopodatkowanie rent i emerytur,

wprowadzenie waloryzacji rent i emerytur w postaci kwotowej, a nie procentowej.

Zainteresowanie zgromadzonych niewidomych i niedowidzących uczestników manifestacji skupiło się również wokół zagadnień dotyczących rehabilitacji i zdrowia. Postulowano m.in. o:

większe dofinansowanie do rehabilitacji,

zwrot kosztów pobytu opiekuna osoby niepełnosprawnej przebywającego z nią np. w sanatorium,

uproszczenie systemu dofinansowań do zakupu sprzętu rehabilitacyjnego na NFZ, m.in. białych lasek, lup optycznych.

Manifestanci zwrócili również uwagę na aspekt szeroko pojętej dostępności, rozumianej zarówno jako dostępność architektoniczna oraz dostęp do dóbr kultury, zasobów Internetu, wszelkiej informacji adresowanej do wszystkich obywateli, a zatem i do niewidomych. W dobie programu Dostępność Plus, te postulaty szczególnie zasługują na wymienienie:

nowelizacja przepisów ustawy o prawie budowlanym,

jednolite standardy dostępności architektonicznej w każdym mieście,

edukacja w zakresie projektowania uniwersalnego,

pełna dostępność stron Internetowych, zgodnie ze standardem WCAG,

dofinansowanie dla wszystkich potrzebujących do zakupu nowoczesnych technologii pozwalających na niwelowanie skutków braku wzroku.

Zgromadzeni niewidomi postulowali również o zapewnienie swoistego parytetu przedstawicielskiego. Zdaniem manifestantów konieczne jest zapewnienie reprezentacji we władzy (zarówno na szczeblu centralnym, jak i lokalnym) przedstawicieli środowiska z niepełnosprawnościami. Jest to jedyna możliwość, aby interesy niewidomych i niedowidzących były strzeżone, a ich wykonanie poprzedzone konsultacją ze środowiskiem (wdrożenie sprawdzonych rozwiązań odpowiadających rzeczywistym potrzebom).

Pokłosiem manifestacji z 15 października, w której wzięło udział ponad 500 osób, jest być może pierwsza odezwa środowiska osób z niepełnosprawnościami bezpośrednio skierowana w stronę rządzących. Solidarność niewidomych i słabowidzących podsumowuje główne hasło manifestacji: „My nie widzimy nic, a Wy – czy widzicie nas?”. Odnosi się ono jednak nie tylko do władz, ale do całego społeczeństwa. W gruncie rzeczy zdajemy sobie sprawę, że kiedy władze zapominają o niewidomych i innych niepełnosprawnych, zawsze ma jako praprzyczynę brak empatii ze strony całego narodu. Gdyby każdy rozumiał, co to jest nie widzieć, jakie to stwarza utrudnienia oraz że są metody niwelujące je, nie pozwolono by władzom na omijanie tych kwestii, lecz przeciwnie – wymuszono by humanistyczne podejście do tych problemów.

Niezwykły nauczyciel historii

Na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie ukończył historię. W tym samym mieście w VIII LO uczy od 24 lat. Od 18 lat jest niewidomy. Przez lata ukrywał, że nie widzi z obawy o utratę pracy. Na kanwie jego historii powstał film „Carte Blanche”, z aktorem Andrzejem Chyrą w roli głównej. Niewidomy nauczyciel, Pan Maciej Białek, bo o nim mowa, odpowiada mi na kilka pytań na temat roli historii w jego życiu i w społeczeństwie.

E.M.: Skąd narodziło się u Pana zamiłowanie do historii?

M.B.: Historia jako wybór drogi zawodowej pojawiała się pod koniec szkoły średniej, w klasie maturalnej. Duży wpływ na tę decyzję miał człowiek, który jako student historii odbywał praktyki w mojej klasie. Imponował mi wiedzą oraz sposobem jej prezentowania na lekcjach. Ponadto na uczelni prowadził koło historyczne dla studentów i licealistów. Tam mogłem bliżej poznać klimat i środowisko studentów historii. Od niego dowiedziałem się, jak wyglądają studia historyczne i czym absolwenci historii mogą zajmować się po studiach.

Ponadto w moim domu, odkąd pamiętam, obecne były książki. Gdy miałem 4 lata potrafiłem już samodzielnie czytać, sztuki tej nauczyła mnie mama. W domu nie było wówczas telewizora, więc książka była swoistym oknem na świat. To książki przenosiły mnie do świata baśni, odległych indiańskich prerii, w świat dawnych wojowników i rycerzy. Jednocześnie byłem chłopakiem grającym w piłkę, wspinającym się na drzewa. Trzeba było również czasem umieć wywalczyć sobie miejsce w grupie rówieśniczej. Około 50 metrów od mojego rodzinnego domu mieściło się kino „Grunwald”, w którym mogłem odkryć drugie narzędzie poznania świata bez ograniczeń czasu i miejsca. I tak zarówno książki, jak i filmy stworzyły we mnie grunt pod najpierw studenta, a potem nauczyciela historii. W jednym z esejów Normana Davisa stwierdza on, że historyk nie musi widzieć, musi mieć na tyle bogatą wyobraźnię, aby móc przenieść się mentalnie w czasy, którymi się zajmuje i spróbować wczuć się w ich realia. Dzięki temu będzie mógł o nich lepiej opowiedzieć współczesnym sobie. Początkowe zauroczenie historią poparte coraz bardziej świadomą lekturą stopniowo rodziło zamiłowanie trwające do dziś.

E.M.: Marszałek Józef Piłsudski powiedział: ,,Kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości, ten nie jest godzien szacunku teraźniejszości ani prawa do przyszłości”. Naucza Pan historii w VIII LO w Lublinie. Czy wśród Pana uczniów można zauważyć zainteresowanie i szacunek do historii Polski?

M.B.: Tak, młodzież w sposób naturalny jest zainteresowana historią, problem polega na tym, żeby jej nie zniechęcić. Może dzisiaj, w odróżnieniu od czasów marszałka, ilość bodźców działających na młodego człowieka kolosalnie wzrosła, zmieniło się również otoczenie polityczne. Świat współczesnych młodych ludzi to niepodległa ojczyzna, Unia Europejska bez granic oraz szerokie perspektywy rozwoju i możliwości dorabiania się. To wszystko bardzo angażuje wyobraźnię i czas. Priorytety czasów marszałka to walka, aby marzenie o wolnej Polsce stało się rzeczywistością. Dla dzisiejszej młodzieży urodzonej i wychowanej w wolnej Polsce ważniejsza, bo bliższa osobistym wyborom jest przyszłość, a nie przeszłość. Nie oznacza to, że nie identyfikują się z ideałami takich ludzi jak Józef Piłsudski.

E.M.: Czy jako nauczyciel uważa Pan, że historia nie jest zwykłym, szkolnym przedmiotem, że w naszym społeczeństwie uwrażliwienie na sprawy przeszłości jest większe niż w innych krajach?

M.B.: Uważam, iż historia nie jest przedmiotem specjalnie wyróżnionym w systemie szkolnym. Maturzysta w naszym kraju nie ma obowiązku wykazać się znajomością historii ojczystej. System szkolny pozwala na promowanie z klasy do klasy ucznia, który wykazał się wiedzą co najmniej w 30%. Chciałbym, aby ranga tego przedmiotu była wyższa. Co do uwrażliwienia naszego społeczeństwa na sprawy związane z historią, to ma ono raczej charakter incydentalny, uważam, że coraz częściej historia wykorzystywana jest przez różne środowiska instrumentalnie. Jest to niestety możliwe z powodu niskiego poziomu rzetelnej wiedzy. W większości społeczeństwo posługuje się stereotypami, wiedzą szczątkową, wyrwaną z kontekstu historycznego, swoistymi „apokryfami”, którym bliżej do wygodnego mitu niż do historii. Jednocześnie dostrzegam nie tyle wrażliwość, co nadwrażliwość na próby odbrązowienia naszej nie zawsze chlubnej przeszłości. Chcąc uniknąć dysonansu poznawczego wolimy pozostać przy własnych wyobrażeniach niż odkrywać prawdziwy obraz.

E.M.: Jaką ma Pan receptę na dotarcie do młodych osób?

M.B.: Po pierwsze traktuję ich poważnie. Staram się ustalać jasne zasady i być słownym, nawet jeśli jest to dla mnie niewygodne. Uczniowie uczą się tego, że nie ocena, a wiedza jest wartością samą w sobie. Moi uczniowie wiedzą, że nie widzę. To samo w sobie rodzi podejrzenia o chęć nadużycia tej okoliczności. Zdarza się to jednak rzadko. Relacja ta uczy ich, że przyzwoitym człowiekiem nie jest się wtedy, kiedy ktoś patrzy im na ręce, a kiedy nikt nie patrzy można oszukiwać. Mają do mnie zaufanie, że wiedza, którą im podaję jest rzetelna, a to jest możliwe dzięki osiągnięciom naukowo-technicznym, które nas – niewidomych – już nie wykluczają ze sfery nauki. Staram się również, aby opowieść o przeszłości nie tyle była naszpikowana faktografią, co podana w sposób ciekawy i zrozumiały dla uczniów. Mam to szczęście, że zarabianie na chleb w moim przypadku wiąże się z zamiłowaniem do historii i przyjemnością pracy z młodzieżą.

E.M.: Serdecznie dziękuję za udzielenie wywiadu i życzę dalszych sukcesów w pracy.

Od Toronto do Pjongczangu. Dorobek polskich sportowców z dysfunkcją narządu wzroku na letnich oraz zimowych igrzyskach paraolimpijskich

Kiedy doktor Ludwig Guttmann 70 lat temu zorganizował dla swoich pacjentów na przyszpitalnym trawniku historyczne zawody w łucznictwie, nie przypuszczał nawet, że na jego oczach formują się właśnie zalążki światowego ruchu paraolimpijskiego. Zalążki organizacji, dzięki istnieniu której tysiące osób z niepełnosprawnością z najodleglejszych zakątków kuli ziemskiej zaczną opuszczać mury swoich domów, by poprzez sport kształtować swój umysł i ciało, a przy okazji też pokonywać własne ograniczenia oraz słabości.

„Coubertin igrzysk paraolimpijskich” – tak bowiem nazwany został przez papieża Jana XXIII urodzony w położonym w województwie śląskim Toszku Guttmann, 28 lipca 1948 roku zorganizował dla swoich podopiecznych ze szpitala w Stoke Mandeville tzw. „igrzyska równoległe” (z ang. „parallel games”). W zawodach łuczniczych wzięli udział ranni z drugiej linii frontu żołnierze, którzy w prowadzonym przez Guttmanna ośrodku rehabilitacyjnym powracali do pełni sił. Kolejne edycje zawodów, w pierwszych latach istnienia odbywające się wyłącznie w angielskim Stoke Mandeville, cieszyły się coraz większym zainteresowaniem nie tylko ze strony krajowych, lecz również zagranicznych uczestników. Organizatorzy postanowili zatem wyjść naprzeciw ich oczekiwaniom i dwanaście lat później nadali temu wydarzeniu bardziej międzynarodowy charakter.

Pierwsze letnie igrzyska paraolimpijskie miały miejsce w 1960 roku w Rzymie. Inauguracja ich zimowego odpowiednika nastąpiła 16 lat później w szwedzkim Örnsköldsvik. Początkowo w letnich igrzyskach paraolimpijskich prawo startu przysługiwało wyłącznie osobom poruszającym się na wózku inwalidzkim. Dopiero w latach 70. międzynarodowy ruch paraolimpijski otworzył się na kolejne rodzaje niepełnosprawności. Dziś sport paraolimpijski poza sportowcami poruszającymi się na wózkach pozostaje przyjazny amputantom, osobom z intelektualną niepełnosprawnością, mózgowym porażeniem dziecięcym oraz dysfunkcją narządu wzroku, a także sportowcom należącym do grupy „les autres”, pod którą kryją się pozostałe rodzaje schorzeń (np. niskorosłość, stwardnienie rozsiane).

Spory odsetek sportowców rywalizujących o medale igrzysk paraolimpijskich stanowią obecnie zawodnicy z dysfunkcją narządu wzroku, którzy po raz pierwszy na igrzyskach mieli szansę zaprezentować się w 1972 roku w Heidelbergu. Wzrokowcom nie przyznano jeszcze wtedy medali, dyscypliną pokazową był wówczas goalball, widzom zaprezentowano również biegi na dystansie 100 metrów. Oficjalnie zawodników niewidomych i niedowidzących, podobnie jak amputantów, w rodzinie paraolimpijskiej przywitano cztery lata później w Ornskoldsvik (zimowe) oraz Toronto (letnie IP). W tym samym roku też po raz pierwszy na letnich igrzyskach zaprezentowali się niewidomi i słabowidzący sportowcy z Polski, którzy w naszym kraju odgrywają niemałą rolę w upowszechnianiu aktywności fizycznej wśród osób pozbawionych wizualnych bodźców.

Organizacją skupiającą w swoich szeregach osoby z dysfunkcjami narządu wzroku jest Międzynarodowa Federacja Sportu Niewidomych (ang. IBSA – International Blind Sport Asociation). Z grona nadzorowanych przez tę instytucję dyscyplin zawodnicy z niepełnosprawnością wzrokową na igrzyskach paraolimpijskich mają szansę startować w lekkoatletyce, pływaniu, paraujeżdżaniu, żeglarstwie, wioślarstwie (czwórki ze sternikiem), kolarstwie tandemowym (zarówno jego torowym, jak i szosowym wydaniu), goalballu, blind footballu oraz judo, w 2020 roku natomiast rozdane zostaną również pierwsze krążki w triathlonie. W niektórych z dyscyplin rywalizujący sportowcy korzystają z pomocy przewodników, którzy zastępują im oczy. Jeśli chodzi o dyscypliny zimowe, to zawodnicy należący do tej grupy z powodzeniem realizują się w narciarstwie alpejskim i biegowym, a także w biathlonie, w którym zmuszeni są oddawać strzały z karabinu do oddalonej o kilkadziesiąt metrów tarczy.

O ile biało-czerwoni wciąż jeszcze nie odgrywają znaczących ról w rywalizacji na ośnieżonych trasach, o tyle w świecie lekkoatletyki, pływania czy kolarstwa tandemowego rywale z zagranicy zmuszeni są liczyć się z nimi. W dyscyplinach tych rokrocznie biało-czerwoni na najważniejszych międzynarodowych imprezach (mistrzostwa świata i Europy, igrzyska paraolimpijskie) zgarniają czołowe pozycje. Do grona bez wątpienia największych legend w historii polskiego ruchu paraolimpijskiego kwalifikuje się sześciokrotny uczestnik igrzysk paraolimpijskich, lekkoatleta Mirosław Pych. Dorobek dziewięciu medali, w tym aż pięciu złotych, do dziś czyni go najbardziej utytułowanym polskim sportowcem z uszkodzeniem narządu wzroku. Nie można zapomnieć również o pływakach: Joannie Mendak, Patrycji Harajdzie, Damianie Pietrasiku czy Grzegorzu Polkowskim, czy kolarzu Andrzeju Zającu (pilot Dariusz Flak), którzy na kartach polskiego sportu wielokrotnie zapisywali się złoto-srebrno-brązowymi zgłoskami.

Felieton skrajnie subiektywny. Marsz nad marsze

Gdybym była sentymentalna powiedziałabym – serce rosło, kiedy patrzyło się na nieprzebrane tłumy Polaków z biało-czerwonymi flagami w dłoniach, na piękne, pogodne twarze rodaków, na dzieci radujące się ze Święta Niepodległości i dumnie kroczące ulicami Warszawy w 250-tysięcznym marszu 11 listopada. Nie jestem sentymentalna, ale i tak to powiem – czułam dumę i radość, że spora część z nas potrafi tak pięknie i zgodnie świętować.

Tej dumy i radości z obchodów 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości nie była mi w stanie zepsuć totalna opozycja, śmieszne, choć w założeniu groźne słowa Donalda Tuska, zagrzewającego swoich akolitów do walki z dzisiejszymi bolszewikami (sic!), próba powstrzymania marszu przez niemądrze zacietrzewioną Hannę Gronkiewicz-Walz. To taka jednowarstwowa, płytka analiza, aczkolwiek mam pełną świadomość na co obliczona była decyzja prezydent stolicy, która była przekonana, że nadzwyczajna kasta prawników, do której sama przecież należy, podtrzyma jej decyzję, wprost łamiącą konstytucyjny zapis o wolności zgromadzeń. Decyzja ta, gdyby sąd jej nie oddalił, spowodowałaby z całą pewnością zamieszki na ulicach Warszawy, jako że organizatorzy Marszu Niepodległości zapowiedzieli, że do postanowienia pani prezydent się nie zastosują. Jakże pięknie brzmiący dla uszu opozycji przekaz poszedłby w świat – PiS-owskie państwo nie dało rady, faszyści wyszli na ulice, zobaczcie do czego doprowadziły te rządy. Zanim sąd pokrzyżował plany Hanny Gronkiewicz-Walz prawa strona sceny politycznej zwarła szeregi i zapadła decyzja o jednym, wielkim Marszu Niepodległości pod egidą prezydenta Andrzeja Dudy i premiera Mateusza Morawieckiego, marszu wpisującego się w państwowe obchody 100-lecia odzyskania przez nasz kraj niepodległości. Decyzja, która wytrąciła oręż z rąk totalnej opozycji i na dłuższy czas pozostawiła ją w stuporze. Nie udało się co prawda zgromadzić pod biało-czerwonymi sztandarami wszystkich rodaków – Obóz Narodowo-Radykalny i Młodzież Wszechpolska, organizatorzy dotychczasowych Marszów Niepodległości poszli jednak swoją drogą, w marszu poniekąd równoległym i odgrodzonym od marszu państwowego. Totalna opozycja natomiast gremialnie zbojkotowała marsz, niektórzy spośród totalsów nazwali go „marszem hańby”, a Grzegorz Schetyna powiedział – „Dzisiaj polskie ulice, Wrocławia, Warszawy będą zajęte przez tych, którzy odpychają europejską wspólnotę, żyją nienawiścią i niechęcią (…)”.

Obywatele RP świętowali po swojemu. Jeszcze w przeddzień święta szumnie zapowiadali blokadę Marszu Niepodległości, jednak kilkadziesiąt osób z transparentami „Konstytucja” nie miało najmniejszych szans na zablokowanie tej płynącej rzeki ludzi.

Przemarsz biało-czerwonego pochodu na błonia pod Stadionem Narodowym trwał 4 godziny. Nikt chyba nie spodziewał się takiej skali przedsięwzięcia. Szacowano, że w marszu może wziąć udział 100 tysięcy osób. Skala pochodu, 250 tysięcy, przeszła najśmielsze oczekiwania. Najśmielsze oczekiwania przeszedł też spokój i godne zachowanie uczestników. Interesujące było śledzenie reakcji dziennikarzy mediów głównego nurtu, którzy z bardzo słabo ukrywanym rozczarowaniem mówili „marsz jest bardzo spokojny”, „nie ma żadnych zamieszek”. Z aptekarską precyzją wyławiane i punktowane było wszystko, czym można byłoby podważyć jego pozytywny wydźwięk. Równie interesujące było śledzenie nagłówków niektórych zachodnich portali internetowych i nieprzyjaznych rządowi Zjednoczonej Prawicy zagranicznych mediów. Część z nich upierała się przy narracji wprowadzonej w ubiegłym roku przez Guy Verhofstadta – Marsz Niepodległości to w istocie pochód faszystów. Część z nich opatrzyła swoje materiały zdjęciami z innych pochodów, nie znajdując w tegorocznym marszu żadnych drastycznych scen. Zachodni dziennikarze główkowali jakby tu zrobić faszystów z 250 tysięcy Polaków. Zadanie iście karkołomne. Tomasz Wróblewski, polski dziennikarz, tak napisał na Twitterze (pisownia oryginalna): „PiS powinien dziś podziękować AP, Reutersowi, Politico, Washington Post, za opisy faszystowskiego marszu w Polsce. Nie prędko Polacy uwierzą w kolejny krytyczny tekst w zachodnich mediach o polskim rządzie.” Trudno o lepsze podsumowanie.

Wolni czy ograniczeni?

Uwielbiam piosenkę Chłopców z Placu Broni pod tytułem Kocham wolność. Świetna muzyka, dobry tekst – „tak niewiele” słów, a jednak w zupełności wystarczająco2. To wspaniałe, że mimo upływu lat można jej wciąż posłuchać w tak wielu rozgłośniach radiowych. Dlaczego ta piosenka jest dla mnie szczególna? Odpowiedź będzie banalna – ponieważ też kocham wolność.

WOLNI

Pojęcie wolność w ostatnich latach, zwłaszcza zaś w roku bieżącym, tj. w kontekście tegorocznego święta 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości, odmieniono już niemalże przez wszystkie przypadki. Niewątpliwie godne uznania jest, że przeżywanie okrągłej rocznicy odzyskania niepodległości nie sprowadza się w Polsce tylko i wyłącznie do organizacji uroczystości państwowych w tym jednym, szczególnym dniu 11 listopada 2018 r. Praktycznie od początku roku o polskiej wolności i niepodległości mówiono i mówi się nadal wiele, tj. tak bezpośrednio, w toku merytorycznych, historycznych debat z udziałem specjalistów i znawców tematu, warsztatów przeprowadzanych w szkołach dla dzieci i młodzieży itp., jak i pośrednio poprzez produkcję i transmisję historycznych filmów i seriali, organizację koncertów pieśni patriotycznych itd. Odwzorowany z rękopisu Józefa Piłsudskiego napis „niepodległa” w kolorze czerwonym stał się logotypem 100-letniej rocznicy odzyskania niepodległości, symbolem firmującym wszystkie wydarzenia wpisujące się w założenia obchodów naszego narodowego święta, a tych – jak sami jesteśmy świadkami – przygotowano naprawdę wiele. To wspaniałe, że wedle wszystkich wskazujących na to prognoz tak donośne wydarzenie zostanie przez Polaków w kraju i za granicą uczczone w dniu 11 listopada w patetyczny i podniosły sposób. Zewsząd docierają bowiem do nas sygnały o podejmowanych przez włodarzy miast i gmin szeregach inicjatyw, mających na celu uświetnienie przeżywania przez nas, Polaków, tego jakże radosnego święta. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że świętowanie nie zostanie zakłócone – w szczególności w stolicy naszego kraju – przez żadne środowiska, które już w latach ubiegłych pokazały, w jaki sposób „świętować” raczej nie należy.

Wolność narodu – upragniona, pożądana, bezcenna. Okupiona cierpieniem, wyrzeczeniem i trudem wielu bezimiennych przodków. Odzyskana, wywalczona, lecz – cytując wyłącznie ku przestrodze – nie dana raz na zawsze3. Tym bardziej należy ją pielęgnować, zachowywać w pamięci wydarzenia minione i doceniać wszystko to, czego udziałem jesteśmy dzisiaj. Pozostaje również mieć nadzieję, że każdy lub przynajmniej większość z nas w pełnej zgodzie z samym sobą mógłby ze wzruszeniem i prawdziwą radością zanucić dziś słowa jeszcze jednej, jakże pięknej pieśni, cyt. „ja to mam szczęście, że w tym momencie, żyć mi przyszło w kraju nad Wisłą, ja to mam szczęście”4.

Cóż to jest… Wolność?

Wolność to jednak nie tylko niepodległość. Kiedy wypowiadam słowo wolność, na myśl przychodzi mi obraz znacznie szerszy aniżeli wyłącznie dosłowny – w tym jak i wyżej omówiony, patriotyczny – wymiar tego słowa. Myślę tu raczej o wolności rozumianej w sposób globalny i uniwersalny, tj. dotyczący każdego człowieka, jednostki, niezależnie od narodowości czy koloru skóry. Myślę o wolności niczym o jednym z zagadnień stanowiących odwieczne niejako pytania człowieka: o sens, byt, istnienie, wolność, śmierć itp. Bo przecież choć wydaje się, że o wolności powiedziano już wszystko, to parafrazując biblijne pytanie „Cóż to jest Prawda?” można by również zapytać Cóż to jest Wolność? Prawdziwa Wolność?

Nie wiem, czy potrafię nawet stworzyć taką definicję, dać precyzyjną odpowiedź. Są takie pytania, na które odpowiada się łatwiej poprzez omówienie zaprzeczenia, tj. udzielając odpowiedzi na pytanie, czym dane zjawisko raczej nie jest. I tak, można być przecież człowiekiem wolnym (w znaczeniu człowieka niezależnego, żyjącego w niepodległym, suwerennym kraju), będąc przy tym jednocześnie tak mocno zniewolonym i ograniczonym poprzez okoliczności życia, konwenanse, poprawność, narzucone odgórnie ramy itd. Nie jest to wolność prawdziwa, o jakiej myślę i do jakiej dążę. Jest w niej bowiem jakaś sprzeczność, której zresztą dzisiejszy świat jest pełen. To tak jak – porównując – można w dzisiejszym świecie, mając do dyspozycji wszelkie z możliwych najnowszych urządzeń nawigacyjnych, dosłownie „zgubić się” (w znaczeniu „zagubić się”) na krótkim, znanym sobie doskonale odcinku; w przenośni – zagubić się na jakimś odcinku własnego życia, mając do dyspozycji wszelkie udogodnienia i wygody, jakie oferuje nam dzisiaj świat.

Nie wszystko da się precyzyjnie zdefiniować. Zwłaszcza w odniesieniu do pojęć abstrakcyjnych, których całe bogactwo zawartych w nich treści uniemożliwia zamknięcie opisu w kilkunastu nawet zdaniach. Z wolnością też jest trudno. Tym bardziej, że jak sama zauważam po sobie, najprawdopodobniej w każdym człowieku istnieje jakaś niewymowna tęsknota za wolnością prawdziwą, niezdefiniowaną właśnie, tj. taką, którą choć chciałabym, to nie potrafię ująć w żadne sensowne słowa. Dla mnie, jako dla osoby wierzącej, jest to wewnętrzna tęsknota za wolnością, której udziałem staniemy się dopiero kiedyś, tj. w przyszłym życiu, zjednoczeni z Bogiem. Każdemu pozostawiam jednak jego własną interpretację, zgodną również z indywidualnymi przekonaniami.

OGRANICZENI

Choć spotykam się często z krytyką w obszarze mojego podejścia do nowinek technicznych, to przyznaję, że mam spory dystans do wszechobecnych elektronicznych gadżetów. Na wielu polach dają i dały nam one wprawdzie wspaniałe możliwości, jednakże w ostatecznym rozrachunku zauważam w nich więcej szkody niż pożytku. Ktoś powie – skąd wzięły się tutaj nagle technologiczne nowinki! Jaki związek mają z tematem wolności?

Mam nieraz wrażenie, że urządzenia i rozwiązania, które w dobrym pierwotnie założeniu miały się stać pomocne człowiekowi, w którymś momencie przejęły kontrolę nad nim samym. Młode pokolenie zachwycone jest wręcz możliwościami jakie dają niezliczone kolorowe, wciąż uświetniane dotykowe wyświetlacze. Aplikacje. Gry. Komunikatory. Media społecznościowe. Zdjęcia – selfie. Rozmowy sprowadzone do klikania. Przesyłane hurtem śmieszne – lub mniej – filmiki i memy. Internetowe „wyzwania” lub gry rodem z piekła, stanowiące realne zagrożenie życia i zdrowia dla nieświadomych ogromnego niebezpieczeństwa dzieci i młodzieży. Nie sposób wymienić wszystkich dziwactw jakże otwartego na nowości Internetu. O ironio, im więcej nowoczesnych, „wspaniałych”, otwartych i kuszących świeżością rozwiązań, jakie podsuwają nam internauci, producenci supersprzętów itd., tym bardziej czuję się ograniczona. Dosłownie i w przenośni.

Znamienny obraz dzisiejszego świata uwieczniono na szczególnej fotografii, która obiegła niedawno cały świat. Papieża Franciszka podczas wizyty w USA witały tłumy. Większość przybyłych przejeżdżającego tuż obok nich Papieża ujrzała jednak wyłącznie na… ekranie smartfona, tj. robiąc mu zdjęcie lub nagrywając filmik. Tylko jedna starsza kobieta wyraźnie wyróżnia się na zdjęciu – oparta o barierkę z uśmiechem i refleksją spogląda w stronę szczególnego gościa. Fotografia wiele mówi o kondycji współczesnego świata.

Zostawmy na chwilę techniczne cudeńka i w poszukiwaniu wolności bez granic pójdźmy dalej. Zaszczytnie promowane są dzisiaj hasła typu „bronimy każdej inności, idei, myśli etc.”! I choć w zupełności tego faktu nie neguję, ani też nikomu nie śmiem odbierać prawa do własnych poglądów, to zauważam, że pod sztandarem forsowanej zaszczytnym hasłem, fałszywie zawoalowanej jednak jakże często wolności, środowiska tak szumnie występujące w obronie takiej czy innej idei są w stanie jednocześnie zupełnie stłamsić i w okrutny sposób zdyskredytować każdą inną jednostkę, grupę, formację, która ośmieli się próbować wejść z nimi w konstruktywny dialog, czy też co gorsze wystąpić ze zdaniem odmiennym. I taka to często w praktyce możliwość dialogu, szukania porozumienia i głoszonej głośno tolerancji. A jeśli do czegoś tylko „wtrąci” się nie daj Boże kościół katolicki, to już tym bardziej szumnie i medialnie podniesione zostanie, że dokonano właśnie zamachu na szeroko rozumianą wolność człowieka – nie zastanawiając się nawet przy tym, że być może – o ironio – to właśnie w obronie ludzkiej wolności i godności swoje zdanie kościół wyraził.

Sporo pułapek i sprzeczności w tym współcześnie nieograniczonym świecie. Zachłyśnięci wolnością, nieograniczonością – czy to w Internecie, w rzeczywistym świecie, czy w jakiejkolwiek dziedzinie życia – w rzeczywistości budujemy sobie coś w rodzaju złotych klatek5, z których ciężko się wydostać na powietrze. A stamtąd do prawdziwej wolności już daleko.

Refleksyjnie

100-lecie odzyskania niepodległości niech stanie się okazją do refleksji nad istotą Wolności – w szerokim tego słowa znaczeniu. Moja muzyczna propozycja dla Państwa na ciche listopadowe wieczory – z racji wzniosłego tematu przewodniego – oprócz dwóch wymienionych już w treści artykułu piosenek obejmuje także „Nie pytaj o Polskę” Obywatela G.C.

Nie zapominajmy również w szczególności o bogatej liście patetycznych, wzruszających pieśni patriotycznych, które zawsze – nie tylko przy okazji świąt narodowych – są okazją do pogłębionej refleksji o tym co było, jest i będzie.

Naturooporni

Wróćmy na jeziora,

Na wędrowny rejs;

Znajdziesz tam cel swojej drogi

Wśród szumiących drzew!

„Ostatnie dziecko lasu”

Specjaliści biją na alarm. Pojawiła się nowa jednostka chorobowa określana mianem syndromu deficytu natury. Wprawdzie nie opisano jej jeszcze w uznawanej na całym świecie klasyfikacji ICD-101, ale być może to jedynie kwestia czasu, gdyż problem sukcesywnie narasta, obejmując coraz to szersze grono zwłaszcza dzieci i młodzieży. Najogólniej rzecz ujmując, wspomniany syndrom oznacza zespół zachowań wynikających z braku, albo też z ograniczonego do minimum kontaktu z naturą. To zaś zdaniem uczonych prowadzi często do rozwoju zaburzeń typu ADHD, alergii i innych.

Burzliwe dyskusje wśród pedagogów, psychologów, lekarzy rozmaitych specjalności wywołała przetłumaczona na kilkanaście języków książka Richarda Louv’a pt. „Ostatnie dziecko lasu”, w której autor szukając odpowiedzi na pytanie, co właściwie doprowadziło do takiego stanu rzeczy, wskazuje na diametralną różnicę przeżywania okresu dzieciństwa kiedyś i dziś. Czy to stwierdzenie powinno nas dziwić?

Wspomnienie moich dziecięcych zabaw automatycznie wiąże się z przydomowym podwórkiem. Domowe albumy wypełnione są zdjęciami, na których pozuję z kotem, psem, czasem z kurą czy nawet krową. Posiadam i inne – przy gotowaniu zupy z ogrodowych kwiatów i badyli, albo na których pozuję z umorusaną buźką czy też w ubłoconych kaloszach po „wytaplaniu” się w poburzowej kałuży. Jeszcze weselsze dziecinne zabawy na łonie natury znam z opowiadań rodziców o ich młodzieńczych latach. Niewiele było im trzeba, wystarczył rower, drzewo, polana, jakiś kij i sznurek – żadne tam wymyślne, kolorowe, a już na pewno nie elektroniczne zabawki. Ot i recepta na przednią zabawę, najlepszą oczywiście na świeżym powietrzu.

Dziś wygląda to nieraz zgoła odmiennie. Słyszę często jak znajomi-rodzice opowiadają, że z trudem przychodzi im zachęcenie dzieci do wyjścia na podwórko. Zabawa po szkole sprowadza się raczej do komputerowej gry lub obejrzenia filmu lub bajki we własnym telefonie. Na każdym kroku spotykamy zresztą zapatrzonych w świecące ekrany nastolatków. I nie tylko nastolatków. Dziś nawet „rozmowa” w gronie rówieśników, czy to na polu zawodowym, może sprowadzać się do klikania do siebie nawzajem, pozostając przy tym w swoim bezpośrednim towarzystwie, w odległości 1-2 metrów od siebie. Pewnie nie mogłabym w to uwierzyć, gdybym sama nie była świadkiem takich „konwersacji”.

Naturalne ≠ sztuczne

Zostawmy na chwilę kontakt z naturą, pozostając jednak przy pokrewnej naturze naturalności. A ściślej rzecz ujmując – przy jej przeciwności. Spoglądając bowiem szerzej stwierdzam, że wokół nas zapanował istny przesyt tego, co sztuczne. Od niewinnych, nawilżających kropli do oczu, zwanych potocznie „sztucznymi łzami” zaczynając (od nadmiaru elektronicznych cudeniek, w które wpatrują się codziennie nasze oczy, zaburzone zostało u wielu z nas wytwarzanie naturalnego filmu łzowego), zahaczając o modyfikowaną genetycznie żywność, aż na ofiarach współczesnej mody na operacje plastyczne kończąc. Nawiasem mówiąc, przesadnie nabotoksowane twarze z wypełnionymi do granic możliwości kwasem hialuronowym ustami nie budzą mojego zaufania, mało tego – burzą pojęcie estetyki. Spośród całej listy „sztuczności”, którą można byłoby przecież mnożyć w nieskończoność, obronić mogę sztuczne futra i sztuczne szczęki. Bo sztuczna szczęka to przy tym wszystkim przysłowiowy pikuś.

Jakby tego było mało, w jednym z artykułów prezentujących nowoczesne przedsiębiorstwo przeczytałam, jak to przedstawiciel firmy produkującej roboty humanoidalne tłumaczy, że w Japonii jest dziś przecież rzeczą zupełnie normalną, iż roboty traktowane są jak członkowie rodziny, w tym, że zasiadają z rodziną do posiłków. Choć w mojej ocenie przytoczona wyżej sparafrazowana wypowiedź poza milczeniem nie wymaga żadnego innego komentarza, to jednak siłą rzeczy ciśnie mi się na usta: Człowieku, nie neguję Twoich upodobań, ale mimo wszystko mam nadzieję, że oprócz aluminiowego przyjaciela masz jeszcze z kim zjeść śniadanie! Gepetto też wystrugał sobie z drewna kukiełkę, którą nazwał Pinokiem. I nawet z nim jadał. Pinokio ostatecznie wprawdzie ożył, tyle tylko, że to była bajka, a nie prawdziwe życie!

Przepowiednia Einsteina głosi: „Kiedy wyginie pszczoła, rodzajowi ludzkiemu pozostaną już tylko cztery lata”. Zadam zatem zasadne pytanie: czy wymyślono już sztuczną pszczołę na wypadek gdyby te naturalne…? Raczej nie. Wymyślono za to mnóstwo powodów (m.in. nawozy i wszelakie ulepszacze), dla których pszczoły, a idąc tokiem myślenia Einsteina również my, możemy wkrótce wyginąć.

Qvo vadis?

Zabrzmi to pewnie górnolotnie, ale dokąd zatem zmierzamy? Do czego to wszystko, o czym wspomniałam wyżej, prowadzi? Einstein był mądrym człowiekiem – z tym nikt polemizować raczej nie będzie – dlatego też zacytuję go ponownie. Ów mąż miał wypowiedzieć swego czasu bardzo ponure i budzące grozę słowa: „Nie wiem jaka broń będzie użyta w trzeciej wojnie światowej, ale czwarta będzie na kije i kamienie”. Czy tak potoczą się losy świata? Z pewnością lepiej byłoby dla nas, gdybyśmy nie musieli się o tym przekonywać na własnej skórze. Zdaje się zresztą, że nie potrzeba kolejnej wojny światowej, tej jak możemy jedynie przypuszczać nuklearnej, chwilowej, gdyż swoim zachowaniem i postawą sami – mówiąc globalnie o mieszkańcach Ziemi – zmierzamy ku zagładzie. Wycinki lasów, ingerencja w naturalne środowisko itd., itp. Przyroda coraz częściej i głośniej ostrzega nas i daje nam znać, że znów przekroczono jakąś granicę. Czy nie jesteśmy już jednak na takim etapie, że względna „normalność” i całkowita naturalność powrócić mogłyby już tylko wtedy, gdyby znów przyszło nam krzesać ogień i wymyślać koło? Mam nadzieję, że wciąż nie jest za późno. Byleby obudzić się wreszcie z letargu. I choć nie było moim celem wprowadzenie kogokolwiek w ponury nastrój, to jednak najwyraźniej jesienna aura udziela się również mojej pisarskiej manierze. A może chodzi raczej o to, że czasem jedynie dosadne i drastyczne wręcz argumenty mogą skłonić nas do głębszej refleksji.

Dla przeciwwagi podam jeszcze kilka napawających optymizmem przykładów. Nie sposób bowiem nie dostrzec również pozytywnych inicjatyw podejmowanych przez rozmaite środowiska. I tak przez ponad rok miałam okazję uczestniczyć w realizacji projektu edukacyjnego, w ramach którego uczniowie szkół podstawowych wzięli udział w szeregu zajęć przeprowadzonych poza szkolnymi murami. Jako że pobudzanie ciekawości, rozwijanie, a następnie właściwe ukierunkowanie zainteresowań i pasji dzieci i młodzieży odgrywa niebagatelną rolę zwłaszcza na początkowym etapie procesu edukacji, najmłodszych badaczy tajników przyrody zaproszono do udziału w zajęciach przeprowadzanych m.in. w gospodarstwach edukacyjnych i w Nadleśnictwie Państwowym. Starannie przygotowane i przemyślane zajęcia stanowiące alternatywę dla standardowych, codziennych lekcji w szkole stały się dla uczestniczących w nich dzieci źródłem zarówno wiedzy, jak i wielu niezapomnianych wrażeń. Wspólne przygotowanie soku, wypiekanie chleba, budowa ula, wytyczanie grządek i rabat, poznanie zwierząt gospodarskich – to tylko kilka wybranych inicjatyw, których udziałem stały się dzieci uczestniczące w projekcie. Klasyczne połączenie przyjemnego z pożytecznym, duża doza przydatnej wiedzy „przemycona” niejako w toku wesołej zabawy.

W krajach skandynawskich, ale również w Niemczech, Austrii, Japonii, USA, a ostatnimi czasy również w Polsce coraz większą popularnością cieszą się natomiast tzw. leśne przedszkola. To, co wyróżnia przedszkola tego typu, to z jednej strony ich usytuowanie (na łące, w lesie lub na plaży), proporcja czasu spędzanego pod gołym niebem względem czasu spędzonego w pomieszczeniach „przedszkolnych” (np. w pobliskiej leśniczówce, glinianej chacie), która wynosi około 80% do 20%, ale również fakt, iż przewodnikami dzieci w odkrywaniu tajników przyrody są tam prawdziwi jej miłośnicy – ludzie z charyzmą, którzy w namacalny sposób pozwalają dzieciom zgłębić tajniki otaczającej nas przyrody. Jest oczywiście jeszcze sporo innych przykładów „in plus”, które można byłoby przytoczyć. To wspaniałe, że znajdują się ludzie, którzy świadomi czyhającego na nas niebezpieczeństwa podejmują zasługujące na duże uznanie przedsięwzięcia.

Kończąc – ostatnie słoneczne i w miarę ciepłe dni roku proponuję spędzić na świeżym powietrzu. Park, las, a może po prostu zacisze ogrodu? Pamiętajmy o ogrodach, przecież stamtąd wyszliśmy!

Pamiętajcie o ogrodach –

Przecież stamtąd przyszliście

W żar epoki użyczą wam chłodu

Tylko drzewa, tylko liście!

Podaj rękę osobie niewidomej

Rozmowa Anny Cimoch z Agnieszką Sawińską

Fundacja Szansa dla Niewidomych realizuje wiele projektów, dedykowanych różnym grupom odbiorców. Są w nich również dzieci ze szkół podstawowych z Poznania i okolic, które poprzez projekt „Podaj rękę osobie niewidomej – integracja poprzez nowoczesną edukację” mogą uczestniczyć w interaktywnych zajęciach. Forma warsztatów dostosowanych do ich wieku wpisuje się w ideę tolerancji i równego traktowania osób niepełnosprawnych. Stwarza możliwość poznania osoby niewidomej i wypracowania właściwej wobec niej postawy, poprzez różnego rodzaju zadania oraz czas na pytania, których jak pokazały poprzednie edycje, dzieci mają mnóstwo.

Anna Cimoch: W 2018 roku projekt miał już swoją czwartą edycję. Razem z tyflospecjalistkami z Fundacji odwiedzasz szkoły podstawowe na terenie Wielkopolski i prowadzisz warsztaty, podczas których nie tylko opowiadasz o sobie, ale również pokazujesz sprzęt, z którego korzystasz na co dzień i przybliżasz uczniom świat osób niewidomych. Skąd pomysł na takie przedsięwzięcie? Czy opowiesz nam co dzieje się podczas tych warsztatów?

Agnieszka Sawińska: Pomysł na tego typu projekt powstał całkiem spontanicznie. Rozmawiałam kiedyś z tyflospecjalistkami z Fundacji Szansa dla Niewidomych i wspólnie doszłyśmy do wniosku, że dobrze byłoby pokazać dzieciom jak żyją ludzie niewidomi. Sama mam dziewięcioletnią córeczkę, dlatego też tego typu idea od razu bardzo mi się spodobała. Moim zdaniem należy uczyć dzieci jak pomagać osobom niepełnosprawnym. Nasze warsztaty pokazują im życie osób niewidomych „od kuchni”. Dzieci mają sposobność obejrzeć sprzęt, z którego korzystają osoby niewidome. Mogą również same założyć gogle i zobaczyć świat po niewidomemu.

A.C: Dla dzieci uczestniczących w warsztatach stałaś się „Panią Agnieszką”, której można zadać każde pytanie. Czy zapamiętałaś jakieś nietypowe pytania? Czy dzieci miały większą śmiałość w zadawaniu pytań niż dorośli?

A.S: Było mi bardzo miło, że dzieci zwracały się do mnie personalnie. Faktycznie, pytania były bardzo różne, np. jak pani rozpoznaje swoją szczoteczkę do zębów. Moim zdaniem dzieci są doskonałymi odbiorcami takiego projektu, ponieważ nie wstydzą się pytać i dzięki swojej otwartości mogą dowiedzieć się dużo więcej.

A.C: Jaką wiedzę starasz się przekazać dzieciom podczas warsztatów?

A.S: Prowadząc tego typu projekt myślę przede wszystkim o tym, żeby nauczyć dzieci jak pomagać niepełnosprawnym, traktując ich jednocześnie jak ludzi zdrowych. Chciałabym, żeby wiedziały, że osoby niewidome to tacy sami ludzie jak oni i przy pomocy specjalistycznego sprzętu oraz czasami pomocy innych ludzi mogą normalnie funkcjonować w życiu codziennym.

A.C: Co te warsztaty dały Tobie?

A.S: Bardzo lubię pracę z dziećmi. Tak jak już wspominałam, mam dziewięcioletnią córeczkę, więc potrafię dotrzeć do tej grupy wiekowej. Cieszę się kiedy widzę, że dzieci wykonują wyznaczone przez nas zadania z ochotą i z zainteresowaniem. Po każdych takich zajęciach mam przekonanie, że uwrażliwiając dzieci na problemy innych, robimy coś dobrego.

A.C: Czy zauważyłaś, żeby dzieci rzeczywiście zmieniły nastawienie względem osób niewidomych po warsztatach?

A.S: Takie zmiany spostrzegłam już niejednokrotnie. Dzieci są chętne do pomocy, mówią dzień dobry, zadają różne pytania. Dlatego też uważam, że tego typu warsztaty są im naprawdę potrzebne.

A.C: Czy w Twoim życiu zdarzają się momenty, w których myślisz, że to dorosłym przydałyby się takie warsztaty?

A.S: Jak najbardziej tak. Przykro mi o tym mówić, ale niejednokrotnie osoby dorosłe nie wiedzą jak mają zachować się w sytuacji, gdy widzą osobę niepełnosprawną. Uważam, że takie warsztaty mogłyby pomóc ludziom dorosłym w przełamaniu różnych barier.

A.C: Czy będziesz kontynuować warsztaty w przyszłości?

A.S: Mam nadzieję, że będę mogła nadal współpracować z Fundacją Szansa dla Niewidomych, ponieważ – tak jak już wspominałam – praca ta sprawia mi ogromną radość. Kiedy widzę jak dzieci reagują na to, co im opowiadamy i pokazujemy, to wiem, że nasza praca przynosi efekty.

A.C: Czego powinniśmy życzyć Ci na 2019 rok?

A.S: A, to bardzo dobre pytanie. W nadchodzącym roku chciałabym poprowadzić kolejne warsztaty i po ich zakończeniu widzieć uśmiechy na buziach innych dzieci.

Projekt współfinansowany ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego.

Sytuacja osób niewidomych w edukacji, pracy, społeczeństwie przed rokiem ‘90 – a dziś

Cofnijmy się do lat trzydziestych XX wieku, czyli okresu, który może wydawać się przełomowy dla osób niewidomych w Polsce. Mowa tu o adaptacji alfabetu Braille’a do polskiego systemu fonetycznego przez Różę Czacką i Siostrę Teresę Landy z Lasek.

Pierwsza z nich zasługuje na szczególną uwagę. Mianowicie ociemniała za młodu Róża Czacka była założycielką Towarzystwa Opieki Nad Ociemniałymi z siedzibą w podwarszawskich Laskach, gdzie od 1921 roku już jako Matka Elżbieta prowadziła „Zakład dla Niewidomych”. Zakład ten miał stanowić w zamierzeniu Towarzystwa wzorową placówkę różnych rodzajów opieki nad niewidomymi, być ośrodkiem badań naukowych tyflologicznych i ośrodkiem szkolenia dla personelu pracującego z niewidomymi. Co prawda na czas II wojny światowej Zakład zawiesza swoją działalność, by w roku 1947 Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi zostało formalnie reaktywowane decyzją prezydenta m.st. Warszawy z dnia 10 lutego 1947 roku i wpisane do rejestru stowarzyszeń. Wszystko to rozbudza nadzieje wśród osób z niepełnosprawnością wzrokową na znaczną poprawę ich standardu życia i wyjścia z cienia społeczeństwa. Ośrodek Szkolno-Wychowawczy w Laskach staje się wzorem do powstania takich placówek w innych miastach jak Kraków, Warszawa, Wrocław, Łódź czy podpoznańskie Owińska.

Szereg działań, które zapoczątkowała Róża Czacka niepodważalnie przyczyniły się do rozwoju szeroko pojętej edukacji osób niewidomych w Polsce. Jednak jeżeli skupimy się na życiu współczesnym, zauważymy, że prawdziwy przełom nastąpił 40 lat temu, a mianowicie w roku 1989, w którym to Marek Kalbarczyk wraz z Janem Grębeckim stworzyli pierwszy skuteczny i dostępny na rynku syntezator mowy polskiej, który dał osobom niewidomym i słabowidzącym możliwość lepszej komunikacji i podążania za rozwojem współczesnej technologii .W tym samym roku powstaje również pierwsza w Polsce firma tyfloinformatyczna Altix. Od tego momentu można mówić o pewnego rodzaju skoku milowym w udostępnieniach dla osób niewidomych w edukacji, pracy i integracji społeczno-kulturowej.

Od roku dziewięćdziesiątego firma Altix sukcesywnie się rozwija i zaczyna wdrażać na rynek: programy komputerowe udźwiękowione (dla niewidomych) i powiększające (dla słabowidzących), elektroniczne powiększalniki, lupy, drukarki, klawiatury i monitory brajlowskie, telefony z oprogramowaniem dla niewidomych i słabowidzących oraz sprzęt ułatwiający codzienne czynności osobom niewidomym, tj.: zegarki, wagi, termometry, wskaźniki koloru, poziomu wody itp. Cały czas trwają również prace nad udostępnieniem stron internetowych.

Równocześnie przy wykorzystaniu takich technologii jak: tyflografika, magnigrafika i audiodeskrypcja powstają mapy dotykowe i dźwiękowe czy terminale multimedialne. Zmienia się też otoczenie wraz całą infrastrukturą, oznakowania wewnątrz i zewnątrz budynków sygnalizujące o schodach i drzwiach, linie prowadzące, pola uwagi, czy plany tyflograficzne.

Dzięki tym rozwiązaniom na przestrzeni ostatnich lat udostępniono wiele budynków użyteczności publicznej, dworców, przystanków czy lotnisk. Urzędy, szkoły, uczelnie wyższe, muzea, kina czy ośrodki sportowo-rekreacyjne stały się ogólnodostępne i dostosowane do różnych niepełnosprawności. Zmienia się też sytuacja na rynku pracy – osoby niepełnosprawne są dziś zatrudniane na tzw. wolnym rynku i dzięki powyższym rozwiązaniom udaje się im sprostać wymaganiom, jakie stawia przed nimi pracodawca. Powstaje również coraz więcej firm, których założycielami są osoby niepełnosprawne.

Jeśli pojawiają się jakieś bariery, to wynikają one przede wszystkim z braku wprowadzenia w danej instytucji w/w udostępnień. Wiąże się to z brakiem świadomości wśród społeczeństwa na temat potrzeb osób niewidomych i obecnych możliwości technologicznych. To tylko od miejscowych władz zależy, czy osoby niepełnosprawne mogą być traktowane na równi z resztą społeczeństwa. W dzisiejszych czasach, przy pomocy „NT” nowych technologii i rozwoju tyflografiki, magnigrafiki i audiodeskrypcji osoby z niepełnosprawnością wzroku w każdym zakątku kraju mogłyby mieć nieograniczony dostęp do każdej dziedziny życia.

Podsumowując, da się zauważyć, że od początku lat ‘90 dwudziestego wieku nastąpił ogromny rozwój w technologii udostępnień dla osób niewidomych i słabowidzących. Kiedy natomiast będziemy mogli mówić o „skoku milowym” w wykorzystaniu tych udostępnień w skali całego kraju? Mam nadzieję, że niebawem.

IOS 12 – co nowego? Bezdotykowy pomiar przez osoby niewidome już możliwy

Za oknami mamy jesień. To smutna wiadomość, ale cieszyć się mogą posiadacze telefonów Apple, gdyż mają nowy, lepszy system o numerze 12. Naprawdę jest się z czego cieszyć, gdyż dwunastka działa żwawiej, stabilniej i jest wydajniejsza. Właśnie o nowościach, usprawnieniach i udogodnieniach będzie niniejszy artykuł.

Instalując nowy system o numerze 12 byłem ciekawy, ale i pełen obaw. Wzięły się one stąd, że w poprzednich latach, aktualizując system, nie zawsze wszystko było dopracowane i nie wszystko działało jakbyśmy sobie tego życzyli. Obawy na szczęście się nie sprawdziły i w tym roku firma Apple stanęła na wysokości zadania.

Nowości w systemie IOS 12 to:

– Poprawa wydajności. Wszystko działa szybciej i stabilniej. Przykładowo: Aparat uruchamia się o 70% szybciej, klawiatura wyświetla się do 50% szybciej, telefon szybciej reaguje na wpisywane znaki. Podczas używania sprzętu można odczuć, że telefon jest bardziej responsywny, a kursor płynniejszy i nie gubi się.

– Aparat. Zdjęcia można robić lepiej i szybciej. Mamy też dużo zaawansowanych funkcji graficznych, którymi zainteresują się pasjonaci fotografii. Nas jednak z pewnością zainteresuje ulepszony czytnik kodów QR, który kody te zaznacza w ramce, ułatwiając ich skanowanie. Gdy kod QR zostanie sczytany, pojawia się powiadomienie. Gdy klikniemy, to zostaniemy przeniesieni na stronę internetową, a jeśli w kodzie nie jest zaszyta strona, to safari spróbuje znaleźć, co dany kod miał oznaczać. Funkcja fajna i szybka. Kodów QR spotykamy coraz więcej. Nie musimy instalować żadnych aplikacji, tylko „odpalić” aparat, skierować obiektyw na kod, kliknąć powiadomienie i już wiemy co to za kod.

– Czas przed ekranem. Funkcja ta pozwala kontrolować siebie i dzieci ile czasu spędzamy przy telefonie i z jakich aplikacji korzystamy. Można dowiedzieć się ile i z czego statystycznie korzystamy. Można też nałożyć sobie czy dziecku, ograniczenia.

– Ulepszona tabela baterii. Można sprawdzić zużycie energii z 24 godzin lub z 10 dni. Możemy ponadto sprawdzić zużycie energii w tym okresie przez daną aplikację. W tym miejscu sprawdzamy też kondycję naszego akumulatora.

– Powiadomienia. Funkcja ta dostała nowy, odświeżony interface i wzbogacona została o nowe funkcje. Możemy uniknąć zasypania przez atakujące nas powiadomienia grupując je lub całkowicie wyłączając, albo przesyłać je bezdźwięcznie do centrum powiadomień. Wszystko to zależy jak je sobie poustawiamy. Mamy w każdym razie większy wybór, więc każdy znajdzie coś miłego i wygodnego dla siebie. Zachęcam do potestowania tej funkcji.

– Nie przeszkadzać. Jeśli chcemy mieć z głowy wszystkie alarmy, połączenia i powiadomienia, wystarczy włączyć funkcję „nie przeszkadzać”. Funkcja ta pozwala ustawić jej dezaktywację. Mamy do wyboru: wyłączenie po określonym czasie, bądź po zmianie lokalizacji. Oznacza to tyle, że np. gdy opuścimy miejsce, w którym nie chcieliśmy, żeby iPhone nam przeszkadzał, to na powrót znów stanie się aktywny.

– Skróty Siri. Skróty te mogą ułatwiać codzienne zadania. Siri uczy się rozkładu dnia i inteligentnie dobiera do niego aplikacje innych firm, by od razu na ekranie blokady zasugerować wygodne skróty, gdy tylko będą potrzebne. Można je również tworzyć samemu w aplikacji Skróty.

– Prywatność. Firma Apple zawsze dużą wagę przywiązywała do prywatności. IOS od zawsze miał wbudowane mechanizmy szyfrowania, inteligentne analizy oraz inne narzędzia, dzięki którym nasza prywatność była chroniona. Teraz IOS 12 chroni prywatność jeszcze lepiej. Dzięki safari umieszczane na stronach przyciski do udostępniania i widżety do komentowania nie mogą śledzić bez naszej zgody. Safari także uniemożliwia reklamodawcom zbierania danych o urządzeniu, co sprawia, że nie może być ponownie namierzone, dzięki temu ograniczane jest wyświetlanie reklam.

Mocne hasła z automatu. Od IOS 12 złożone i niepowtarzalne hasła do stron i aplikacji są tworzone automatycznie, a następnie zapisywane w safari i aplikacjach. Daje to duże bezpieczeństwo, a przy tym nie musimy pamiętać haseł. Hasło możemy zapamiętać w safari, a także w pęku kluczy.

– Nowa aplikacja Miarka. Za pomocą aparatu możemy poprowadzić i zmierzyć proste linie. Automatycznie możemy określić prostokąt czy kwadrat. Miarka korzysta z rozszerzonej rzeczywistości. Aplikacja ta daje dość duże możliwości nawet osobom całkowicie niewidomym. Więcej o miarce w dalszej części artykułu.

– Przeprojektowane zostały takie aplikacje jak: Apple Books czy Giełda, dzięki czemu korzystanie z nich jest szybsze, bardziej wygodne i intuicyjne.

Przeprojektowany został także dyktafon. Jest szybszy i łatwiejszy, ale wszyscy, którzy liczyli, że będzie nagrywał rozmowy telefoniczne będą zawiedzeni, bo nadal nie ma tej funkcjonalności, chociaż u konkurencji już dawno jest taka możliwość.

Teraz, aby nagrać notatkę głosową wystarczy otworzyć Dyktafon, uaktywnić przycisk „Nagraj” znajdujący się u dołu ekranu, nad przyciskiem „Home”. Aby zatrzymać i zapisać nagranie można stuknąć dwukrotnie dwoma palcami, albo kliknąć przycisk „Zatrzymaj”.

Jeśli podczas nagrania nie chcemy zatrzymywać, tylko zrobić pauzę, to musimy podczas trwania nagrania kliknąć przycisk „Nakładka Karty, Połowa Ekranu” i wybrać przycisk „Wstrzymaj”, Jeśli chcemy kontynuować nagranie, uaktywniamy przycisk „Wznów”, jeśli chcemy zakończyć nagranie, to klikamy przycisk „Gotowe”, który staje się aktywny gdy wciśniemy przycisk „Wstrzymaj”.

Jeśli zakończymy nagranie, to mamy od razu pole do wpisania nazwy. Możemy także nic nie wpisywać, wówczas nazwa sama się wpisze jako kolejny plik.

Aby wyeksportować nagrany plik, wystarczy go zaznaczyć z listy, wybrać „Więcej Czynności” i „Udostępnij”. W zależności jakie aplikacje mamy zainstalowane, pojawią się funkcje eksportu np. do Dropboxa czy Voice Dream. Jeśli korzystamy z Icloud Drive i chcemy zapisać tam plik, to musimy zaznaczyć plik i kolejno wybrać „Więcej czynności”, „Udostępnij”, „Zapisz w Plikach”, a następnie wybrać „Icloud Drive” i dodać tam plik.

Jeśli jakiś plik nie jest nam już potrzebny, to możemy go dotknąć i ruchem z góry do dołu wybrać „Usuń” i usunąć.

Dyktafon ma również zaawansowane funkcje takie jak edycja. Ogólnie można powiedzieć, że dyktafon jest teraz szybki, wygodny i intuicyjny. Zachęcam wszystkich do przetestowania tej aplikacji.

– FaceTime. W połączeniu FaceTime teraz mogą uczestniczyć nawet 32 osoby jednocześnie. Połączenia takie mogą być realizowane w trybie audio lub wideo.

– Autowpisywanie jednorazowych kodów. Jednorazowe kody sms od IOS 12 powinny pojawiać się jako podpowiedzi wypełniania, dzięki temu skończą się problemy z zapamiętywaniem czy kopiowaniem takiego kodu.

– Automatyczne uaktualnianie oprogramowania. Gdy włączymy tę funkcję, będziemy mieli zawsze najświeższe oprogramowanie. Aktualizacje te nie będą nam przeszkadzały i będą odbywały się w nocy.

Opisywana aktualizacja dotyczy wszystkich telefonów od 5s i nowszych.

(https://www.apple.com/pl/ios/ios-12/)

Wszystkie funkcjonalności są ważne, ale najciekawszą i najbardziej nowoczesną wydaje się być „Miarka”.

Aplikacja instaluje się i działa na telefonach iPhone SE i nowszych. Instaluje się ona w folderze narzędzia, albo gdy ktoś tego folderu nie ma, to w pierwszym wolnym miejscu na ekranie początkowym. Najczęściej to będzie ostatnia strona.

Aplikacja „Miarka” nie służy do dokładnych pomiarów, ale może być przydatna, żeby wstępnie zorientować się w pomiarach.

„Miarka” wykorzystuje rozszerzoną rzeczywistość [AR]. Rozszerzona rzeczywistość płynnie integruje elementy wykonane komputerowo, (grafikę) z rzeczywistym obrazem z kamery. Wirtualna rzeczywistość [VR], natomiast wyświetla sceny generowane w 100% z grafiki komputerowej. AR jest używany w sporcie od wielu lat. W tym wypadku dla przykładu sportowcy przemieszczają się przez wirtualne linie namalowane na boisku.

Przy instalacji IOS 12 obawiałem się, że „Miarka” będzie tylko gadżetem dla osób widzących. Apple wykonało dobrą robotę i udostępnia ją osobom niewidomym za pomocą Voice Over.

Pomiar odległości liniowej wymaga umieszczenia dwóch punktów za pomocą obiektywu kamery, w scenie AR. Wydaje się to bardzo trudne dla osób niewidomych lub słabowidzących. Przykładowo: gdy mamy prostokątną powierzchnię i chcemy zmierzyć jej bok, to „odpalamy” aplikację „Miarka” i celujemy w róg prostokąta. Aby ułatwić zadanie, możemy wskazać róg palcem i celować obiektywem w ten punkt, zabierając jednocześnie rękę, by pozwolić kamerze go zobaczyć. Gdy usłyszymy „przyciągnięte do narożnika”, stukamy dwa razy w przycisk „Dodaj punkt”. Mamy wówczas pewność, że punkt jest dokładnie w narożniku. Dodatkowo, gdy aplikacja wykryje róg lub prostokąt poinformuje nas o tym krótkim zawibrowaniem, tak jakbyśmy wybierali jakiś przełącznik z włączoną sygnalizacją haptyczną w ustawieniach. Następnie kierujemy aparat ku drugiemu narożnikowi. Słyszymy przy tym płynnie podawaną odległość. Powtarzamy namierzenie rogu jak za pierwszym razem i gdy usłyszymy „przyciągnięte do narożnika”, klikamy w „Dodaj Punkt”. Wówczas usłyszymy pomiar linii. Możemy też dotknąć ekranu i odczytać wynik. Możemy zmierzyć długość linii wskazując punkty ręką, lecz ten sposób wydaje się mniej dokładny. Można też mierzyć krawędź od krawędzi, klikamy, aby dodać punkt, wówczas gdy aplikacja oznajmi „Dodaj punkt” i usłyszymy duży skok pomiaru. Jest trudno poprowadzić prostą linię bez wzroku, więc najbardziej wiarygodny jest pomiar od narożnika do narożnika.

Aplikacja „Miarka” pozwala mierzyć prostokąty czy kwadraty. Aby zmierzyć powierzchnię obiektu, wystarczy skierować na niego kamerę. Aplikacja ogłosi komunikat „Wykryto prostokąt”. Gdy klikniemy „Dodaj punkt”, to zostanie wyświetlona na ekranie szerokość, długość i pole figury. (https://www.applevis.com/)

Aby pomiary były dokładniejsze i wygodniejsze, najlepiej umieścić mierzony obiekt na prostej kontrastującej powierzchni. Ważne jest też dobre oświetlenie. Przy odrobinie wprawy nauczymy się tak kierować kamerę, że nie będziemy musieli dotykać mierzonego obiektu, a co za tym idzie, możemy praktycznie dokonać bezdotykowego pomiaru.

Druga karta w aplikacji „Miarka” to „Poziom”. Jest to ta sama aplikacja przeniesiona z aplikacji „Kompas”, która była już opisywana w poprzednich artykułach…

Na koniec należy zauważyć, że IOS 12 to dobry i stabilny system. Oprócz lepszej wydajności, stabilności i szybkości dostajemy dużo odświeżonych aplikacji takich jak Aparat, Face Time czy Dyktafon. Nowością, na którą na pewno należy zwrócić uwagę, jest aplikacja „Miarka”, za pomocą której niewidomy może dokonywać całkiem dokładnych pomiarów.

Cieszy fakt, że firma Apple przywiązuje dużą wagę do dostępności i pokazała, że niemożliwe stało się wykonalne.

Gdyby pojawiły się pytania czy wątpliwości, zapraszam do kontaktu:

Przymat82@gmail.com

Międzynarodowy charakter Konferencji REHA

Z każdym rokiem Konferencja REHA, od zarania międzynarodowa, robi się coraz bardziej rozpoznawalna na świecie. W tym roku przyjęliśmy wielu znakomitych gości z zagranicy – zarówno wystawców, jak i delegacje krajowych związków niewidomych oraz różnych instytucji. Inicjatywa Virtual Warsaw była dla nich niezwykle ciekawa, co oczywiście nas jako organizatorów cieszy. Niektórzy z nich co roku przyjeżdżają na Konferencję REHA. Niektórzy pojawili się pierwszy raz, ale już teraz obiecują, że na pewno są tu nie po raz ostatni! Kogo gościliśmy w tym roku? Poniżej zamieszczamy listę i krótkie informacje o nich.

Producenci i sprzedawcy

Ambutech

Dolphin Computer Access ltd.

Freedom Scientific

InsideVision

Optelec

Rehan Electronics Ltd.

(RNIB) Royal National Institute of Blind People

ViewPlus Technologies

Przedstawiciele organizacji niewidomych z zagranicy

Białoruś

Bułgaria

Gruzja

Izrael

Kenia

Mołdawia

Rumunia

Serbia

Informacje o wymienionych wystawcach

Ambutech

Firma powstała na początku lat 80. Jest jednym z największych producentów białych lasek na świecie. Jej produkty są dystrybuowane do 80 krajów i mają kluczowe znaczenie dla swobodnego i samodzielnego poruszania się ich niewidomych użytkowników. Produkty firmy cieszą się niezwykłą popularnością, ze względu na ich trwałość oraz lekkość i łatwość użytkowania.

Dolphin Computer Access

Firma została założona w 1986 roku w Wielkiej Brytanii. Jest liderem na rynku produktów dla osób mających problemy z widzeniem. Atutem jej produktów jest fakt, że tworzone są z myślą o wszystkich użytkownikach, także o osobach, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z nowoczesnymi technologiami. Wśród najważniejszych produktów firmy znajdują się: Dolphin SuperNova oraz Dolphin Guide, które umożliwiają osobom niewidomym obsługę poczty email oraz poruszanie się po stronach internetowych.

Insidevision

Głównym celem firmy jest ułatwienie osobom niewidomym i słabowidzącym dostępu do nowoczesnych rozwiązań technologicznych. Najbardziej znanym produktem firmy jest dotykowy tablet InsideOne, który umożliwia współpracę osoby niewidomej z widzącą.

Rehan Electronics Ltd.

Firma powstała w 1986 r. Jest międzynarodową korporacją mającą ogromne doświadczenie w opracowywaniu i produkcji sprzętu medycznego dla osób cierpiących na zaburzenia widzenia. Biura firmy znajdują się w Niemczech, Holandii oraz Irlandii.

RNIB (Royal National Institute of Blind People)

Największa działająca w Zjednoczonym Królestwie organizacja, zajmująca się pomocą osobom z dysfunkcjami wzroku. RNIB oferuje niewidomym i słabowidzącym wsparcie mentalne, emocjonalne, ale również praktyczne w postaci urządzeń niwelujących skutki niepełnosprawności narządu wzroku, które sprzedają. Główną misją organizacji jest niwelowanie barier, z którymi muszą się mierzyć niewidomi i słabowidzący, a także burzenie stereotypów na temat osób z dysfunkcjami wzroku.

VFO

Największy na świecie producent technologii asystujących dla osób niewidomych i słabowidzących. Obecnie jest to koncern składający się z następujących firm: Optelec, Freedom Scientific, Ai Squared, The Paciello Group oraz Enhanced Vision.

Firma Optelec jest wiodącym producentem rozwiązań wspomagających dla osób z dysfunkcjami wzroku. Jej flagowe produkty to: ClearView, Compact +, Compact 6 HD, Traveller.

Freedom Scientific projektuje i sprzedaje jedne z najbardziej znanych produktów dla niewidomych na świecie. Są to: JAWS, Magic, Focus.

ViewPlus Technologies

Jeden z największych producentów różnego rodzaju brajlowskich drukarek. Firma została założona w 1997 r. Jej misją jest udostępnianie grafiki osobom niewidomym.

Delegacje zagraniczne

Białoruś

Po raz kolejny na naszej Konferencji pojawili się reprezentanci Białoruskiego Związku Niewidomych (Belarussian Association of Visually Hendicapped), którzy opowiedzieli o sytuacji niewidomych i słabowidzących w ich kraju.

Bułgaria

Bardzo miło nam, że Konferencja REHA FOR THE BLIND IN POLAND cieszy się tak dużym zainteresowaniem wśród organizacji działających na rzecz niewidomych na świecie. Bułgarska organizacja, której reprezentanci nas odwiedzili, powstała w latach 20. XX wieku, co czyni ją jedną z najstarszych organizacji dla niewidomych w Europie. Działalność jej jest bardzo różnorodna, jednak głównym zadaniem jest efektywne wyrównywanie życiowych szans osób niewidomych i słabowidzących, równy dostęp do kultury, sportu, turystyki, nowoczesnych technologii, rehabilitacji zawodowej i społecznej.

Gruzja

Pani Marina Mumulia to zaprzyjaźniona z naszą fundacją lekarka i działaczka na rzecz niewidomych i słabowidzących, która zainicjowała kontakty polsko-gruzińskie w tej dziedzinie. Być może to, co obejrzała na naszej Konferencji uda się przeszczepić także na gruziński grunt?

Izrael

Z nieukrywaną dumą i radością informujemy, że zaszczyciła nas swoją obecnością Pani Nurit Neustadt-Noy – specjalistka w dziedzinie rehabilitacji osób niewidomych i słabowidzących z Izraela. Wszyscy mogliśmy posłuchać jej wystąpienia podczas sesji merytorycznej i panelu dyskusyjnego, który poprowadziła. Mogliśmy gościć również Pana Nati Bialistok-Cohen – Dyrektora organizacji Center of the Blind in Israel. Mamy nadzieję, że ta nowa znajomość rozkwitnie poprzez współpracę przy międzynarodowych projektach.

Kenia

Kenya Union of the Blind (KUB) to narodowa organizacja działająca na rzecz niewidomych i słabowidzących w tym kraju. Powstała w połowie lat 60. XX wieku. Jej misją jest wyrównywanie życiowych szans oraz likwidowanie barier, na jakie napotykają osoby z dysfunkcjami wzroku. Organizacja realizuje wiele programów, m.in. szkolenia niewidomych z technologii wspomagających, wyrównywanie życiowych szans niewidomych i słabowidzących, kobiet czy wsparcie edukacji niewidomych dzieci.

Mołdawia

Swoją obecnością na konferencji REHA zaszczycili nas również przedstawiciele Mołdawskiego Związku Niewidomych. Chętnie opowiadali o realizowanych projektach aktywizujących osoby niewidome i słabowidzące z tego kraju.

Rumunia

Odwiedzili nas: prezes Rumuńskiego Związku Niewidomych oraz przedstawicielka firmy Altix Vision. Była to już bodaj dziesiąta wizyta reprezentantów Rumunii w Polsce. Warto wspomnieć, że tam właśnie odbywają się podobne do naszej konferencje REHA FOR THE BLIND IN ROMANIA.

Serbia

Sytuacja niewidomych w tym kraju nadal jest trudna. Dlatego tym większą radością jest fakt, że nasi przyjaciele z Serbii nas odwiedzili, by wymienić się doświadczeniami i zainspirować tym, co my już osiągnęliśmy.

Serdecznie dziękujemy naszym gościom za przybycie. Dla nas jako organizatorów jest niezwykle ważne, byśmy my, ale także, a może przede wszystkim uczestnicy Konferencji REHA mogli dowiedzieć się, jak niewidomym i słabowidzącym żyje się w innych krajach. Zaczerpnąć inspiracji, a także wymienić doświadczenia. Dlatego postaramy się także, by przy okazji Konferencji REHA w 2019 r. mieli ku temu jeszcze więcej okazji!