Teatr dostępny dla niewidomych

Konferencja REHA była impulsem do rozpoczęcia poszukiwań instytucji kulturalnych w regionie, które są dostępne dla osób niewidomych. Poniżej znajdą Państwo fragment rozmowy, którą miałam przyjemność przeprowadzić z p. Katarzyną Peplińską-Pietrzak – pedagożką teatru, dramaturżką, absolwentką performatyki na Uniwersytecie Jagiellońskim pracującą obecnie w Teatrze im. Wilama Horzycy w Toruniu.

Pierwsza audiodeskrypcja

Roksana Król: Audiodeskrypcja jako forma ułatwienia odbioru sztuki nie jest standardem dla wszystkich instytucji kulturalnych. Jak Teatr im. Horzycy podszedł do tego tematu? Czy początki były trudne?

Katarzyna Peplińska-Pietrzak: Pierwsza audiodeskrypcja była przygotowana do spektaklu „Nieskończona historia” w reż. Małgorzaty Warsickiej, w lutym 2018 r. audiodeskrypcję przygotowywaliśmy we współpracy, a jednocześnie dzięki ogromnej życzliwości i wsparciu pani Elżebiety Olszewskiej z Fundacji Nieograniczona im. Bogny Olszewskiej. Pomyśleliśmy o tym spektaklu, ponieważ był to tytuł nagrodzony ważnymi nagrodami, a także dlatego, że jest to spektakl bardzo muzyczny, a co za tym idzie mocno oddziałuje na zmysł słuchu. To był dla nas klucz wyboru. Drugi spektakl z audiodeskrypcją, który obecnie mamy w repertuarze, to „9xJohn L” w reż. Anny Magalskiej, opowiadający o różnych twarzach Johna Lennona. Audiodeskrypcję przygotowała Anna Żórawska z Fundacji Kultura bez Barier.

– Jaki jest stosunek Pani, a tym samym Teatru im. Horzycy w Toruniu do audiodeskrypcji po już 8-miesięcznym doświadczeniu tego typu udogodnień dla osób niewidomych. Warto?

– Kiedy przygotowywaliśmy audiodeskrypcję do „Nieskończonej historii” – miałam dotąd jedno doświadczenie z pracą z tego typu grupami, w Krakowie, jako pedagożka teatru. Wierzę w teatr jako narzędzie komunikacji z ludźmi oraz w to, że może odmienić nasze życie. Chcielibyśmy sprawić, aby otrzymywały taką możliwość grupy, które do tej pory bywały pomijane w projektowaniu wydarzeń kulturalnych. Teatr im. Horzycy chce dawać taką możliwość.

Zmiana teatru w miejsce przyjazne dla niewidomych to dbanie o to, żeby pojawił się pewien standard. To wręcz obowiązek instytucji kultury. Priorytetem teatru jest widz, którym są także osoby niewidome. Wydawać by się mogło, że w teatrze dominuje wzrok, co odzwierciedla sam język i słowo „widz” – ten, który widzi. Jednak teatr odbieramy przecież również innymi zmysłami. W dobrym odbiorze spektaklu pomóc może audiodeskrypcja. Mam świadomość, że nie jest też tak, że teatr dotykowy, interaktywny zastąpi stan obecny. Jest duża potrzeba opisu. Zdecydowanie w Teatrze Horzycy chcemy rozwijać i ulepszać ofertę dla osób niewidomych.

Plany

– Mając pozytywne doświadczenie z audiodeskrypcją w teatrze: czy oferta teatru będzie bardziej dostępna dla osób ze środowiska niewidomych?

– Obecnie jesteśmy na etapie wyboru jak najlepszych słuchawek do audiodeskrypcji. Najbliższy spektakl z możliwością audiodeskrypcji będzie w styczniu – mowa o sztuce „Natan Mędrzec”. Kolejnym planem jest stworzenie audiodeskrypcji budynku, którego historia jest bardzo ciekawa. Tu z kolei nawiązujemy do kolejnego naszego projektu „Poznaj teatr”, w ramach którego zapraszamy grupy i oprowadzamy je po teatrze: zakamarkach, kulisach, wprowadzamy elementy performatywne, warsztatowe, żeby to nie było tylko zwiedzanie przestrzeni, ale żeby coś w tej przestrzeni zrobić, działać w niej. Chcemy ofertę spacerów performatywnych otworzyć także dla osób niewidomych.

Warsztaty

– Teatr to nie tylko spektakle. Program działań edukacyjnych Teatru im. Horzycy przewiduje również warsztaty. Czy osoby niewidome mogą z nich skorzystać?

– Każda grupa ma swoje potrzeby, do których za każdym razem podchodzimy z takim samym zaangażowaniem. Czasem dopasowujemy ofertę do wieku uczestników, czasem do ich niepełnosprawności, specjalnych potrzeb. Jak najbardziej zachęcamy osoby niewidome do udziału w warsztatach.

– Na czym polega wspomniane przez Panią przystosowanie oferty teatru dla osób niewidomych?

– Nie widzę żadnych przeciwwskazań do tego, aby dostosować niemal każde warsztaty do potrzeb osób niewidomych. Proponujemy m.in. zajęcia: emocje w ciele, warsztat aktora, warsztaty o kostiumie oraz w przypadku spektaklu z audiodeskrypcją – warsztaty do spektaklu.

Przełamać barierę w sobie

– Jakie jest Pani doświadczenie w przełamywaniu barier nie tylko związanych z dostępnością budynku czy dysfunkcją wzroku, ale przede wszystkim z przełamywaniem lęku przed nowym doświadczeniem, np. teatralnym?

– Jestem świadoma jak przez lata wyglądała oferta instytucji kultury, jej zamknięcie na pewną grupę odbiorców. Ale to się zmienia i instytucje kultury chcą się uczyć, chcą się otwierać, chcą zawalczyć o tego widza, którego może przez te lata nie doceniały. Staramy się działać na jak najwyższym poziomie. Jeśli chodzi o udział w warsztatach, to jest tak, że prawie każdy ma początkowo bariery przed takim doświadczeniem, ponieważ jest to przede wszystkim dowiadywanie się o sobie czegoś innego, wchodzenie w relacje z obcymi osobami w grupie, strach dotyczy wyjścia poza swoją strefę bezpieczeństwa i komfortu. Bariery są i ważny jest krok, żeby spróbować, dać sobie szansę na wybór, zobaczyć czy to jest szansa dla mnie. Należy zaufać sobie w tym wyborze, a dalej będziemy pracować wspólnie. W zajęciach warsztatowych bardzo ważny jest udział dwóch stron. Dla nas spotkania z niewidomymi są inspirujące. W przypadku pisania audiodeskrypcji jest to dla nas wyzwanie niemal artystyczne – szukanie środków w języku, który musi być zdyscyplinowany i plastyczny zarazem.

Słowo podsumowania

– Dlaczego warto przyjść na warsztaty do Teatru im. Wilama Horzycy w Toruniu?

– Teatr jest przestrzenią, w której niekoniecznie chodzi o to, aby odkrywać w sobie pokłady talentów artystycznych, choć to również bardzo ważne, a w każdym z nas drzemie artysta. Uważam, że techniki teatralne przydadzą się każdemu z nas w codziennym życiu. Niezależnie czy pracujemy jako programista, prawnik, piekarz, dziennikarka. Słowo klucz to proces, w ramach którego coś odkrywamy, dowiadujemy się, ćwiczymy pewność siebie, nawiązujemy relacje w grupie. Dzięki temu kształtujemy umiejętności i zdobywamy doświadczenie, które możemy przenieść na naszą codzienność i ją wzbogacić.

– Dziękuję za rozmowę.

Felieton skrajnie subiektywny. Powyborcze refleksje

Bez pomysłu, bez programu, mocno zużyte twarze, cynizm ośmioletniego rządzenia, które polegało na nic nierobieniu i spijaniu śmietanki z szemranych interesów, a wciąż z poparciem znaczącej części Polaków. Powie ktoś – na demokratyczne werdykty nie można się obrażać. Ba, żeby te demokratyczne werdykty bazowały na wiedzy i obiektywnych przesłankach, którymi powinni kierować się wyborcy, sprawa byłaby jasna. One jednak często opierają się na kłamstwach, uprzedzeniach, na owczym pędzie, na niewiedzy. Jak niedojrzała jest nasza demokracja widać już dzień po wyborach samorządowych.

Wystarczy krzyknąć – uwaga PiS! i spora część polskiego społeczeństwa zagłosuje na złość mamie, zrobi wysoką frekwencję, choć na ogół na wybory nie chodzi. Zagłosuje na polityków skompromitowanych aferami, nieróbstwem, zamiłowaniem do hedonizmu, na partie, które oscylują od ściany do ściany i zawiązują egzotyczne sojusze, by realizować doraźne cele. Byle tylko nie głosować na Prawo i Sprawiedliwość. Nie to jest jednak najgorsze. Wyborcy głosują na przestępców – wójt Daszyna, który wyłudzał unijne dopłaty i działał w grupie przestępczej, prowadził kampanię z aresztu, najprawdopodobniej ma w kieszeni reelekcję. Zapytana w sondzie ulicznej mieszkanka Daszyna stwierdziła, że daszynianie nie chcą innego wójta, bo ten wójt jest najlepszy (!). Polacy głosują na osoby poświadczające nieprawdę – Hanna Zdanowska, prezydent Łodzi, która uzyskała niebotyczny wynik 70 % głosów, skłamała, by zapewnić przyjacielowi uzyskanie kredytu. Głosują na ugrupowanie, którego prominentni przedstawiciele cynicznie kpili z Polski i Polaków w restauracji „U Sowy”, załatwiali mętne interesy przy suto zastawionych stołach, dopuszczali do wyciekania z kraju ogromnych sum pieniędzy, sprzyjali dzikiej reprywatyzacji, wyprzedawali majątek państwowy. Czy wyborcy głosujący na takie osoby nie mają świadomości, że mijają się one z prawem? Zadziwiająca i niezrozumiała niewiedza i skrajna nieodpowiedzialność, zważywszy, że spora część tych wyborców to „młodzi, wykształceni, z wielkich miast”. Od takiego wyborcy oczekiwałabym skłonności do poszukiwania informacji z różnych źródeł, a nie wyłącznie z mainstreamowych mediów, które niejednokrotnie reprezentują interesy sprzeczne z polskimi. Reprezentują te interesy, które zostały naruszone przez obecny rząd. Interesy wielkich korporacji i krajów, których przedstawiciele uważają, że zadaniem Polski jest siedzieć cicho. Polska ma być rynkiem zbytu, dostarczycielem taniej siły roboczej, zaś polskie firmy co najwyżej podwykonawcami dla wielkich, zachodnich koncernów.

Kolejna refleksja dzień po wyborach samorządowych. Okazuje się, że wszyscy są wygrani. Wszyscy poza PiS. Wygrała Platforma Obywatelska, choć pospołu z .Nowoczesną uzyskała niemal identyczny wynik, jaki w wyborach samorządowych 2014 do sejmików wojewódzkich uzyskała samotnie. Wygrało Polskie Stronnictwo Ludowe, choć w tegorocznych wyborach do sejmików wojewódzkich uzyskało 10 % głosów mniej niż w wyborach samorządowych 2014. Przegrało Prawo i Sprawiedliwość, choć zyskało 7 % głosów. Zaiste karkołomna kalkulacja. A nawet jeśli tak trochę wygrało, to my już się postaramy żeby nie wygrało. Zawiążemy w sejmikach wojewódzkich sojusze od lewej do prawej, bez żadnej platformy programowej. Sojusze, których jedynym celem będzie torpedowanie wszelkich rozwiązań proponowanych przez PiS, a jak się da – całkowite odsunięcie tej partii od realnego wpływu na decyzje.

Kiedy piszę te słowa, krajobraz po wyborach samorządowych jest zaledwie lekko zarysowany. Najbliższe dni i tygodnie pokażą, co z tego szkicu powstanie. Raczej nie mam złudzeń, że będzie to całościowy i komplementarny obraz nowej Polski samorządowej, takiej dla ludzi, bliskiej i otwartej na ich potrzeby. Do tego niezbędna jest mądra opozycja, która potrafi wesprzeć sensowne rozwiązania rządzących, dyskutować nad konkretnymi rozwiązaniami, proponować zmiany. Jak dotąd mamy opozycję, której działanie opiera się na zasadzie „nie, bo nie”. Smutne. Marzy mi się dobra współpraca rządzących z opozycją, spór na programy, praca dla dobra kraju, spokój. Marzy mi się dojrzała demokracja na wszystkich szczeblach władzy.

Specjalista od wszystkiego

Zawsze byłam ambitną uczennicą. Lubiłam się uczyć, czerwony pasek na świadectwie nie stanowił dla mnie większego problemu. Dziś, z perspektywy trzydziestoparolatki wiem, że niestety nie ma on większego znaczenia, a już na pewno nie zadecyduje o tym, w którym miejscu znajdziemy się kilkanaście lat później. Pytanie, czy gdybym wówczas, tj. w czasach szkolnych, była bogatsza o dzisiejsze życiowe doświadczenie, uczyłabym się inaczej? Raczej nie. Mniejsza o to. Rodzice i dziadkowie widząc moje zaangażowanie w naukę na każdym polu, tj. w ramach każdego przedmiotu, dążenie do bycia dobrym, czy nawet najlepszym powtarzali, że nie można być dobrym we wszystkim. Coś w rodzaju powtarzanego często potocznie – jeśli ktoś zna się na wszystkim, to znaczy, że nie zna się na niczym, w znaczeniu – nie zna się na niczym dobrze.

Rokrocznie w okresie wakacji i we wrześniu spoglądam na oferty edukacyjne lokalnych uczelni. Z dużą uwagą śledzę zazwyczaj bogatą ofertę studiów podyplomowych. Chęć uczenia się, studiowania, pogłębiania wiedzy żyje we mnie bowiem nadal. Przy okazji z ciekawością spoglądam zawsze na ofertę mojej Alma Mater, w szczególności na kierunki proponowane obecnie studentom przez Instytut, który sama ukończyłam. Jak się okazuje, w okresie kilkunastu lat wiele się zmieniło. Wielu kierunków i specjalności sprzed blisko piętnastu lat – jak dla mnie w pewnym sensie podstawowych i oczywistych, stanowiących trzon w instytutach, które je prowadziły – już dzisiaj nie ma. Są nowe, współczesne. Ich nazwy brzmią intrygująco, przyciągają uwagę i zainteresowanie potencjalnych studentów.

I wydawać by się mogło, że nie ma w tym nic dziwnego. Oferta edukacyjna musi być elastyczna – dostosowuje się przecież stale do zmieniających się potrzeb „tu i teraz”. Zmieniają się czasy, a co za tym idzie, oczekiwania i wymagania względem przyszłych absolwentów. Inną sprawą jest, że w ostatnich latach znacząco zwiększyła się liczba szkół wyższych, zwłaszcza zaś tych oferujących kształcenie na kierunkach humanistycznych . Wspomnieć przy tym należy, iż proporcjonalnie wzrasta również liczba absolwentów uczelni wyższych. Dawniej dyplomem ukończenia studiów wyższych pochwalić się mogli nieliczni; dziś dyplom pozostaje na wyciągnięcie ręki dosłownie każdego, kto legitymuje się świadectwem dojrzałości. Dane statystyczne bezpośrednio wskazują, iż wśród dzisiejszych trzydziestolatków wyższe wykształcenie posiada co trzecia osoba, zaś wśród pięćdziesięciolatków – jedynie co dziesiąta. Dlatego też to niejako zrozumiałe, że trwa zacięta walka o każdego studenta, która na sile przybiera szczególnie w okresie rekrutacyjnym. Niemniej jednak trudno jest mi zrozumieć fakt, iż uczelnie prześcigają się w otwieraniu wciąż nowych i bardziej wymyślnych kierunków, poniekąd w myśl zasady – im ciekawsza nazwa, tym większa szansa na „zdobycie” studenta. Ot i marketing edukacyjny w czystej postaci.

Pojawiają się kierunki łączące w swej nazwie kilka stanowiących jak dotąd odrębne dziedziny nauczania fakultetów. Są to swoiste hybrydy, które rodzą w zapoznających się z ofertą pytanie – jakie będą uprawnienia kończących dany kierunek absolwentów, czy też po prostu – kim w rzeczy samej będą ich absolwenci? Prawnikami? Filologami-poliglotami? Czy ekonomistami? A może raczej trzy w jednym. Oczywiście jest to jedynie ponury żart. Nie przypuszczam bowiem, by cokolwiek zmieniło się w ostatnim czasie, jak również w przyszłości i aby prokuratorem lub adwokatem mógł zostać absolwent jakiegokolwiek innego – jak zwał tak zwał – kierunku, aniżeli najczystsze w swej postaci Prawo.

Myślę jednak, że każdy, kto studiował na uczelni wyższej, zetknął się w toku studiów nie tylko z kierunkowymi przedmiotami, ale z całą gamą przedmiotów im towarzyszących. Na studiach filologicznych oprócz stanowiących trzon wybranych przeze mnie kierunków, tj. kanonu literatury rosyjskiej i polskiej, miałam sporo przedmiotów z dziedziny prawa, filozofii, logiki itp. Nikomu jednak nie przyszło wówczas do głowy, by nazwać kierunek „filologia (…) i prawo”, czy też „filologia z filozofią”. Dziś tego rodzaju zestawienia – jak się przekonałam w toku wyrywkowej analizy ofert edukacyjnych – wcale nie są wykluczone .

„Wygibasy” szkół wyższych przestają zadziwiać, budzą raczej zdumienie. Kilka lat temu jeden z polskich kabaretów przedstawił skecz, w którym prześmiewczo pokazano jak rektor uczelni pokornie zabiega o studentów przyjmując dosłownie każdego chętnego, który się zgłosi, byleby ostatecznie zgadzała się liczba studentów, a w przypadku studiów zaocznych suma na koncie jednostki. W edukacyjnych wyścigach coraz częściej chodzi o ilość, jakość staje się sprawą drugorzędną. To przykre, zwłaszcza dla absolwentów, którzy oceniani są później globalnie przez pryzmat obniżonego poziomu nauczania. Wabi się studentów coraz to wymyślniejszymi hasłami, nazwami kierunków i specjalności coraz częściej tak szerokich, że w ocenie wybierających automatycznie rodzi się myśl: wybiorę ten kierunek, gdyż da mi tak wiele możliwości. I chciałoby się dodać do tej myśli – zostanę specjalistą od… no właśnie – specjalistą od wszystkiego?!

Patrząc z drugiej strony, podejście do nauczania, tak na poziomie szkolnym jak i akademickim, ma dziś szeroki, holistyczny charakter również w innym znaczeniu – czego wcale nie neguję. Od wielu lat zauważalna jest tendencja do uposażania osób uczących się zarówno w konkretną wiedzę, jak i kształtowania w nich wielu przydatnych umiejętności, w tym umiejętności samodzielnego poszukiwania i pogłębiania wiedzy, znajdowania odpowiedzi na nurtujące pytania, tj. studiowania tematu w szerszym aniżeli dosłowne tego słowa znaczeniu. Niewątpliwie tego typu umiejętności znacząco przydadzą się następnie w dalszej zawodowej – ale i nie tylko – drodze.

Jeśli jednak do całego procesu edukacyjnego dodamy na koniec wszechobecny dziś aspekt psychologiczny, tj. usilnie promowane w młodych ludziach postawy bazujące na budowaniu własnej samooceny, kształtowaniu poczucia własnej wartości, służące temu m.in. inspirujące mowy motywacyjne zachęcające słuchaczy do działania (moim zdaniem przybierające często rodzaj niezdrowej manipulacji) – wyłoni nam się obraz współczesnego adepta stawiającego pierwsze, bardzo śmiałe kroki na drodze zawodowej. Pewność siebie czy też świadomość własnej wartości nie jest oczywiście cechą złą, pod warunkiem, że nie wbija człowieka w samouwielbienie i nie pozbawia go pokornej i obiektywnej oceny własnych możliwości i umiejętności. Jak zawsze zresztą – przesada nie prowadzi do niczego dobrego. Daleka jestem od siana defetyzmu, jednakże pośrednio, czy też bezpośrednio, mam styczność z młodymi absolwentami uczelni wyższych – spotykam ich tu i ówdzie, słyszę stąd i owąd o rozpoczynających kariery zawodowe świeżo upieczonych adeptach szkół wyższych, będących przekonanymi o własnej świetności i niezawodności, stawiających już u progu pracodawcy śmiałe wymagania w postaci kwot oczekiwanego wynagrodzenia netto, niejednokrotnie zwalając przy tym z nóg wieloletnich pracowników firm. Liczba „specjalistów od wszystkiego” rośnie, choć – jak zawsze powtórzyć trzeba – nie mogę i nie śmiem przy tym generalizować.

To tyle moich październikowych refleksji. Dosłownie przed chwilą rozpoczął się kolejny rok akademicki. Po raz kolejny wybrzmiał Gaudeamus igitur. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że świeżo upieczeni studenci dokonali świadomego i racjonalnego wyboru, nie wpadając przy tym w marketingowe pułapki uczelnianych władz. Wszak 3- lub 5-letnia przygoda winna stać się dla nich początkiem obiecującej kariery zawodowej, okresem wytężonego wysiłku umysłowego, ale również dobrej, studenckiej zabawy obfitującej w niezapomniane wrażenia.

Wszystkim studentom – „starym”, „nowym”, „wiecznym” – życzę powodzenia!

Pomorze Zachodnie otwiera oczy

Zachodniopomorscy radni poznali zasady savoir-vivre w kontaktach z osobami z niepełnosprawnościami. Wszystko to za sprawą drugiej edycji projektu „Otwórz Oczy – Zobacz Więcej” finansowanego z budżetu Województwa Zachodniopomorskiego w ramach programu „Region wyrównanych szans”.

Podobnie jak w ubiegłym roku, w trzech miejscowościach z terenu województwa odbyły się seminaria z zakresu projektowania uniwersalnego skierowane do radnych, urzędników jednostek samorządu terytorialnego oraz powiatowych rad do spraw osób niepełnosprawnych.

Idea projektowania uniwersalnego narodziła się w Skandynawii i zakłada ona, by projektowanie nowopowstających budynków, przestrzeni oraz miejsc, przede wszystkim tych użyteczności publicznej, odbywało się w sposób uwzględniający korzystanie z nich w pełni przez możliwie jak najszersze grono odbiorców bez konieczności specjalnej adaptacji. Zatem, można ująć to w ten sposób, żeby już w fazie projektowania nowego miejsca uwzględnić potrzeby wszystkich ludzi, w tym także tych z różnymi niepełnosprawnościami. W ten sposób unika się konieczności dodatkowych, późniejszych inwestycji i zmian. Ponadto, przecież zarówno Karta Praw Osób Niepełnosprawnych, jak i Konstytucja RP mówią o wolności i równości wszystkich ludzi, w tym również o życiu w środowisku wolnym od barier, także o równości w dostępie do obiektów użyteczności publicznej czy transportu oraz braku dyskryminacji. Zatem: czy zamysł niesiony przez ideę projektowania uniwersalnego nie powinien być naturalny i oczywisty?

Projekt „Otwórz Oczy – Zobacz Więcej” ma na celu m.in. skłonienie do szerszego spojrzenia na temat dostępności otoczenia dla potrzeb wszystkich ludzi. Seminaria skierowane są przede wszystkim do radnych i urzędników jednostek samorządowych jako do osób, które, zdaje się, mają największy i realny wpływ na kształtowanie tego otoczenia. Mało tego, nierzadko to spotkanie stawało się okazją do zwrócenia uwagi, że miejsca, w których uczestnicy seminariów na co dzień pracują, a zatem urzędy, placówki i instytucje publiczne, jeszcze nie do końca są dostępne dla osób z pewnymi rodzajami niepełnosprawności. Szkolenia odbywające się w ramach projektu mają osobom w pełni sprawnym otworzyć oczy i skłonić do refleksji w tym zakresie oraz – co niewątpliwie najważniejsze – poczynienia zmian w kierunku zwiększenia dostępności otoczenia.

Uczestnictwo w seminarium pozwoliło nabyć praktyczne umiejętności z zakresu kontaktu i obsługi osób z różnymi dysfunkcjami, uwzględniając ich indywidualne potrzeby. Takie umiejętności ułatwiają komunikację, a także zwiększają kompetencje przeszkolonych osób, co ma realne przełożenie na ich codzienną pracę. Jednocześnie spotkanie to było możliwością poznania zdobyczy nowoczesnej technologii mającej na celu ułatwianie codziennego funkcjonowania osobom z niepełnosprawnościami.

Mamy nadzieję, że projekt przyczyni się do podniesienia jakości życia osób z dysfunkcjami, a także zwiększenia kompetencji oraz uwrażliwienia radnych i urzędników z terenu naszego województwa.

W związku z tegorocznymi wyborami samorządowymi, niosącymi – prawdopodobnie – zmiany wśród rządzących, już dziś szykujemy się na przyszłoroczną edycję projektu, aby szkolić nowo wybranych radnych!

Niewidomi na boisku

Piłka nożna jest jednym z najchętniej oglądanych sportów zespołowych przez Polaków. Osobiście trochę tego nie rozumiem, ponieważ już chociażby siatkówka dostarcza mi dużo więcej emocji, jednak nie mnie to oceniać. Upodobaliśmy sobie tę piłkę nożną i basta. Osoby z dysfunkcjami wzroku śledzą zmagania piłkarzy na boisku równie chętnie co osoby w pełni widzące. Niemożliwe? Gdyby tak było, stacje radiowe najpewniej nie nadawałyby relacji ze spotkań sportowych. Nie każdy jednak wie, że niewidomi i słabowidzący także mogą stanąć na boisku. Chodzi oczywiście o Blind Football, choć to nie jedyna dyscyplina sportowa, którą mogą uprawiać osoby z dysfunkcjami wzroku.

Blind Football, czyli, mówiąc potocznie, piłka nożna z zamkniętymi oczami, to dyscyplina dostosowana do – można powiedzieć – obsługi bezwzrokowej. Zawodnikami mogą być zarówno osoby niewidome, jak i słabowidzące. Aby wyrównać szanse, na czas rozgrywek zakładają specjalne opaski na oczy. Podczas meczu korzysta się z udźwiękowionej piłki, co pozwala zawodnikom zlokalizować ją na boisku. Ważną rolę podczas meczu pełnią także nawigatorzy, czyli osoby obserwujące sytuację na boisku i mogące udzielać wskazówek graczom.

Blind Football jest świetnym przykładem na to, że dysfunkcje wzroku nie uniemożliwiają aktywności fizycznej. Chcąc zaszczepić tę wiedzę w mieszkańcach Szczecina i nie tylko, podjęliśmy się realizacji projektu o nazwie „Zobacz, jak to jest być niewidomym”. Projekt ten jest zadaniem publicznym współfinansowanym ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych przekazanych za pośrednictwem Województwa Zachodniopomorskiego.

W ramach projektu, w pierwszy piątek września, podczas pikniku na Jasnych Błoniach, przy okazji regionalnej konferencji REHA FOR THE BLIND IN POLAND organizowanej przez naszą Fundację, odbył się otwarty, pokazowy trening Blind Footballu, przeprowadzony przez członków Stowarzyszenia „Dalekowzroczni”. Była to doskonała okazja do poznania tej dyscypliny sportowej, a nawet do spróbowania w niej swoich sił. Co ważne, wydarzenie było otwarte dla wszystkich zainteresowanych, nie tylko osób specjalnie przybyłych na Jasne Błonia z zamiarem udziału w naszym spotkaniu. W ten sposób chcieliśmy podnieść świadomość społeczeństwa w temacie sportu wśród osób niewidomych. Poszliśmy o krok dalej i umożliwiliśmy osobom w pełni widzącym poczuć się przez chwilę jak niewidomy. W specjalnie przygotowanym na tę okazję „Gabinecie dotyku i dźwięku” każdy mógł, z zamkniętymi oczami, spróbować rozpoznać zapachy i smaki, które dla większości z nas są powszechnie znane, a także przetestować się w rozpoznawaniu przedmiotów codziennego użytku wyłącznie przy wykorzystaniu zmysłu dotyku.

Poza spotkaniem na Jasnych Błoniach, zaprosiliśmy także do udziału w naszym projekcie dwie szczecińskie szkoły – Szkołę Podstawową nr 41 z Oddziałami Integracyjnymi oraz Liceum Ogólnokształcące z Oddziałami Integracyjnymi. Placówki chętnie przystały na propozycję współpracy i udało nam się – podczas lekcji wychowania fizycznego – przeprowadzić warsztaty sportowe. W obydwu szkołach uczą się uczniowie z dysfunkcjami wzroku, zatem taka lekcja dla nich była okazją do poznania oferty aktywności sportowej z kolei dla ich w pełni widzących kolegów i koleżanek, wczucia się przez chwilę w niewidomy świat kolegów ze szkoły.

Działania, których podjęliśmy się w ramach realizowania projektu, zwłaszcza warsztaty w szkołach, cieszyły się sporym zainteresowaniem, zarówno wśród najmłodszych uczestników, jak i młodzieży licealnej. Liczymy, że udało nam się zaszczepić w uczniach chęć aktywnego spędzania czasu i przekonania ich do prozdrowotnych oraz wychowawczych wartości, jakie niewątpliwie niesie ze sobą sport.

Radość w oczach przy obrazach czytanych dotykiem

Do 2015 roku nie miałem styczności z niewidomymi. Kiedyś usłyszałem w radiu, że grupa niewidomych ze słuchawkami na uszach zamiast iść na sale wystawowe pozostała w holu muzeum, dotykając wielkiej makiety zamku. Pomyślałem wtedy, że skoro ja tworzę obrazy z fakturami wklęsło-wypukłymi, to może skorzystają z tego ludzie bez możliwości widzenia.

Dzwonię do Polskiego Związku Niewidomych. „Ale proszę pana, oni mogą to uszkodzić, ubrudzić!” – słyszę. „Ależ nic mi to nie przeszkadza, jeśli mogę sprawić im przyjemność dotyku.” – odpowiadam.

W końcu nadszedł ten dzień! Wernisaż w oddziale Polskiego Związku Niewidomych w Szczecinie. Wystawiłem 30 obrazów, niektóre specjalne na ten dzień: z powierzchnią piasku, gąbki, szorstkie, gładkie itp. Chętni do czytania dotykiem za moją sugestią opowiadają wrażenia: pierwszy raz w życiu dotykają obrazy! Radość moja wielka – właśnie tego chciałem, pomysł zdał egzamin! Często wyrywał mi się zwrot: „Tu pan, pani może zobaczyć…” – lecz otrzymywałem od niewidomych dobre rady, bym się tym nie przejmował, tylko mówił jak zwykle. Zdjęcia i krótki film wrzucony na YouTube pozostały pamiątką z tego spotkania, na którym panowały dobra atmosfera i gościnność.

Przygoda trwa dalej. Po kilku miesiącach dzwonią do mnie dwie uczennice z Drugiego Liceum Ogólnokształcącego w Szczecinie. Widziały filmik i chcą napisać pracę „Obrazy dla niewidomych, czytanie dotykiem”. Na szkolną wystawę zrobiłem specjalne okulary, by zasłonić widzenie, a po moich opowieściach dziewczyny zrobiły prezentację. Tak więc i ludzie widzący mogli doświadczyć i zrozumieć ludzi niewidomych.

Po pokazie w szkole pomysły już się mnożyły. „Obrazy dla niewidomych” chętnie dotykali uczniowie w Piątym Liceum Ogólnokształcącym. Zacząłem też robić prezentacje dla dzieci na oddziale okulistyki, jak również dla seniorów oraz chorych w domach opieki. Jedno z takich spotkań nawet mnie przeraziło. Na sali w kręgu ludzie z głęboką depresją, opuszczone głowy, bez reakcji. Sytuacja zmieniła się, gdy dałem każdemu obraz do rąk. Głaskali, szukali nierówności na powierzchni. Zobaczyłem uśmiech na ich twarzach, nawet zaczęły się rozmowy. Miło było odebrać podziękowania od kierownictwa, że dokonałem niezłego wyczynu.

Obserwuję duże zainteresowanie wśród widzących, by moje obrazy czytać dotykiem z zasłoniętymi oczami. Były nawet kolejki chętnych na Finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy 2017, były też pokazy w szczecińskich galeriach, w Szczecińskim Inkubatorze Kultury czy w Centrum Kultury Euroregionu Stara Rzeźnia w Szczecinie. Moimi kilkuletnimi doświadczeniami chętnie podzieliłem się w 2017 roku na Uniwersytecie Szczecińskim podczas miniwykładu dla Fundacji Szansa dla Niewidomych. Tak wiele już się wydarzyło. Z pewnością pomaga nam to w zrozumieniu sytuacji ludzi niewidomych, spotykanych w naszej codzienności.

Tegoroczni nobliści w służbie zdrowia

James P. Allison i Tasuku Honjo – laureatami Nobla 2018 z dziedziny medycyny i fizjologii

Karolina Duszczyk (PAP)

Źródło: PAP/Rynek Zdrowia 01 października 2018.

Nazwiska noblistów podano w poniedziałek (1 października) w Sztokholmie. Komitet Noblowski docenił ich za opracowanie metody leczenia nowotworów przez odblokowanie działania układu odporności.

Naukowcy podzielą się po połowie kwotą 9 mln koron szwedzkich (ok. 871 tys. euro).

Dziś terapia przeciwciałami ratuje życie chorym m.in. na czerniaka złośliwego, raka pęcherza czy płuc. Leki te są zaliczane do tzw. immunoterapii. Zanim nauczyliśmy się mobilizować siły organizmu do walki z nowotworami, onkologia skupiała się na niszczeniu komórek rakowych z zewnątrz, poprzez chemioterapię i radioterapię. Odkrycia noblistów zmieniły tę dziedzinę – mówi PAP dr hab. Arkadiusz Miążek.

Wyniki ich badań przyczyniły się do opracowania terapii stosowanej w przypadku leczenia nowotworów immunogennych, czyli takich, które wyłączają układ immunologiczny.

Jak wyjaśnia dr hab. Arkadiusz Miążek – kierownik Laboratorium Immunologii Nowotworów Instytutu Immunologii i Terapii Doświadczalnej im. Ludwika Hirszfelda PAN we Wrocławiu, badania uhonorowane Nagrodą Nobla sięgają lat 80. XX wieku. Dotyczą limfocytów T – komórek układu odpornościowego, które potrafią zwalczać zarówno błahe infekcje, jak i nowotwory. Muszą być one jednak utrzymywane na wodzy, by nie zniszczyć własnego organizmu. O zachowanie równowagi odpowiedzi odpornościowej dbają maleńkie hamulce – cząsteczki inhibitorowe. Jeśli zostaną wyłączone, rośnie potencjał limfocytów T do niszczenia komórek nowotworowych. Ale najpierw trzeba wiedzieć, co należy wyłączyć i jak zaktywizować układ odpornościowy, żeby walczył z rakiem. To właśnie zadanie immunoterapii nowotworów.

– Profesorowie Alison i Honjo odkryli inhibitory immunologicznych checkpointów. Są cząsteczki, które naturalnie dbają o to, by układ odpornościowy nie zwalczał organizmu gospodarza. Allison odkrył receptor CTLA 4, a Honjo receptor PD 1. Te blokady można zdjąć za pomocą przeciwciał monoklonalnych. Wówczas limfocyty reagują silniej niż normalnie i mogą skuteczniej zwalczać nowotwór – tłumaczy immunolog.

Podkreśla, że koncepcja leczenia raka poprzez wyzwolenie wewnętrznej siły każdego organizmu była rewolucyjna. Odtąd onkologia zupełnie zmieniła swoje oblicze. W ciągu 20 lat powstały skuteczne leki, które od początku XXI wieku pomagają pacjentom. Te produkty biologiczne to humanizowane i rekombinowane przeciwciała monoklonalne. Terapia jest stosowana i refundowana także w Polsce. Leki pobudzające mechanizmy immunologiczne działają z reguły wszędzie tam, gdzie na nowotwór naciekają komórki układu odpornościowego. Niestety, nie pomagają np. kobietom chorym na raka piersi, gdzie te nacieki są mniejsze.

– Jak widać, w medycynie badania podstawowe mogą pomagać ludziom, a przełomowe odkrycia szybko znajdują zastosowanie. Każdy naukowiec marzy, żeby zobaczyć efekty swoich badań w praktyce. Profesorowie Honjo i Allison dokonali wielu takich odkryć – mówi prof. Miążek.

Rozmówca PAP wymienił liczne prace, za które ceniony jest prof. Honjo. Uczony z Uniwersytetu w Kyoto opisał proces przełączania klas immunoglobulin. „Przejrzał” mechanizmy w naszym ciele, dzięki którym organizm umie wybierać coraz bardziej precyzyjną broń w zależności od zagrożenia. Wskazał cząsteczki rozpuszczalne, które są „dyrygentami” dla układu odporności, pokazujące, w jakim kierunku ma podążać odpowiedź odpornościowa.

Z kolei o prof. Allisonie z Uniwersytetu w Teksasie pisze się w podręcznikach głównie ze względu na to, że odkrył receptory genowe limfocytów T. Jak podkreśla prof. Miążek, to zupełnie podstawowe odkrycie dotyczy cząsteczki pełniącej funkcję „ucha” limfocytu, dzięki któremu może on komunikować się ze światem i rozpoznawać co jest obce, a co jest własne – co zwalczać, a czego nie.

Zdaniem kierownika Laboratorium Immunologii Nowotworów IITD PAN we Wrocławiu, w Polsce jednym z czołowych immunologów zajmujących się problematyką cząsteczek kostymulatorowych (które pomagają limfocytom w odpowiedzi odpornościowej) obecnych na limfocytach T jest prof. Paweł Kisielow. Polski ekspert spotkał się z noblistą, prof. Allisonem w Instytucie Immunologii Bazylei (w Szwajcarii), podczas gdy prowadził tam badania nad procesami dojrzewania i selekcji tych komórek w grasicy. Prof. Kisielow dokonał funkcjonalnego podziału limfocytów T w oparciu o występowanie na ich powierzchni cząsteczek kostymulatorowych CD8 i CD4, które – podobnie jak te opisane przez tegorocznych noblistów – regulują homeostazę odpowiedzi odpornościowej.

Nobel z fizyki: obiecujące wyniki w zakresie diagnozy komórek nowotworowych

Zbigniew Wojtasiński

Autor: PAP/Rynek Zdrowia 02 października 2018

– Jestem mile zaskoczony tegoroczną Nagrodą Nobla w dziedzinie fizyki za pęsetę optyczną i cieszę się, że została przyznana, bo jest jak najbardziej zasłużona – powiedział dr Sławomir Drobczyński z Politechniki Wrocławskiej. – Mamy obiecujące wyniki w zakresie diagnozy komórek nowotworowych – dodał.

Arthur Ashkin, Gerard Mourou i Donna Strickland zostali tegorocznymi laureatami Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki. Komitet Noblowski docenił badaczy za przełomowe wynalazki z zakresu fizyki laserów. Arthur Ashkin z Bell Laboratories w USA został wyróżniony „za opracowanie pęsety optycznej i jej zastosowanie w systemach biologicznych”.

– To moja dziedzina, zajmuję się nią od 10 lat, od czasu stażu podoktorskiego we Francji, kiedy w 2008 r. po raz pierwszy zetknąłem się z tą techniką. Jest ona powszechnie wykorzystywana w biologii molekularnej i mikrobiologii, stosuję ją również w swoim laboratorium – powiedział w rozmowie z PAP specjalista.

Wrocławski badacz wyjaśnił, że w pęsecie optycznej wykorzystuje się światło laserowe do chwytania niewielkich obiektów mikroświata. – To ogromnie fascynujące przeżycie, kiedy ogląda się interakcję światła z materią, kiedy tego rodzaju manipulatorem optycznym można chwytać i przemieszczać nanocząstki. W silnie zogniskowanej wiązce laserowej powstają bowiem siły umożliwiające chwytanie niewielkich drobin – dodał.

Takim manipulacjom można poddawać bardzo małe obiekty mikroświata o rozmiarach od dziesiątek nanometrów do kilkunastu mikrometrów.

– Zaletą tej techniki jest również jej duża sterylność, ponieważ nie używa się w niej mechanicznego kontaktu narzędzia i badanej struktury, jednocześnie nie jest ona inwazyjna, gdyż przy odpowiednim doborze długości fali promieniowania laserowego użyta energia nie jest dla nich niszcząca – przekonywał w rozmowie z PAP dr Drobczyński.

Specjalista powiedział, że przeprowadza takie doświadczenia na żywych komórkach we współpracy z lekarzami z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. – Pęseta optyczna pozwala „dotknąć mikroświata”. Mamy obiecujące wyniki w zakresie diagnozy komórek nowotworowych. Badamy oddziaływanie między komórkami zdrowymi i nowotworowymi, żeby lepiej odróżnić te nowotworowe od komórek prawidłowych – wyjaśnił dr Drobczyński.

– Szczypce optyczne pozwalają na przeprowadzenie pomiarów właściwości mechanicznych tak delikatnych struktur jak nici DNA. W laboratorium badamy wpływ obecności specyficznych leków na ich strukturę – dodał.

Najnowsze osiągnięcia medycyny

Badania: krople z kurkuminy pomocne w leczeniu wczesnego stadium jaskry

Autor: PAP/Rynek Zdrowia 25 lipca 2018

Kurkumina w kroplach do oczu może pomóc leczyć wczesne stadium jaskry – informuje pismo Scientific Reports.

Wcześniejsze badania wykazały, że spożywanie kurkuminy chroni komórki zwojowe siatkówki. Obecnie naukowcy z University College London i Imperial College London opracowali skuteczniejszą metodę dostarczania kurkuminy do tych komórek.

Kurkumina ma stosunkowo słabą rozpuszczalność, dlatego nie jest szybko wchłaniana do krwiobiegu. Z tego powodu jej doustne stosowanie nie przyniesie takich efektów jak podanie jej za pośrednictwem nanotransportera, który może być zawarty w kroplach do oczu. W ten sposób możemy dostarczyć znacznie więcej kurkuminy do miejsca docelowego – piszą autorzy.

Opracowane przez naukowców krople testowane były zarówno na komórkach stanowiących model jaskry, jak i na szczurach z chorobami oczu związanymi z utratą komórek zwojowych siatkówki.

Krople stosowano u części szczurów dwa razy dziennie przez trzy tygodnie. Po porównaniu z grupą kontrolną, u leczonych gryzoni stwierdzono znacznie mniejszy ubytek komórek zwojowych siatkówki. Nie zauważono także skutków ubocznych, podrażnień, ani stanów zapalnych.

Naukowcy badają także możliwość zastosowania nanotransportera kurkuminy do wykrywania oznak neurodegeneracji w mózgu. Kurkumina wiąże się bowiem z amyloidem beta, który bierze udział w rozwoju choroby Alzheimera.

Jedna pomarańcza dziennie powstrzymuje degenerację plamki żółtej

Autor: PAP/Rynek Zdrowia 23 lipca 2018

Nowe badania wykazały, że ludzie, którzy regularnie jedzą pomarańcze, mają mniejszą skłonność do rozwoju zwyrodnienia plamki żółtej niż ci, którzy owoców tych nie spożywają wcale.

Artykuł na ten temat ukazał się na łamach czasopisma „American Journal of Clinical Nutrition”, a jego autorami są naukowcy z Center for Vision Research działającego przy Westmead Institute for Medical Research w Australii.

Badacze przeprowadzili wywiady z ponad 2000 australijskimi dorosłymi w wieku powyżej 50 lat, po czym obserwowali ich przez 15 kolejnych lat.

Okazało się, że ludzie, którzy jedli co najmniej jedną porcję pomarańczy każdego dnia, mieli ponad 60 proc. niższe ryzyko rozwinięcia się w przyszłości zwyrodnienia plamki żółtej (AMD) – groźnej choroby oczu prowadzącej do pogorszenia ostrości widzenia, ubytków w widzeniu, a niejednokrotnie do ślepoty.

Jak mówi główna autorka pracy, prof. Bamini Gopinath, uzyskane dane sugerują, że to flawonoidy zawarte w pomarańczach pomagają zapobiegać chorobom oczu.

– Odkryliśmy, że ludzie, którzy jedzą co najmniej jedną porcję pomarańczy każdego dnia, mają zmniejszone ryzyko rozwoju zwyrodnienia plamki żółtej w porównaniu z osobami, które nigdy nie jedzą pomarańczy – tłumaczy. – Ale już nawet jedzenie pomarańczy raz w tygodniu wydaje się przynosić znaczące korzyści – dodaje badaczka.

Jak wskazuje, to właśnie flawonoidy znajdujące się w pomarańczach wydają się pomagać w ochronie przed tą chorobą.

Profesor Gopinath przypomina, że do tej pory większość badań skupiała się na wpływie na zdrowie oczu takich składników odżywczych, jak witaminy C, E i A.

– Nasze badanie jest inne, ponieważ my wzięliśmy pod lupę flawonoidy. Są one silnymi przeciwutleniaczami występującymi w prawie wszystkich owocach i warzywach. Udowodniono, że mają duże przeciwzapalne korzyści i wspomagają pracę układu odpornościowego – przypomina.

– Przebadaliśmy więc różne rodzaje żywności, która zawiera flawonoidy, czyli np. herbatę, jabłka, czerwone wino i pomarańcze. Ale, co istotne, uzyskane dane nie wykazały związku między innymi źródłami pokarmu a obniżonym ryzykiem AMD. Tylko pomarańcze tak zadziałały – mówi profesor.

Zaznacza, że 1 na 7 Australijczyków po 50. roku życia ma pewne objawy zwyrodnienia plamki żółtej. Wiek jest najsilniejszym znanym czynnikiem ryzyka, a choroba występuje najczęściej właśnie po ukończeniu 50 lat.

Badanie to było jednym z największych na świecie badań epidemiologicznych, mierzących zależność między dietą i czynnikami związanymi ze stylem życia a wynikami zdrowotnymi i chorobą przewlekłą.

Zwyrodnienie plamki żółtej: krople zamiast zastrzyków do gałki ocznej?

Autor: PAP/Rynek Zdrowia 20 lipca 2018

Naukowcy pracują nad kroplami, które hamują postęp prowadzącego do ślepoty zwyrodnienia plamki żółtej. Lek ma zastąpić stosowane dzisiaj zastrzyki do gałki ocznej.

Zwyrodnienie plamki żółtej, w skrócie nazywane AMD (ang. Age-related Macular Degeneration) to wiodąca przyczyna utraty wzroku. Ze względu na starzejącą się populację, schorzenie pojawia się coraz częściej i w 2020 r. na całym świecie ma dotykać aż 200 mln osób.

Chorobę obecnie leczy się za pomocą leków wstrzykiwanych przez specjalistę bezpośrednio do oka.

– Przez ostatnich kilka lat nasz zespół koncentrował się na znalezieniu sposobu dostarczania leków do dna oka – mówi dr Felicity de Cogan z University of Birmingham. – Od początku zdawaliśmy sobie sprawę, że podawanie leków w kroplach umożliwiłoby samodzielne przyjmowanie ich przez pacjentów, co oznaczałoby mniejsze koszty, oszczędzałoby czas chorych i personelu medycznego oraz obniżałoby związane z iniekcjami ryzyko komplikacji – wyjaśnia badaczka.

Jej zespół zdołał opracować metodę podawania tych środków właśnie w postaci kropel. W ubiegłym roku w eksperymencie na szczurach badacze wykazali, że terapia jest równie skuteczna jak zastrzyki.

Teraz autorzy metody udowodnili, że to samo podejście działa równie dobrze u królików i świń, które mają oczy dużo bardziej podobne do ludzkich. Swoje wyniki naukowcy opisali na łamach magazynu „Investigative Ophthalmology & Visual Science”.

W nowym sposobie badacze wykorzystali wnikającą do komórek cząsteczkę peptydu, która dostarcza leki do uszkadzanej przez chorobę siatkówki. – Przenikające do komórek peptydy oznaczają nową generację terapii dla osób z AMD – twierdzi prof. Robert Scott, oftalmolog związany z University of Birmingham.

– Odmienią one życie pacjentów, którzy teraz muszą organizować swoje życie wokół comiesięcznych wizyt w klinice, aby otrzymać nieprzyjemne, podawane do oka zastrzyki. W przyszłości będą oni mogli wygodnie przyjmować leki samodzielnie – wyjaśnia specjalista.

Odkrywcy terapii liczą, że już w przyszłym roku rozpoczną się badania kliniczne. Związane z metodą patenty posiada już amerykańska firma Macregen Inc.

Postęp w badaniach nad rakiem jajnika

Zdrowie 10 2018

Polscy naukowcy stworzyli model do badań przedklinicznych najgroźniejszego typu złośliwego raka jajnika (to tzw. rak surowiczy niskozróżnicowany, który stanowi 70% zachorowań na raka jajnika w Polsce). W badaniach przedklinicznych nad nowotworami, modelem, na którym naukowcy poznają mechanizmy sterujące rozwojem nowotworu, są tzw. linie komórkowe, czyli hodowle komórek, wyselekcjonowane z guza nowotworowego. – Większość linii komórkowych używanych dzisiaj do badań nad rakiem jajnika zostało wyprowadzonych dawno temu, kiedy jeszcze nie było wiadomo, że różne typy histologiczne tego nowotworu to odrębne jednostki chorobowe – tłumaczy dr hab. Katarzyna Lisowska z Centrum Onkologii gliwickiego oddziału Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie. Tym ważniejszy jest fakt, że jej grupie badawczej udało się wyprowadzić zupełnie nową, stabilną linię komórkową niskozróżnicowanego surowiczego raka jajnika, o czym poinformowano w piśmie International Journal of Molecular Sciences. W najbliższym czasie linia ta zostanie przekazana do European Collection of Authenticated Cell Cultures (ECACC), skąd będzie udostępniana do badań zainteresowanym naukowcom. Źródło: naukawpolsce.pap.pl.

Zabiegi ablacji oparte na rezonansie magnetycznym

Jako pierwsi w Polsce przeprowadzili je lekarze z Kliniki Kardiologii Interwencyjnej i Zaburzeń Rytmu Serca UM w Łodzi. Takie zabiegi mają zmniejszyć częstość nawrotów migotania przedsionków – najpowszechniejszej arytmii serca. Jedną z metod jej leczenia jest ablacja, czyli zniszczenie tkanki mięśnia sercowego podejrzewanej o bycie źródłem arytmii. U pacjentów ze stopniem pierwszego lub drugiego zwłóknienia przedsionka istnieje duża szansa na całkowite wyleczenie z arytmii przy pomocy ablacji; u pacjentów, u których stopień zwłóknienia wynosi 3 lub 4, te szanse są mniejsze. Dotychczas bardzo trudno było ocenić zaawansowanie włóknienia mięśnia przedsionka, ponieważ nie było dobrego narzędzia, które pozwoliłoby wniknąć w jego strukturę. Naukowcy z Uniwersytetu w Salt Lake City w stanie Utah (USA) jako pierwsi zaproponowali leczenie bazujące na ocenie zwłóknienia serca na podstawie obrazu RM. Uzyskane w ten sposób informacje o nasileniu i rozmieszczeniu włóknienia tkanki łącznej pozwalają tak zaprojektować zabieg, aby szanse jego powodzenia były jak największe. Co miesiąc do programu ablacji bazujących na RM włączanych ma być 2-3 pacjentów, do 2020 r. obejmie on w Łodzi ok. 25 chorych. Źródło: naukawpolsce.pap.pl.

Transplantacja sztucznego serca w Zabrzu

Zespół pod kierownictwem dr. hab. Michała Zembali ze Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu wszczepił 66-letniemu mężczyźnie całkowicie sztuczne serce. Urządzenie zastępujące naturalne serce wykonano w całości z tworzywa sztucznego. Wyposażone jest w mechaniczne zastawki i z powodzeniem zastępuje pracę obu komór serca; zasila je sprężone przez zewnętrzny kompresor powietrze. Pacjent, chory na krańcową niewydolność serca, czuje się dobrze. Lekarze zdecydowali się na implantację sztucznego serca (total artificial heart – TAH) ze względu na istniejące u pacjenta czasowe przeciwwskazania do transplantacji naturalnego organu. To pierwszy tego typu zabieg w Polsce. Teraz lekarze będą mogli przygotować chorego do przyszłego przeszczepu serca, gdy znajdzie się odpowiedni dawca. Innowacyjna operacja pozwoliła Śląskiemu Centrum Chorób Serca w Zabrzu dołączyć do grona placówek oferujących wszystkie stosowane współcześnie sposoby terapii chorych z niewydolnością krążenia: od zaawansowanej farmakoterapii, leczenia przezskórnego, LVAD (urządzenie wspomagające pracę komór serca), po transplantację serca i TAH.

Biodegradowalny opatrunek do ran przewlekłych

Polscy naukowcy z firmy Celther opracowali biopolimer, wyprodukowany na bazie pancerzy skorupiaków, który, zastosowany w aktywnym opatrunku, przyspiesza gojenie się ran przewlekłych. Do tej pory w ranach przewlekłych (tzn. gojących się dłużej niż 2 tygodnie) wykorzystywano tradycyjny opatrunek, w razie potrzeby dodając środki antyseptyczne lub opatrunki biodegradowalne w postaci żelu, które trzeba jednak zmieniać, co prowadzi do uszkodzenia części wygojonych struktur. Aktywnego opatrunku z biopolimerem nie trzeba wymieniać. Jak działa? Stanowi on rusztowanie dla różnego rodzaju komórek prawidłowych, które odbudowują uszkodzoną tkankę organizmu. Umieszczony w ranie tworzy fizyczną barierę na jej powierzchni, integruje się z nią, a następnie jest rozkładany przez enzymy restrykcyjne, występujące w ranie. Kolejną warstwę opatrunku należy dołożyć przed zbiodegradowaniem pierwszej warstwy, co pozwala uniknąć bólu i uszkodzeń, które pojawiałyby się przy zmianie tradycyjnego opatrunku. Innowacyjny opatrunek stosuje się m.in. u pacjentów z owrzodzeniami podudzia, stopą cukrzycową, odleżynami czy oparzeniami. – Pacjent ma o wiele lepszy komfort terapeutyczny, a opatrunek dodatkowo przyspiesza proces gojenia ran – podkreśla prof. dr hab. Piotr Rieske, kierownik laboratorium badawczego Celther Polska.

Dzień Nauczyciela w Laskach

Przy okazji Dnia Edukacji Narodowej, nadal potocznie zwanego Dniem Nauczyciela – dla przypomnienia wspomnę, że wypadającego 14 października – zazwyczaj w szkołach są organizowane uroczyste apele, podczas których uczniowie wykonują program artystyczny, a nauczycielom wręczane są kwiaty i szczere podziękowania za trud ich pracy, zaangażowanie i cierpliwość, mocno pożądaną w tym zawodzie. Zaprzyjaźnionym z naszą fundacją nauczycielom z Liceum Ogólnokształcącego z Oddziałami Integracyjnymi w Szczecinie udało się w tym roku swoje święto obchodzić dużo oryginalniej. Ten dzień spędziliśmy wspólnie na zwiedzaniu Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego prowadzonego przez Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi w Laskach. Wizyta w Laskach była jednym z głównych punktów w programie tegorocznej, XVI już edycji Konferencji REHA FOR THE BLIND IN POLAND. To „Wielkie spotkanie niewidomych, słabowidzących i ich bliskich” wypadło w tym roku dokładnie w połowie października, obejmując tym samym 15 dzień tego miesiąca, czyli Światowy Dzień Białej Laski – święto wszystkich niewidomych (biała laska jest przecież ich atrybutem).

Podczas uroczystego otwarcia Konferencji zostały ogłoszone wyniki ogólnopolskiego etapu konkursu Idol 2018. Można powiedzieć, że dla reprezentacji szczecińskiego liceum, którzy razem z nami przyjechali na to wydarzenie do Warszawy, świętowanie Dnia Nauczyciela zaczęło się właśnie wtedy. Liceum Ogólnokształcące z Oddziałami Integracyjnymi w Szczecinie zostało odznaczone pierwszym miejscem w kategorii Placówka Oświatowa, Natomiast pani Monika Jurczyk, tyflopedagog, nauczyciel z tej właśnie szkoły, została wyróżniona w kategorii Idol Środowiska. Artykuł autorstwa pani Moniki o szkole, w której na co dzień pracuje, w tym także o młodzieży, która – nie po raz pierwszy – była uczestnikiem Konferencji REHA FOR THE BLIND IN POLAND, można przeczytać w ostatnim, wrześniowym numerze Helpa.

Dzień Nauczyciela, czyli święto przede wszystkim wyżej wspomnianej pani Moniki oraz pani Agnieszki Pieńkowskiej, również nauczyciela z tego liceum, będącej z nami na Konferencji, spędziliśmy wspólnie na zwiedzaniu oraz korzystaniu ze wszystkich atrakcji, jakie dla nas przewidziano w Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Laskach. Przewodnikiem naszej grupy po terenie Ośrodka była również nauczycielka, pani Beata Sawicka.

Zwiedzenie tamtejszych szkół, zobaczenie ich bardzo dobrego wyposażenia oraz możliwość porozmawiania z kadrą pedagogiczną, a także uczniami, było doświadczeniem na pewno bezcennym zarówno dla nauczycieli, którzy byli w naszej grupie, a którzy w swojej pracy zawodowej także działają z młodzieżą z dysfunkcjami narządu wzroku, jak i dla pozostałych jej członków. Słoneczna, jesienna aura dodała przyjemnego klimatu spacerom po rozległym terenie Ośrodka w celu przemieszczania się po kolejnych miejscach wartych zobaczenia.

Jedną z atrakcji, które cieszyły się większym powodzeniem były pokazy strażackie Ochotniczej Straży Pożarnej w Laskach. Poza zaprezentowaniem imponującego sprzętu ratowniczego, kilku śmiałkom udało się nawet przejechać quadem – oczywiście w roli pasażera oraz (również w asyście strażaka) unieść wysoko nad ziemią na podnośniku pożarniczym. Wrażenia były z całą pewnością niezapomniane!

Nie da się ukryć, że Laski bardzo wysoko podniosły poprzeczkę, jeśli chodzi o obchody Dnia Nauczyciela. Na przyszłoroczne święto trzeba się będzie mocno nagimnastykować, aby wymyślić coś równie atrakcyjnego.

Warszawa miastem integracji i edukacji dla niewidomych i ich bliskich

W każdym mieście wojewódzkim były zorganizowane konferencje REHA poprzedzające ogromne, centralne wydarzenie, które odbyło się w stolicy. Wcześniejsze, wojewódzkie, były organizowane na znacznie mniejszą skalę. Można powiedzieć, że były one preludium do pięknego i głośnego zakończenia całorocznej pracy organizatorów, czyli Fundacji Szansa dla Niewidomych.

Wszystkie elementy REHA ujęte w jednym projekcie są wydarzeniem na ogromną skalę, można powiedzieć, że światową. W tym roku organizator imprezy, czyli Fundacja Szansa dla Niewidomych, gościł również osoby spoza granic Polski, m.in. z Kenii, Białorusi, Bułgarii, Rumunii, Serbii, Gruzji, Mołdawii czy Izraela. Prócz sporej ilości gości zagranicznych na samo wydarzenie przyjechało kilka tysięcy osób z różnych zakątków Polski, którzy z ogromną chęcią i zaangażowaniem brali udział w tej 3-dniowej konferencji.

Konferencja odbywała się pod hasłem Virtual Warsaw – miasto przyjazne dla niewidomych, w ramach REHA FOR THE BLIND IN POLAND.

Celem tej corocznej konferencji jest ukazanie nowoczesnych form tyflorehabilitacji, tyfloinformatycznych i wszystkich innych możliwości ułatwiających życie w społeczeństwie osób niewidomych i niedowidzących oraz integracja społeczeństwa z tymi osobami i ich bliskimi. Fundacji Szansa dla Niewidomych, która organizuje tę konferencję, przyświecają niesamowicie mocne i jasne cele, a ich pracę widać wyraźnie przy okazji tej konferencji i nie tylko.

W każdym z województw fundacja ma swój punkt, w którym jego pracownicy prężnie działają w swoim regionie, by jak najlepiej przyczynić się do rehabilitacji i integracji osób z dysfunkcją wzroku.

Tak jak pisałam wcześniej, „Wielka Konferencja” organizowana w Warszawie jest owocem całorocznej pracy wszystkich pracowników i podopiecznych, a także przyjaciół, rodzin i partnerów fundacji w całym kraju.

Tegoroczna impreza odbywała się w Centrum Naukowym Kopernik w Warszawie, miejscu idealnie nadającym się do organizacji tego typu wydarzeń. W CNK jest mnóstwo idealnie przystosowanych sal konferencyjnych, w których odbywały się liczne panele dyskusyjne, a tuż obok, na Bulwarach Wiślanych, był zorganizowany piknik integracyjny, podczas którego odbył się koncert Szymona Wydry.

Jak widać REHA jest nie tylko trzydniowym intensywnym wykładem na temat komputeryzacji, integracji oraz rehabilitacji osób z dysfunkcją wzroku, ale również zapewnia wartości kulturalne, które cieszyły się ogromnym zainteresowaniem wśród uczestników konferencji. Prócz koncertów wieczornych, które zrzeszyły masę osób, uczestnicy Konferencji mieli szansę zwiedzać i podziwiać przepiękne widoki w ogrodach na dachu Centrum Nauki Kopernik.

Kolejnym, bardzo mocnym, pouczającym, a jednocześnie sympatycznym i odprężającym punktem programu był wyjazd do Lasek.

Laski to mała miejscowość położona pod Warszawą, w której w roku 1921 powstał Ośrodek Szkolno-Wychowawczy dla Dzieci Niewidomych im. Róży Czackiej, prowadzony przez Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi. Ośrodek powstał na terenach dawnego folwarku podarowanego niewidomej hrabiance Róży Czackiej, później Matce Elżbiecie (w 1917 r. przywdziała habit franciszkański), założycielce Ośrodka w Laskach.

Prawda jest taka, że Ośrodek jest położony na tak rozległym terenie, że jeden dzień na zwiedzanie to zdecydowanie za mało. Mimo wszystko każda z grup przyjezdnych na REHA miała szansę zwiedzić najważniejsze miejsca w Ośrodku, takie jak szkoła muzyczna, czy dział rehabilitacji.

Prócz samego zwiedzania, pracownicy Ośrodka w Laskach zorganizowali dla uczestników wyjazdu atrakcje na świeżym powietrzu w postaci jazdy na tandemach czy nordic walking.

Pamiętajmy, że wyjazd do Warszawy na REHA to nie tylko czas wypełniony przyjemnościami, ale również jest to swego rodzaju praca dla beneficjentów, którzy tu przyjeżdżają. Ilość paneli dyskusyjnych była tak duża, że nie sposób znaleźć się na każdym. Natomiast były na tyle zróżnicowane, że każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Ogromną popularnością cieszyły się panele związane z dostosowaniem stron internetowych oraz aplikacji mobilnych, czy też z dostępności przestrzeni miast i usług miejskich dla osób z dysfunkcją wzroku oraz z systemów nawigacyjnych i udźwiękowienia otoczenia.

Było też sporo paneli związanych z kulturą, audiodeskrypcją tańca, otoczenia i dzieł sztuki oraz świat oglądany magnigraficznie i tyflograficznie. Jak widać tematy są bardzo szerokie i nieograniczone, jest mnóstwo rzeczy, o które niewidomi mogą walczyć, by ich standard życia się poprawił, by nie czuli się wykluczeni ze społeczeństwa zarówno w sferze zwykłego życia, jak i kultury czy edukacji. Fundacja daje wszystkim taką możliwość, a to, czy ktoś będzie chciał skorzystać z ich pomocy zależy od niego. Trzeba się przygotować na pracę i być cierpliwym by zobaczyć efekty. Możliwości są, tylko trzeba się trochę zainteresować i rozejrzeć.

Kulminacją wyjazdu i zarazem bardzo ważnym elementem dla fundacji oraz jej podopiecznych była manifestacja zorganizowana pod Sejmem RP przy ulicy Wiejskiej w Warszawie pod tytułem „My nie widzimy nic, a Wy – czy widzicie nas?”. Na manifestacji były poruszone główne problemy dotyczące osób niewidomych i niedowidzących oraz ich otoczenia. Tematy były związane zarówno z bardzo słabym dostosowaniem większości stron rządowych dla osób z dysfunkcją wzroku, jak i z brakiem dostosowania budynków instytucji kultury dla osób niepełnosprawnych. Była też mowa o słabym, wręcz znikomym procencie zatrudnienia osób niewidomych.

Pamiętajmy, że ograniczenia wzrokowe nie są dyskwalifikacją do życia, te osoby chcą czuć i doświadczać tak samo jak my, dajmy im dostęp i taką możliwość, pomóżmy tym, którzy tej pomocy potrzebują oraz podziwiajmy tych, którzy na to zasługują.

Przyglądając się tej konferencji i działaniom fundacji wiem, że wiedza, która była przekazywana podczas tego wydarzenia nie jest skierowana tylko do osób z dysfunkcją wzroku, ale również do całego otoczenia i społeczeństwa, które jeszcze musi się wiele nauczyć jak postępować z niepełnosprawnymi i jak najlepiej im pomóc nie szkodząc i nie krzywdząc.