O nieudanym opolskim fotelu

Na długo przed konferencją w Opolu zdecydowałem, że muszę tam pojechać. Przekonywało mnie do tego wiele argumentów. 25 kwietnia miała się odbyć pierwsza konferencja w ramach kampanii informacyjnej naszej fundacji. Mieliśmy właśnie w Opolu jako pierwszym mieście sprawdzić, czy plan dotyczący naszych starań o zmianę postrzegania osób niewidomych i słabowidzących w społeczeństwie jest dobry. Mieliśmy też sprawdzić, czy nasz zespół dobrze go zrealizuje, czy to, co przygotowaliśmy będzie ciekawe dla naszego środowiska oraz innych gości. Impreza miała też stanowić jeden z elementów obchodów 25-lecia naszej organizacji. To poważne argumenty merytoryczne związane z naszą dziedziną. Były również inne, także ważne, ale nie dotyczące rehabilitacji osób niepełnosprawnych wzrokowo.

Lubię Opole. Byłem tam kilkanaście razy i zawsze było tam fajnie, gościnnie, miło, ciekawie, a także smacznie. Czy lubicie śląskie kluski, zrazy z mięska wołowego z ogórkiem kiszonym w środku, we wspaniałym sosie rozlanym na te kluski? A kapusta, którą tam nazywa się modrą, choć nie mam pojęcia czy naprawdę jest tego koloru oraz w ogóle jaki to właściwie kolor. Gdy piszę te słowa przypomina mi się, że kolor modry to chyba mniej więcej niebieski, ale czy kapusta może taka być? To Wy, Czytelnicy, musicie rozstrzygnąć. Można do mnie napisać i mnie pouczyć co to jest ten modry kolor: marek.kalbarczyk@szansadlaniewidomych.org.

Nie koniec argumentów na rzecz wyjazdu do Opola. Mam tam wielu przyjaciół. Sam także stałem się ich przyjacielem. Dostałem od tamtejszego środowiska odznaczenie „Przyjaciel niewidomych”. Prawda, że to cudowne? A zabytki i historia Opola? A jedna z najlepszych fundacyjnych placówek w tym mieście?

25 kwietnia rano wyruszyliśmy na trasę. Jechało się fajnie. Nowa trasa z Warszawy najpierw w stronę Poznania, gdy się jest na warszawskim odcinku S8, potem w stronę Wrocławia i Katowic, jest naprawdę bardzo wygodna. Mknęliśmy szybciutko pogadując o tym i owym. Zanim się obejrzeliśmy, już zjeżdżaliśmy z S8 w stronę Kluczborka. Od tej pory zrobiło się nudniej. Szosa zbyt wąska, by móc bezpiecznie wyprzedzać i jechać szybko. Jak zapewne wiecie, jazda za ociężałymi ciężarówkami to trudne wyzwanie dla takich jak my. Nawet nie chciało się rozmawiać. Wreszcie dojechaliśmy do Opola, minęliśmy ileś tam ulic i zaparkowaliśmy obok skrzyżowania Katowickiej i Kościuszki. Właśnie tam odbywało się spotkanie niewidomych i słabowidzących z mieszkańcami tego miasta.

Konferencja była bardzo dobrze zorganizowana. Zaproszono między innymi mnie do wygłoszenia jednego z referatów, co uczyniłem z przyjemnością. Po pierwsze jestem – i owszem – gadatliwy, a po drugie przekonywanie do nowoczesnej rehabilitacji, jak najbardziej urozmaiconego rozwoju rehabilitacyjnego, intelektualnego i duchowego, a także budowy mądrego społeczeństwa i państwa, to moje hobby. Wysłuchałem jedynie pewnych fragmentów innych referatów, bo przeszkodzili mi w tym przedstawiciele mediów, którym jak wiadomo nie można odmówić. Ledwo zaczęła się ta konferencja, już się skończyła i przeszliśmy na plac po drugiej stronie skrzyżowania, tuż obok kościoła parafialnego. Na tym placu miał się odbyć piknik integracyjny. Jako, że było to pierwsze spotkanie z cyklu ośmiu zaplanowanych w fundacyjnym projekcie „My nie widzimy nic, a Wy – czy widzicie nas?”, przyjechało do Opola wielu naszych przedstawicieli. Chcieliśmy wszystkiego dopilnować i zdobyć niezbędne doświadczenie, które potem miało się przydać w innych miastach.

25 kwietnia było w Opolu ciepło. W tych dobrych warunkach można było skorzystać z przygotowanych przez Fundację atrakcji: bezwzrokowe strzelanie z broni laserowej, gdzie nie patrzy się na tarczę, lecz zakłada słuchawki i słucha dźwięków – im wyższy ton, tym laserowy promień jest bliżej dziesiątki, a ton basowy gwarantuje porażkę, ping-pong dla niewidomych, gdzie słucha się piłeczki odbijającej się od stołu, a nie patrzy na nią, komputerowe stoisko z grami dźwiękowymi i smaczny poczęstunek. O innych atrakcjach już nie wspomnę, bo chcę skupić uwagę na tym poczęstunku. Nie dość, że był wspaniały, wsławił się prześmiesznym incydentem, którego bohaterem byłem ja sam.

Obejrzałem wymienione stanowiska i atrakcje, troszkę się pobawiłem, zagrałem w ping-pong, nie postrzelałem, bo było tam za wielu chętnych i skierowałem w stronę dobrodzieja kucharza. Postanowił ugotować dla nas i naszych gości cudowną zupę bogracz. Podszedłem bliżej, a on zapytał, czy chcę spróbować tej zupy. Nie trzeba było pytać – jak można odmówić, gdy nie dość, że sam bogracz to wymusza, po tylu godzinach naprawdę chciało mi się jeść. Szef kuchni zabrał się do nalewania zupy. Stanąłem bliziutko niego, on zwrócił uwagę, że muszę usiąść, a nie jeść na stojąco z miską w ręku. Ktoś tam podsunął mi ogrodowy fotel – taki zwyczajny z plastiku, z szerokim oparciem, czterema nogami i dwoma podłokietnikami. Ja odmówiłem, bo gdy inni jedli na stojąco, ja też potrafię, ale oni uznali, że to absurd.

Dostałem w rękę kajzerkę, którą wziąłem do prawej ręki. W lewej ręce trzymałem teczkę – taką lekką, nie stanowiącą większego problemu. Owszem, warto by było gdzieś ją położyć, ale tam, na tym placu, nie było odpowiedniego miejsca. Przełożyłem teczkę do prawej ręki, do której wziąłem też kajzerkę, by mieć wolną lewą rękę. Musiałem ocenić położenie podstawionego mi fotela, by prawidłowo usiąść. Pomacałem fotel wolną lewą ręką, odpowiednio się ustawiłem i spokojnie, powoli zasiadałem. Teczka wisiała na dwóch małych palcach prawej ręki, a kajzerkę trzymałem w trzech pozostałych palcach. Siadałem powoli, już dotykałem siedziska, pilnowałem kajzerki, by niczego nią nie dotknąć i jej nie zabrudzić. Wzmacniam nacisk na fotel i doprowadzam do załamania. Podłokietniki fotela najwyraźniej wcześniej uszkodzone, pod moim ciężarem stopniowo się rozchylają. Czuję to i jeszcze próbuję się unieść, ale środek ciężkości mojego ciała jest już za nisko i nie daję rady. Fotel jak na zwolnionym filmie psuje się stopniowo i powoli, obie jego strony rozchylają się coraz bardziej, siedzisko obniża, aż składa się całkiem. Ląduję na plecach. Pod nimi mam fotelowe oparcie, które jest teraz raczej plastikowym dywanikiem. Podłokietniki gdzieś znikły, najwyżej są moje kolana i ta nieszczęsna kajzerka, która miała się nie zabrudzić. I tak tkwię przez moment, a dookoła kompletnie zacichło. Jeszcze sekundę temu panował gwar, bo ktoś strzelał, inni grali w ping-ponga, jeszcze inni rozmawiali, a teraz zamilkli jakby na rozkaz. I właśnie ta cisza mnie do cna rozbawiła. Zdążyłem pomyśleć, o czym oni myślą, że tak się wyciszyli. Pewnie, że oto prezes fundacji dostał zepsuty fotel i doszło do kompromitacji. Pewnie zaraz się wkurzy i obrazi. I właśnie myśl o tym, jak oni są sparaliżowani obawą przed awanturą doprowadziła mnie do odlotowego śmiechu. Ja tutaj, w Opolu, z kajzerką w górze, teczką zwisającą pod nią, na plecach, z kolanami ku górze, a oni wystraszeni: „co teraz będzie?”. Już sobie wyobraziłem ich miny, gdy tak zamilkli i jak tu się nie śmiać?

Wstałem raz dwa i dalej się śmiałem. Oni wreszcie się odprężyli i także zaczęli się śmiać. Przecież to niczyja wina. To tylko śmieszny przypadek. Kto by mógł przewidzieć, że jakiś fotel jest pęknięty? Tego nawet nie widać, a jedynie gdy się go obciąży, rozlatuje się na lewo i prawo. Byłem zdecydowany jeść tę zupę jednak na stojąco, ale po raz drugi przekonano mnie, że to absurd. Zasiadłem tym razem na ławie obok Adama, z którym pojechaliśmy na to spotkanie i w rozkosznym nastroju zjadłem dwa talerze znakomitej zupy. A w niej wszystko, co lubię – mięsko, papryka, smak pomidorowy, ogóreczki kiszone i sam już nie wiem, co jeszcze.

Opole, pozdrawiam Was! Dziękuję za zupę, inne przekąski, za przemiłe spotkania i temat dla mojego artykułu. Od dawna chciałem napisać o tej przygodzie, ale nie było dobrej okazji. Teraz przypomniał mi to najmłodszy syn, który ma za zadanie pamiętać, co śmiesznego spotkało mnie albo innych niewidomych.

Gdyby ktoś spotkał się z kolejnymi śmiesznostkami, zapraszamy do napisania artykułu z cyklu „Ślepy los na wesoło”. Śmiechu i pozytywnego nastawienia do życia nigdy za dużo.

Jestem… wyróżniony

Prezydent Andrzej Duda odznaczył wybitnych niewidomych i osoby widzące, które poświęciły wiele lat inwalidom wzroku

Janusz Skowron, wybitny niewidomy pianista jazzowy, kompozytor i aranżer, decyzją Pana Prezydenta Andrzeja Dudy został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi po raz drugi. Po raz pierwszy otrzymał Złoty Krzyż Zasługi z rąk Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w 2009 r.

Jest absolwentem Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla Dzieci Niewidomych w Laskach. Ukończył Szkołę Muzyczną II stopnia im. Józefa Elsnera w Warszawie, w klasie organów. Jeszcze w trakcie nauki rozpoczął współpracę z zespołem jazzowym perkusisty Kazimierza Jonkisza – wystąpił na festiwalu Jazz Jamboree ’80 i uczestniczył w nagraniu pierwszego krążka tego zespołu. W 1981 roku rozpoczął współpracę z zespołem String Connection, założonym przez skrzypka Krzesimira Dębskiego. Grupa biła rekordy popularności, występowała wielokrotnie na festiwalach Jazz Jamboree i na wszystkich większych festiwalach jazzowych na świecie, m.in. we Francji, w Niemczech, na Węgrzech, w Kanadzie. W 1985 roku Janusz Skowron podjął współpracę z zespołem Free Electronic wybitnego trębacza Tomasza Stańki, z którym występował na festiwalach w Grecji, Niemczech, Francji, Szwajcarii i na rodzimym Jazz Jamboree. W 1990 r. zaczął współpracować z kolejnym znanym muzykiem jazzowym, saksofonistą Zbigniewem Namysłowskim, z którym koncertował w Polsce, Izraelu, Niemczech i Czechach. W 1997 roku rozpoczął współpracę z zespołem Walk Away perkusisty Krzysztofa Zawadzkiego. Współpracował i nadal współpracuje z gitarzystą basowym Krzysztofem Ścierańskim, skrzypkiem Maciejem Strzelczykiem, saksofonistą Zbigniewem Jaremko i nieżyjącym już kontrabasistą Zbigniewem Wegehauptem. Ma również w swoim dorobku występy i nagrania z wybitnymi amerykańskimi muzykami jazzowymi – Erickiem Marienthalem, Billem Evansem, Randy Beckerem, Deanem Brownem, Davidem Gilmorem i Kenny Wheelerem, a także z gwiazdami polskiej muzyki pop: Marylą Rodowicz, Hanną Banaszak, Łucją Prus, Majką Jeżowską, Ewą Bem, Grażyną Łobaszewską, Anną Serafińską, Justyną Steczkowską i z rockowymi grupami Lady Pank i Perfect. Uczestniczył w nagraniu ponad 80 płyt. Ma w swoim dorobku własne kompozycje i aranżacje. Jest laureatem wielu nagród, m.in. nagrody Fundacji Kultury Polskiej im. Krzysztofa Komedy i Państwowej Nagrody Artystycznej Młodych im. Stanisława Wyspiańskiego. Niemal nieprzerwanie od 1982 r. jest corocznym laureatem Jazz Top – ankiety czytelników pisma Jazz Forum w jednej z dwóch kategorii: syntezator i fortepian.

Igor Busłowicz – wybitny niewidomy informatyk został uhonorowany Złotym Krzyżem Zasługi. Całe życie zawodowe poświęcił osobom z dysfunkcją wzroku. Jako informatyk popularyzuje i udostępnia im najlepsze dostępne rozwiązania technologiczne ułatwiające naukę, pracę i życie. W 2009 r. został odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi.

Igor Busłowicz ukończył studia wyższe na Wydziale Matematyki, Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego. Jest autorem oprogramowania do translacji tekstu zapisanego elektronicznie na postać brajlowską i drukowania jej na drukarkach brajlowskich oraz oprogramowania do ewidencji katalogu książek dla niewidomych i obsługi procesu wypożyczania. Stworzenie tych rozwiązań było przełomem w życiu pracowników drukarni i biblioteki Polskiego Związku Niewidomych oraz niewidomych czytelników w całej Polsce.

Jako współzałożyciel firmy Altix uczestniczył w tworzeniu najpowszechniej używanego w Polsce w latach 90. syntezatora mowy ReadBoard. Tworzył programy powiększające tekst wyświetlany na ekranie i wyświetlające w powiększeniu dokumenty tekstowe zapisane w różnych formatach. Przygotował polskie wersje wielu zagranicznych programów i urządzeń ułatwiających życie osobom z dysfunkcją wzroku. Przeszkolił rehabilitacyjnie wiele osób, otwierając im nowe perspektywy zawodowe i hobbystyczne. Dzięki jego staraniom Fundacja Szansa dla Niewidomych wydała po polsku biografię Ludwika Braille’a, dzięki czemu w 200-lecie urodzin twórcy pisma dla niewidomych można było zapoznać się z życiem i działalnością człowieka, który otworzył niewidomym drzwi do nowoczesnej cywilizacji.

Jako znawca problematyki zapisu wzorów matematycznych stworzył oprogramowanie służące do translacji tekstów zwykłych oraz zawierających wzory matematyczne na postać brajlowską i odwrotnie. Prace te były wykonywane dla Instytutu Podstaw Informatyki Polskiej Akademii Nauk i zostały ocenione jako „znakomite”. Komitet Badań Naukowych ocenił je na piątkę z wyróżnieniem. Prace te umożliwiają tworzenie e-podręczników matematycznych dla niewidomych.

Na skutek wylewu krwi do mózgu po urazie porodowym Igor Busłowicz jest nie tylko osobą niewidomą, ale ma też niepełnosprawność sprzężoną.

Barbara Planta została odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi. Od 2007 r. pełniła funkcję dyrektora Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzących w Krakowie. W przeszłości była już odznaczana przez Prezydenta RP: Brązowym Krzyżem Zasługi w 1995 r. i Srebrnym Krzyżem Zasługi w 2000 r.

Sprawując funkcję dyrektora otaczała opieką i wspierała dzieci i młodzież, wysuwając na plan pierwszy ich dobro. Starała się zapewnić im najlepsze formy edukacji oraz wszechstronnego rozwoju. Skutecznie wspomagała i motywowała nauczycieli do podnoszenia kwalifikacji i rozwoju zawodowego. Udzielała porad nauczycielom wielu szkół ogólnodostępnych i integracyjnych, kształcących również uczniów z dysfunkcją wzroku. Prowadziła zajęcia z pedagogiki specjalnej na kursach kwalifikacyjnych z tyflopedagogiki. Pełni funkcję egzaminatora Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej.

Barbara Planta od wielu lat inicjuje i organizuje liczne działania wspierające uczniów, umożliwiając im uczestnictwo w zróżnicowanych zajęciach pozalekcyjnych, projektach unijnych, wycieczkach, zajęciach szczepu harcerskiego, wymianie międzynarodowej. Szczególną wagę przywiązuje do przełamywania barier i włączania młodzieży w szeroki nurt życia społecznego, stwarzając warunki do uczestnictwa uczniów w licznych konkursach wiedzy, artystycznych czy sportowych. Organizowała również pomoc materialną dla uczniów. Współpracuje ze stowarzyszeniami, fundacjami i innymi instytucjami działającymi na rzecz dzieci o specjalnych potrzebach edukacyjnych.

W głosowaniu działaczy Fundacji Szansa dla Niewidomych oraz internautów została wybrana na IDOLA tego środowiska. Jako wolontariusz Fundacji współorganizuje rozliczne konferencje dotyczące dziedziny, dla której poświęciła kilkadziesiąt lat życia.

Michał Bałamut to wybitny niewidomy informatyk, który został uhonorowany Srebrnym Krzyżem Zasługi. Jest twórcą i współtwórcą nowoczesnych rozwiązań informatycznych, które zmieniają życie tysięcy osób niewidomych i słabowidzących. Od ponad 10 lat pracuje jako profesjonalny programista, tłumacz i administrator serwerów. Brak wzroku w jego przypadku nie okazał się barierą nie do pokonania. Uważa się, że obok Igora Busłowicza jest najlepszym niewidomym informatykiem w Polsce.

W 2006 r. ukończył Wydział Informatyki na Politechnice Śląskiej. Współtworzył kilka syntezatorów mowy dla systemu operacyjnego Windows. Jest głównym autorem aplikacji Magni, służącej do odczytywania tekstów zapisanych w różnych formatach i zamieniającej je na postać dźwiękową. Uczestniczy w pracach nad audytami i usprawnieniem stron internetowych rozlicznych instytucji, co przyczyniło się do zwiększenia dostępności Internetu dla osób z dysfunkcjami wzroku.

Największym dokonaniem i dziełem Michała Bałamuta jest zaprojektowanie i stworzenie pakietu Euler 2.0 służącego do redakcji tekstu brajlowskiego, translacji zwykłego tekstu na wersję brajlowską, obsługującego również wyrażenia matematyczne. Jego program jest wykorzystywany w powstałych niedawno e-podręcznikach, z których będą korzystali uczniowie z dysfunkcją wzroku w całej Polsce. W czasie wolnym od pracy szkoli osoby niewidome z obsługi komputerów i smartfonów. Jest twórcą gry edukacyjnej Kulturalny Erudyta.

Henryk Rzepka jest wybitnym niewidomym informatykiem i tyflopedagogiem. Jego prace i dzieła zmieniają życie tysięcy osób niewidomych i słabowidzących w Polsce. Został wyróżniony przez Pana Prezydenta Srebrnym Krzyżem Zasługi.

W 2000 r. ukończył tyflopedagogikę w Wyższej Szkole Pedagogiki Specjalnej, a w 2001 r. Wydział Fizyki Teoretycznej, Informatyki i Matematyki Stosowanej na Politechnice Łódzkiej. Od ponad 15 lat pracuje jako profesjonalny programista i tyflopedagog. W latach 2012-2015 pracował jako nauczyciel tyfloinformatyki w Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Dzieci Niewidomych w Laskach. Jako informatyk i pedagog wdrożył nowoczesny system szkoleń informatycznych dla osób niewidomych. Pokonał wiele trudności wynikających z utraty wzroku, osiągając unikalne umiejętności z zakresu tyflopedagogiki i informatyki. W tych dziedzinach jest wysokiej klasy ekspertem i specjalistą.

Stworzył program do tworzenia publikacji cyfrowych w formacie DAISY. Jest autorem aplikacji Euler Math Equation, dostępnej dla wszystkich (niewidomych i widzących) i służącej do tworzenia wizualnych wzorów matematycznych, fizycznych i chemicznych.

Jest specjalistą dostępności stron internetowych i dokumentów elektronicznych. Prowadził wiele szkoleń w tym zakresie oraz audytował wiele stron www. Prace te przyczyniły się do zwiększenia dostępności Internetu dla osób z dysfunkcjami wzroku.

We współpracy z Towarzystwem Pomocy Głuchoniewidomym opracował autorskie metody i techniki nauczania obsługi komputerów osób z niepełnosprawnością wzroku i słuchu. Największym dokonaniem i dziełem Henryka Rzepki jest zaprojektowanie i stworzenie pakietu translatorów, służących do przekształcania wzorów matematycznych, fizycznych i chemicznych na różne wersje, w tym na wersję brajlowską. Jego program jest wykorzystywany w powstałych niedawno e-podręcznikach, z których będą korzystali uczniowie z dysfunkcją wzroku w całej Polsce.

Jako wolontariusz Fundacji Szansa dla Niewidomych bierze aktywny udział przy opracowaniu standardów dostępności przestrzeni publicznej. Jest autorem wielu rozwiązań w tej dziedzinie oraz publikacji promujących zasady projektowania uniwersalnego, które przyczyniają się do integracji społecznej i zawodowej osób niewidomych i niedowidzących.

Marek Tankielun został uhonorowany Srebrnym Krzyżem Zasługi. Jest pierwszym niewidomym absolwentem Politechniki Wrocławskiej. Aktualnie pracuje tam jako kierownik laboratorium badawczego prowadzącego badania w zakresie udostępniania treści technicznych osobom niepełnosprawnym, a w szczególności osobom z dysfunkcją wzroku, w tym technik pozwalających na sprawną adaptację materiałów do postaci dostępnej dla nich.

Inicjuje i realizuje działania promujące edukację na poziomie szkoły wyższej na kierunkach technicznych oraz w szkołach ponadgimnazjalnych, ukierunkowanych na kształcenie młodzieży z dysfunkcją wzroku. Od 2010 r. jest aktywnym członkiem Stowarzyszenia „Twoje Nowe Możliwości” działającego w zakresie zmian i podniesienia poziomu jakości wsparcia studentów z niepełnosprawnością. Stowarzyszenie zostało dwukrotnie wyróżnione nagrodą „Lodołamacz” za kompleksowość oferowanego wsparcia i skalę działalności.

Marek Tankielun jest współautorem unikalnej w skali kraju adaptacji podręcznika w piśmie punktowym Braille’a dotyczącego wstępu do Analizy Matematycznej oraz Algebry Liniowej. Współpracował przy adaptacji dla osób niewidomych skryptu ”Wstęp do analizy i algebry. Teoria, przykłady, zadania” Mariana Gewerta i Zbigniewa Skoczylasa. Pozwala ona osobom niewidomym na łagodne przejście między wiedzą zdobytą w szkole ponadgimnazjalnej a wiedzą, która jest zdobywana na uczelni wyższej. Skrypt przygotowuje osoby niewidome do posługiwania się brajlowskim zapisem matematycznym na poziomie edukacji wyższej.

W ramach podejmowanych działań dotyczących aktywizacji osób z dysfunkcją wzroku oraz ułatwiania im dostępu do informacji otrzymał od Fundacji Szansa dla Niewidomych wyróżnienie IDOL ŚRODOWISKA 2013. Otrzymana nagroda była ściśle związana z tematem przewodnim konferencji: „Wykształcenie najlepszym antidotum na dyskryminację niewidomych”. W trakcie konferencji naukowej „Nowocześni niewidomi i słabowidzący w dostosowanym dla nich świecie” w 2016 r. wygłosił referat pt. „Technologia informacyjna prezentująca kompleksową analizę aktualnych możliwości w dziedzinie niwelowania skutków inwalidztwa wzroku, w tym analizę standardów dotyczących potrzeb tej grupy obywateli na różnych etapach rozwoju edukacyjnego i zawodowego”.

Sławomir Sarota został odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi. To bardzo ceniony w środowisku osób z dysfunkcją wzroku nauczyciel i tyfloinformatyk. Jako nauczyciel dyplomowany od wielu lat naucza przedmiotów informatycznych w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzących w Krakowie. Działa na rzecz unowocześnienia tej szkoły i stosowania w niej najnowocześniejszej technologii edukacyjnej. W swojej karierze zasłużył się wieloletnią działalnością na rzecz osób niewidomych i słabowidzących, uczestnicząc w wielu międzynarodowych i krajowych projektach.

W ramach swojej działalności wspierającej rozwój podopiecznych ośrodka w Krakowie, przyczynił się do pozyskania przez SOSW znacznych środków finansowych na zakup pomocy dydaktycznych i wyposażenie pracowni przedmiotowych w sprzęt komputerowy niezbędny do nauczania osób z dysfunkcją wzroku. Stworzył pracownię tyfloinformatyczną, niezbędną do uruchomienia kształcenia w zawodzie technik tyfloinformatyk. Współtworzy i rozwija szkolną platformę Moodle. Przygotowuje pomoce naukowe i oprogramowanie służące do przeprowadzania egzaminu maturalnego i zawodowego oraz dostosowuje oprogramowanie i sprzęt do potrzeb uczniów niewidomych i słabowidzących. Jest również współautorem wielu programów kształcenia i publikacji dotyczących standardów edukowania uczniów z dysfunkcją wzroku. Wszystkie jego działania od lat pozwalają uczniom zdobyć wymarzone kwalifikacje i kontynuować edukację na uczelniach wyższych oraz odnaleźć się na rynku pracy.

Współpracował z przedstawicielami 11 krajów (Bułgaria, Dania, Estonia, Finlandia, Francja, Holandia, Irlandia, Niemcy, Rumunia, Wielka Brytania, Włochy) w obszarze kształcenia osób niewidomych i słabowidzących, czego owocem było przeniesienie na grunt polski nowoczesnych rozwiązań dla niewidomych, stosowanych w Europie.

Tomasz Flaga został uhonorowany Srebrnym Krzyżem Zasługi. Jest dyplomowanym nauczycielem matematyki i przedmiotów zawodowych w zawodzie technik tyfloinformatyk w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzących w Krakowie. Swoją karierę zawodową poświęcił pedagogice i matematyce, działając na rzecz dzieci i młodzieży z niepełnosprawnością wzroku. Ukończył studia magisterskie na kierunku fizyka z informatyką w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Krakowie. Swoją wiedzę poszerzał na kierunkach tyflopedagogika w Wyższej Szkole Pedagogiki Specjalnej w Warszawie (2000 r.) oraz matematyka w Akademii Pedagogicznej im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie (2007 r.).

Jest współautorem podręcznika dla nauczycieli „Brajlowska notacja matematyczna, fizyczna, chemiczna”, podstawy programowej kształcenia zawodowego w zawodzie technik tyfloinformatyk, programów i planów nauczania do tego zawodu oraz arkuszy egzaminacyjnych. Od 2010 współpracuje z Galicyjskim Ośrodkiem Doskonalenia Nauczycieli – prowadzi zajęcia dla studentów tyflopedagogiki z dydaktyki i wykorzystania komputerów w rewalidacji osób z niepełnosprawnością wzrokową oraz z dydaktyki przedmiotów ścisłych.

Od 2008 roku aktywnie działa w zespole międzyośrodkowym ds. polskiej matematycznej notacji brajlowskiej. Opracowuje pomoce dydaktyczne dla uczniów niewidomych w formie adaptacji do postaci brajlowskiej z rysunkami wypukłymi: m.in. zbiór zadań do matematyki, zbiory szkoleniowych arkuszy maturalnych i zeszytów ćwiczeń do matematyki wg własnego pomysłu. Przygotowuje adaptacje do postaci brajlowskiej lektur szkolnych. Prowadzi dla nauczycieli Specjalnych Ośrodków Szkolno-Wychowawczych szkolenia z tworzenia grafiki wypukłej oraz dotyczące nowych zasad notacji brajlowskiej.

Marta Zielińska to wybitna przedstawicielka nielicznej grupy ludzi, którzy poświęcili dziesiątki lat swojego życia, osobiste zdolności i siły, a także rozliczne kontakty w kraju i zagranicą, by pomagać niewidomym. Została odznaczona Srebrnym Krzyżem Zasługi.

Jej życiorys jest w dużym stopniu typowy dla osób, które urodziły się przed wojną, we Lwowie oraz ucierpiały od represji ze strony władz PRL w roku 1968. Właśnie w ich wyniku, razem z mężem byli zmuszeni do wyjazdu z kraju. Osiedlili się w Anglii. Stąd też podwójne obywatelstwo obojga małżonków – polskie i brytyjskie. Jest wdową po wybitnym ekonomiście śp. Januszu Gedyminie Zielińskim (januszgzielinski.pl – w obronie dobrego imienia), dla którego była nie tylko najbliższą osobą, ale także współpracownikiem. Po jego śmierci zdecydowała się powrócić do kraju. Po powrocie odświeżyła kontakty z osobami pracującymi dla dobra niewidomych, zainicjowane jeszcze w młodości, na przełomie lat 50. i 60. Po śmierci męża, zaangażowanie się w pomoc osobom tak bardzo poszkodowanym przez los, było zbawienne. Rola ta stała się głównym celem i wyzwaniem życia Pani Marty. Ta działalność nie polegała jedynie na pracy etatowej, lecz na zaangażowaniu przez cały czas, z czego skorzystało wiele setek, a być może tysięcy uczniów niewidomych i słabowidzących, jak również dorosłych niewidomych – pracujących w zakładzie oraz absolwentów tego ośrodka.

Formalnie pracowała w Towarzystwie Opieki nad Ociemniałymi w Laskach w latach 1981 – 1999. Była główną współpracowniczką śp. Zofii Morawskiej, pierwszej w Polsce kobiety odznaczonej Orderem Orła Białego. Mimo zakończenia formalnej współpracy z Towarzystwem, pracuje społecznie na rzecz tego Towarzystwa i niewidomych do tej pory. Była członkiem władz tego Towarzystwa. Jest bliskim współpracownikiem Tadeusza Potworowskiego, prowadzącego w Anglii fundację Found for the blind of Laski. Jest jej przedstawicielką w Polsce, powiernikiem Zarządu tej organizacji. Współpracowała ze Stanleyem Świderskim, założycielem i prezesem Nowojorskiego Komitetu Pomocy Niewidomym w Polsce oraz była członkiem Komisji Rewizyjnej stworzonej przez tę fundację jej polskiego odpowiednika – Fundacji Pomocy Niewidomym w Polsce.

Jest zaangażowanym działaczem Prawa i Sprawiedliwości. Od lat współdziała z wybitnymi przedstawicielami Solidarności i Kościoła. W Stanie Wojennym była współpracownikiem Prymasowskiego Komitetu Pomocy Internowanym na Piwnej. Należy podkreślić, iż klasztor na Piwnej od wielu lat opiekuje się niewidomymi i jest związany z Laskami. Marta Zielińska pracuje także na rzecz kontroli wyborów parlamentarnych i samorządowych.

Na co dzień – jest niebywałym człowiekiem: bardzo religijna, oczytana, zna wielu wybitnych intelektualistów, z którymi współpracuje z sukcesami, jest przez nich bardzo ceniona, zaangażowana politycznie i społecznie. Podejmuje się wykonania trudnych misji, nie tylko dla niewidomych, także dla kościoła i środowisk patriotycznych.

Janusz Mirowski – wolontariusz, Członek Rady Patronackiej Fundacji Szansa dla Niewidomych, IDOL XXV-lecia tej organizacji, Członek Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach, został odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi. Związany ze środowiskiem „od urodzenia” – jego śp. matka (dyrektor Biblioteki Centralnej Polskiego Związku Niewidomych) była niewidoma. Jest z wykształcenia dziennikarzem specjalizującym się w komunikacji społecznej oraz IT. Swoje całe dorosłe życie poświęcił służbie niewidomym i ich bliskim. Jest generalnym dyrektorem w firmie tyfloinformatycznej, ekspertem w dziedzinie rehabilitacji, dostępności zarówno stron internetowych, jak i obiektów użyteczności publicznej, specjalistycznych wydawnictw. Współpracuje z wieloma poważnymi instytucjami, m.in.: PFRON, MEN, MAC, MIR, MKIDN oraz producentami związanymi z dziedziną niwelowania skutków inwalidztwa wzroku na całym świecie: Freedom Scientific, Optelec, Perkins, Index. Uczestnik międzynarodowych wystaw i konferencji: CSUN San Diego, SightCity Frankfurt, Sight World Tokio, Vision Melbourne, Reatech Sao Paulo, Techshare New Delhi. Dzięki swojej wiedzy i kontaktom zagranicznym doprowadził do dostosowania do potrzeb osób niepełnosprawnych kilkudziesięciu obiektów publicznych oraz przeprowadzenia szkoleń dla tysięcy osób.

Współpracuje z naukowcami, rehabilitantami, menadżerami oraz działaczami w dziedzinie rehabilitacji osób niepełnosprawnych wzroku w wielu krajach, m.in.: Nurit Neustadt-Noy z Izraela, Tobias Winnes z Niemiec, Jim Pors i Jan Bloem z Holandii, Dan Gardner z USA, Román Suárez z Meksyku, Gordon Hudek z Kanady, Raed Shehada z Arabii Saudyjskiej, Bjorn Lofsted ze Szwecji.

Janusz Mirowski bierze udział w najważniejszych projektach Fundacji Szansa dla Niewidomych: Konferencja REHA FOR THE BLIND IN POLAND, Tyflobus, Kwartalnik Help, Nowocześnie Zrehabilitowani Niewidomi, audyt stron internetowych i obiektów. Współautor pionierskiej publikacji o audiodeskrypcji „Świat Opisywany Dźwiękiem”.

Jako współtwórca hasła „Widzieć więcej”, stara się wcielić to hasło w życie.

Zrealizowane przez Pana Mirowskiego projekty:

Niewidomi biznesmeni – czas na własną firmę

Wirtualna Warszawa

Mazowsze dostępne dla wszystkich! – Raport audytorski

Udostępnienie Lotniska Chopina w Warszawie – pierwszy etap

Dostosowanie Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku

Tyflografika w urzędach dzielnicy w Warszawie

Wyspa Młyńska w Bydgoszczy także dla niewidomych i wiele innych.

Jolanta Kaufman to wybitna, niemal niewidoma śpiewaczka sopranistka. Została odznaczona Srebrnym Krzyżem Zasługi.

Debiutowała jako solistka podczas III Międzynarodowego Festiwalu Chórów Chłopięcych w Poznańskiej Filharmonii w lutym 1983 roku. Jest laureatką Ogólnopolskiego Konkursu Moniuszkowskiego w Warszawie.

Podstawową wiedzę muzyczną i kulturę wokalną zdobyła już w Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Dzieci Niewidomych w Laskach, w którym przebywała od dzieciństwa. Później ukończyła studia na Wydziale Wokalnym Poznańskiej Akademii Muzycznej w klasie Prof. Ireny Winiarskiej, uzyskując dyplom z wyróżnieniem.

Specjalizuje się w wykonawstwie dzieł oratoryjnych i kantat. Prowadzi działalność koncertową na terenie całego kraju i za granicą, popularyzując dzieła kompozytorów polskich i obcych: od francuskiego i angielskiego Baroku, aż po kompozycje współczesne. Brała udział w licznych zagranicznych tournée po krajach europejskich, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Australii.

Dokonała nagrań radiowych, telewizyjnych i płytowych, m.in. z pieśniami Józefa Elsnera i Stanisława Moniuszki, utworami sakralnymi kompozytorów polskich, pieśniami starocerkiewnymi oraz najpiękniejszymi polskimi kolędami. Wykonywała dzieła oratoryjne największych kompozytorów, m.in.: Jana Sebastiana Bacha: Pasję wg. Św. Jana, Wielką Mszę h-moll, Magnificat i liczne kantaty; Wolfganga Amadeusza Mozarta: Requiem d-moll, motet solowy Exsultate jubilate i Mszę Koronacyjną; Missa Brevis Josepha Haydna; Ein Deutsches Requiem Johannesa Brahmsa i Requiem Gabriela Fauré. Jest znana dzięki recitalom pieśni polskich, niemieckich, angielskich, francuskich, z towarzyszeniem fortepianu, klawesynu oraz różnych zespołów kameralnych.

Od lat zajmuje się działalnością pedagogiczną. Prowadzi zajęcia emisji głosu w chórze akademickim Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, kierowanym przez wybitnego organistę i dyrygenta Michała Dąbrowskiego. Wspólnie z nim koncertowała w kościołach polskich i poza granicami kraju.

Jacek Kwapisz to wybitny rehabilitant i wychowawca, wieloletni współpracownik Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach, gdzie wychował i usamodzielnił życiowo wiele pokoleń niewidomych uczniów. Został odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi.

Jest autorem i współautorem wielu poradników rehabilitacyjnych, a także nauczycielem orientacji przestrzennej oraz wychowania fizycznego. Prowadził wiele obozów turystycznych i sportowych. Jest współzałożycielem Fundacji Szansa dla Niewidomych, w której był pierwszym Prezesem Zarządu, a następnie wieloletnim Przewodniczącym Rady Fundatorów. Jako pedagog i wychowawca chętnie dzieli się zdobytą wiedzą, również już po przejściu na emeryturę zawodową.

W czerwcu 1980 r. uzyskał tytuł magistra pedagogiki specjalnej w zakresie specjalizacji „Rewalidacja niewidomych i niedowidzących” w Wyższej Szkole Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie. Wcześniej, w 1979 r. ukończył Kurs dla Instruktorów Orientacji Przestrzennej i Samodzielnego Poruszania się Niewidomych, prowadzony przez prof. Stanleya Suterko z West Michigan University. Kwalifikacje zawodowe podnosił podczas studiów podyplomowych: w 1998 r. w zakresie Administracji na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego oraz w 2008 r. w zakresie Organizacji i Zarządzania Oświatą w Centrum Kształcenia Podyplomowego Wyższej Szkoły Handlu i Prawa im. Ryszarda Łazarskiego w Warszawie.

Całą swoją karierę zawodową poświęcił działalności na rzecz dzieci, młodzieży i dorosłych z niepełnosprawnością wzroku. W latach 1984-1985 był starszym wykładowcą w Wyższej Szkole Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie, gdzie prowadził zajęcia w zakresie orientacji przestrzennej i samodzielnego poruszania się niewidomych. W 1969 r. związał się zawodowo na długie lata z Ośrodkiem Szkolno-Wychowawczym dla Dzieci Niewidomych im. Róży Czackiej w Laskach Warszawskich. W latach 1969-1992 pracował tam jako wychowawca, nauczyciel i rehabilitant. Od października 1992 r. do kwietnia 2007 r. pełnił funkcję wicedyrektora departamentu i głównego wizytatora ds. kształcenia uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi w Ministerstwie Edukacji Narodowej. W 2002 r. uzyskał stopień nauczyciela dyplomowanego. Rola pedagoga od zawsze była jego powołaniem, więc w 2007 r. wrócił do pracy pedagogicznej w Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Dzieci Niewidomych w Laskach, aż do przejścia na emeryturę w 2016 r. W tym okresie nauczał orientacji przestrzennej dzieci niewidome w różnym wieku, pracował także z rodzicami dzieci niewidomych (ćwiczenia w symulatorach, wsparcie w problemach wychowawczych, wyborze zabawek i problemach domowych). Prowadził zajęcia ze studentami podczas praktyk i prezentacji zajęć. Był również członkiem Zespołu Wczesnego Wspomagania Rozwoju Niewidomego i Słabowidzącego Dziecka.

W roku 1996 prowadził zajęcia orientacji przestrzennej dla nauczycieli na Litwie. Przez siedem lat, w czasie wakacji, pracował jako wolontariusz z dziećmi niewidomymi i ich rodzicami oraz nauczycielami na Ukrainie.

Krzysztof Kulik został odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi. Od wielu lat zajmuje się nowoczesnymi rozwiązaniami i technologiami dedykowanymi osobom z niepełnosprawnością wzroku. Jego babcia i inni członkowie najbliższej rodziny są niewidomi. Zapewne również ten fakt zainspirował go do poświęcenia swojej pracy zawodowej tej tematyce. W życiu pozazawodowym na co dzień pomaga wielu osobom niewidomym, m.in. jako wolontariusz Fundacji Szansa dla Niewidomych oraz Polskiego Związku Niewidomych.

Krzysztof Kulik pełni funkcję dyrektora innowacyjnego działu tyflografiki i brajlowskiej drukarni w spółce Altix (firmie założonej przez niewidomych informatyków dla niewidomych), która od 28 lat oferuje rozwiązania dla osób z niepełnosprawnością wzroku. Jest absolwentem studiów inżynierskich na kierunku Zarządzanie Systemami Informacyjnymi w Warszawskiej Wyższej Szkole Informatyki oraz studiów magisterskich na kierunku E-biznes na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego.

Mimo tak młodego wieku, posiada 18-letnie doświadczenie w dziedzinie nowoczesnej rehabilitacji osób niewidomych i słabowidzących. Jest wybitnym projektantem w dziedzinie projektowania uniwersalnego przestrzeni publicznej i współtwórcą rozlicznych rozwiązań dla kreowania przyjaznego świata dla osób niepełnosprawnych: autor wzoru użytkowego „SoundBox” – urządzenia udźwiękawiającego przestrzeń, współtwórca koncepcji Multimedialnego Terminala Informacyjnego nagrodzonego Godłem „Teraz Polska” za rok 2017, pomysłodawca i projektant uniwersalnego modułu elektronicznego wykorzystywanego w terminalach informacyjnych i urządzeniach udźwiękawiających, pomysłodawca i projektant aplikacji mobilnej Your Way na smartfony – nawigacji dla niewidomych. Jest także autorem artykułów popularno-naukowych opisujących najnowsze technologie wykorzystywane do udostępniania przestrzeni.

Wśród swoich osiągnięć zawodowych na swoim koncie ma przystosowanie wielu obiektów użyteczności publicznej, w tym: Metro Warszawskie, budynki wszystkich Wydziałów Obsługi Mieszkańców Urzędu m.st. Warszawy, Muzeum Pana Tadeusza we Wrocławiu, Muzeum Papiernictwa z Dusznikach Zdroju, Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, budynków PKP w Warszawie, Katowicach, Częstochowie, Szczecinie, Lublinie, Toruniu, Bydgoszczy. Oprócz działalności krajowej realizuje też dostosowania obiektów poza granicami Polski, m.in. przystosowanie uczelni wyższej w Arabii Saudyjskiej oraz dostosowania obiektów m.in. w Norwegii, Rumunii, Rosji.

Ilona Nawankiewicz została odznaczona Srebrnym Krzyżem Zasługi. Jest specjalistką w dziedzinie tyflorehabilitacji, sama bardzo słabo widzi. Od niemal 15 lat z ogromnym zaangażowaniem i poświęceniem wspiera niewidomych i niedowidzących oraz wpływa na mentalność lokalnego społeczeństwa, stopniowo zmieniając postrzeganie możliwości i potrzeb niewidomych ze szczególnym uwzględnieniem miasta Opola i województwa opolskiego. Będąc tzw. resztkowcem, z bardzo dobrymi wynikami ukończyła studia wyższe i uzyskała tytuł magistra na wydziale historyczno-pedagogicznym Uniwersytetu Opolskiego na kierunku Pedagogiki opiekuńczej i pracy socjalnej.

Ukończyła liczne kursy i szkolenia podnoszące kwalifikacje, m.in. uzyskała uprawnienia asystenta osoby niewidomej. W 2004 r. była założycielem tyflopunktu Fundacji Szansa dla Niewidomych w Opolu – pierwszego tego typu pozawarszawskiego punktu konsultacyjnego w kraju, który do dnia dzisiejszego integruje, wychowuje i aktywizuje niewidomych z tamtego regionu. Koordynowała szereg projektów aktywizujących społecznie i zawodowo osoby z dysfunkcją wzroku, w tym projekty centralne, takie jak „Dotrzeć do celu”, „Niewidomi biznesmeni – czas na własną firmę” czy „Kwalifikacje drogą do pracy” oraz projekty o charakterze lokalnym, m.in.: „Muzeum Śląska Opolskiego wreszcie otwarte dla niewidomych”, „Radość z życia to przywilej nas wszystkich – niecodzienna inicjatywa w Opolu” czy też „Dotknij pięknej Opolszczyzny” (pierwszy w regionie przewodnik turystyczny dedykowany niewidomym, wydany w brajlu i druku transparentnym). Ponadto realizowała liczne projekty o charakterze szkoleniowym bezpośrednio skierowane do niewidomych, ale również do wolontariuszy, rodzin i osób zajmujących się zawodowo bądź społecznie pomocą niewidomym. Dzięki niej niewidomi oraz szeroko pojęte otoczenie niewidomych, wszyscy, którzy chcą mieć wpływ na poprawę jakości życia tych osób, mają niebywałą okazję poznać najnowsze rozwiązania technologiczne, zmienić swój los poprzez aktywność zawodową i formy spędzania czasu wolnego.

Realizując powyższe działania stale współpracuje z lokalnymi organizacjami pozarządowymi oraz z administracją publiczną na szczeblu samorządowym oraz z lokalnymi mediami. W ten sposób zagadnienia dotyczące sytuacji tego środowiska trafiają do szerokiego grona odbiorców, a osoby mające głos decyzyjny w sprawach niepełnosprawnych mogą efektywnie wspierać tę grupę obywateli.

W tym roku weszła w skład Opolskiej Rady Działalności Pożytku Publicznego. Jest prekursorem w zakresie dostosowania przestrzeni publicznej do możliwości niewidomych, m.in. Muzeum Śląska Opolskiego, Muzeum Wsi Opolskiej, Opolskiego Zoo. Za swoje działania została nagrodzona statuetką IDOLA i awansowana na kierownika merytorycznego wielu tyflopunktów.

Mój przyjaciel koń

Z koniem po raz pierwszy zetknęłam się w dzieciństwie. Była to miłość od pierwszego wejrzenia.

Pokochałam miękki i ciepły pysk i długą grzywę.

Koń stał się dla mnie symbolem sprawności i samodzielności. Zawsze, gdy udało mi się wskoczyć, wpełznąć czy wdrapać się na koński grzbiet, mój świat zamieniał się w raj. Znikają troski i codzienne zmaganie się z niepełnosprawnością, koń jest wszystkim.

Tak zawsze mówię o mojej pasji jeździeckiej.

Jak ważna jest hipoterapia ze względów zdrowotnych, piszą różni specjaliści. W medycynie ta gałąź rehabilitacji staje się co raz bardziej popularna.

Jednak co koń może zrobić dla osoby niewidomej?

Odmienić świat, nauczyć cierpliwości i konsekwencji w postępowaniu. Koń nie ruszy, dopóki nie otrzyma prawidłowego sygnału łydką i krzyżem.

Moim profesorem hipoterapii był polski konik o imieniu Miś.

Cierpliwy i łagodny koń, którego mogłam sama szczotkować i przygotowywać do jazdy. Nawet raz pojechałam na nim w teren do lasu.

Miś stał cierpliwie i czekał, aż go wyszczotkuję, zawsze przy zakładaniu ogłowia kładł mi głowę na ramieniu. Na pierwszej jeździe instruktorka pokazała mi jak koń wygląda. Mogłam dotknąć go w każdym miejscu.

Co mi to dało?

Duże poczucie bezpieczeństwa i wiedzę o wielkości zwierzęcia.

Od tamtych zajęć jeździłam już na wielu koniach. Były to zwierzęta duże i małe, spokojne i nerwowe, ale zawsze reagowały na moje zachowanie. Koń nie jest zwierzęciem zaprogramowanym do chodzenia, on czuje i odbiera nasze emocje na podstawie naszego głosu, sposobu poruszania się, tego jak siedzimy.

W przypadku osoby niewidomej trudno jest mówić o całkiem samodzielnej jeździe, ale przy pomocy kreatywnego instruktora można wiele zdziałać. Spotkałam się z ujeżdżalnią, gdzie ścieżka była wyłożona płytkami i było słychać jak koń stuka kopytami. Miałam go prowadzić po tej ścieżce. Można też jeździć w tzw. zastępie, gdzie koń idzie jeden za drugim. Na pierwszym koniu siedzi osoba widząca. W przypadku nauki jazdy konnej świetnym rozwiązaniem jest lonża, która utrzymuje konia na odpowiedniej trasie. Mnie uczono, że nieważne czy się widzi czy nie, to przy koniu podstawą jest spokój i rozwaga. Nie drażnimy konia głośnym krzykiem, nie ciągniemy za ogon.

Dla osoby niewidomej niesłychanie ważny w jeździe konnej jest dosiad. Nie widzimy co koń robi, musimy to wyczuć.

Najważniejsze na początku jazdy jest wyczucie ruchów zwierzęcia i ich odwzorowywanie. Człowiek staje się jakby przedłużeniem konia.

Dla osób z niepełnosprawnością ruchową ruchy konia są potrzebne do prawidłowego poruszania się, w przypadku osoby niewidomej nie tylko rozwijają fizycznie mięśnie, ale i przekazują nastrój konia.

Siedząc w siodle mogę wyczuć czy koń jest chętny do pracy, czy coś go zainteresowało, jak obraca głową, czy macha ogonem.

Współpraca z koniem dawała mi zawsze poczucie wolności i spokoju. Te wspaniałe i piękne zwierzęta stwarzają warunki do budowania w sobie wiary we własne umiejętności i oczywiście dają mnóstwo przyjemności.

Każdemu życzę takiego wspaniałego przeżycia jak jazda konna. Nie zapominajmy też o spadaniu. To uboczne skutki jazdy. Pamiętam zajęcia, na których spadłam pięć razy. Do domu wróciłam cała w piasku i ledwo się ruszałam, ale nie żałuję.

Fundacja Tyflologika

Twórcą fundacji i jej prezesem jest Pan Łukasz Kozłowski – tyflopedagog, wieloletni nauczyciel i wychowawca w ośrodku w Owińskach. Jednym z podstawowych założeń fundacji jest działanie wewnątrz środowiska osób niepełnosprawnych. Zarówno twórca, jak i pracownicy fundacji są osobami niepełnosprawnymi. Dzięki temu oferta naszej fundacji ma nie tylko walor edukacyjny, ale także rewalidacyjny. Osoby korzystające z naszych usług nie tylko otrzymują potrzebny im zasób wiedzy, ale też mogą osobiście przekonać się, że osoba niepełnosprawna może być samodzielna życiowo i pracować z pożytkiem dla siebie i innych. Pracując z osobami niepełnosprawnymi czy zagrożonymi wykluczeniem społecznym, możemy opierać się zarówno na wiedzy teoretycznej, jak i na doświadczeniach osobistych, co z całą pewnością jest sporym atutem naszej fundacji. W naszej ofercie znajdują się różnego rodzaju szkolenia językowe, dotyczące języka angielskiego i niemieckiego na wszystkich poziomach edukacyjnych. Oferujemy także szkolenia komputerowe z zakresu ECDL, bezpieczeństwa w sieci, a także szkolenia dla instytucji edukacyjnych i naukowych z zakresu tworzenia dostępnych treści e-learnigowych zgodnie ze standardem WCG 2.0.

Kolejną dziedziną naszej działalności jest pomoc w zakresie zakupu niezbędnych urządzeń elektronicznych potrzebnych w codziennym życiu osoby niepełnosprawnej. Zakupy te mogą być realizowane w ramach programów współfinansowanych przez PFRON lub indywidualnie. W naszej ofercie znajdują się także specjalistyczne szkolenia z zakresu obsługi zakupionego sprzętu.

Nasza fundacja w postępowaniu z klientami stara się zawsze działać w sposób kompleksowy i zindywidualizowany. Zanim rozpoczniemy współpracę, dokonujemy wspólnej oceny potrzeb klienta, tak, aby maksymalnie zaspokoić jego potrzeby. Zgodnie z uzyskanymi informacjami opracowujemy program kursu uwzględniając jego częstotliwość, jakiej oczekuje kursant oraz poziom trudności.

Podobnie w przypadku osoby zainteresowanej zakupem sprzętu: najpierw dokonujemy oceny potrzeb klienta, następnie proponujemy sprzęt mogący zaspokoić jego oczekiwania. Jeśli zakup jest współfinansowany przez PFRON, pomagamy w złożeniu wniosku, zgromadzeniu załączników oraz monitorujemy jego rozpatrywanie. Następnie dostarczamy sprzęt i dokonujemy jego personalizacji, a w razie potrzeby szkolimy w jego obsłudze.

Zgodnie z nazwą fundacji nasza oferta skierowana jest głównie do osób niewidomych i niedowidzących. Specjalnie z myślą o ich potrzebach dysponujemy specjalistyczną, certyfikowaną pracownią komputerową wyposażoną w oprogramowanie udźwiękawiające i powiększające. Posiadamy drukarkę brajlowską oraz zbiór przygotowanych materiałów edukacyjnych.

Oferujemy także masaże lecznicze i rehabilitacyjne. Dysponujemy wyposażonym gabinetem masażu. Z naszej oferty skorzystać mogą inni klienci – w ten sposób wspierają rewalidację osób niepełnosprawnych.

Gala Jesteśmy razem oczami beneficjentów

Za nami kolejna odsłona Konferencji REHA FOR THE BLIND IN POLAND. W tym roku przygotowaliśmy dla naszych beneficjentów trzy dni wypełnione po brzegi atrakcjami: koncert na Torwarze, wystawa sprzętu rehabilitacyjnego, Gabinet Dźwięku i Dotyku czy prezentacja filmów z audiodeskrypcją. A to wszystko, by zintegrować środowisko osób słabowidzących i niewidomych. Chcieliśmy także wzbudzić zainteresowanie społeczeństwa. Pokazać, że osoby niepełnosprawne nie zamykają się w swoich domach, lecz chcą aktywnie uczestniczyć w życiu publicznym i kulturalnym Polski.

Konferencja minęła, lecz pozostały pytania czy osiągnęliśmy to, co założyliśmy przy organizacji tego wydarzenia. Czy główne hasło Gali: „My nie widzimy nic, a Wy – czy widzicie nas?” zapadło w pamięci naszych beneficjentów, ich rodzin oraz całego społeczeństwa. Porozmawiam o tym z obecną na Konferencji Aleksandrą Lanckorońską. Zapytam ją o wrażenia z Gali Jesteśmy razem Koncert Pełen Emocji i Empatii, który odbył się 16 października.

Gabriela Rubak: Witam, uczestniczyła Pani w tegorocznej Gali organizowanej w ramach konferencji REHA FOR THE BLIND IN POLAND . Proszę powiedzieć co wywarło na Pani największe wrażenie?

Aleksandra Lanckorońska: Na mnie największe wrażenie wywarł występ Katarzyny Cerekwickiej, która porwała publiczność . Ponadto bardzo podobał mi się sposób prowadzenia Gali przez znanego dziennikarza – Krzysztofa Ziemca. Co istotne, podczas koncertu można było posłuchać występów artystów reprezentujących różne gatunki muzyczne. Niewątpliwie każdy znalazł coś dla siebie. Myślę, że to ważne, gdyż gusta muzyczne bywają bardzo zróżnicowane.

G. R.: Kiedy usłyszała Pani, że Fundacja Szansa dla Niewidomych ma zamiar zorganizować taki koncert, to jakie miała Pani oczekiwania?

A. L.: Pomyślałam, że to bardzo fajna inicjatywa. Jechałam z nastawieniem, że będę się dobrze bawić, a przy okazji będę miała możliwość zapoznania się ze specjalistycznym sprzętem. Bardzo ważne dla mnie było również spotkanie innych niewidomych i słabowidzących z całej Polski. Była to niepowtarzalna okazja, aby posłuchać znanych artystów, którzy reprezentowali naprawdę wysoki poziom artystyczny. Podobała mi się formuła prezentacji zwycięzców w konkursie IDOL. Były to bardzo ciekawe kilkuminutowe nagrania, które w sposób niezwykle interesujący przedstawiały laureatów. Konkurs IDOL pokazuje, że nie tylko w Warszawie są osoby, które działają na rzecz niewidomych i niedowidzących. Były bowiem nominowane osoby z całego kraju. Uważam, że jest to bardzo słuszna inicjatywa, która pokazuje, że niepełnosprawność nie musi być barierą nie do pokonania.

G. R.: Mówi Pani o samych superlatywach. Proszę jednak powiedzieć: co by Pani zmieniła, ulepszyła?

A. L.: Mówię o samych superlatywach, gdyż koncert naprawdę mi się podobał. Jedyną rzeczą, którą bym zmieniła, był czas jego trwania. W mojej ocenie był troszkę za długi, ale może mówię tak, gdyż byłam zmęczona po podróży z Kielc do Warszawy.

G. R.: Czy Pani zdaniem Fundacja powinna kontynuować organizowanie tego typu przedsięwzięć?

A. L.: Niewątpliwie uważam, że tak, gdyż jest to okazja do wyjścia z domu, spędzenia czasu w sposób inny niż zazwyczaj, bo przecież nie każdy ma możliwość wyjazdu do stolicy i uczestniczenia w takim koncercie, gdzie oprócz dobrej zabawy, integracji, można „posmakować kultury”. Myślę, że gdyby Fundacja nie zorganizowała tej Gali, to wielu niewidomych nie miałoby możliwości, a także okazji przeżycia czegoś tak niezwykłego, choćby ze względów finansowych.

G. R. Proszę powiedzieć jak ocenia Pani pracę wolontariuszy podczas Gali? Czy byli pomocni?

A. L.: Osobiście nie korzystałam z pomocy wolontariuszy, ponieważ wcześniej poprosiłam o pomoc moją słabowidzącą koleżankę. Jednakże kilku moich niewidomych znajomych, którzy przyjechali na Galę z grupą świętokrzyską, korzystało z pomocy wolontariuszy, którzy chętnie udzielali wskazówek, pomagali w odnalezieniu wcześniej wyznaczonego miejsca. W mojej ocenie wolontariusze obecni na Gali byli zaangażowani i chętnie pomagali.

G. R.: Gala to nie tylko koncert, to także wystawa sprzętu specjalistycznego. Pani Aleksandro, proszę powiedzieć, co się Pani najbardziej podobało na wystawie?

A. L.: Uważam, że wystawa sprzętu podczas Gali była niezwykle ciekawa. Dzięki temu, że nie było zbyt wielu stoisk, można było spokojnie wszystko obejrzeć i otrzymać odpowiedzi na niemal wszystkie nurtujące pytania. Pierwszą rzeczą, która zwróciła moją uwagę, była uniwersalność tej wystawy, np. stoisko iWorld Service – produkty firmy Apple są przecież dla wszystkich, nie tylko dla niewidomych czy słabowidzących. Podobna sytuacja jest z dotykowymi grafikami, które pokazywano na stoisku Fundacji Szansa dla Niewidomych. Rysunki wyglądają „ładnie”, przy okazji są wypukłe, więc dostępne dla wszystkich. Podobało mi się również stoisko firmy InsideVision, na którym prezentowano niezwykle interesujący produkt – InsideOne.

G. R.: Proszę powiedzieć jak Pani zdaniem miejsce, w którym odbył się koncert, wpłynął na jego odbiór?

A. L.: Torwar to niewątpliwie niezwykłe miejsce, bardzo duży obiekt, który onieśmiela swoją potęgą. Możność przebywania w takim miejscu była dla mnie ciekawym i nowym doświadczeniem. Koncert w takim miejscu to na pewno duży prestiż.

G. R.: Czy Pani zdaniem podczas koncertu wybrzmiało hasło: My nie widzimy nic, a Wy – czy widzicie nas?

A. L.: Myślę, że tak. W szczególności było to widoczne podczas stand up’u Błażeja Krajewskiego, z którym gościnnie wystąpił niewidomy kielczanin Wojtek Makowski. Hasło to niewątpliwie wybrzmiało również podczas konkursu IDOL.

G. R.: Jak ocenia Pani ogólną organizację dojazdu i powrotu z koncertu?

A. L.: Uważam, że dojazd i powrót z koncertu był bardzo dobrze zorganizowany, mimo że było nas naprawdę dużo, bo ponad 80 osób. Dużym plusem był fakt, iż grupa kielecka miała do dyspozycji własne autokary, które bezpiecznie przetransportowały nas z hotelu na Torwar i z powrotem.

G. R.: Pani Aleksandro, bardzo dziękuję za podzielenie się swoimi wrażeniami z Gali Jesteśmy razem oraz za cenne uwagi. Do zobaczenia na kolejnej konferencji.

Sztuka nie zna barier

Nieubłaganie zbliża się koniec roku, a co za tym idzie koniec realizowanego przez nas projektu „Sztuka nie zna żadnych barier – oferta Galerii Arsenał dla osób z niepełnosprawnością wzroku i słuchu” który otrzymał dofinansowanie MKiDN w ramach programu „Kultura dostępna”. Właściwie to dzięki temu wsparciu mogliśmy podjąć aż tyle działań mających na celu udostępnienie naszej oferty; zarówno wystawienniczej, jak i edukacyjnej osobom, które na co dzień mają utrudniony dostęp do kultury. W jego ramach nawiązaliśmy współpracę partnerską z dwiema prężnie działającymi organizacjami pozarządowymi, które zajmują się pomocą i wsparciem dla osób z niepełnosprawnością wzroku i słuchu. To Fundacja Szansa dla Niewidomych – oddział/tyflopunkt w Białymstoku i Stowarzyszenie Pomocy Niesłyszącym MIG-iem.

Współpraca przebiegała tak, jak to sobie wyobrażałyśmy. Wspieraliśmy się i pomagaliśmy sobie nawzajem. Wiemy, że wiele instytucji chcących działać w sferze dostępności boryka się z problemem dotarcia do osób, dla których przygotowują swoją ofertę. Okazuje się, że to trudne zadanie; mimo dobrych chęci, wykwalifikowanej kadry, niekiedy posiadania profesjonalnego sprzętu, niemożność dotarcia do odbiorców oferty powoduje, że wiele wspaniałych działań nie dochodzi do skutku i nie udaje się „spotkać” widza z instytucją. Traci na tym i instytucja, i potencjalny odbiorca. Dlatego postawiłyśmy na działanie w oparciu o możliwości Fundacji i Stowarzyszenia. Dzięki takiej współpracy, znalezieniu organizacji zainteresowanej tym, by pomóc beneficjentom dotrzeć do szerszej oferty kulturalnej, ten rok był tak owocny. Ważne, by o tym mówić. W całym kraju zaczęto zwracać uwagę na widza niepełnosprawnego, powstają audiodeskrypcje filmów, spektakli, dzieł sztuki, architektury. Instytucje stale zwiększają swoją ofertę. Kultura jest przestrzenią bez podziałów. To tu możemy spotkać się wszyscy. Mamy nadzieję, że nasi widzowie zgadzają się z nami w tej kwestii.

Rozmawiałyśmy rok temu. Działałyśmy wtedy bardzo intuicyjnie, ale jednocześnie bacznie przysłuchując się naszym widzom. Mamy poczucie, że dzięki temu nasze marzenia się spełniły.

Koniec roku to czas podsumowania tegorocznych działań. Był to bardzo intensywny dla nas czas. Dopiero w trakcie realizacji działań okazało się, jak szeroką ofertę zaplanowałyśmy. Trochę się tego obawiałyśmy, ale skoro zdecydowałyśmy się, by to robić – nie było już odwrotu. Na szczęście wszystkie osoby zaangażowane w realizację naszych działań włożyły w to dużo serca i pracy, a Dyrekcja naszej instytucji obdarzyła nas pełnym wsparciem i zaufaniem. Zorganizowałyśmy kilkadziesiąt spotkań – oprowadzań z audiodeskrypcją, podczas których „oglądaliśmy” niezliczoną ilość dzieł sztuki. I były to prace bardzo zróżnicowane: fotografie, filmy wideo, animacje, rzeźby, instalacje, rysunki. Były to spotkania w obu naszych siedzibach, które za każdym razem aranżowane były inaczej. Dzięki różnorodnym wystawom nie było szansy na nudę czy rutynę.

Przy wyborze prac do tworzenia audiodeskrypcji starałyśmy się dobrać je tak, by nasi widzowie poznawali nowe techniki, nurty, zagadnienia poruszane przez artystów. Takie spotkania to niekończące się dyskusje, pomysły, skojarzenia. Niezwykłe, jak wiele razy zostałyśmy zaskoczone refleksjami osób, które razem z nami oglądały wystawy.

Oprócz audiodeskrypcji i spotkań na wystawach odbyły się warsztaty z zaproszonymi przez nas artystami. Pod okiem Pauliny Horby podczas trzech spotkań powstały piękne formy ceramiczne nawiązujące do wzorów znanych z tradycyjnych podlaskich tkanin dwuosnowowych. Wiesław Jurkowski natomiast przybliżył uczestnikom technikę linorytu. Uczestnicy warsztatów już się dopytują o kolejne tego typu spotkania. To daje zapał do pracy!

Wspaniałe były także reakcje artystów, których prace wybierałyśmy do audiodeskrypcji. Było to dla nas miłym zaskoczeniem. Część z nich po raz pierwszy usłyszała o audiodeskrypcji, ale wszyscy podeszli do tematu i naszych działań z aprobatą i zrozumieniem. Wielokrotnie miałyśmy pełną zgodę na kontrolowane dotknięcie prac.

W trakcie tego roku wydarzały się także rzeczy niezaplanowane, spoza projektu, ale które uważamy za bardzo ważne. Udało się nam zaprezentować audiodeskrypcję jednej z prac widzącej młodzieży z jednego z białostockich liceów. Było to spotkanie ważne i dla nas, i dla nich. Młodzi ludzie nie zdawali sobie sprawy z problemów, jakie na co dzień napotykają osoby z niepełnosprawnością wzroku. A nad odbiorem dzieł sztuki przez osoby niewidzące w ogóle się nie zastanawiali. Tu mieli okazję na chwilę stanąć przed dziełem sztuki nie widząc go. Zaufać nam, pozwolić wprowadzić się do sali wystawowej z zasłoniętymi oczami, dotknąć tyflografiki. Mamy nadzieję, że zaszczepiliśmy w tej grupie młodzieży wrażliwość na potrzeby innych.

Kolejnym sukcesem i niespodziewanym prezentem od zaprzyjaźnionej Fundacji Kultury bez Barier było wspólne zorganizowanie pokazu „Powidoków” w jednym z białostockich Heliosów. Mieliśmy niemal pełną salę widzów seansu z audiodeskrypcją i napisami dla niesłyszących.

Innym sukcesem były spotkania w ramach projektu „Spytaj Białystok”, nad którym pracuje Małgorzata Jabłońska i Piotr Szewczyk – dzięki zaproszeniu do współpracy osób z niepełnosprawnością wzroku, publikacja, która ma powstać, będzie dostosowana do potrzeb niewidzących i niedowidzących. Artyści z ogromną aprobatą przyjęli propozycję współpracy z naszymi widzami i sami wyszli z pomysłem stworzenia dostępnej publikacji. Rok temu nawet o tym nie marzyłyśmy!

Najcenniejsze dla nas są właśnie te spotkania, rozmowy, żywe reakcje, dzięki którym ten rok był dla nas rokiem niekończącej się nauki. Wiemy już, co udało się bardziej, co mniej. To ciągła nauka i możliwość doskonalenia naszej oferty.

Bywały chwile lepsze i gorsze. W momentach zwątpienia jednak zawsze przypominałyśmy sobie dlaczego, a właściwie dla kogo to robimy. Okazało się bowiem, że grono osób zainteresowanych kontaktem ze sztuką rośnie. Chętnie odwiedzają Galerię Arsenał. I to właśnie dla Nich zamierzamy kontynuować nasze działania w kolejnych latach. Bo same z niecierpliwością czekamy na nasze spotkania bez barier.

Jaki bank dla niewidomych?

W zamierzchłych czasach ludzie nie znali pieniądza. Wymiana towarów odbywała się na zasadzie barteru, czyli towar wymieniano na towar. Za prekursorów pieniądza uważa się Fenicjan, którzy najprawdopodobniej zapoczątkowali erę monet. Później doszły jeszcze nominały papierowe, a kolejnym etapem ujednolicania rynku pieniądza miało być wprowadzenie euro w całej Unii Europejskiej. Obecnie proces ten został nieco zahamowany, ale transformacja pieniądza nadal trwa, bowiem przechodzimy z ery pieniądza realnego do ery pieniądza wirtualnego. Coraz częściej korzystamy z bankowości elektronicznej, rachunki opłacamy korzystając z aplikacji, a w sklepach za towary i usługi płacimy kartą debetową lub kredytową, z tak zwanego plastiku, korzystamy z niej też płacąc chociażby u dentysty, za taksówkę czy bilety do kina. Coraz mniej jest miejsc, w których można płacić tylko i wyłącznie gotówką, choć oczywiście takie się jeszcze zdarzają, by wspomnieć chociażby lokalne sklepiki, bazary z owocami i warzywami czy opłaty za jakieś mniej popularne usługi. Słowem – trudno obejść się bez posiadania konta bankowego w pakiecie z kartą debetową. Pewnie dla wytrwałych jest to możliwe, ale po co sobie komplikować życie i zamykać drogę do korzystania z udogodnień, które w obecnych czasach serwuje nam technologia i informatyzacja?

Brzmi pięknie, ale z perspektywy osoby słabowidzącej lub niewidomej wcale tak kolorowo być nie musi. Niby wybór banków jest spory, ale niestety nie wszystkie dobrze radzą sobie z przystosowywaniem swoich stron internetowych i aplikacji mobilnych dla potrzeb osób z dysfunkcją wzroku. My jako osoby niepełnosprawne, podejmując decyzję o założeniu konta w banku musimy brać pod uwagę nie tylko cechy konta, ewentualne opłaty związane z jego prowadzeniem oraz z kartą debetową, ale przede wszystkim dostępność danego banku dla naszych potrzeb. Słowem – czy przy pomocy odpowiedniego oprogramowania będziemy w stanie poradzić sobie z obsługą bankowości elektronicznej czy aplikacji mobilnej? Tak się złożyło, że miałem możliwość przetestowania dostępności usług poszczególnych banków pod kątem osób niewidomych i chciałbym podzielić się swoimi spostrzeżeniami. Zaznaczę jednak, iż są to moje subiektywne odczucia i każdy z Was – drodzy Czytelnicy – może mieć inny pogląd w tej kwestii oraz inną hierarchię banków.

Jak dla mnie prym w dostępności wiodą trzy banki, czyli Millennium, Bank Zachodni WBK i ING Bank Śląski. Moim ulubionym jest ten ostatni, bowiem ma bardzo przejrzystą i łatwą w obsłudze bankowość elektroniczną, aplikacja mobilna jest trochę chaotyczna, ale również bez większych kłopotów da się z niej korzystać. Przejrzysty interface ma WBK, w którym także nie napotkałem na większe problemy. Jeszcze lepszą aplikację mobilną ma wspomniany powyżej portugalski bank. Łatwo można w niej robić przelewy, korzystać z blika, sprawdzać stan środków na koncie etc. Dobrze działającą aplikację mobilną ma też PKO BP (w tym Inteligo), ale u tego potentata znacznie gorzej jest z dostępnością bankowości elektronicznej. Trudno było mi się odnaleźć w jej układzie, nie wszystkie funkcje też były dostępne bez posiłkowania się okiem osoby widzącej. Podobnie ma się sytuacja w T-Mobile, gdzie swobodnie mogę korzystać z aplikacji, ale wiele do życzenia pozostawia bankowość elektroniczna. Na przeciwnym biegunie znajduje się w moim rankingu Getin Bank, w którym napotkałem na problemy zarówno w bankowości elektronicznej, jak i w aplikacji. Przykładowo w tej drugiej miałem kłopot choćby z założeniem lokaty, bowiem voice over nie czytał wszystkich elementów. Według mnie słabo wypada również BGŻ BNP Paribas, z którego obsługą bankowości elektronicznej kompletnie nie mogę sobie poradzić. Aplikacja mobilna tego banku też jest dość toporna i w sumie można w niej wykonać tylko podstawowe funkcje.

Bez wątpienia bankowość elektroniczna, ale również aplikacje mobilne poszczególnych banków mogą ułatwić nam codzienne funkcjonowanie, ale czyhają na nas też niebezpieczeństwa związane chociażby z aktualizacjami aplikacji mobilnych. Wszak nie od dziś wiadomo, że lepsze jest wrogiem dobrego, a nie ma co ukrywać, że bankowi spece informatyczni nie zawsze pamiętają o potrzebach osób niewidomych, czyli by wszystkie przyciski były zaetykietowane, a aplikacja poprawnie działała z voice overem. Stąd nie raz i nie dwa zdarzyło już się, że aplikacja, która była wcześniej dostępna, nagle stawała się znacznie mniej przyjazna dla osób z dysfunkcją wzroku i trzeba było czekać na kolejną aktualizację, by coś poprawiło się na lepsze. Tak było chociażby z aplikacjami Alior Banku i mBanku.

Wciąż też problemem są mówiące bankomaty. Powoli ich liczba rośnie, ale wciąż jest ich zbyt mało, by osoby niewidome mogły bez przeszkód z nich korzystać. Co więcej – pokusiłem się o skontaktowanie się z dziesięcioma bankami i żaden z konsultantów w nich pracujących nie był w stanie podać mi listy udźwiękowionych bankomatów, co najdobitniej potwierdza, że dla banków stanowimy marginalną część klientów, których potrzeby nie są do końca realizowane. Na szczęście są coraz częściej dostrzegane, więc może w niedalekiej przyszłości doczekamy się także listy mówiących bankomatów, które na pewno ułatwiłyby nam życie. Bo o ile w swojej okolicy możemy znać miejsce, w którym stoi udźwiękowiony bankomat, o tyle w innym mieście świadomość istnienia udźwiękowionego bankomatu może nam się bardzo przydać. Jest to o tyle istotne, że tendencja w bankowości jest taka, by ograniczać funkcjonowanie oddziałów, a w nich wycofywać się z obrotu gotówką. Już większość banków wprowadziła opłaty za wpłacanie lub wypłacanie pieniędzy w oddziale. Za wykonanie takiej operacji jednorazowo można zapłacić nawet 10 zł, a po co wzbogacać banki? Wszak z reguły osoby niepełnosprawne nie są krezusami finansowymi, więc po co jeszcze dawać możliwość do zarabiania na nas bankom?

O własne pieniądze należy dbać tak samo jak walczyć o dostęp do szerokich usług bankowych, które nie we wszystkich bankach są jeszcze dla nas dostępne ze względu na nieodpowiednie dostosowanie stron internetowych czy aplikacji do naszych potrzeb. Jednak przez ostatnie lata dużo zmieniło się w tym zakresie. Miejmy nadzieję, że w kolejnych miesiącach na lepsze zmieni się jeszcze więcej, a każdy z was – drodzy Czytelnicy – będzie mógł znaleźć taki bank, który będzie mu odpowiadał zarówno pod względem oferty, jak i dostępności. Pamiętajcie też, że nie jesteście na wieki wieków przypisani do jednego banku. Jeśli coś w waszym banku zmieni się na gorsze, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby dokonać zmiany, wszak w bankowości – podobnie jak w życiu – nie może być próżni. Oferty banków się zmieniają, dostępność dla osób niewidomych również, zatem warto podążać za zmianami i wybierać najlepsze konto dostosowane do swoich indywidualnych potrzeb. Czego wam wszystkim życzę!

JAWS kontra NVDA w profesjonalnym dostępie do informacji

Profesjonalny dostęp do informacji polega na możliwości zapoznania się z informacją w taki sposób, który pozwala poprawnie zrozumieć sens tego przekazu. Profesjonalizm polega więc na:

  • przekazie bez niepotrzebnych opóźnień,
  • przekazie treści koniecznych i wystarczających do ich prawidłowego zrozumienia,
  • przekazie wolnym od dodatkowych czynności, koniecznych do uzupełnienia informacji w celu ich prawidłowego zrozumienia.

Dostęp do informacji za pomocą czytników ekranów polega na odszukiwaniu najważniejszych informacji oraz informacji z nimi powiązanych i takim ich przetworzeniu i zaprezentowaniu, by niewidomy użytkownik mógł je zrozumieć.

Różne czytniki realizują to zadanie na różne sposoby. Program JAWS prezentuje informacje z ekranu komputera w sposób naśladujący pozyskiwanie informacji przez osoby widzące. Dzięki temu niewidomi użytkownicy otrzymują zwięzłą, klarowną i kompletną informację, w której zawarte są jednocześnie treści główne i kontekstowe, uzupełniające. Komunikat jest szybki i kompletny.

Program NVDA dostęp do informacji realizuje odmiennie. Automatycznie przedstawia treść główną, natomiast informacje uzupełniające użytkownik musi samodzielnie odszukać i odczytać za pomocą dostarczanych funkcji, uruchamianych skrótami klawiszowymi.

Oba czytniki wyposażone są w wiele funkcji do ręcznego przeglądania ekranu i odczytywania zawartych na nim informacji. Jednak NVDA wymusza od użytkownika większego zaawansowania i sprawności technicznej w obsłudze. Nie każdy będzie w stanie sprawnie wykonać wszystkie czynności, by odnaleźć wszystkie potrzebne informacje.

JAWS, dając więcej możliwości wykazania się taką sprawnością, nie zmusza użytkownika do wysiłku. JAWS prezentuje informacje tak, by użytkownik nie musiał wykonywać dodatkowych czynności, by zrozumieć informacje. Pozwala też dostosować sposób prezentacji informacji tak, jak życzą sobie poszczególni użytkownicy. Takie dostosowanie wykonuje się raz i korzysta stale. Można dostosować działanie czytnika w konkretnej aplikacji, w konkretnym dokumencie lub na konkretnej stronie internetowej. NVDA w znacznie mniejszym stopniu pozwala zindywidualizować sposoby prezentowania informacji. Zmusza to użytkownika do odsłuchania wielu niepotrzebnych informacji i wykonania wielu dodatkowych działań.

Generalnie praca z JAWS polega na wykonywaniu podstawowej pracy, a nie na obsłudze czytnika. W innych czytnikach, wykonując jakąś pracę, zajmujemy się obsługą czytnika, realizując jednocześnie wykonywane zadanie.

Ważnym argumentem przemawiającym za dostępem oferowanym przez JAWS jest też oszczędność czasu. JAWS umożliwia pracę szybszą i bardziej efektywną, bez tracenia czasu i energii na dodatkowe czynności.

Braille i Chopin – bohaterowie panelu dyskusyjnego w Pałacu Kultury i Nauki

Podczas panelu dyskusyjnego, zorganizowanego przez przyjaciół z Fundacji Szansa dla Niewidomych, po raz pierwszy w życiu z nikim nie musiałem się spierać. Mogłem, co najwyżej dziękować Panu Bogu i tej Fundacji za udostępnienie mojej książki o Chopinie w wersji brajlowskiej przeznaczonej dla niewidomych.

Od dawna miałem w tym środowisku wielu przyjaciół, wielu słuchaczy, a obecnie mam także czytelników. Moje związki z niewidomymi datują się od dawna i mają charakter bardzo osobisty. W latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia moja matka prawie zupełnie straciła wzrok. Nie mogła czytać książek, co przez wiele lat było jej ulubioną rozrywką. Na naukę brajla w podeszłym wieku było już za późno, korzystała tym chętniej z nagrań kasetowych, które wypożyczała z biblioteki dla niewidomych przy ulicy Konwiktorskiej.

Mieszkałem już wówczas w Paryżu i miałem szczęście pracować w Radiu Wolna Europa, jako komentator polityczny rozgłośni. Działałem intensywnie, z trzema wejściami antenowymi dziennie. Przede wszystkim co wieczór, często z sobotami włącznie wygłaszałem komentarze w szeroko słuchanej audycji „Fakty, wydarzenia, opinie”. Nigdy już, ani ja, ani żaden inny dziennikarz radiowy nie będziemy mieli równie licznego audytorium. Wolnej Europy słuchali wszyscy. Statystyki mówią o 20 do 30 milionów każdorazowych odbiorców. Radio cieszyło się ogromnym autorytetem i miało wielką siłę rażenia. Któregoś dnia, tuż po porozumieniach Okrągłego Stołu, przejściu Polski z ustroju komunistycznego na kapitalistyczny, z własności państwowej na własność prywatną, zatelefonowała moja matka z alarmującą wiadomością: – Biblioteka Związku Niewidomych ma zostać zlikwidowana! Zasięgnąłem języka u naszych warszawskich informatorów. Rzeczywiście. Jakiś nowy kapitalista, zapewne wczorajszy działacz partyjny zapragnął wejść w posiadanie pałacyku przy Konwiktorskiej. Solidnie udokumentowany, poświęciłem aferze w nadchodzących dniach dwa komentarze interwencyjne. Moje wystąpienie w programie „Fakty, wydarzenia, opinie” trwało siedem do ośmiu minut. Prawdziwa audycja radiowa. Podziałało. Wygraliśmy. Decyzja o likwidacji została cofnięta. Prezes Związku Niewidomych przysłał list dziękczynny do mego dyrektora, pana Leszka Gawlikowskiego z prośbą o taśmy z nagraniami.

W wiele lat później w Gdańsku, po prapremierze „Przedpiekla sławy” w Sopocie, moja żona, Marysia zwróciła mi uwagę na zdumiewającą książkę z planami Dworu Artusa wydaną w systemie brajlowskim, z pięknymi wypukłymi ilustracjami. Spisała referencje. Na kiedyś, jak powiedziała. Byłem więc zachwycony, kiedy w Radiu Wnet, w Warszawie los zetknął mnie niespodziewanie z inicjatorem wydania, które obudziło mój podziw, z panem Markiem Kalbarczykiem. Marysia wspomniała o Dworze Artusa. „A, to my !” wykrzyknął Prezes. Poznałem krzepkiego mężczyznę, kipiącego energią i obdarzonego talentem jasnego formułowania myśli. Mówiłem wtedy w Radiu Wnet o losach mojej książki o Chopinie. Opinia profesora Andrzeja Nowaka, że jest to „książka fenomenalna”, nie była jeszcze wówczas sformułowana, ale kilku innych uczonych uniwersyteckich – profesorów historii wypowiedziało się publicznie o „Przedpieklu sławy” z entuzjazmem. Kalbarczyk zainteresował się książką i postanowił ją wydać w systemie brajlowskim. Natychmiast zdecydowałem prawa autorskie przekazać wydawnictwu bezpłatnie. Do akcji włączyła się Marysia sugerując książkę ilustrowaną. Pracowała nad tym już dawno, w Cité des Sciences w Paryżu, gdzie w jej mediatece trzydzieści lat temu powstała pierwsza we Francji „Salle Louis Braille”. Popchnęła więc energicznie sprawę i służyła wielokrotnie pomocą wydawcom z Szansy. Co Kalbarczyk postanowił, to zostało wykonane – powiedziałem w Pałacu Kultury, dodając: „teraz jestem oto tutaj z wami, a przede mną leżą tomy książki, której nie mogę przeczytać, ale mogę dotknąć tych pięknych stronic, które się czyta dotykiem”.

W dyskusji, pan Marek Bykowski, były kanclerz Uniwersytetu Muzycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawie na Okólniku dodał informacje dotyczące wydanej książki, których ja, przez skromność, nie uwzględniłem. Zabierając głos, dr Bykowski podkreślił, że „Przedpiekle sławy” zawiera arcyważne dla szopenologii ustalenia. Odkrycie koncertu, który zapoczątkował paryską, ergo światową karierę kompozytora zmienia całkowicie perspektywę życia i twórczości naszego genialnego rodaka. Pokazuje, iż triumf i powodzenie poprzedziło wiele miesięcy biedy i wyrzeczeń, kiedy kompozytor był bliski załamania.

Niektórzy uczestnicy panelu dotarli do Pałacu Kultury z pewnym opóźnieniem. Poprzednio uczestniczyli we Mszy Świętej w katedrze i droga zabrała im nieco czasu. Przybył najważniejszy uczestnik tego panelu, pan Marek Kalbarczyk, którego prosiliśmy o przedstawienie historii wydawnictwa. Prezes Fundacji Szansa dla Niewidomych uczynił to z właściwą sobie klarownością. Wydanie mogło się ukazać dzięki szczodrej dotacji Ministerstwa Kultury, które pokryło 75% kosztów. 25% dołożyła Fundacja Szansa dla Niewidomych. W relacji Marka Kalbarczyka przedsięwzięcie wydało się łatwe i proste w realizacji, ale każdy, kto zetknął się z produkcją wydawniczą zwyczajnej książki, która ma swoje od dawna wytarte koleiny wie, na ile trudności do pokonania natyka się wydawca. Cóż dopiero, gdy idzie o wydawnictwo brajlowskie w systemie wymagającym specjalnych rozwiązań technicznych.

Pan Kalbarczyk przypomniał następnie sylwetkę Louisa Braille’a i zwrócił uwagę na jego zdumiewające powinowactwa z Chopinem. Dobroczyńca ludzkości, dzięki któremu niewidomi mogą czytać, był współczesny kompozytorowi, a jeśli uznać, że Chopin przyszedł na świat o rok wcześniej niż podaje akt chrztu, co dzisiaj wydaje się nie budzić wątpliwości, to nasz rodak byłby dokładnie rówieśnikiem wynalazcy alfabetu dotykowego urodzonego również w 1809 roku. Co więcej, Braille był równie jak Chopin muzykiem – organistą. Do Paryża przybył jako dziesięcioletni chłopiec. Pismo Braille’a powstało w oparciu o system korespondencji używany przez armię francuską do przekazywania rozkazów bez słów, w ciemności. System wojskowy oparty był na 12 wypukłych punktach, brajlowski na 6.

Braille przeżył Chopina o 3 lata. Zmarł w 1852 roku i jest pochowany w Panteonie. Biorąc pod uwagę współczesność obu geniuszów Marek Kalbarczyk postawił intrygujące pytanie, czy jest możliwe, że zetknęli się kiedyś w mieście, którego obaj byli mieszkańcami. Pytanie, na które niżej podpisany szuka od tego czasu odpowiedzi.

Na spotkaniu, które odbyło się w dniu symbolicznym dla Chopina, bowiem nazajutrz po rocznicy Jego śmierci, uczestnicy mieli „Szanse” wysłuchać również kilku fragmentów wersji dźwiękowej książki „Przedpiekle sławy” wraz z ariami z opery Otella Rossiniego, ulubionego kompozytora naszego muzyka.

Od wczoraj polskie wydanie brajlowskie w siedmiu tomach, jest dostępne w Bibliotece Narodowej.

Referencje

Wersja drukowana, w języku polskim

Witt, Piotr : „Przedpiekle sławy: rzecz o Chopinie”. Wyd. przejrzane i poprawione, z przed¬mową Rafała Blechacza – Warszawa Wydawnictwo DiG 2015 . (Wyd. 1sze – MKiDN 2010. 368 s.) ISBN 978-83-7181-919-3

Wydania dźwiękowe: czyta Marcin Popczyński

W momencie ukazania się książki drukowanej wyszła również pierwsza wersja dźwię¬kowa. Larix, 2015 dostępna za pośrednictwem dekodera „Czytak”. Wyd. następne, niezależne od dekodera, 2017 (dystryb. Audioteka i Storybox) ISBN 978-83-7927-798-8 (1 CD) ; MP3 do nabycia na https://audioteka.com/pl/audiobook/przedpiekle-slawy-rzecz-o-chopinie

Wyd. w alfabecie Braille’a Warszawa: Altix, 2017. ISBN: 978-83-61326-98-4. Premiera na Międzynarodowej Konferencji REHA FOR THE BLIND IN POLAND w Warszawie, 17-18 pazdziernika 2017 r.

Wersję francuską eseju Piotra Witta „Les débuts fastueux de Chopin ? Paris” można odczytywać również w Brailu i w syntezie głosowej, w bibliotece dla niewidomych frankofońskich Biblioth?que Numérique Francophone Accessible http://www.bnfa.fr, od czasu jej założenia pięć lat temu.

My nie widzimy nic, a Wy – czy widzicie nas?

Kilka lat temu w gronie współpracowników Fundacji Szansa dla Niewidomych zastanawialiśmy się nad hasłem, zgodnie z którym mieliśmy manifestować przed Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie. Manifestacja była zaplanowana jako kulminacja Wielkiego spotkania niewidomych, niedowidzących i ich bliskich oraz Konferencji REHA FOR THE BLIND IN POLAND. Podczas dyskusji podnosiliśmy problemy naszego środowiska i uznaliśmy, że najważniejsze dla nas jest odwołanie się do całego społeczeństwa w kwestii jego dbałości o ludzi poszkodowanych przez los. A niewidomi są właśnie poszkodowani. Nie widzieć lub widzieć niewiele nie jest łatwo. Jak porównywać taki los z życiem innych ludzi wiedzą nowoociemniali. Wspominają jak to było, gdy byli pełnosprawni i oceniają swoją nową sytuację bardzo źle. Często dochodzi wśród nich do bardzo głębokiej depresji, utraty pracy, zaniechania własnych zainteresowań, ambicji, planów. Bywa, że ludzie, którzy tracą lub stracili wzrok, tracą też dochody, przyjaciół, nawet rodzinę. Niewidomi po tej życiowej zmianie nie potrafią się odnaleźć, nie radzą sobie z codziennymi czynnościami, nie wychodzą z domu, bo chodzenie z białą laską nie dość, że jest trudne, nie jest przez nich akceptowane.

Jest wiele sposobów na poprawienie sytuacji niewidomych i słabowidzących. Sprzyja temu rozległa wiedza dotycząca tzw. nowoczesnej rehabilitacji, a w jej ramach nauka orientacji przestrzennej i poruszania się po mieście, szkolenia w wykonywaniu codziennych czynności, technologia komputerowa dająca dostęp do informacji itd. To wszystko jednak zależy od dobrej woli społeczeństwa i władz. Często spotykamy się z jej brakiem. Każda pomoc – czy to zdrowotna, czy rehabilitacyjna, wymaga empatii i funduszy. Wszystko, co pomaga innym jest drogie. Często okazuje się za drogie. Gdy bierzemy udział w decydowaniu o przyznaniu środków finansowych na ten cel, słyszymy, że jest to niemożliwe, albo musi być wyraźnie ograniczone. Wtedy nawet możemy być zrehabilitowani, depresję mieć za sobą – podnosimy się z psychicznego dołka i już mamy nadzieję, że będzie lepiej, a tu wiele mocnych ciosów w plecy:

brajlowskie urządzenia służące niewidomym do czytania według decydentów są za drogie, choć naprawdę nasze państwo na nie stać,

podobnie elektroniczne, a nawet optyczne urządzenia i przyrządy, co spowodowało, że brakuje dofinansowania tego rodzaju zakupów dla osób słabowidzących z umiarkowanym stopniem niepełnosprawności, nie mówiąc już o stopniu lekkim,

ośrodki szkolno-wychowawcze dla niewidomych muszą być nazywane określeniem „specjalne”, mimo że od zawsze chcą być określane mianem „specjalistyczne” i muszą być finansowane lokalnie, mimo że uczą młodzież z całego kraju i nie mają funduszy nawet na podstawowe wydatki,

dookoła otoczenie nie jest dostosowane do potrzeb niepełnosprawnych wzroku, chociaż rozwiązań, które służą do tego celu oraz przykładów dostosowań za granicą jest mnóstwo,

brak wzroku oznacza brak pracy, pracę fikcyjną albo inną, ale za każdym razem bardzo niskopłatną,

zamiast pomagać i pomagać, trwa urabianie naszego środowiska, byle tylko niczego nie wymagało: może się nie uczyć, albo uczyć byle jak, może być wtórnymi analfabetami, może nie pracować i cieszyć się z rent socjalnych, albo pracować i jakoś tam zarabiać, byle nie wymagało za dużo.

Czy o to chodzi w kraju, który chce być traktowany poważnie? Czy o takim stanie rzeczy mogą marzyć chrześcijanie wyczuleni na biedę innych?

W wyniku dyskusji, która zwróciła uwagę zarówno na te problemy, jak i na wszelkie przejawy empatii i pomocy ze strony społeczeństwa i władz, zdecydowaliśmy się na wezwanie bliźnich do działania: my nie widzimy nic, albo widzimy mało i naprawdę potrzebujemy społecznego zrozumienia i pomocy. Aby stało się to realne, najpierw należy nas posłuchać, a potem zrozumieć. Stąd nasze hasło: „My nie widzimy nic, a Wy – czy widzicie nas?”