Jestem… niewidomym sportowcem. Bieg po marzenia – paraolimpijskie refleksje

Mam 22 lata. W dzieciństwie zdiagnozowano u mnie zwyrodnienie barwnikowe siatkówki i dzisiaj pozostały mi tylko resztki widzenia. Jestem niewidzącym biegaczem, który w tym roku miał zaszczyt reprezentować Polskę na Igrzyskach Paraolimpijskich w Rio de Janeiro.

Moja przygoda z Rio zaczęła się dużo, dużo wcześniej – od przygotowań, a konkretnie od morderczych treningów, ogromnego stresu przed każdym meetingiem i zawodami. Moje życie podporządkowane jest bieganiu: rano odbywam trening, później chodzę na zajęcia na uczelni, znowu wracam na trening… i tak każdego dnia. Mówiąc szczerze, nawet nie mam czasu na życie osobiste i z tego powodu nie chcę obarczać żadnej kobiety ciągłym przebywaniem w samotności. Albo trening, albo nauka, albo zgrupowania i zawody. Tak wygląda mój kalendarz odkąd zacząłem trenować lekkoatletykę. Nie ukrywam, że pierwsze sukcesy, które odniosłem, były dla mnie ogromnym motywatorem, dlatego właśnie poświęciłem swój czas i energię bieganiu.

Bardzo ważnym dla mnie człowiekiem jest trener Jacek Szczygieł. Jest moim mentorem. Dzięki niemu osiągnąłem wiele i myślę, że osiągnę jeszcze więcej. Bardzo zależy mi na tym, żeby go nie zawieść i by był ze mnie dumny. Zaufał mi, więc muszę stanąć na wysokości zadania.

Ogromnym wsparciem są dla mnie Rodzice – Ewa i Bolek. Mama pracuje w Gimnazjum Integracyjnym w Kielcach m.in. z niewidomymi i słabowidzącymi, ucząc tam języka polskiego. Mama zawsze dbała, abym nie zaniedbywał nauki, podobnie tata, który też jest nauczycielem i instruktorem karate. Zawsze hołdował maksymie: ”Pierwsi w walce, pierwsi w nauce” i przekazał to mnie. Trenuje razem ze mną, gdy biegam na długie dystanse. Jest obok mnie – jedzie na rowerze. Rodzice nieustannie mnie motywują do pracy, zawsze pozytywnie – nawet wtedy, gdy jestem wściekły, gdy coś mi nie wychodzi, albo jestem tak zmęczony, że mam ochotę to wszystko rzucić.

Kolejnym ważnym momentem w moim życiu było poznanie Sylwka Lepiarza, mojego przewodnika. Biegaliśmy razem 2 lata, odnosząc sukcesy, ale i ponosząc porażki. Do historii przejdzie mój bieg w Grosseto, gdzie odbywały się Mistrzostwa Europy Niepełnosprawnych w Lekkiej Atletyce. Już po 120 metrach zostałem „zdeptany” przez jednego z przewodników i but zsunął mi się ze stopy. Chciałem przerwać bieg, ale mój przewodnik stanowczo zabronił. Przez pierwsze 600 metrów nie odczuwałem dużego dyskomfortu, to chyba zasługa adrenaliny, ale ostatnie 900 m do mety biegłem już raczej siłą woli. Moja stopa była w opłakanym stanie, ale taka jest cena medalu, który zdobyłem. Te mistrzostwa były dla mnie ostatnią szansą na zdobycie przepustki do Rio. Zdobyłem ją! Od tego momentu zaczęły się intensywne przygotowania do Igrzysk, okupione hektolitrami potu.

Wreszcie wylot do Rio i jestem w miejscu, o którym marzyłem przez ostatnie lata, o którym marzy każdy sportowiec. Jestem uczestnikiem Igrzysk Paraolimpijskich! Wioska olimpijska zrobiła na mnie duże wrażenie – wielka przestrzeń, właściwie miasto, wieżowce, na których były wywieszone kolorowe banery różnych państw. Dookoła wszechobecna zieleń, fontanny i tłum ludzi mówiących językami z całego świata. Wszyscy uśmiechnięci, a w powietrzu czuć radość i nadzieję – nadzieję na osiągnięcie sukcesu.

Igrzyska to wielkie święto sportu, czas, w którym ludzie, zwłaszcza niepełnosprawni, czują moc, są pewni swoich możliwości, stają się odważniejsi i potrzebni.

Zakwaterowano nas w przestronnych pokojach z wielkimi tarasami, z których rozciągał się zapierający dech w piersiach widok. Dla mnie i moich kolegów zupełna nowość, egzotyka, coś, co mogłem zobaczyć jedynie w kolorowych folderach reklamowych. Mówiono, że wioska nie była doskonale przygotowana na przyjęcie sportowców, być może tak było. Pewnie ci, którzy uczestniczyli w igrzyskach w ubiegłych latach, nie byli do końca zachwyceni, ale dla mnie nie miało to wielkiego znaczenia, najważniejsze, że mogłem tu być. Na początku trudno mi było przystosować się do zmiany czasu, ale wkrótce i to minęło. Zacząłem realizować ustalony harmonogram: rano śniadanie, trening, obiad, odpoczynek, kolacja i kontakt z bliskimi. Właśnie – te rozmowy z Rodzicami, bratem i przyjaciółmi znaczyły dla mnie bardzo wiele, bo z dnia na dzień, mimo tylu atrakcji, nowych doznań zaczynałem już czuć niepokój. Widok mamy i spokój taty dodawał mi otuchy, a brat i przyjaciele nie pozwalali na strach. Każdy mi powtarzał, że jest dumny ze mnie, że będzie dobrze, że i tak osiągnąłem wielki sukces będąc tu, w Brazylii. Zresztą każdy z nas, kadrowiczów, wspierał się wzajemnie i podtrzymywał na duchu. Byliśmy razem fizycznie i psychicznie. Cieszyliśmy się z sukcesów, medali już zdobytych, wspieraliśmy tych, którym się nie powiodło. A ja przed moim startem jak mantrę powtarzałem sobie: muszę być pewny siebie, mam być opanowany i skoncentrowany, jestem wojownikiem, dam z siebie wszystko! Byłem mocno zmotywowany i dobrze przygotowany.

Bieg na dystansie 1500 m w kategorii T11, a więc dla niewidomych, poprzedzał start kwalifikacyjny. W takich warunkach – 35 stopni gorąca, duża wilgotność – to morderczy bieg dla Europejczyka. Ogromny stres, psychiczna presja, żeby nie zawieść siebie i innych z jednej strony, z drugiej ogromna koncentracja i nadzieja, że dam radę, że się nie poddam, że przyjechałem tu po to, żeby zwyciężyć. I być może tak by się stało, gdyby mój przewodnik Sylwek nie przekroczył pierwszy linii mety. Jest to niedopuszczalne w biegach niewidomych, tuż przed linią mety przewodnik ma obowiązek odpiąć smycz, łączącą jego rękę z ręką biegacza, umożliwiając temu ostatniemu samodzielne przekroczenie mety. Niestety, nie mogłem już pobiec w finale. Co czułem? Najpierw niedowierzanie, później rozpacz i złość, a jeszcze później pomyślałem sobie, że to się stało i nic już nie poradzę. Pozostało do powrotu do Polski kilka dni. Nie ukrywam, że już chciałem wracać. Ten wolny czas poświęciłem na oglądanie cudów Rio, ale już bez radości. Brazylia to piękny kraj, Brazylijczycy to ciepli i radośni ludzie i taki obraz pozostanie w mojej pamięci.

To doświadczenie uświadomiło mi, jak wielu ludzi jest mi życzliwych. Natychmiast po moim biegu odezwali się różni ludzie, którzy pisali o mnie i do mnie same dobre rzeczy. Oczywiście moja Rodzina – Rodzice, Brat i jego dziewczyna, ciocie, wujkowie, ukochani moi dziadkowie, przyjaciele moi i rodziców, nawet uczniowie Gimnazjum Integracyjnego nr 4 w Kielcach, których przecież nie znam, nauczyciele, którzy kiedyś mnie uczyli i wiele innych osób. Było to dla mnie ważne i bardzo motywujące.

Nie poddam się. Nadal walczę, konsekwentnie wypełniam zadania, które stawia przede mną mój trener. Przede mną Mistrzostwa Świata w Londynie, a później Igrzyska w Tokio, w których mam nadzieję uczestniczyć. Jestem bogatszy o nowe doświadczenia, bardzo mocno zmotywowany, biegam z innym przewodnikiem i myślę, że uda mi się zdobyć medal olimpijski.

Jakie jest życie w mroku? Wbrew pozorom nie jest tak źle. Jestem nieustannym optymistą, nie roztkliwiam się nad sobą. Każda niepełnosprawność utrudnia normalną egzystencję, ale ważne jest, żeby nauczyć się z nią żyć, zaakceptować ją w końcu, chociaż to piekielnie trudne. Nie ukrywam, było mi bardzo ciężko, kiedy z dnia na dzień traciłem wzrok i wokół mnie robiło się ciemno. Z wielu rzeczy musiałem zrezygnować, wiele musiałem się nauczyć, chociażby nalewania do szklanki wody, chodzenia z laską, słuchania. Wydawałoby się zwyczajne czynności, ale dla mnie stanowiły problem. Jestem wdzięczny moim Rodzicom, że nie rozkładali nade mną ochronnego parasola, że dużo ode mnie i mojego brata, który też nie widzi, wymagali, że nauczyli nas samodzielności i otwartości na ludzi i świat. Dużo też zawdzięczam nauczycielom, którzy pracowali ze mną w gimnazjum i w szkole średniej, motywowali i wierzyli we mnie. Zresztą tak jest do dziś, bo na Uniwersytecie Jana Kochanowskiego w Kielcach, gdzie studiuję, także wszyscy traktują mnie z życzliwością, umożliwiając mi realizowanie mojej pasji, jaką jest bieganie.

Nazywam się Aleksander Kossakowski, jestem niewidomym biegaczem, który może dzisiaj nazwać się olimpijczykiem!

Jestem… beneficjentem. Nie jesteś sam! REHA łączy ludzi

Czym tak naprawdę jest REHA? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie rozmawiając z uczestnikami XIV edycji konferencji REHA, którzy opowiedzą o swoich odczuciach dotyczących tego wydarzenia.

REHA każdego roku jest inna i daje jej gościom inne emocje. Mogę sobie pozwolić na takie stwierdzenie, gdyż w kwietniu minie pięć lat odkąd pracuję w bydgoskim tyflopunkcie Fundacji Szansa dla Niewidomych, miejscu szczególnym, wręcz magicznym, w którym każdego dnia dzieją się cuda – mniejsze lub większe. Takich miejsc jest 16 na terenie całego kraju – po jednym w każdym województwie. Pracują tam ludzie, którzy niosą pomoc osobom niewidomym i słabowidzącym. Ta nasza, najszerzej rozumiana pomoc, przejawia się w realizacji innowacyjnych projektów, pomocy w doborze sprzętu specjalistycznego niwelującego skutki niepełnosprawności oraz codziennym wsparciu psychicznym i motywacyjnym tych osób.

Od stycznia słyszę „Pani Ewelino, kiedy będzie REHA? Proszę mnie zapisać na listę uczestników – tak bardzo chcę tam być.” Ja ostrożnie odpowiadam, że będzie jak zwykle pod koniec roku i wpisuję kolejne osoby na listę chętnych zaznaczając, że ostateczną rezerwację potwierdzę, gdy będzie jasne, że konferencja się odbędzie. Nigdy nie wiemy, jakimi funduszami będziemy dysponowali. Wszystko zależy od dofinansowania, jakie uda się nam uzyskać i ile wniosą do wspólnej puli sponsorzy. Wiem natomiast, że nasze kierownictwo zawsze walczy do końca, aby konferencja REHA się odbyła. Stawiamy to sobie za punkt honoru. Wiemy, że ludzie na to czekają, że to bardzo ważne i pożyteczne.

Czym więc jest ta nasza REHA FOR THE BLIND IN POLAND organizowana w Warszawie? Jak jest oceniana ta impreza, skupiająca środowisko osób niewidomych i słabowidzących? Czy to naprawdę interesująca wystawa sprzętu tyflorehabilitacyjnego połączona z ciekawymi wykładami merytorycznymi? Czy może bardziej towarzyska integracja osób z dysfunkcją wzroku z ludźmi widzącymi? Co ona wnosi do życia uczestników? A może jest jednak przereklamowana i pozostawia wiele do życzenia? Zadałam te pytania uczestnikom grudniowej REHY 2016, którzy pojechali na to wydarzenie razem ze mną z Bydgoszczy.

Jak mówi polskie przysłowie: „Jeszcze się taki nie urodził, żeby wszystkim dogodził”. I tak jest w przypadku opinii osób dotyczących konferencji REHA FOR THE BLIND IN POLAND. Pani Stanisława, energiczna słabowidząca beneficjentka bydgoskiego tyflopunktu, siedzi w pociągu w drodze powrotnej do domu zamyślona.

– Jak się udała konferencja Pani Stasiu? – pytam.

– Wspaniale, Pani Ewelino. Jestem w stu procentach zadowolona. Dowiedziałam się tylu ciekawych rzeczy, zobaczyłam i dotknęłam urządzeń, o których czytałam, a nigdy nie widziałam. Tyle wystawców, firm… Ale największą wartością dla mnie jest wymiana uwag i doświadczeń z innymi uczestnikami. Wiem, że inne osoby mają podobne problemy wzrokowe jak ja i świetnie sobie samodzielnie radzą. Dzięki nowoczesnym rozwiązaniom technologicznym mogą zniwelować skutki swojego inwalidztwa. Nie możemy się załamywać. Trzeba żyć dalej i się realizować. Teraz dopiero widzę jak Fundacja Szansa dla Niewidomych dużo robi. W każdym mieście inne projekty dające inspirację i chęć do działania. Zyskałam tu wielu znajomych, którzy uświadomili mi, że pogłębiająca się wada wzroku nie jest końcem mojego życia. Wręcz przeciwnie – stała się jego początkiem. Teraz na pewne rzeczy i sytuacje będę patrzyła po prostu inaczej – chyba uważniej. Takie spotkania uświadamiają, że jedyne granice jakie mamy, to te w naszych głowach. To bezcenne zyskać nadzieję…

Damian, jak zwykle uśmiechnięty w czasie podróży, również jest zadowolony, mimo wielkiego zmęczenia.

– Co się tak uśmiechasz Damian? – pytam.

– Przeglądam zdjęcia. Mam jedno z Panem Piotrem Adamczykiem, sławnym polskim aktorem, który też odwiedził naszą REHĘ. Cieszę się, że go spotkałem. Ale największe wrażenie zrobiły na mnie prezentacje i pokazy dyscyplin sportowych, które można uprawiać z zamkniętymi oczami. Muszę wrócić do sportu. Moja wada wzroku nie może mnie pozbawić przyjemności wynikającej z rywalizacji sportowej, satysfakcji ze zwycięstwa i endorfin, które pojawiają się tuż po fizycznym wysiłku. Inni z tego nie zrezygnowali mimo przeszkód i barier. REHA mi to uświadomiła… Wracam do sportu i tyle.

Patrycja, Mirka i Natalia, czynne wolontariuszki bydgoskiego tyflopunktu Fundacji, jak zwykle rozbawione, rozmawiają w pociągu. Są to dziewczyny, na które zawsze można liczyć – zarówno ja, jak i beneficjenci bydgoskiego tyflopunktu.

– Jak tam dziewczyny? Zadowolone z REHY?

Mirka jakaś zamyślona spogląda na mnie i odpowiada:

– To moja pierwsza REHA, ale już wiem, że nie ostatnia. Tylko czynne pomaganie daje satysfakcję. Dzięki konferencji zobaczyłam ludzi, którzy pomimo swoich ograniczeń chcą normalnie żyć, rozwijać się i realizować. Są uśmiechnięci, pełni życia. Taka postawa sprawia, że mam wyrzuty sumienia, że sama się tak życiem nie cieszę jak oni. Takie spotkania dają perspektywę, punkt odniesienia, uświadamiają i uwrażliwiają. Żadne zajęcia teoretyczne na studiach tyle mi nie dały, co przyjazd tutaj. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że chcę pomagać.

Zmęczona, ale szczęśliwa spoglądam na ludzi w pociągu. Wracamy do Bydgoszczy, mamy opóźnienie – około dwóch godzin. Jakiś wypadek, musimy czekać. Patrzę na ludzi i widzę, że są szczęśliwi. Każdy z REHY wynosi coś osobistego, coś dla siebie samego. Każdy jest inny i czego innego poszukiwał. To jest bezcenne, lecz jak wiadomo, żeby taką konferencję zorganizować, potrzebne są pieniądze i ogromna pracowitość bardzo wielu ludzi.

Spotkałam też osoby, którym nadal czegoś brakuje w tej naszej konferencji. Nie wszyscy się tam odnajdują – mnóstwo ludzi, wręcz tłok, duży hałas, sport, który nie każdemu imponuje, wystawcy, wśród których zabrakło kolejnej ważnej firmy, referaty na inne tematy, niż te, które zdaniem tych osób są jeszcze ważniejsze itd.

Zawsze chciałoby się wszystkiego jeszcze więcej. Jednak widzę po swojej licznej grupie, że to odosobnione opinie, które nie zdobywają poparcia, lecz wywołują grymas na twarzach. Ktoś właśnie powiedział, że jeszcze się taki nie urodził, żeby wszystkim dogodził. Dla większości wyszukiwanie niedostatków w tak udanym wyjeździe to już przesada i przypomina jedynie o charakterystycznej dla osób niepełnosprawnych postawie roszczeniowej, w ramach której nawet gdy się coś docenia, to i tak się tego nie pochwali. I mimo tylu atrakcji i przeżyć wypowie się opinię, że obiad był za mały, wykład za krótki, kawa za gorąca! I zgoda – na pewno wszystko może być jeszcze lepsze, tyle że trudno to osiągnąć, gdy już zrobiło się tak wiele i osiągnęło tak wysoki poziom. Razem z moją grupą byliśmy w miejscu, gdzie na naszych oczach dzieje się coś niebywałego, wręcz magicznego… Niewidomi i niedowidzący w ciągu dwóch dni „wracają do życia”.

„Niepełnosprawny” system informacji pasażerskiej

Powoli kończą się czasy, w których niewidomi i niedowidzący skazani byli na wegetowanie w czterech ścianach. Coraz częściej wychodzą z domu, starają się korzystać z dobrodziejstw świata, przełamują własne bariery i udowadniają, że niewidomy nie jest synonimem nieszczęścia. Owszem, jest im trudniej, ale przezwyciężanie lęków i słabości motywuje do inwestowania w osobisty rozwój. Szkoda tylko, że nie zawsze mogą korzystać z dobrodziejstw technologii. Istnieje bowiem wiele takich aspektów, nad którymi pełnosprawni w ogóle się nie zastanawiają. Osobom z dysfunkcją wzroku mogą ułatwić funkcjonowanie, ale tylko wtedy, gdy są udostępnione.

Jak pomagają niewidomym zewnętrzne i wewnętrzne zapowiedzi emitowane w komunikacji miejskiej? Bez tej komunikacji trudno dotrzeć do szkoły, na uczelnię, do pracy, sklepu czy na spotkanie z przyjaciółmi. Czy oferowana na mieście pomoc wystarczy, by wsiąść do właściwego autobusu czy tramwaju i dojechać do celu? Wbrew pozorom nie jest to w przypadku niewidomych proste. Często trzeba prosić o informacje od innych pasażerów. Osoby niewidome i słabowidzące są czasem przesadnie ambitne i chciałyby być samodzielne. Wielkim ułatwieniem w podróżowaniu może być dobrze działający, automatyczny system informacji pasażerskiej. W tym miejscu warto postawić kluczowe pytania: czy poszczególni przewoźnicy zauważają odmienne potrzeby percepcyjne osób niewidomych i słabowidzących oraz na ile wykorzystywane są nowoczesne systemy takiej informacji w autobusach i tramwajach.

O ile w różnych miastach można dostrzec inwestycje w tabor komunikacyjny na przestrzeni ostatnich lat, o tyle trudno nie oprzeć się wrażeniu, że często nie idzie z nim w parze wdrażanie nowych technologii dostępowych, które w XXI wieku powinny być chlebem powszednim. Systemy zapowiedzi zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych, są w miarę tanie oraz zdecydowanie ułatwiają niewidomym odnalezienie się w otoczeniu. Te pierwsze są emitowane w wielu miastach, a drugie wciąż należą do rzadkości. Nie ma jednego rozwiązania stosowanego w różnych miejscach. Jednym z polskich miast, które najlepiej poradziło sobie z tą kwestią, jest Wrocław. W stolicy Dolnego Śląska wprowadzono obligatoryjną emisję zapowiedzi zewnętrznych informującą o numerze autobusu/tramwaju oraz kierunku jazdy. Takie rozwiązanie może jest nieco uciążliwe dla okolicznych mieszkańców. Inne rozwiązanie zastosowano w Warszawie, gdzie kierowca/motorniczy ma obowiązek włączyć zapowiedź widząc na przystanku niewidomego. Teoria często mija się jednak z praktyką i bywa różnie z tym włączaniem.

W niektórych miastach wprowadzono specjalne piloty, przy pomocy których można się dowiedzieć o numerze zbliżającego się środka transportu. Prekursorami tego rozwiązania są Tarnów i Łódź. Te dwa miasta udowodniły, że nie ma rzeczy niemożliwych. Wyposażyły wszystkie pojazdy komunikacji miejskiej w systemy głośnomówiące. Szkoda, że w ich ślady nie poszły kolejne miasta.

Dziwna sytuacja jest w moim mieście – w Szczecinie. Nawet wewnętrzne komunikaty informujące o przystanku nie są emitowane za każdym razem, a zewnętrzne należą do rzadkości. Jedynie część taboru tramwajowego ma możliwość ich emisji, za to w autobusach się ich w ogóle nie stosuje, przez co piloty są nieprzydatne, a można je otrzymać w biurze PZN. Przy ich pomocy można dowiedzieć się co najwyżej za ile czasu przyjedzie wybrany środek transportu, ale dotyczy to tylko nielicznych przystanków, które są wyposażone w specjalne tablice elektroniczne. Szczecin jest dużym miastem wojewódzkim, a jednak nie radzi sobie z zapewnieniem komfortu podróżowania osobom niewidomym i niedowidzącym. Zapewne dopiero odgórne regulacje prawne zmobilizowałyby przewoźników do baczniejszego zwracania uwagi na tego rodzaju potrzeby. Na razie na to się jednak nie zanosi.

Niewidomi grają w kręgle – czemu nie?

W ubiegłym roku emocjonowaliśmy się występami biało-czerwonych nie tylko na igrzyskach olimpijskich, ale także na paraolimpijskich. Szczególnie w tych drugich medalowe żniwo Polaków było obfite. Zdobyli rekordową liczbę 39 medali. Świadczy to nie tylko o tym, że sport osób niepełnosprawnych stoi w Polsce na wysokim poziomie (choć często nie idą za tym odpowiednie warunki finansowe, lecz to temat na inną okazję), ale również o tym, że niepełnosprawni nie chcą już siedzieć w domach i wegetować w czterech ścianach. Coraz chętniej i częściej garną się do sportu widząc w nim nie tylko świetny sposób na osobistą rehabilitację i integrację społeczną, ale również czerpiąc z niego motywację do pokonywania własnych słabości i barier. To jednak jest wierzchołek piramidy, u podstaw której znajdują się sporty przeznaczone sensu stricto dla osób niepełnosprawnych, w tym również niewidomych, by chociaż wspomnieć o showdownie czy goalballu. Są to dyscypliny sportu, które rewelacyjnie spełniają funkcję integracyjną w społeczeństwie, bowiem swoich sił mogą w nich spróbować także osoby pełnosprawne. Ci drudzy muszą skorzystać z opasek zasłaniających oczy. Można też odwrócić sytuację i znaleźć sport przeznaczony dla pełnosprawnych, w którym mogą sobie radzić też niewidomi i słabowidzący. Mam na myśli na przykład bowling, który może stanowić doskonałe źródło nie tylko rywalizacji, ale też rozrywki i integracji.

Przyznam szczerze, że wcześniej wydawało mi się, iż jest to rozrywka, tudzież sport, zarezerwowany przede wszystkim dla osób widzących, ale zdanie na ten temat zmieniłem dzięki Fundacji Szansa dla Niewidomych, a ściślej mówiąc – dzięki jej zachodniopomorskiemu oddziałowi. Wraz z grupą innych niewidomych i słabowidzących osób wziąłem udział w projekcie, w ramach którego były organizowane różne zajęcia, ot chociażby wyjście do kręgielni, czy na ściankę wspinaczkową. Sam w kręgielni byłem po raz pierwszy. Byłem bardzo miło zaskoczony, bowiem na własnej skórze przekonałem się, że wiele barier tkwi w naszych głowach. Wiele z nich tworzymy sobie sami, a w istocie są do pokonania. Wcześniej wydawało mi się, że będąc osobą niemal niewidomą i nie korzystając ze specjalistycznego stojaka trudno mi będzie rzucić kulę tak, by strącić kręgle. Tymczasem okazało się, że jest to do wykonania. Wystarczył mały rekonesans stanowiska do rzucania, wymacanie środka toru, zaznajomienie się z ciężkością poszczególnych kul oraz otworami znajdującymi się w nich. Potem można skupić się na strącaniu kręgli. Brakowało mi odpowiedniej techniki, nie zawsze rzuty się udawały, ale nie było najgorzej. Ba, raz nawet udało mi się strącić wszystkie kręgle naraz, co sprawiło mi sporo frajdy i satysfakcji. Niby mała rzecz, a cieszy.

Rywalizacja sportowa zeszła tym razem na dalszy plan. Rzekłbym nawet, że była na samym końcu. Liczyła się przede wszystkim integracja społeczna, możliwość spróbowania czegoś nowego oraz udowodnienie sobie, że osoby niepełnosprawne mogą robić to, co pełnosprawne. Wszak nie można, albo przynajmniej nie powinno się funkcjonować tylko i wyłącznie w trójkącie: dom – szkoła – praca. Kiedyś trzeba mieć czas na odpoczynek, spędzanie czasu ze znajomymi, przełamywanie własnych słabości, a nawet dążenie do spełniania marzeń. Nie trzeba od razu porywać się z motyką na słońce, można krok po kroku dążyć do celu, próbować nowych aktywności, by inni nas dostrzegli, rozumieli nasze problemy i wiedzieli, że byliśmy, jesteśmy i będziemy głodni nowych wyzwań. Bez wzroku albo z jego resztkami też można się cieszyć życiem i poznawać świat przy pomocy pozostałych zmysłów.

Inicjatywa podjęta przez Fundację Szansa dla Niewidomych zasługuje na uznanie, gdy tak miło pozwala zaktywizować osoby niepełnosprawne, pobudzić do większej samodzielności, a także umożliwić poznawanie nowych osób. Jest to szczególnie ważne dla osób starszych, którym brakuje odwagi, żeby gdzieś wyjść z domu. Często właśnie oni nie mają z kim porozmawiać. Wyprawy razem z pracownikami fundacji stanowią ciekawe urozmaicenie szarej codzienności. Dla młodych także mogą stanowić interesujące dopełnienie studiów czy obowiązków w pracy. Dzięki takim wyjściom podopieczni fundacji mogą odkryć w sobie pasję chociażby do wspomnianego bowlingu. Mogą zasmakować w rywalizacji sportowej, co sprawi, że na poważnie zaczną go uprawiać. Warto spróbować sił w kręglach, na ściance wspinaczkowej, a jeśli nie w sporcie, to w pieczeniu pizzy i robieniu koktajli.

Dylemat rodziców

Dnia 30 września 2016 roku swoje święto miała społeczność Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla Dzieci Niewidomych im. Synów Pułku w Owińskach, w województwie wielkopolskim. Obchodzono 70 lat działalności tej placówki. Była to okazja do podsumowania osiągnięć i wymiany doświadczeń z zakresu rewalidacji oraz rehabilitacji uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi.

Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy (SOSW) w Owińskach mieści się na terenie zabudowań pocysterskich. Owińska to wieś, która urzeka swoją historią. Jest położona w gminie Czerwonak w powiecie poznańskim.

Po raz pierwszy przyjechałam tu kilka lat temu, gdy zaczynając współpracę z miesięcznikiem „Filantrop Naszych Czasów” przygotowywałam relację z wydarzenia odbywającego się na terenie Ośrodka. Ujęła mnie wtedy oferta edukacyjna placówki, a także, niezwykle istotne w pracy z dziećmi z niepełnosprawnością wzroku, indywidualne podejście do każdego ucznia. SOSW w Owińskach jest jedną z nielicznych placówek edukacyjnych na terenie Wielkopolski, które obejmują kompleksowym wsparciem dzieci i młodzież z niepełnosprawnością sensoryczną.

Zauważyłam, że uczniowie są bardzo dobrze zrehabilitowani – bez problemu poruszają się po budynku, mają opanowane czynności samoobsługowe, biorą udział w różnych przedsięwzięciach artystycznych, osiągają wysokie wyniki w nauce i sporcie. Nie byłoby tak, gdyby nie ogrom pracy specjalistów, którzy dążą do tego, aby uczniowie byli jak najbardziej samodzielni – oczywiście na miarę własnych możliwości.

O historii i ludziach Ośrodka oraz o jego dorobku można dowiedzieć się wiele. Na uwagę zasługuje działający w Ośrodku od 2000 roku Zespół Wczesnego Wspomagania Rozwoju Dziecka. Z tej formy wsparcia mogą korzystać rodziny z dziećmi, które mają wydaną opinię o potrzebie wczesnego wspomagania rozwoju. Specjaliści diagnozują zaburzenia i trudności, a także opracowują indywidualny plan rehabilitacji i terapii. Jest to niezwykle istotne dla późniejszego rozwoju i edukacji dziecka.

Nie sposób nie wspomnieć, że 3 września 2012 roku został tutaj otwarty Park Orientacji Przestrzennej. Piękny ogród zmysłów powstał z myślą o ludziach z dysfunkcją wzroku, którzy tak samo jak osoby widzące, pragną poznawać świat i dowiadywać się ciekawych rzeczy. Znajdują się tam różne gatunki kwiatów, ścieżki i dróżki wypełnione zapachami, a także mnóstwo urządzeń do nauki i zabawy. To miejsce cieszy się dużym zainteresowaniem. Osoby niepełnosprawne z różnych stron Polski, a nawet zza granicy przyjeżdżają zwiedzać ten park. Na terenie Ośrodka mieści się też Muzeum Tyflologiczne z kolekcją starych map (w Muzeum znajduje się m.in. atlas świata dla osób niewidomych z 1932 roku).

Udział w uroczystości jubileuszowej stworzył możliwość wymiany informacji i doświadczeń związanych z edukacją osób z dysfunkcjami wzroku. Ostatnio dużo się mówi o tym, że osoby z niepełnosprawnością powinny mieć równy dostęp do edukacji, pracy i do pełnego uczestnictwa w życiu społecznym. Praktyka pokazuje jednak, że w tym względzie jest jeszcze wiele do zrobienia. Co innego bowiem podejście i poziom merytoryczny w takiej szkole, jak ta, a co innego w tysiącach zwykłych szkołach w Polskich miastach i miasteczkach, w których bywa różnie, a jedynie w wyjątkowych miejscach jest profesjonalnie. Rodzice niejednokrotnie stają przed dylematem: do jakiej szkoły posłać dziecko, aby miało zapewnioną właściwą edukację i specjalistyczną terapię oraz pomoc psychopedagogiczną.

Zoo-baczyć, czyli od pomysłu mieszkańców do realizacji zoo otwartego dla niewidomych

Akcent ZOO to jedno z ulubionych miejsc białostoczan. Ogród Zoologiczny położony w przepięknym otoczeniu starodrzewu Parku Zwierzynieckiego zachęca do weekendowych rodzinnych spacerów i odwiedzania ulubionych przedstawicieli fauny. Po generalnym remoncie i odnowieniu wybiegów w roku 2012, Akcent ZOO znacząco zyskał na atrakcyjności. Poprawiono także dostępność tego obiektu dla osób poruszających się na wózkach inwalidzkich. Nadal jednak miejsce to było mało przyjazne dla niewidomych.

Na szczęście zgłoszony w ramach Budżetu Obywatelskiego Miasta Białystok na rok 2016 projekt „ZOO-baczyć – akcent zoologiczny dostępny dla niewidomych i słabowidzących”, poparło kilka tysięcy mieszkańców i wkrótce rozpoczęto montaż specjalistycznych udogodnień przeznaczonych dla tych osób. W ramach projektu na bramach wejściowych zamontowano tablice z podstawową i bardzo przydatną informacją o godzinach otwarcia i adresie obiektu. Wszystkie zamieszczone tam informacje przedstawiono również w wersji brajlowskiej. Przy bramach wejściowych stoją nowoczesne, udźwiękowione terminale informacyjne zasilane energią słoneczną. Są to wielkoformatowe, dotykowe, kolorowe plany sytuacyjne ogrodu zoologicznego, opisane tekstem czarnodrukowym i brajlowskim. Pozwalają sprawnie odnaleźć wybieg ulubionego zwierzęcia nie tylko niewidomym, ale także dzieciom i seniorom (tak naprawdę każdemu odwiedzającemu ZOO). To doskonały przykład projektowania uniwersalnego, które służy wszystkim, bez względu na posiadaną niepełnosprawność lub jej brak.

Dodatkowo przy każdym wybiegu umieszczono tabliczkę z opisem (również brajlowskim) i wypukłą grafiką danego zwierzęcia. Dzięki temu można obejrzeć dłońmi jak wygląda żubr, ryś czy niedźwiedź. W sumie zamontowano 22 takie tabliczki.

To pierwsza tego typu inwestycja w województwie podlaskim. Korzystanie z udogodnień i zwiedzanie Akcentu ZOO są przez cały rok dla wszystkich zwiedzających bezpłatne.

Tyflografika kiedyś i dzisiaj

Brak wzroku niwelowany jest poprzez intensywne wykorzystywanie innych zmysłów. Słuch i dotyk wiodą w tej dziedzinie prym. Węch i smak są atrakcyjne, ale nie wyróżniają niepełnosprawnych wzrokowo od innych osób. Pewne informacje wygodniej jest odbierać za pomocą słuchu, a inne dotyku. Dla przykładu, od wielu lat niewidomi wolą czytać książki wydane w wersji audio niż w wersji brajlowskiej, które czyta się o wiele wolniej opuszkami palców. Dotyk służy do czytania stosunkowo niewielkich tekstów, jak artykuły, newsy, notki, informacje w internecie itp.

Dotyk pozostaje niezastąpiony w przypadku grafiki. Aby można było ją odczytać, musi być uwypuklona. Tak przygotowaną nazywamy tyflografiką. Pojedyncze wypukłe rysunki nazywamy tyflorysunkami, ale najczęściej mówimy o nich w skrócie „ryciny”.

Tyflografika zmieniała się na przestrzeni XX i XXI wieku. Przede wszystkim taniała, mimo że stawała się coraz bardziej precyzyjna. Jej ręczne wytwarzanie zmuszało do omijania szczegółów. Wypukłe mapy i inne ryciny możemy obejrzeć w Muzeum Tyflologicznym w OSW w Owińskach. Są naniesione zarówno na plastik, jak i brajlowski papier. Trzeba przyznać, że jak na ręczną produkcję, są imponujące. Teraz wykorzystuje się nowoczesne metody, a więc:

wytłaczanie na takim samym papierze jak wcześniej, na specjalnych graficznych, brajlowskich drukarkach, stosując atrakcyjną gradację wielkości (wysokości) uwypuklonych punktów,

wygrzewanie specyficznych folii, opierając się na ich własności polegającej na tym, że pod wpływem ciepła pęcznieją ciemniejsze miejsca, najbardziej czarne, a białe w praktyce wcale,

termoformowanie, gdzie na arkusz plastiku działają znaczna siła i temperatura, powodując dopasowanie materiału do przygotowanej wcześniej matrycy,

odlewy metalowe i wykonane z żywicy,

wielowarstwowe plastikowe „naklejanki”.

Proces ich wytwarzania polega na projektowaniu z zastosowaniem specjalistycznego oprogramowania graficznego oraz uruchomienia stosownych urządzeń frezujących lub wykrawających.

Dzięki wymienionym metodom powstają książki brajlowskie nowego typu – wypełnione wypukłymi rycinami lub tzw. transparentne, gdzie uwypuklony tekst i rysunki są naniesione na graficzny poddruk. Nie koniec nowości.

Kierując się walorami i specyfiką zmysłów dotyku i słuchu, łączy się tyflografikę z udźwiękowieniem. Powstają różnorodne multimedialne terminale informacyjne, wyposażone w uwypuklony obraz, na przykład plan czy mapę, komputerowy system sterujący, sieć czujników, system audio, ekran zwykły lub dotykowy i klawiaturę dotykową lub konwencjonalną z przyciskami (w razie potrzeby). Tego rodzaju urządzenia można już zobaczyć na polskich dworcach, w zoo, muzeach, a także na lotnisku Chopina.

Fundacja Szansa dla Niewidomych zaprasza do swojego stołecznego salonu prezentacyjnego na ulicy Gałczyńskiego 7, gdzie jest prezentowana przykładowa, mówiąca mapa świata, a także inne interesujące rozwiązania.

Kody kreskowe, QR teoria i zastosowanie w praktyce

W niniejszym artykule przedstawię szeroką gamę możliwości i korzyści związanych z wykorzystywaniem kodów kreskowych i kodów QR przez osoby niewidome. Po krótkim wyjaśnieniu czym jest kod, w jaki sposób działa i jakie może mieć zastosowania, opiszę zastosowanie kodów w praktyce, a ponadto przyjrzę się funkcjom i aplikacjom szczególnie przydatnym z perspektywy osób niewidomych.

Czym jest kod? Jak działa?

Kod to system umownych symboli, znaków, skrótów, który służy do przekazywania informacji. Może być wykorzystywany w żegludze, lotnictwie, telekomunikacji, jak i w dziedzinach nam przyziemnych, np. zwykłe pismo, czy alfabet brajla. W tym przypadku kodowane są słowa za pomocą znaków graficznych lub wypukłych punktów. Kod kreskowy, zwany inaczej paskowym to kod, którego zapis składa się z czarnych kresek różnej grubości rozdzielonych białymi polami. W handlu stosuje się kody kreskowe w celu szybkiej identyfikacji produktu przez czytniki kodów. Innymi słowy, kod paskowy to graficzne odzwierciedlenie cyfr, liter i znaków specjalnych takich samych, jakich używamy w komputerze do znakowania produktów.

Patent dotyczący sposobu kodowania cyfr został przyznany w 1952 roku, a w 1973 oficjalnie zatwierdzono kod kreskowy. Pierwszym towarem, oznaczonym kodem kreskowym, była guma do żucia „Wrigley’s”, która przeszła przez kasę w domu towarowym Marsh w Troy, w stanie Ohio. Obecnie najlepsze i najbardziej zaawansowane technologicznie wydają się być kody QR wynalezione w roku 1994 przez japońską firmę Denso-Wave (z angielskiego QR Code, czyli Quick Response Code). Taki system cechuje się uzyskaniem szybkiej odpowiedzi, czyli szybkim i łatwym rozkodowaniem zakodowanej informacji. Wystarczy tylko skierować aparat fotograficzny naszego urządzenia na kod, a dzięki odpowiedniej aplikacji informacja po chwili pojawia się na ekranie lub jest odtwarzana głosowo. System ten pozwala na kodowanie znaków Kanji/Kana, co pozwoliło na popularność kodu w Japonii. Prócz tego możemy kodować w alfabecie arabskim, greckim, hebrajskim, cyrylicy, a także zapisywać inne symbole. Kody QR umożliwiają zapisanie dużej ilości danych na stosunkowo małej powierzchni. Przykładowo, jeśli chodzi o znaki alfanumeryczne, to w kodzie QR może zmieścić się ich 4296. Modułem w kodzie QR jest kwadrat jasny lub ciemny. Większa ilość modułów to tak zwane słowa kodowe, w których zapisana jest informacja o poszczególnych znakach. Wymiar modułu i kodu jest zmienny. Zależy od ilości kodowanej informacji, a także od sposobu korekcji kodu. Krótko mówiąc, kod QR to udoskonalona wersja kodu kreskowego, ponieważ może przechować więcej informacji na mniejszej powierzchni, a na dodatek dostajemy szybciej rozkodowaną informację i nie musimy się trudzić, by idealnie skierować czytnik na kod.

W jaki sposób kody kreskowe mogą ułatwić życie osobom niewidomym?

Zastosowanie w praktyce ściśle powiązane jest z wykorzystaniem odpowiednich aplikacji, w tym przypadku w systemie IOS. Chociaż programów tego typu jest mnóstwo, wybrałem dwa, które dobrze współpracują z Voice Over i mają dodatkowe użyteczne funkcje. Obie aplikacje odczytują zarówno zwykłe kody kreskowe na produktach dostępnych w sprzedaży, jak i kody QR. Ponadto mają funkcję audioetykietownika, czyli rozpoznawania i identyfikacji naklejanych etykiet, co warto przetestować.

Seeing Assistant Home

Seeing Assistant Home to aplikacja w języku polskim wspomagająca osoby niewidome i niedowidzące, która ma takie moduły jak: „wykryj światło”, „rozpoznaj kolor”, „lupa”. Kody możemy rozpoznawać dzięki modułowi „skanuj kod”. Aby poprawnie zeskanować kod, aplikacja musi go całego „zobaczyć” w obiektywie naszego urządzenia. Program może nam posłużyć do skanowania kodów kreskowych znajdujących się np. na produktach w marketach, szybko i bezbłędnie dając nam informację o danym produkcie. Trudne może okazać się namierzenie kodu na opakowaniu, a także precyzyjne skanowanie kodu. Łatwiej i mniej precyzyjnie skanuje się kody QR, których jednak obecnie nie stosuje się w handlu. Aplikacja sprawnie komunikuje się z Internetem, pocztą e-mail i Twitterem. Aplikacja może także być stosowana jako audioetykietownik. Wówczas najlepiej wygenerować kody ze strony internetowej, bądź z poziomu aplikacji i wydrukować je na etykietach samoprzylepnych. Po wydrukowaniu przyklejamy etykiety na interesujące nas przedmioty, a dodany do bazy kod skanujemy, klikamy „dodaj do bazy”, nadajemy mu nazwę i gdy kolejny raz zeskanujemy ten kod będzie wypowiedziana podana nazwa.

QR Voice Sticker

Drugą aplikacją, która moim zdaniem jest warta uwagi, jest QR Voice Sticker. Program występuje w języku polskim w wersji płatnej i darmowej. Wersja darmowa umożliwia nagranie tylko dziesięciu etykiet przypisanych do kodów. QR Voice Sticker to aplikacja bardzo wygodna, intuicyjna i ergonomiczna. Myślę, że każdy kto ją „weźmie do ręki”, nauczy się obsługi błyskawicznie. Aplikacja po włączeniu od razu jest gotowa do działania i automatycznie rozpoznaje kod. QR kody możemy wygenerować i wydrukować na papierze samoprzylepnym i ponaklejać na interesujące nasz przedmioty, takie jak płyty czy puszki, aby potem łatwo je rozpoznawać.

Warto zapoznać się z prostym w obsłudze generatorem znajdującym się na stronie:

http://www.pirslab.pl/qr/pl_qrvs_generator.html#poczatek

W tym generatorze podajemy liczbę wierszy i kolumn etykiet, a także marginesy w milimetrach. Nie ma tam żadnych graficznych suwaków i wszystko jest łatwo dostępne. Kody możemy także generować z pozycji aplikacji wchodząc w „ustawienia”, „generowanie etykiet”. Gdy mamy już wygenerowane, wydrukowane i naklejone etykiety na produkty, wystarczy je ponazywać. Aby nazwać etykietę najpierw skanujemy ją naszym telefonem, czyli kierujemy na nią obiektyw aparatu fotograficznego. Po rozpoznaniu QR kodu „widzianego” przez aplikację po raz pierwszy, usłyszymy specyficzny dźwięk. Pukając dwa razy palcem w pole podglądu rozpoczynamy nagrywanie notatki audio. Kończymy nagrywanie tym samym gestem. Ilekroć skierujemy obiektyw aparatu na ten kod, tyle razy będzie odtworzona nagrana wcześniej notatka. Możemy także kliknąć przycisk „edytuj opis” i nadać etykiecie opis tekstowy trwały lub tymczasowy. Program zdecydowanie lepiej sobie radzi z kodami QR niż ze zwykłymi kreskowymi.

Podsumowując, w mojej opinii kody QR są znacznie lepiej rozpoznawane od zwykłych jednowymiarowych kodów kreskowych. Aplikacja QR Voice Sticker znacznie lepiej rozpoznaje kody QR od Seeing Assistant. Wniosek nasuwa się sam – chcąc mieć niezawodny audioetykietownik najlepiej wybrać aplikację QR Voice Sticker i bazować na kodach QR.W QR Voice Sticker brakuje natomiast funkcji z Seeing Assistant umożliwiającej interakcję z zeskanowaną treścią kodu i wykonywaniem na niej operacji kopiowania do schowka, wysyłania, czy dzwonienia. Jak widać każda aplikacja ma przydatne funkcje. Pozostaje mieć nadzieję, że w QR Voice Sticker zostaną zaimplementowane funkcje służące do interakcji z kodem i stanie się ona aplikacją wiodącą, jeśli chodzi o korzystanie z kodów kreskowych. W tym przypadku rozpoznawanie QR kodów jest bardzo szybkie, bezbłędne i nie wymaga precyzji czy wysiłku ze strony użytkownika.

Zastosowanie kodów kreskowych:

Identyfikacja jednostek handlowych, czyli dowolnych produktów i usług, którym można nadać cenę.

Identyfikacja jednostek logistycznych, tworzonych dla potrzeb transportu i magazynowania, które podlegają procesom identyfikacji, śledzenia i zarządzania podczas dostawy lub przemieszczenia produktu.

Identyfikacja zasobów. Dzięki takiemu rozwiązaniu przedsiębiorstwo może w łatwy sposób sprawdzić zasoby towarów, które jeszcze posiada w magazynie.

Identyfikacja lokalizacji służy do identyfikacji obiektu, któremu można nadać nazwę, adres i zarządzać nim.

Identyfikacja relacji usługowych – są to numery nadawane usługobiorcom.

Inne zastosowania: znakowanie kuponów, przesyłek kurierskich, recept, leków, stron internetowych.

Kody QR można wykorzystać naprawdę dowolnie. Ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia. Można je dziś spotkać np. w reklamach czy gazetach. Kody mogą promować określony produkt, np. informować nas o dostępnych zniżkach. Skanując kod w gazecie możemy zaś uzyskać szybko dostęp do strony internetowej czy treści video.

Znakowanie obiektów

W kwestii stosowania kodów, eksperci do spraw dostępności zyskują duże pole do popisu. Przy tabliczce na drzwiach możemy umieścić kod QR z informacją np. „Gabinet prezesa” czy „Sala 123”. Jeśli administracja budynku skorzysta z takiego rozwiązania, wówczas możliwe będzie odsłuchanie napisu za pomocą syntezatora mowy w naszym telefonie. Co więcej, kody QR można stosować jako wirtualne przewodniki na ścieżkach edukacyjnych w muzeach itd. Taka forma uatrakcyjnia zwiedzanie wystaw, zwłaszcza dla dzieci czy młodzieży. Atutem kodu jest to, że osoba niewidoma tak jak widząca ma natychmiastowy dostęp do tej samej informacji. Takie kody można z powodzeniem stosować w handlu jako oznaczenie i informacja o produkcie. Niestety, na razie stosowane są kody kreskowe, które mieszczą mniej informacji, a ich zeskanowanie wymaga więcej precyzji. Wreszcie w kodzie QR może być umieszczona dowolna informacja, np. dane przelewu, wizytówka, dane osobowe. Wówczas po zeskanowaniu kodu możemy od razu skontaktować się z daną osobą.

Podsumowując, szeroka gama nowych aplikacji, specjalnych urządzeń służących do oznaczania i wszechstronne zastosowanie QR kodów do etykietowania różnych przedmiotów otwiera przed osobami niewidomymi zupełnie nowe spektrum możliwości. Każdy może przetestować aplikację i wybrać najbardziej odpowiadające mu rozwiązanie, które z pewnością usprawni codzienne życie!

365 dni, czyli zobaczyć niewidzialne

Poznawanie otaczającego świata bywa dla niewidomych niełatwe. Do dzisiaj wygląd wielu zabytków i innych interesujących obiektów architektonicznych pozostaje tajemnicą. Wielkość, a czasem i charakter budynków, uniemożliwiają obejrzenie dłońmi obiektu. Dlatego łącząc przyjemne z pożytecznym, w Białymstoku stworzono unikalny tyflokalendarz na rok 2017. Jest to publikacja kierowana do osób niewidomych. Została przygotowana w specjalnej technologii wydruku transparentnego. Polega ona na tym, że na druku powiększonym, łatwym do odczytania, naniesiono napisy brajlowskie. Dzięki temu kalendarz jest dostępny zarówno dla słabowidzących, jak i niewidomych użytkowników.

Publikacja ma formę kalendarza ściennego. Każdy miesiąc oprócz informacji o dniach tygodnia, jest opatrzony wypukłą kolorową grafiką przedstawiającą zabytek lub inne dzieło sztuki (na przykład pomnik, atrakcyjny obiekt turystyczny). Dzięki tyflokalendarzowi przez najbliższe 365 dni można sprawdzić aktualną datę, zaplanować wydarzenia, a przy okazji zapoznać się z wyglądem i odrobiną historii swojego miasta.

Zadanie „365 dni, czyli zobaczyć niewidzialne – kalendarz dedykowany niewidomym i słabowidzącym mieszkańcom Białegostoku” zostało sfinansowane ze środków otrzymanych przez Fundację Szansa dla Niewidomych od Miasta Białystok oraz ze środków własnych.

Szansa dla Niewidomych na świecie. Konferencja WBU-ICEVI Orlando USA

Fundacja Szansa dla Niewidomych koncentruje się na działaniach w Polsce, ale nie moglibyśmy mówić o nowoczesnej rehabilitacji niewidomych, gdybyśmy nie podążali za światowymi trendami. Z tego powodu Fundacja od 25 lat wysyła swoich przedstawicieli na targi, wystawy i konferencje poświęcone osobom z dysfunkcją wzroku. Byliśmy (wielokrotnie) między innymi na:

  • Targach SightCity Frankfurt w Niemczech
  • Wystawie ZieZo Beurs w Holandii
  • Konferencji i wystawie CSUN w San Diego i Los Angeles w USA
  • Wystawie Sight World w Tokio
  • Wystawie SightMe Sharjah w Arabii Saudyjskiej
  • Wystawie Techshare New Delhi w Indiach
  • Konferencji i wystawie Vision Melbourne w Melbourne w Australii
  • Targach Reatech Sao Paulo w Brazylii.

W roku 2016 wybraliśmy się na zgromadzenie WBU-ICEVI w Orlando w USA. To jedno z ważniejszych wydarzeń, na którym byli nasi przedstawiciele. World Blind Union (Światowa Unia Niewidomych) oraz International Council for Education of People With Visual Impairment (Międzynarodowa Rada Edukacji Osób z Dysfunkcją Wzroku) zbierają co cztery lata wszystkich swoich członków z całego świata (ponad 100 państw), aby dokonać przeglądu prac, ustalić nowe priorytety i wybrać nowych liderów.

Gratulujemy nowym władzom WBU wybranym na kadencję 2016-2020:

Prezydent Dr. Fredric Schroeder (USA)

Vice-Prezydent Mr. Fernando Ria?o-First (Hiszpania)

Vice-Prezydent Dr. Elly Macha-Second (Tanzania)

Sekretarz Generalny Mr. Ajai Kumar Mittal (Indie)

Skarbnik Mrs. Martine Abel-Williamson (Nowa Zelandia)

Prezydent Honorowy Mr. Arnt Holte (Norwegia).

Podczas spotkania odbyło się kilkaset warsztatów, kilkadziesiąt spotkań ogólnych oraz wystawa sprzętu specjalistycznego. Pełny program wydarzenia oraz abstrakty wszystkich wystąpień są dostępne na stronie www.worldblindunion.org w dziale GENERAL ASSEMBLY.Była to wspaniała okazja, by poznać sytuacje niewidomych w tak odległych krajach jak Tanzania czy Nowa Zelandia oraz spotkać wybitnych ludzi, jak np. mistrza świata w Blind Football Mizaela Conrado z Brazylii, twórcę audiodeskrypcji Joela Snydera z Wielkiej Brytanii, Jeny Lay-Flurrie niedosłyszącą menedżer firmy Microsoft czy niewidomą Yoshimi Horiuchi z Japonii, która samodzielnie prowadzi Bibliotekę w Tajlandii. Nie da się opowiedzieć całościowo o tak dużym wydarzeniu, dlatego przedstawiamy reporterską relację naszego przedstawiciela wysłanego na to spotkanie.

Dzień 1 niedziela, 21 sierpnia

Mieliśmy 40 stopni odczuwalnej temperatury. Konferencja rozpoczęła się o godzinie 9.00. Był omawiany głównie budżet WBU i plany na przyszłość. WBU w 2016 miało ogromny budżet: plan przychodów 872 tys. USD, a wydatki 625 tys. USD. Główne źródła dochodu to: 250 tys. USD – składki członkowskie i 60 tys. USD – dotacje. Główni sponsorzy, jak: Microsoft, Perkins, HumanWare, BAUM, CNIB, to 145 tys. USD, dofinansowanie Projektów – 224 tys. USD. Zysk z organizacji konferencji WBU 187 tys. USD. Dla kontrastu, na 2017 przychody planowane to kwota na poziomie 667 tys. USD, w 2018 – 528 tys., w 2019 – 539 tys., a w 2020, w którym będzie następne spotkanie WBU, budżet wzrośnie do 711 tys. USD. Wskazuje to, jak duże znaczenie ma i ile przynosi sama konferencja.

Przyszłość:

WBU zauważa, że jest zależne od składek. Tak jest w każdym kraju. Składki wystarczają na bieżące funkcjonowanie i koszty projektów, nie wystarczają jednak na rozwój. Główni sponsorzy są niepewni, dają zabezpieczenie na wypłacalność WBU, ale nic więcej. WBU ma zasadę minimum 100 tys. USD zapasów, więc dla stabilności takie środki nie mogą być naruszane. Główne nadzieje na zwiększenie budżetu to projekty i działania komercyjne jak: szkolenia, dostępność i organizowanie eventów. Główną misją WBU jest rozwój organizacji w poszczególnych krajach oraz realizacja hasła:

You can live what you want, blindness is not what hold you back. (Możesz żyć jak tego pragniesz, brak wzroku nie jest tym, co Cię ogranicza.)

Spotkania:

Podczas konferencji były dwie przerwy, dzięki którym można było poznać ciekawych ludzi. Na sali było około 500 osób, toteż było z kim rozmawiać. Dzięki wsparciu wolontariuszy wszystko odbywało się sprawnie.

Wystawa:

W tym dniu rozpoczęła się wystawa z 34 wystawcami. Oprócz tak zwanych dużych graczy, jak Freedom Scientific, Optelec, Baum, zaciekawiła mnie firma 3DPhotoWorks, która robi wypukłe kolorowe obrazy o bardzo wysokiej jakości i rozdzielczości. Pokazali nam Mona Lisę – robi ogromne wrażenie. Technologia jest związana z 3D. Nie jest wykonywana zwykła adaptacja obrazu, lecz po prostu tworzy się płaskorzeźbę w 3D. Minimalny rozmiar to 60×120 cm, a cena – ok. 4800 USD.

Dzień 2 poniedziałek, 22 sierpnia

To pierwszy dzień sesji wspólnej WBU i ICEVI. W różnych salach prezentowanych było ok. 400 dokumentów dobrych praktyk. ICEVI stowarzysza ok. 180 krajów i 4000 specjalistów. Powstało w celu stowarzyszania ekspertów i organizacji eksperckich. Ma być uzupełnieniem WBU i stowarzyszeń niewidomych na całym świecie. W głównej sali przemawiał Arent Holte (prezydent WBU) oraz Colin Low (Prezydent ICEVI). Kolejni mówcy:

Pierwszy mówca Yohei Sasakawa z The Nippon Foundation

Fundacja zajmuje się edukacją włączającą. Pomaga takim krajom jak Birma, Tajlandia i innym krajom azjatyckim.

Camila Corso, Prezydent Global Campain of Education

Promuje edukację włączającą. W Ameryce Łacińskiej tylko 30% niepełnosprawnych jest edukowanych. Edukacja włączająca może to zmienić.

Czym jest edukacja włączająca? To proces, który zmienia podejście „kulturowe” w nauczaniu, to dużo więcej niż dostosowanie stanowisk itp. Wymaga pogłębionych zmian mechanizmów finansowania, procedur itp. To podstawowe prawo, aby każdy miał dostęp do edukacji na tych samych prawach. Stare podejście prowadzi do segregacji podobnej do segregacji rasowej. Zaprezentowano 4 wymiary edukacji: Avablility, Accesibility, Acceptability, Adaptability. Szkoły muszą być dostępne w każdym miejscu, tak samo materiały dydaktyczne. Szkoły muszą być dosiężne finansowo. Szkoły nie mogą wybrać tylko jednego sposobu dostępności – jedni wolą korzystać z komputera, drudzy z materiałów drukowanych. Rekomendacje:

Prawo, które promuje edukację włączającą.

Transfer wiedzy ze szkół specjalnych do włączających.

Aktywna konsultacja z organizacjami.

Monitorowanie wdrażania procesów.

Musimy być pewni, że wszyscy będą świadomi, że niepełnosprawni mają podstawowe prawo do takiej edukacji.

Jeny Lay-Flurrie (Chief Accesibility Officer, Microsoft)

Pochodzi z Anglii. Jeny i jej siostra są głuche. Od 10 lat mieszka w USA. Ukończyła zwykłą szkołę i zajmuje się rozwijaniem dostępności oprogramowania Microsoft. Opowiadała swoją historię, o problemach, które ją spotkały i co udało się rozwiązać. W firmie menadżerowie zaczęli od zmiany systemu wsparcia, aby był dostępny dla wszystkich niepełnosprawności. Zatrudniają tam niepełnosprawnych, bo wtedy najlepiej wspiera się niepełnosprawnych. Microsoft rozwija wbudowany program udźwiękawiający i zwiększa współpracę z firmami zewnętrznymi. Koncentruje się na rozwoju wsparcia Office. Hasło przewodnie Microsoft, to: Najlepsza technologia to taka, której nie zauważasz. Mówczyni to osoba kompletnie głucha, a ma piękny brytyjski akcent, którego nauczyli ją rodzice, gdy jeszcze trochę słyszała. Kosztowało to wiele godzin pracy.

The iBraille Challenge California State University, to darmowa aplikacja na iOS.

Organizacja otrzymała 2,5 mln dolarów dotacji na stworzenie aplikacji, która będzie promować system brajlowski. Zespół tworzy 30 osób, które pracują nad rozwojem aplikacji.

Izrael Tomer Rosner opowiadał o systemie edukacji w Izraelu, gdzie jest specjalny program wsparcia niewidomych na studiach, a także po studiach. Dzięki temu jest tam duży procent zatrudnienia niewidomych.

Chris Horst (Royal Dutch Visio)

SensMath to aplikacja do nauki matematyki (3D, dźwięk i dotyk). Osoby z dysfunkcją wzroku w Holandii nie zdają egzaminów z matematyki. Aplikacja działa w taki sposób: uczeń jest w środku wykresu na osi x, y, z – dzięki dźwiękom może określić wygląd wykresu czy to prosta linia, czy sinusoida, parabola, czy przechodzi przez zero itp. Dotyk jest wykorzystywany poprzez wykorzystanie drukarek 3D. Drukarka 3D drukuje na folii, którą kładzie się na iPADA. Student sam tworzy wykresy i drukuje na drukarce 3D.

Wieczorem odbył się tzw. Cultural Night, można było rzucać piłką bejsbolową, spotkać się z astronautą, zjeść typowy amerykański posiłek i posłuchać muzyki country na żywo.

Dzień 3 wtorek, 23 sierpnia

Temat sesji ogólnej: Human rights for person who are blind and partialy sighted. Przemawiali:

William Rowland (Past President WBU)

Aubrey Webson (Ambasador nadzwyczajny United Nations)

Maryanne Diamond (Honorowy Prezydent WBU)

Ron McCallum (Niewidomy Professor University of Sydney).

Omawiano realizację traktatu z Marakeszu i CRPD (konwencja ONZ). Traktat nie jest honorowany, a jedyne co jest wykonywane, to przygotowywanie książek Daisy. WBU koncentruje się na realizacji CRPD w latach 2016/2017.

Panele ICEVI

Aria Indrawati, Indonesia bringing a change at the national level. Rząd Indonezji podpisał traktat z Marakeszu i CRPD, ale nadal nie wprowadził w życie prawa wykonawczego. Sytuacja niewidomych jest na poziomie podstawowym; są tylko niewielkie dofinasowania kosztów życia. Pod koniec wakacji rząd ma wprowadzić nowe przepisy, które mają zmienić znacząco ich sytuację.

Frederic Shroeder, First Vice-President, WBU Briging a change at global level. Traktat z Marakeszu jest przykładem dobrych zmian. Kraje mają różne porozumienia, które udostępniają książki bez naruszania praw autorskich. Nie ma jednak umowy, która pozwalałaby na drukowanie książek z innych krajów. Traktat z Marakeszu rozwiązuje te kwestie.

Kolejnym przykładem jest praca z United Nations na temat elektrycznych bezgłośnych samochodów i wytwarzanego przez nie minimalnego hałasu. Najlepiej wprowadzić takie globalne prawo, w każdym kraju takie samo. Podobne działania mają być wprowadzone w kwestii dostępności otoczenia.

Serbia Nenad Radenkovic, Union of the Blind Serbia, Harmonization of Serbia Law. W roku 2006 wprowadzono prawo antydyskryminacyjne wobec osób niepełnosprawnych. Po 10 latach Serbowie mogą powiedzieć, że implementacja tych postanowień jest bardzo trudna. Nadal dokumenty np. w sądach są niedostępne. Wprowadzono prawo prozatrudnieniowe z zachętami finansowymi dla pracodawców. Pracodawcy, którzy zatrudniają od 22 do 49 pracowników mają obowiązek przyjąć co najmniej 1 osobę niepełnosprawną, a powyżej 50 pracowników – 2 niepełnosprawnych. Brakuje dofinansowań zakupów. Funkcjonują ubezpieczenia i renty. Głosowanie w wyborach parlamentarnych odbywa się z asystentem, więc głosowanie niewidomych nie jest tajne. Realizacja traktatów nie jest wysoko na liście priorytetów rządu. Pod względem formalnym/prawnym Serbowie są zadowoleni, ale niestety brakuje implementacji zapisów szczegółowych. Według Nenada, dobrym sposobem na wpływ na rząd jest tworzenie tzw. Shadow Report.

Rob Nevin – BlindSquare – Seamless Travel from A to Beyond. To aplikacja, która wykorzystuje Beacony, aby ułatwić poruszanie się osobom niewidomym. W Helsinkach zostało przygotowanych kilka tras. Zaprezentowano film, na którym pokazano jak korzysta z tego systemu osoba z dysfunkcją wzroku. Komunikaty były ogłaszane w odpowiednich momentach, a nawigacja prowadziła pewnie. BlindSquare to także aplikacja GPS.

Prezentowany był też system ostrzegania przed samochodami, szczególnie elektrycznymi, w których może być zainstalowany beacon. Prowadzący samochód będzie wiedział, że niewidomy jest w pobliżu. Samochód wykryje fakt uruchomionej aplikacji BlindSquare. Niewidomy otrzyma informację, że samochód się zbliża – usłyszy klikanie.

Nowe funkcje wersji 4:

rozpoznawanie mowy

głosowo można wyszukiwać interesujące rzeczy np. sklep, restauracja

aplikacja będzie wymieniać dane z MyWay (kolejną aplikacją GPS dla niewidomych, wyprodukowaną przez Związek Szwedzki)

integracja z transportem publicznym

zintegrowana pomoc

obsługa QR codów

funkcja tworzenia map dotykowych do wydrukowania na drukarce 3D.

Zajęcia z Audiodeskrypcji z Joelem Snyderem

Fajnie poznać kogoś, o kim czyta się książki. Przypomniał swoje 4 zasady audiodeskrypcji:

Obserwacja

Edycja (usuwanie rzeczy niepotrzebnych)

Język

Umiejętności wokalne (trzeba odpowiednio czytać, a syntezatory nie są dobre).

Według Joela audiodeskrypcja powinna być obiektywna. Został podany przykład monumentu w Waszyngtonie. Zamiast powiedzieć: „Monument ma 500 metrów” lepiej stwierdzić, że jest 250 razy większy od człowieka. Zamiast użyć sformułowania „zachmurzony dzień”, lepiej go opisać: „dzień jest szary, a budynki są schowane za chmurami”. Hasło Joela to: „Wykorzystaj swoją wyobraźnie, aby opisać świat.”. Według Snydera trzeba używać dużo synonimów, ale pisać prosto. Po stworzeniu audiodeskrypcji trzeba do niej usiąść jeszcze raz i skrócić tak, jak wiersz, aby zostało tylko to, co jest niezbędne. Następne hasło to „Audiodeskryberzy nie oceniają, Audiodeskryberzy przedstawiają.”. Brytyjczyk mówi: „Nie możesz zobaczyć złości, możesz zobaczyć tylko jej reprezentacje. Nie mów, że ktoś jest smutny, powiedz, że płacze, opisz, że łzy lecą tej osobie po policzkach. Przecież ta osoba może płakać ze szczęścia. Nie widzimy rzeczy jakimi są, widzimy je, jakimi jesteśmy my.” Na moje pytanie, czy jednak możemy powiedzieć, że ktoś jest zły bo dokładnie wiemy, że taką ma intencję autor, dopuścił to rozwiązanie, ale tylko pod tym warunkiem.

Dzień 4, środa 24 sierpnia

Główny sponsor WBU (Perkins) uruchomił stronę:

Home

Hasło Blind New World jest parafrazą książki Brave New World (Nowy Wspaniały Świat) Aldousa Huxleya, która jest antyutopią, podobnie jak utwór Orwella Wielki Brat opisuje przyszłość.

Blind New World jest pierwszą tego typu akcją w mediach społecznościowych. Chodzi o to, by zmienić wizerunek niewidomych i podnieść poziom wiedzy o ich możliwościach. Według danych Perkins:

73% osób uważa, że niewidomi nie mogą mieć pracy, ale 28% z nich uważa, że nie dali by rady wykonywać pracy

77% mogłoby zatrudnić taką osobę, ale 32% uważa, że ich miejsce pracy nie jest na to gotowe

53% widzących nie czuje się komfortowo przy niewidomej osobie

80% czuje żal, gdy widzi osobę niewidomą, zakłada że:

56% nie mogą same ugotować posiłku

63% same podróżować

70% kupować ubrań

81% opiekować się dziećmi

74% ludzi uważa, że nie mogliby być szczęśliwi, gdyby stracili wzrok.

Temat sesji ogólnej: Youth leadership and Social engagement. Diane Bergeron, Executive Director Strategy & Relation CNIB, Chair WBU Youth Committee, Praveena Sukhraj-Ely Advocate of the High Court South Africa, Principal Officer, ICEVI.

Realizing our dreams. Yoshimi Horiuchi, Always Reading Caravan, Japan. Yoshimi pracuje w bibliotece w Tajlandii. Zaprezentowała pocztówkę dźwiękową z biblioteki. To reporterskie nagranie z dźwiękami otoczenia i głosami ludzi. Co ciekawe, jako niewidoma prowadzi bibliotekę dla widzących dzieci, a nie dla niewidomych. Wszystko osiągnęła sama, pojechała do Tajlandii bez żadnych funduszy, a jednak udało się jej. Takie postawy są promowane przez WBU i ICEVI. Wspomniane organizacje walczą o to, aby niewidomi pracowali w każdym miejscu, bez względu na niepełnosprawność. Hasło Yoshimi to: „Niewidomi mają przewagę, bo zaczynają życie z wyzwaniami, dzięki temu mogą osiągnąć większe sukcesy niż ich rówieśnicy.”. Yoshimi opowiedziała swoją historię od momentu jak biegała po łące, po wyjazd do Tajlandii. Użyła sformułowania, że jej oknem na świat były książki, dlatego chciała otworzyć bibliotekę. Była bardzo pozytywna i trochę szalona, zebrała największe oklaski, jakie kiedykolwiek widziałem na takiej konferencji.

Moly Burke, Canada, Being a blind youth and being bullied. Moly ma 23 lata. Korzysta z psa przewodnika, który jest cięższy od niej. Opowiedziała swoją historię. Straciła wzrok w wieku szkolnym. Jej koledzy przestali mówić do niej po imieniu, tylko „blind girl” (niewidoma dziewczyna), nie chcieli jej w pokoju itp. Koleżanki na imprezę na 14 urodziny pomalowały ją jak klauna. Wysmarowali włosy dziwnym żelem i śmiali się z niej. Wtedy zdecydowała, że tak nie może być. Było to bardzo negatywne przeżycie. W szkole powiedzieli jej, że to jej wina, że wykorzystuje bycie niewidomą, aby zwrócić na siebie uwagę i w ten sposób sprowadza na siebie szyderstwo. Moly podała statystykę, z której wynika, że 1 na 5 osób ma problemy z psychiką, a w przypadku osób z dysfunkcją wzroku aż 3 na 5 osób ma takie problemy. Ona też je miała i przeszła depresję. Zdała sobie sprawę, że proszenie o pomoc to nie porażka. Każdy potrzebuje pomocy i każdy jest w jakiś sposób niepełnosprawny. Zrozumiała, że musi walczyć o siebie, że powinna mówić otwarcie o swoich potrzebach. Teraz jeździ po świecie i motywuje innych do walki o siebie. Jej hasło to: „Trzeba być dumnym z tego, kim się jest”.

Sesje ICEVI

Mizael Conrado, Brazilian Paralympic Committee, Role of physical activity and sport. Uznawany jest za niewidomego PELE! Na spotkaniu odtworzono wideo. U niewidomych piłkarzy widoczna była technika lepsza niż u wielu widzących. Sama gra jest dosyć chaotyczna. Mizael, gdy był widzący, chciał być piłkarzem, ale stracił wzrok gdy miał 9 lat. Na szczęście podczas nauki w szkole dla niewidomych dostał się do reprezentacji football. Przez 14 lat reprezentował Brazylię i zdobył 2 złote medale olimpijskie i 2 mistrzostwa świata. Został wybrany najlepszym piłkarzem na świecie! Nie było to tylko osiągnięcie sportowe, ale także rozwinęło go jako człowieka. Bo sport daje takie możliwości zmiany i rozwoju osobowości. W 1960 w Rzymie odbyła się pierwsza paraolimpiada, która zgromadziła 400 sportowców. W 1988 w Seulu zaczęto organizować paraolimpiady na tym samym stadionie, na którym odbywają się olimpiady. W olimpiadzie w RIO uczestniczyło 4000 sportowców!

Sport jest kluczowy dla prawdziwej rehabilitacji. Fizycznej, ale także emocjonalnej. Jest niezbędny we włączaniu niepełnosprawnych w społeczeństwo. Jeżeli osoba niepełnosprawna może zdobyć medal lub pobić rekord, dlaczego nie miałaby pracować w twojej firmie, chodzić do szkoły z twoim dzieckiem itd. Takie przykłady zmieniają odbiór osób niepełnosprawnych w społeczeństwie. Nie wszędzie to działa tak samo – inaczej w krajach rozwiniętych, inaczej w pozostałych. W Brazylii funkcjonuje model szkół specjalnych – dzięki niemu zostałem sportowcem mówi Mizael. Teraz jest inny model, model edukacji włączającej. Niestety, w wielu szkołach niepełnosprawni nie uczestniczą w zajęciach sportowych, co prowadzi do tego, że niepełnosprawni poznają sport dopiero jako dorośli! Według Mizeala kluczowe jest, aby szkolić nauczycieli sportu, aby włączali dzieci niepełnosprawne do zajęć! Jest to ogromne wyzwanie dla nowego modelu edukacji w szkołach! WBU powinno zapraszać sportowców pełnosprawnych i niepełnosprawnych, aby uczestniczyli w takich imprezach!

Jannie Hammershoi, niewidoma Prezydent International Blind Sports Federation, The Paralympic experience. Jannie jest niewidoma. Ma 49 lat, trójkę dzieci. Urodziła się na Faroe Islands, mieszkała w wiosce, gdzie było 300 osób. Mając 12 lat przeniosła się do Danii. W wieku 16 lat zaczęła tracić wzrok i przestała uprawiać sport. Wróciła do niego grając w goalball. Na początku bardzo źle, ale po jakimś czasie została włączona do reprezentacji olimpijskiej w Atlancie.

Czym jest IBSF? Federacja została uformowana w 1991 we Francji. Zajmuje się dostępnością sportów dla niewidomych.

Diane Bergeron, Executive Director, Strategic relation and engagement CNIB, WBU Youth Committee. Diane zaczęła od tego, że media nie mówią o medalach z paraolimpiady. Uważa, że sportowcy niepełnosprawni muszą więcej zrobić niż pełnosprawni – dlatego są lepsi. Urodziła się w Szkocji, przeprowadziła do Kanady. W wieku 5 lat zdiagnozowano u niej Retinis Pigmentosa. Podczas nauki w szkole w systemie edukacji włączającej nie poznała innych niewidomych. Robiła to, co robią widzący, ale wiele jej zabraniali, np. jazdy na rowerze. Ale i tak jeździła, nawet gdy straciła wzrok. W szkole wybrała pływanie. Pływała na czas i synchronicznie, ale szkoła nie uwzględniała jej w zawodach. Po urodzeniu dzieci na długi czas odpuściła sport, ale zrozumiała, że musi do niego wrócić. Kilka lat temu zaczęła dawać sobie wyzwania. Bała się wysokości, więc skoczyła ze spadochronu, bała się samochodów, więc jeździła samochodem. Ktoś zasugerował jej triathlon. Zapisała się na dystans olimpijski. Ukończyła go, była 2 od końca. Była jedyną niepełnosprawną, więc w jej ocenie wygrała złoto. Triathlon poleca wszystkim! Uwielbia pływanie i rower, biegania nie znosi, ale to wyzwanie! W zawodach uczestniczy się z przewodnikiem, który jest obok połączony sznurkiem, na rowerze jedzie się na tandemie. Ukończyła wiele różnych zawodów, w tym małe IRONMAN. Wzięła udział w dużych zawodach IRONMAN. Zrobiła kilka kilometrów pływając, 180 km na rowerze, po 20 km biegu… było 40 stopni, a ona ma 50 lat, nie dała rady. Była jedyną osobą niepełnosprawną. Na początku uznała, że to porażka, potem, że to sukces, bo nigdy tyle nie osiągnęła. Później zrozumiała, że źle ustawiła sobie cele, celem nie jest 1 miejsce, czy ukończenie, ale uczestnictwo. Jej hasło to: „Nie myśl o tym, że jesteś za słaby, pomyśl o tym, że musisz wstać z kanapy!”

Fundacja Szansa dla Niewidomych stara się działać zgodnie z ideami, które tutaj przedstawiliśmy. Czy na to wychodzi? Z pewnością dużo się udaje, ale należy zauważyć, że nawet w krajach przodujących w tej dziedzinie oraz w samej światowej organizacji WBU nic dobrego się nie wydarza bez funduszy. W Polsce ich brak. Niewidomi mają ograniczone możliwości. Dotacje na ich potrzeby są zaniżone – ma nam wystarczyć namiastka rehabilitacji. To tak jak z medycyną. Gdyby leczyć z główną myślą o oszczędzaniu, bylibyśmy nadal chorzy. Nie ma taniego leczenia i trzeba zapłacić za dobre leki, profesjonalną opiekę, właściwe operacje i zabiegi. W rehabilitacji niewidomych i słabowidzących trzeba zapłacić za przyrządy i szkolenia prawdziwie niwelujące skutki inwalidztwa wzroku. Gdy na przykład niewidomy uczeń nie dysponuje brajlowskimi urządzeniami i książkami, pozostaje, albo staje się wtórnym analfabetą. Nie potrafi pisać nawet prostych listów. Jak go odbierają ludzie widzący, gdy pisze do nich słowo „góra” przez zwykłe, otwarte „u”?!

Tak więc zadaniem naszej Fundacji i jej otoczenia jest walka o wsparcie na poziomie krajów, o których tutaj mowa. Niewidomi chcą żyć jak w USA i UK, a nie jak w Zambii czy na Ukrainie.