Jestem wolontariuszem. Prawdziwa pasja i wolontariat rodzą się z serca…

Zawsze uważałam, że życie to tak naprawdę spotkanie z drugim człowiekiem, dzięki czemu jesteśmy w stanie „widzieć i wiedzieć więcej”. Na studiach podyplomowych spotkałam zwyczajną-niezwyczajną Zofię, która swoją opowieścią zainspirowała mnie i jednocześnie utwierdziła w głębokim przekonaniu moją tezę, że jak się chce, można wszystko, a ograniczenia to tylko wymówka. Zapraszam na wywiad z kobietą, której pasja zrodziła się tak po prostu z potrzeby serca, a nie dlatego, aby coś udowodnić i komuś zaimponować. W kontakcie z Zofią odczuwa się spokój i dobrą energię, która wypełnia tę skromną dziewczynę od stóp do głów.

– Zofio, dlaczego zdecydowałaś się na wolontariat w Towarzystwie Opieki nad Ociemniałymi w Laskach?

– Dzielenie się tym, co się lubi robić, staje się często obustronną przyjemnością. Zawsze lubiłam uczyć matematyki i rozwiązywać łamigłówki logiczne. W wolnym czasie udzielałam korepetycji. Kiedy dowiedziałam się, że jest potrzeba, aby douczyć do matury z matematyki uczniów w Laskach, zgodziłam się pomóc. Dlaczego? Chyba z ciekawości. Ja myślę obrazami i widzę to tak, a oni – jak sobie to wyobrażają? Bardzo się cieszę, że zdecydowałam się na ten wolontariat. Pomagając poznałam osoby współpracujące od dawna z niewidomymi i niedowidzącymi, obserwowałam metody nauczania i pracy. Kilka momentów było dla mnie odkryciem, a każdy z nauczycieli wykazywał się nieprzeciętną kreatywnością! Praca z osobami doświadczonymi w dydaktyce jest lepsza niż 100 teoretycznych książek napisanych na ten temat. Uważam, że wolontariat nigdy nie jest tylko dawaniem!

– Jak to się stało, że pojechałaś do Afryki?

– Od dzieciństwa w żartach mówiłam, że pojadę na misje do Afryki. W 2013 roku, w dniu moich urodzin, kiedy zapytano czego sobie najbardziej życzę, odpowiedziałam, że chciałabym pojechać do Kibeho, do Rwandy. Równo 6 miesięcy później wylądowałam w Kigali – stolicy Rwandy. Splot szczęśliwych zbiegów okoliczności, pomoc zaprzyjaźnionych osób. 14 miesięcy na misjach – taki niespodziewany prezent dostałam od życia.

– Jak przygotowywałaś się do podróży?

– W Warszawie spotkałam się z siostrą Rafaelą – dyrektor szkoły w Kibeho. Siostra opowiedziała mi jak wygląda misja i w czym mogłabym pomóc. Ponieważ studiowałam matematykę, moim głównym zadaniem miało być podnoszenie poziomu matematyki wśród nauczycieli i wychowawców pracujących w ośrodku. Dorośli – sami mając problemy z matematyką – nie mogli dobrze uczyć dzieci. Oprócz doświadczeń zdobytych w Laskach i własnej kreatywności, wiedziałam, że będę mogła liczyć na pomoc siostry. Nie mogąc wyobrazić sobie afrykańskiej szkoły dla biednych dzieci niewidomych i niedowidzących zdecydowałam, że pojadę i zobaczę. Powtórzyłam angielski, dokończyłam studia – licencjat z rzeźby na ASP, spakowałam się na 3 miesiące i poleciałam.

Taka decyzja przerastała moje siły, ale dzięki życzliwości Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża (których charyzmatem jest opieka nad niewidomymi i ociemniałymi) i pomocy zaprzyjaźnionych osób, wyjechałam, a potem zostałam nie 3, ale 14 miesięcy!

– Czy łatwo było Ci tam żyć?

– Meramutze! Muraho Inshuti! Komera, Amakuru? Murakoze, Muramuke. I tak w kółko. Począwszy od Mamy Cecylii, ogrodniczki, Jonego i innych ogrodników, kucharek, tych, którzy paśli krowy… dzieci, sąsiedzi, każdy pozdrawiał po rwandyjsku. Kiedy wreszcie Umuzungu (tłum. „Białas”) nauczy się odpowiadać po rwandyjsku na najprostsze pytania, prowadzić podstawowe rozmowy o pogodzie, o tym, że coś jest ładne albo smaczne, najprawdopodobniej wywoła serdeczny uśmiech i zjedna sobie zaskoczonych rwandyjczyków.

– Opisz mi proszę Rwandę. Chcę zamknąć oczy i przenieść się tam razem z Tobą.

– Rwanda jest małym krajem, mniej więcej wielkości województwa mazowieckiego, pełnym pagórków. Ponieważ leży na równiku, słońce przez cały rok wschodzi i zachodzi o tej samej porze. O 6 gwałtownie wschodzi, potem staje się ostre, palące, potem ciepłe, a wieczorem robi się bardzo czerwone i szybko znika, pozostawiając niesamowicie gwiaździste niebo. Przyroda ma intensywne kolory. W porze suchej jest gorąco, żółto i nie ma jedzenia, w porze wilgotnej deszcz leje jak z cebra, a przyroda dosłownie wybucha. Rośnie fasola, ryż, marchewka, zielone banany, słodkie ziemniaki, kasawa itp. W Rwandzie wciąż dużym problemem jest głód. Do ośrodka napływają dary od różnych dobrych ludzi. Dzieci nie chodzą głodne, mają trzy posiłki dziennie.

Uczniowie mieszkają w trzech internatach: internat chłopców, dziewczyn i najmłodszych dzieci. Na śniadanie, obiad i kolację Mamy (Panie gotujące i jeden tata, Pan) przynoszą na głowach wielkie miski i wiadra pełne gorącej kaszki, zupy, ryżu albo fasoli. Na śniadanie jest gorąca kaszka z bułką i herbata. Na obiad i kolację najczęściej jest ryż i fasola. Ponieważ w ośrodku są krowy, dzieci dostają mleko albo kefir, czasem masło, wyrobione przez siostry.

– Jak wygląda nauka dzieci niewidomych i słabowidzących?

– Młodsze dzieci uczą się metodą globalną. Metoda praktykowana w Laskach polega na wieloaspektowym poznawaniu tematu, np. gdyby tematem była krowa, klasa mogłaby pójść do obory, obejrzeć zwierzęta, dowiedzieć się czym się żywą, jak pachną. Mogłyby napić się mleka. Potem – kontynuując temat krowy – śpiewałyby piosenki, opowiadały historie i wierszyki, a na zakończenie mogłyby pójść do pracowni ceramicznej spróbować ulepić krowę z gliny.

Podstawówka uczy się według zwykłego rwandyjskiego systemu. Program nauczania adaptujemy dla osób niewidomych. W szkole jest drukarnia, a w niej jedna drukarka brajlowska. Służy do drukowania podręczników, pomocy naukowych, klasówek dla około 150 dzieci. Uczniowie robią własne notatki: mali na tabliczkach, starsi na maszynach. Czasem rysują. Wiele ciekawych modeli przysłali darczyńcy, np. rysownice, globusy, atlasy geograficzne, miniatury zwierząt, rozmontowywane formy biologiczne: komórki i ciało człowieka. Pomoce są, ale wciąż jest ich za mało. Często uczestniczyłam w przygotowywaniu dodatkowych pomocy biologicznych, chemicznych i fizycznych. Omawialiśmy z nauczycielami konspekty lekcji. Staraliśmy się rozwijać w nich kreatywność i wspomagać w przygotowaniu, a czasem też w prowadzeniu zajęć. Na dobrze przygotowanych zajęciach dzieciaki mogą z przyjemnością dużo się nauczyć. W wolnych chwilach i podczas wakacji przychodzili do mnie uczniowie, np. żeby dać im dodatkowe zadania z matematyki.

– A co robi się w ośrodku po lekcjach?

– Śpiewa się, słucha muzyki, tańczy, gra na bębnach, keybordzie, można też pograć w piłkę, poczytać książkę albo posłuchać radia. W weekendy czasem oglądaliśmy filmy.

– Jak spędzałaś tam wolny czas?

– Po pół roku postanowiłam, że wstanę wcześniej rano i pobiegam przed zajęciami. Powiedziałam, że jeśli ktoś ma ochotę to zapraszam. Ku mojemu zdziwieniu o 6 rano zebrało się około 40 niewidomych i niedowidzących dzieci. Wstały po to, żeby poćwiczyć. Z czasem rozgrzewki odbywały się w języku rwandyjskim, a dodatkowo dzieciaki nauczyły się: „przód, tył, prawo, lewo” i liczyć po polsku. Również w dzień mojego wyjazdu o 5.30 biegaliśmy. Jogging się przedłużył i umyłam się dopiero w Warszawie.

W weekendy chodziliśmy pograć w piłkę nożną. Nie tylko ważny był wynik czy dobre buty. Najważniejsza chyba była wspólna atmosfera zabawy i wspaniała wycieczka. Na piłkę chodziliśmy do zaprzyjaźnionych księży Marianów, u których było fajne boisko. Czasem braliśmy piłkę z dzwonkami (goalball), a czasem zwykłą. Zawodnicy informowali się krzycząc z pełnym zaangażowaniem skąd leci piłka i gdzie biec. Pamiętam, że kiedyś na bramce stało 7 bramkarzy. Chłopcy zajęli całą bramkę i jeden z nich, widzący, dowodził pozostałą szóstką. Nic nie przepuścili. W piłkę grali wszyscy, dziewczyny oczywiście też! I animatorzy.

– Co dał Ci wolontariat i wyprawa w nieznane?

– Zostałam w Rwandzie ponieważ okazało się, że mogę pomóc nie tylko nauczycielom i animatorom, których dokładnie przeegzaminowałam. Świetnie się bawiłam pracując i żyjąc z tymi dziećmi. Dlatego zostałam. Wolontariusze zmieniali się. Kiedy przyjechałam pracowała już Natalia, potem przyjechała Ania, Weronika, Kuba, Marcin. Każdy zostawał ile mógł dzieląc się swoimi umiejętnościami.

– Czy warto zostawić wszystko i pojechać, żeby służyć?

– Pytanie czy dzieci zyskują, czy my. Bo to ja zyskałam. Świetnie się bawiłam i cieszyłam kiedy mogłam dzielić się tym, co lubię robić. Wtedy można wstawać nawet o 5.30. Ciężko było zostawić misję i wrócić z kolorowej, gorącej Afryki do szarej, chłodnej, jesiennej Polski. Wracałam na ślub brata, nie mogłam czekać do wiosny.

– Czego brakuje dzieciom niewidomym i słabowidzącym w Afryce?

– Misja ma wiele potrzeb. Fizycznie rozbudowuje się, bo przychodzi coraz więcej dzieci niewidomych z biednych rodzin. Tworzone są miejsca do zabaw, specjalne pracownie. Ważne, żeby było też więcej pomocy dydaktycznych i maszyn. W Rwandzie nauka odbywa się po angielsku, dlatego potrzebne są audiobooki, książki, programy do nauki angielskiego. Choć oczywiście pierwszą potrzebą jest zaspokojenie głodu. Drugą zadbanie o to, żeby każdy miał bieliznę, skarpetki, mydło, pastę do zębów. W trzeciej kolejności myśli się o pomocach, a na koniec o dodatkowych przyjemnościach. Choć łatwo sprawić im radość. Od święta dzieci dostawały zwykłą landrynkę, albo lizaka i to był dla nich wspaniały prezent!

W Rwandzie inaczej liczy się czas. Na lekcji z matematyki odkryłam, że dla wielu dorosłych problemem jest, żeby policzyć ile czasu upłynie między 7.15 rano a 2 po południu.

– Dlaczego?

– Okazuje się, że 7 rano nazywa się z suahili pierwsza, 8 to druga i tak dalej. Dodatkowo Rwandyjczycy bardzo lubią rozmawiać i rzadko spieszą się. Najczęściej nie przychodzą na czas, a że ja też nie jestem zbyt punktualna, wcale mi to nie przeszkadzało. Po powrocie stamtąd ciągle tylko nie mogę się przyzwyczaić do napiętych kalendarzy i dokładnie zaplanowanych dni. W Afryce czas jest wolniejszy, po prostu płynie.

Po opowieści tej zwykłej-niezwykłej dziewczyny mogę powiedzieć: wolontariat to brzmi dumnie. Życzę sobie i wszystkim tyflopunktom Fundacji Szansa dla Niewidomych takich wolontariuszy. A z dumą mogę powiedzieć, że Zosia niebawem zacznie współpracę z punktem bydgoskim.

Spotify – muzyka na każdą chwilę

Wraz z rozwojem Internetu i rozpędzaniem się przesyłania danych, spełnia się marzenie każdego melomana – możliwość nieograniczonego zgłębiania olbrzymich zasobów muzycznych. Mowa tu o usługach streamingu (strumieniowania) muzyki, gdzie darmowo lub w ramach niewielkiego abonamentu użytkownicy otrzymują dostęp do milionów utworów. Niezwykle ważne jest to, że dostęp ten jest legalny i natychmiastowy.

Spotify to szwedzka usługa z muzyką na życzenie oferująca kilkumilionową bazę utworów, do której dostęp można uzyskać przez dedykowany program komputerowy, mobilne aplikacje oraz odtwarzacz w przeglądarce internetowej. Na co dzień korzysta z niej 40 mln użytkowników na całym świecie, z czego 10 mln opłaca subskrypcję Premium. Owa subskrypcja umożliwia nielimitowany dostęp do muzyki wraz z towarzyszącymi jej funkcjami (np. zapisywanie utworów na własnych dyskach i urządzeniach). Kosztuje jedynie 19,99 zł miesięcznie. To kwota mniejsza niż za album ulubionego wykonawcy! Czym różni się darmowe konto od usługi Premium? Użytkownicy darmowej wersji Spotify mają normalny dostęp do utworów na komputerach i tabletach, jednak co pewien czas zostanie im „zaaplikowana” reklama. Aby wykupić konto Premium trzeba mieć kartę umożliwiającą płatności internetowe lub konto w serwisie PayPal.

Streaming w rodzaju Spotify ma wiele zalet i często góruje nad własną biblioteką plików mp3, czy kolekcją płyt zalegających na półkach. Dzięki Spotify muzykę możemy wyszukiwać według autora, tytułu, albumu czy gatunku, a – co ważne – wszystkie nasze utwory możemy segregować według własnych upodobań, dzięki czemu wszystko mamy pod ręką. Kolejną ciekawą funkcją Spotify jest radio, za pomocą którego z łatwością możemy poznać wykonawców, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia.

Ciekawe funkcje skrywa zakładka Odkrywaj. Pozwala słuchać muzyki według określonych gatunków i… nastrojów! Znajdziemy tu między innymi muzykę na imprezę, do ćwiczeń, pomagającą się skoncentrować, do kolacji, na podróż, jak również pop, rock, hip hop, czy soul. Decydując się na przykład na muzykę lat 60., można włączyć widoczny na liście utwór lub wybrać odtwarzanie losowe. To nie lada gratka dla poszukiwaczy, którzy lubią zaspokajać swój muzyczny głód niesłyszanymi wcześniej utworami.

Fantastyczną funkcją jest synchronizacja wielu urządzeń z jednym kontem użytkownika. Cała zawartość programu (czyli informacje o naszych osobistych preferencjach odtwarzania i ich zawartości) przechowywana jest na serwerach Spotify. Wystarczy zalogować się na swoje konto gdziekolwiek indziej niż domyślny komputer czy tablet, a aplikacja w mgnieniu oka zsynchronizuje wszystkie informacje. Podsumowując, wszędzie tam, gdzie znajdziemy komputer lub urządzenie z dostępem do Internetu, będziemy mieć możliwość zanurkowania w świat naszej prywatnej kolekcji muzycznej!

Nieocenioną funkcją tego programu jest także możliwość zapisywania utworów do późniejszego odtwarzania offline (tylko dla posiadaczy kont Premium). Działa ona na wszystkich urządzeniach i nie stawia żadnych ograniczeń ilościowych, jedynym problemem może być ewentualnie brak miejsca na dysku lub karcie pamięci. Opcja ta sprawdza się podczas podróży, ponieważ nie wszędzie jest zasięg pozwalający na płynny streaming muzyki.

Czy opisana powyżej usługa dostępna jest dla niewidomych? Przecież wśród osób z dysfunkcją wzroku jest wielu melomanów, którzy z chęcią skorzystaliby z łatwego dostępu do bogatej bazy utworów muzycznych. Aby kompetentnie odpowiedzieć na to pytanie, autorka postanowiła poprosić o pomoc Michała Bałamuta – niewidomego informatyka, eksperta technologii dostępowych.

Okazuje się, że pierwsze wersje aplikacji obsługującej Spotify słabo współpracowały z JAWS. Wtedy program na PC bez skryptów był bardzo słabo dostępny, dało się go używać tylko z poziomu kursora JAWS, a i to było mocno niewygodne, np. nie dało się przewijać list.

Ze skryptami było lepiej, wiele funkcji było niedostępnych, chociaż te podstawowe – wyszukiwanie i odtwarzanie utworów, albumów itp. – działały. O wiele lepsza była dostępność na iPhone, chociaż daleko jej było do ideału.

Niestety, najnowsza aktualizacja Spotify nie przysłużyła się dostępności usługi dla niewidomych, zwłaszcza w przypadku aplikacji na PC. Nie działa obsługa kursorem JAWS, ale można poradzić sobie z pomocą OCR. Dostępność obecnej wersji na iPhone jest dobra.

Jest jednak rozwiązanie nie wiążące się z koniecznością instalowania dodatkowych skryptów, a usprawniające pracę ze Spotify na komputerach osobistych. Michał Bałamut znalazł wersję beta nowego programu Desktop:

https://community.spotify.com/t5/Help-Desktop-Linux-Mac-and/Welcome-to-the-Desktop-Beta/td-p/932803

Ta wersja oparta jest na Chrome i korzysta się z niej tak samo jak z przeglądarki. Działa dopiero z JAWSem 16 albo najnowszym NVDA. Nie wszystko jest jeszcze dopracowane, np. czasami trzeba odświeżać bufor strony Insert+Esc, czasami zgadywać, gdzie kliknąć, żeby rozpocząć odtwarzanie, ale da się używać tej aplikacji bez instalowania dodatkowych skryptów.

Podsumowując, twórcy Spotify mają przed sobą jeszcze sporo pracy, aby ich popularna usługa nie pomijała potrzeb niewidomych. Być może lektura niniejszego artykułu zainspiruje kogoś do rozpoczęcia rozmów z osobami rozwijającymi ten serwis, warto zaprezentować stanowisko osób z dysfunkcją wzroku. Każda pozytywna zmiana zaczyna się przecież od komunikacji.

Elementarz Expo. Otwarta przestrzeń w muzeum (część 1)

Natalia Łakomska, Muzeum Narodowe w Kielcach

Artykuł jest opisem projektu „Recepcja sztuki”, zrealizowanego w Muzeum Narodowym w Kielcach w 2014 roku. Dlaczego jest to projekt priorytetowy dla osób zajmujących się tworzeniem wystaw? Ponieważ dla dziedzictwa kulturowego niezwykle ważne jest różnorodne, nieograniczone współistnienie miejsca, eksponatu i odbiorcy.

Muzeum jest „domem spokojnej starości dóbr kultury”, galeryjną przestrzenią, w której możemy odnaleźć zaakceptowane społecznie artefakty. Cechami muzealnej przestrzeni jest publiczny dostęp, egalitarność i otwartość. To teren bezpiecznego społecznego współistnienia: miejsca, dzieła i odbiorcy.

Konwencja ONZ, ratyfikowana przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej we wrześniu 2012 roku, stanowi: „To nie indywidualne ograniczenia, ale zewnętrzne bariery utrudniające uczestniczenie w życiu czynią człowieka niepełnosprawnym” . Słowa te przenoszą ciężar niepełnosprawności z osoby na „otaczającą nas niepełnosprawną przestrzeń”. Słowa prezydenta Bronisława Komorowskiego przyczyniają się do całkowicie odmiennej definicji niepełnosprawności, czyniąc odpowiedzialnych za tę niepełnosprawność ludzi mających wpływ na przestrzeń publiczną w Polsce. W świecie kultury są to: osoby zarządzające jednostkami organizacyjnymi, architekci, artyści, dizajnerzy, twórcy, kuratorzy i koordynatorzy wystaw.

Dyrektorzy muzeów mają obowiązek dostosowania dostępności zbiorów, lecz nie mają konkretnych wytycznych rządu. Uporządkowania prawne mogłyby się przyczynić do szybkich zmian, ale patrząc na wyniki badań realizowanych w 2013 roku przez Muzeum w Stalowej Woli, bardziej istotne wydają się zmiany mentalności.

Nadzorowany przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego Narodowy Instytut Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów, prowadzi program Muzeum bez barier. Jego celem jest wspieranie polskich muzeów w udostępnianiu zbiorów wszystkim zainteresowanym – także osobom z dysfunkcjami. Instytut realizuje to zadanie organizując szkolenia. Dotyczą one przygotowania oferty dla osób niepełnosprawnych . Dzięki tym szkoleniom „w słownikach muzealników” zadomowiło się zagadnienie „dostępności przestrzeni” dla osób niepełnosprawnych.

Jednym z przejawów dbałości o dostępność muzeów dla osób z różnymi rodzajami dysfunkcji jest dokonywanie analizy dostępności placówki dla tych osób, opracowanie planu wdrażania udogodnień i usuwania barier. Badania wskazują, że muzea walczą z barierami architektonicznymi i czują potrzebę wprowadzania zmian do oferty, ale nie wiedzą jak tym problemem się zająć.

Architekci, osoby odpowiedzialne za projektowanie współczesnych galerii sztuki, artyści, kuratorzy wystaw, odpowiedzialni za aranżację wystaw, projektując nowoczesne i atrakcyjne ekspozycje najczęściej zapominają o osobach z dysfunkcjami. Niepotrzebnie projektują zasadzki, w które wpadają zwiedzający, np.: nieoznakowane tafle szkła zamykające przestrzeń; obrotowe lub wahadłowe drzwi; jednolite, odbijające blask piony ścian i poziomy podłóg.

To przeniesienie odpowiedzialności, o którym mówi Prezydent Bronisław Komorowski, wymaga zmian w mentalności osób tworzących infrastrukturę przestrzenną miast, ponieważ to oni przedkładają walory estetyczne nad funkcjonalność.

Aby zmieniać przestrzenie ekspozycyjne w Polsce, należy wprowadzić harmonogram zmian. 75 jednostek muzealnych próbuje usystematyzować działania.

Badania przeprowadzone od czerwca do października 2013 roku w muzeach w Polsce i na Ukrainie z inicjatywy Muzeum Regionalnego w Stalowej Woli, nie napawają optymizmem . Wystandaryzowane kwestionariusze rozesłano do ponad 1450 muzeów (900 polskich i 550 ukraińskich). Na pytania odpowiedziały tylko 332 placówki muzealne – 219 z Polski (tj. około 24% ogółu muzeów polskich) oraz 113 z Ukrainy (tj. około 20% muzeów ukraińskich). Jednym z powodów braku odpowiedzi na pytania była nieumiejętność oceny stopnia dostosowania przestrzeni; co za tym idzie, brak elementarnej wiedzy na temat metod dostosowania jej dla osób niepełnosprawnych. Najgorzej przedstawia się sytuacja osób niewidomych i słabowidzących: 216 muzeów odpowiedziało na to pytanie ankietowe, z czego 48% odpowiedziało, że sytuacja wygląda raczej źle.

W badania te zaangażowało się Muzeum Narodowe w Kielcach. Przyczyniły się one do rozpoczęcia długofalowego projektu edukacyjnego, którego celem jest: stworzenie procedur oraz odnalezienie narzędzi do likwidowania barier niedostępności i rozbudzenia empatii społeczeństwa. Wprowadzony w 2014 roku partycypacyjny projekt edukacyjny „Recepcja sztuki”, jest bodźcem do zmian i próbą zmierzenia się z nietolerancją i brakiem empatii społecznej. Projekt powstał dzięki współpracy z Fundacją Szansa dla Niewidomych, a jego nadrzędnym zadaniem była aktywizacja osób niepełnosprawnych i zrozumienie świata – kultury osób słabowidzących lub niewidomych.

Zewnętrzne i wewnętrzne rozwiązania techniczne udostępniania przestrzeni wystawienniczych osobom z dysfunkcją wzroku

W ramach partnerskiej umowy z tą Fundacją wybieraliśmy obszar, który możemy zmienić. Dla poprawy komfortu zwiedzania mamy do dyspozycji szereg rozwiązań technicznych, które opisuje dr Marcin Szeląg w artykule „Gość niewidomy i słabowidzący w muzeum” . Poznanie tych rozwiązań to pierwszy krok do stworzenia wewnętrznego audytu, który systematyzuje wiedzę:

  • Dotykowe ścieżki naprowadzające, które będą prowadzić do punktu, w którym można uzyskać informację;
  • Plany tyflograficzne – dotykowe informacje: plany zewnętrzne i wewnętrzne obiektów;
  • Makiety, tyflografiki, kopie eksponatów, które dają możliwość dotykania wybranych eksponatów lub zapoznanie się z bryłą architektoniczną obiektu;
  • Urządzenia wspomagające odbiór informacji słownych (np. pętle indukcyjne, system FM);
  • Opisy wystaw dostępne w wersji dźwiękowej (np. audioprzewodniki);
  • Opisy/podpisy obiektów wymagające szczegółowego oglądu: wysokości od 120 do 160 cm, duże od 18 do 36 pkt. bezszeryfowe litery i kontrastowe tło, dostępne w alfabecie Braille’a;
  • Unikanie opisów/podpisów w kolorowych, mieniących się tłach, zmian orientacji tekstu, pisania tekstów na fotografiach;
  • Blaty gablot nie powinny być wyższe niż 80 cm.

Szereg udogodnień stosowanych dla osób z dysfunkcją wzroku okazuje się być niezwykle pomocne dla wszystkich zwiedzających – szczególnie osób starszych oraz młodzieży. Wpływają one na budowanie ładu w przestrzeniach służących do obsługi odbiorcy.

  • Poziome dotykowe ścieżki wprowadzają standaryzację do ruchu turystycznego, wskazując kierunek zwiedzania;
  • Plany tyflograficzne ujednolicają znaki informacyjne (tj. winda, wejście, schody, toaleta, szatnia) i pomagają w orientacji przestrzennej;
  • Opisy/podpisy obiektów.

Techniczne rozwiązania (tj. urządzenia wspomagające odbiór informacji słownych czy opisy wystaw, dostępne w wersji dźwiękowej) mają duży wpływ na podniesienie jakości usługi zwiedzania. Są tak samo dobrym źródłem pozyskiwania informacji jak np. album, katalog czy folder. Taki przewodnik może być udostępniony przez Internet.

W ramach „Recepcji sztuki” udało się zamontować na drzwiach wejściowych do ogrodu włoskiego Pałacu tablicę informacyjną w alfabecie Braille’a dla osób niewidomych. Na tablicy umieszczono: nazwę instytucji, adres oddziału, godziny otwarcia oraz krótką informację o wystawach i punkcie informacyjnym znajdującym się w kasie. Nie udało nam się stworzyć Tyfloarea, nazywaną w skrócie TA . TA to spójny kompleksowy system zasad i oznakowań, dzięki którym obiekt i jego otoczenie stają się dostępne do samodzielnego zwiedzania przez osoby niewidome.

Opis wydawnictwa o sztuce – dla osób niewidomych

Priorytetem naszego projektu stał się przewodnik wydany w formie papierowej. Wydaliśmy i wydrukowaliśmy trzy Przewodniki po Pałacu Biskupów Krakowskich w Kielcach dla osób z dysfunkcją wzroku – przewodniki są bezpłatnie udostępniane w kasach Pałacu. Zastosowaliśmy tzw. druk transparentny. Na zwykły druk, pisany czarną czcionką, nałożyliśmy tekst brajlowski. Treść wydrukowana graficznie jest tożsama z treścią wypukłą. Należy pamiętać, że pismo Braille’a wymaga więcej miejsca do zapisania tych samych znaków i słów niż zwykła notacja. Wersję brajlowską zredagowano w programie Euler 2.0.

W przewodniku zamieszczono osiem reprodukcji zdjęć oraz reliefów – druk wypukły, który umożliwia oglądanie fasad budynków i dzieł sztuki. Po stworzeniu planu bryły Pałacu i przedstawieniu rysu historycznego budowli, udźwiękowiono przewodnik. Przy tworzeniu nagrania zwrócono uwagę na wskazówki kierunkowe, np.: na godzinie trzeciej, 3 metry na wprost, po prawej stronie, znajduje się… I ostrzeżenia, np.: pięć kroków przed nami znajduje się ławka lub wysoki próg.

Ważna jest korelacja treści i dotykowych planów obiektów architektonicznych oraz eksponatów. Równocześnie słuchane i dotykane wpływają na lepszy odbiór. Każdy z eksponatów, który nie może być dotknięty lub którego repliki nie jesteśmy w stanie wykonać, powinien spełniać określone warunki. Obróbka graficzna syntetyzuje (spłaszcza) reprodukcję dzieła – wprowadza kreskę, która obwodzi plamę. Obiekt powinien mieć wyraźny kontur, by druk wypukły odtwarzał rysunek.

Przekazanie suchych informacji (np. w centrum kompozycji znajduje się gmach główny, w lewym rogu wieża) nie przyczynią się do lepszej percepcji. Ograniczenie treści do informacji o bryle architektonicznej bez przedstawienia: koncepcji, rysu historycznego, czy idei artystycznej, spłaszczają przekaz. Dodatkowo opis dziejów przywołuje wyimaginowany wizerunek czasów, w którym powstała praca.

Tworząc udźwiękowione opisy należy starannie dobrać materiały tekstowe, ponieważ intensywnie wykorzystywany zmysł słuchu szybko się męczy; tekst nie powinien trwać dłużej niż godzinę, natomiast zmysł dotyku może być dłużej eksploatowany. Zmysł odczuwania przestrzeni jest także niezwykle istotny, osoba, która czyta, powinna mieć zapewnioną bezpieczną przestrzeń, w której skupia się na odczuwanych bodźcach.

Musimy zdać sobie sprawę, że osoby niewidome rzadko same wyruszają w podróż w nieznane, zazwyczaj towarzyszą im przewodnicy. Tworząc projekt dla ludzi z dysfunkcją wzroku należy szukać partnerów: fundacji, stowarzyszeń i ośrodków terapii zajęciowej. Projekt należy promować poprzez lokalne media lub Internet. Interoperacyjność sieci to podstawa do pozyskiwania informacji.

Autorką wszystkich zdjęć jest Małgorzata Stępnik.

ZOO-baczyć i usłyszeć opolskie ZOO

„Strefa Afryki 3 z wybiegami dla serwali, lemurów wari, lemurów katta, surykatek, żyraf, zebr, strusi oraz mini park linowy” (…)

Zaprezentowany tekst to fragment jednego z wielu komunikatów, które usłyszymy na wyjątkowym terminalu informacyjnym, przeznaczonym przede wszystkim dla niewidomych i niedowidzących gości opolskiego ogrodu zoologicznego. Tego typu nowatorskie rozwiązanie, z powodzeniem funkcjonujące za granicą, po raz pierwszy pojawiło się w Polsce właśnie w Opolu. Barwny, udźwiękowiony i opisany brajlem plan sytuacyjny, odzwierciedlający topografię opolskiego zoo, zwiedzający odnajdą przy wejściu głównym, nieopodal kas biletowych.

Do opolskiego Tyflopunktu Fundacji Szansa dla Niewidomych, która przygotowała i realizowała projekt „ZOO-baczyć opolskie Zoo. Ogród zoologiczny w Opolu otwiera swoje podwoje dla niewidomych i niedowidzących”, już wkrótce po zamontowaniu urządzenia docierały pozytywne opinie zarówno niewidomych, jak i towarzyszących im widzących przewodników. Wcześniej, w 2013 roku, podobne rozwiązanie zastosowano w ramach dostosowania dla niewidomych Muzeum Śląska Opolskiego w Opolu. Jednak wówczas zaimplementowany tam plan sytuacyjny pierwszego piętra budynku nie zawierał udźwiękowienia, a jedynie wypukłą mapę i brajlowskie oznaczenia. Już wtedy niewidomi docenili fakt, iż w Opolu zaczęto podejmować konkretne kroki, by przestrzeń publiczna stawała się dla nich coraz bardziej przyjazna. Nowatorski terminal to tylko jeden z elementów, które ma przyciągnąć niewidomych do zwiedzania opolskiego zoo. W ramach adaptacji obiektu dla niewidzących powstał również album „Zoo-baczyć opolskie zoo”, w którym odnajdziemy dwadzieścia trzy zdjęcia i wypukłe ryciny egzotycznych, rzadko spotykanych gatunków zwierząt oraz sześć map, które odzwierciedlają mapę przedstawioną na terminalu. Ponadto w ramach projektu przygotowano sto audiobooków, które stanowią udźwiękowiony przewodnik po zoo. Niewidomy zwiedzający ma tym samym do wyboru kilka możliwości: już przy wejściu może zapoznać się z nagranymi na terminalu komunikatami i wypukłymi ścieżkami dla zwiedzających, następnie – korzystając z albumu oraz z wspomnianych map – może faktycznie wyruszyć na spacer po ogrodzie, przy okazji „oglądając” napotykane na wybiegach zwierzęta. Może również skorzystać z przewodnika po zoo nagranego na przygotowanych płytach CD, co ciekawe, zawierających również odgłosy mieszkańców opolskiego zoo. Terminal na co dzień pozostaje do dyspozycji zwiedzających wyłącznie na terenie opolskiego zoo – wyjątkowo został zaprezentowany podczas XII edycji konferencji REHA FOR THE BLIND IN POLAND, gdzie wzbudził ogromne zainteresowanie uczestników spotkania. M.in. uczniowie z Lasek wyrazili swoje niezadowolenie, że plan, który oglądają, dotyczy zoo w Opolu, a ich warszawskie zoo jeszcze takiego rozwiązania nie proponuje. Natomiast albumy i audiobooki zostały sukcesywnie podzielone pomiędzy zoo, niewidomych i niedowidzących podopiecznych fundacji oraz liczne lokalne instytucje i organizacje, które na co dzień pomagają niepełnosprawnym. Dyrektor opolskiego ogrodu zoologicznego – Krzysztof Kazanowski powiedział, że zastosowane rozwiązania to propozycje zoo ułatwiające i uprzyjemniające zwiedzanie niewidomym, jednak o ich funkcjonalności świadczyć będą wrażenia korzystających z nich gości ogrodu. Dyrekcja zoo nie wyklucza rozszerzenia oferty dostosowującej przestrzeń ogrodu o kolejne udogodnienia dla niewidomych, jednak, by były efektywne, będą opierały się o sugestie samych zainteresowanych. Okres zimowy nie sprzyja wycieczkom do zoo, dopiero sezon wiosenny i przede wszystkim najbliższe lato będą miarodajne i wskażą na ile terminal, album i audiobook realnie pomagają niewidomym opolanom i gościom zoo. Dostosowanie zoo, a wcześniej muzeum, to interesujące tematy dla lokalnych, opolskich mediów, dzięki którym informacja o tego typu działaniach trafia do szerszego grona zainteresowanych i wpływa na wzrost świadomości społecznej, pokazując możliwości niewidomych m.in. w zakresie turystyki. Warto podkreślić, że pieniądze przekazane na realizację projektów zarówno zoo jak i muzeum to fundusze pochodzące z Samorządu Województwa Opolskiego ze środków PFRON. Idąc śladem opisanego tu muzeum i zoo również Zarząd Skansenu Wsi Opolskiej w Bierkowicach z zaangażowaniem podjął współpracę z fundacją, by takimi działaniami objąć również ich obiekt.

Dworzec Wschodni dostępny dla niewidomych

Stan polskiego kolejnictwa, w tym dworców kolejowych, przez wiele lat pozostawiał wiele do życzenia. Stare pociągi, obdrapane i obskurne dworce, nie były chlubą naszego kraju. Nikogo nie dziwił fakt, że te obiekty w żadnym stopniu nie były przyjazne pasażerom, a co dopiero osobom niepełnosprawnym – niewidomym i słabowidzącym. Ten stan w okresie kilku ostatnich lat zaczął się poprawiać. Inwestycje związane z Euro 2012 i wsparcie z funduszy europejskich zaczęły zmieniać wygląd polskich kolei. Na torach pojawiało się coraz więcej nowoczesnych pociągów, szybszych i wygodniejszych – w niczym nie ustępujących tym z krajów „wyżej rozwiniętych”. Wygląd dworców również ulegał diametralnym zmianom. Zakrojone na szeroką skalę remonty, wiążące się często z całkowitą przebudową obiektów, zmieniały ich wygląd i tym samym powodowały bardziej przychylną opinię społeczeństwa na temat kolei. Dworzec we Wrocławiu, Łódź Kaliska, Centralny w Warszawie i wiele innych nabierały nowoczesnego blasku, stawały się przyjaźniejsze użytkownikom. Niestety, nie wszystkim było dane korzystanie ze zmian, jakie następowały. Dworce i pociągi – może i nowoczesne, jednak dla niepełnosprawnych stawały się często niedostępne. Wystarczy wspomnieć „supernowoczesny pociąg” i problemy z dostaniem się na jego pokład przez osoby niepełnosprawne.

W naszym kraju przez wiele lat identyfikowano osoby niepełnosprawne z wózkiem inwalidzkim i poprzestawano na stworzeniu podjazdów, bądź wind dla tej grupy niepełnosprawnych, zapominając o innych potrzebujących. Często przyczyną takiego stanu rzeczy był pośpiech w budowie, terminy goniące wykonawców. Ten stan rzeczy zaczął się powoli zmieniać, zaczęto do tematu przystosowania przestrzeni publicznej podchodzić bardziej całościowo, pamiętając o udogodnieniach dla wszystkich obywateli. Na dworcach zaczęły się pojawiać „ciągi komunikacyjne i pola uwagi” dla osób niewidomych. Coraz częstsze stawały się również oznaczenia w brajlu i specjalnie przystosowane mapy tyflograficzne obiektów.

Dobrym przykładem o obiektu „częściowo” przystosowanego był Dworzec Wschodni w Warszawie. Odremontowany w wielkim pośpiechu na Euro 2012, z zewnątrz nabrał nowego blasku – stał się przyjazny osobom pełnosprawnym. Jednak niepełnosprawni jeszcze przez ponad dwa lata nie mogli w pełni skorzystać z tego obiektu. Próbowano podczas remontu wprowadzić ułatwienia w poruszaniu się dla osób niepełnosprawnych, jednak nie były one wykonane w należyty sposób. Osoby niewidome, które chciały się poruszać po nowo wyremontowanym dworcu, napotykały na chaos komunikacyjny. Oznaczenia ciągów komunikacyjnych, tzw. ścieżek dla osób niewidomych, były wykonane w sposób nieprzemyślany. Osoby korzystające z nich, aby dojść np. do kas, musiały pokonać dużo dłuższą drogę niż osoby widzące. Na środku dworca postawiono również mapę dotykową dla osób z problemami ze wzrokiem, w celu zapoznania się przez nie z obiektem. Jednak niewidomi musieli najpierw do tego miejsca dotrzeć, czyli przejść dużą część dworca, a następnie na mapie o wymiarach 30 na 30 cm odczytać szczątkowe informacje, które w żaden sposób nie ułatwiały poruszania się po obiekcie. Prowadziło to do kuriozalnych sytuacji, kiedy mapa służyła po prostu za stojak na walizki, bądź wieszak na kurtki.

Osoby zarządzające dworcem zdawały sobie sprawę z niedoskonałości i postanowiły tę sytuację naprawić. Rozpisano przetarg na modernizację obiektu i przystosowanie oznaczeń dla osób niepełnosprawnych, w wyniku którego wyłoniono firmę Altix sp. z o.o. jako głównego wykonawcę. Firma Altix postanowiła skorzystać z opinii samych zainteresowanych, tj. osób niepełnosprawnych i przystosować dworzec w sposób jak najbardziej przyjazny dla całego społeczeństwa. Szereg wizji lokalnych i godziny studiowania przykładowych map, dróg komunikacyjnych, pozwoliły stworzyć nowe ścieżki, po których będą mogły się poruszać osoby niewidome. Informacje w brajlu – obszernie informujące o głównych miejscach w budynku – pozwolą osobom z problemami wzrokowymi na dokładne uzyskanie potrzebnej wiedzy o dworcu. Powstały również duże, wykonane z transparentnego tworzywa mapy tyflograficzne obiektu, z zaznaczonymi dokładnie miejscami niezbędnymi dla podróżujących, takimi jak: kasy, wejścia na perony, toalety. Na tych mapach już nikt nie powiesi kurtek, gdyż z daleka widać, że jest to informacja dla podróżujących, podobnie jak wyświetlające się na ekranie godziny odjazdu pociągów.

Dworzec Wschodni w Warszawie czekał kilka lat na dokończenie remontu i na miano przyjaznego podróżnym. Jednak dzięki poprawkom został w pełni przystosowany dla potrzeb pasażerów. Od tego momentu możemy mówić o zakończeniu remontu obiektu. Należy żywić nadzieję, że osoby odpowiedzialne za inne dworce, budynki publiczne, również podejdą do tematu z należytą starannością i zapewnią wszystkim osobom niepełnosprawnym równe szanse w poruszaniu się w ich przestrzeni.

Tyflografika w warszawskim metrze

II linia warszawskiego metra, w porównaniu do I, otrzymała szereg dodatkowych oznaczeń służących informowaniu o otoczeniu pasażerów z dysfunkcją wzroku. Są to przede wszystkim oznaczenia poziome w postaci linii prowadzących oraz tzw. pól uwagi. Wykonano je ze stali nierdzewnej, dzięki czemu można sądzić, że będą służyć przez wiele lat.

Głównym zadaniem projektantów było skierowanie niewidomego pasażera do wind. Już na poziomie „0”, czyli chodnika, niewidomy jest kierowany do windy, skąd ma pojechać na poziom peronów. Niestety nie zawsze jedna winda umożliwia zjechanie do poziomu – 1 oraz poziomu – 2. Są stacje, na których można dojechać do poziomu peronu korzystając z dwóch oddzielnych wind. Wynika to z zagospodarowania przestrzeni pod ziemią (instalacje kanalizacyjne, elektryczne itp.). Czy to dobrze? Naszym zdaniem – niekoniecznie, ponieważ większość niewidomych pasażerów używa jednak schodów. Być może w tym przypadku projektanci oznakowań pomylili dwie odmienne niepełnosprawności. Inwalidzi na wózkach muszą korzystać z wind, a niewidomi nie. Często wolą przemieszczać się schodami. Niewykluczone, że w przyszłości pojawią się nowe oznaczenia, prowadzące pasażerów schodami.

Poza oznaczeniami poziomymi zostały przewidziane oznaczenia pionowe. Zamontowano oznaczenia w postaci tabliczek na poręczach, przy windach oraz planów stacji. Zostały one wykonane i zamontowane przez firmę Altix, którą reprezentuję. Wszystkie są ze stali nierdzewnej, która daje gwarancję, że będą odporne na wiele czynników zewnętrznych, a także na wszelkiego rodzaju akty wandalizmu. Altix jako lider w dziedzinie oznakowania otoczenia, czyli rozwiązań mających na celu przystosowanie przestrzeni publicznej do potrzeb osób niewidomych, został również poproszony o opinię dotyczącą wymagań tego środowiska oraz o współpracę przy tworzeniu oznaczeń na poręcze i ściany przy windach. Zorganizowano spotkanie mające na celu wypracowanie systemu oznaczeń, głównie treści, jakie powinny znaleźć się na tabliczkach. Zostały zaprezentowane plany z gotowymi projektami rozwiązań dla ociemniałych. Niestety, pozostawiały one wiele do życzenia. Na szczęście nie było jeszcze za późno, dzięki czemu zdołaliśmy wspólnie je doprecyzować. Zaczęliśmy od oznaczeń na poręcze, ustalając algorytm poruszania się użytkowników po stacji. Wiedzieliśmy, że należy ograniczyć przekazywaną informację. One nie mogą być zbyt obszerne, gdyż nie ma na to miejsca. Oznaczenia mają pełnić rolę „latarni nawigacyjnych” niezbędnych w skomplikowanej przestrzeni warszawskiego metra. Założyliśmy, że w przypadku, gdy ktoś się zgubi, należy wymusić, by pierwsze, co powinien uczynić niewidomy, to odnaleźć schody i odczytać informację gdzie się znajduje.

Za punkt wyjścia wybraliśmy poziom zerowy, czyli poziom terenu na zewnątrz, czyli poziom chodnika. Należy przecież wejść do metra, by móc z niego korzystać. Ustaliliśmy, że skoro w Polsce obowiązuje ruch prawostronny, tak samo powinno być w II linii metra. Informacja, dokąd prowadzą schody, powinna być zamieszczona po prawej stronie przy pierwszym stopniu. W tym miejscu została zamontowana tabliczka: „wejście do metra”. Na drugim końcu tej poręczy, czyli na poziomie przejścia (-1), znajduje się druga tabliczka z informacją o lokalizacji oraz gdzie jest peron. Przykładowy tekst tabliczki: „przejście, peron w lewo”.

Poziom przejścia, jak sama nazwa wskazuje, służy do przejścia pod ulicą lub do zejścia o jeden poziom niżej na perony. Na poręczach schodów, do których docieramy po drodze, również znajduje się tabliczka. Informuje, że te schody prowadzą na peron oraz o tym, w jakich kierunkach jedzie pociąg. Informacja ta jest przedstawiona w następujący sposób: „zejście na peron, w lewo kierunek Dw. Wileński, w prawo R. Daszyńskiego”.

Analogiczne rozwiązanie jest zastosowane na stacji docelowej. W pierwszej kolejności niewidomy odnajdzie schody prowadzące z poziomu peronu na poziom przejścia. Tym razem informacja dotyczy stron świata. Przykładowa tabliczka: „wyjście wschodnie”. Po wejściu schodami, na drugim końcu poręczy, jest zamieszczona informacja o kierunku, w którym należy się udać, aby dotrzeć do wybranej ulicy. Jest ona zaprezentowana w następujący sposób: „przejście, w lewo al. Jana Pawła II południe, w prawo al. Jana Pawła II północ”.

Oznaczenia zamontowane przy windach przedstawiają informację o poziomach, na których jest pasażer. Jak już wspominałem nie zawsze winda umożliwia zjechanie do poziomu – 1 oraz do – 2. Za to każda winda posiada oznaczenie o poziomach, po których się porusza. Dodatkowo, gdy nie zjeżdża na poziom peronu, znajduje się informacja „dalej do windy na peron po ścieżkach prowadzących”.

Ostatnie oznaczenia, jakie zostały zamontowane, to mapy prezentujące widok peronu, jego otoczenie oraz kierunek ruchu pociągów. Informacja ta znajduje się na poziome – 2 w pobliżu windy.

Plany zostały zorientowane względem usytuowania odbiorcy. Oznacza to, że to, co znajduje się na mapie po lewej stronie, w rzeczywistości również jest po tej samej stronie.

Wszystkie wykonane przez nas oznaczenia zostały wykonane ze stali nierdzewnej, jednocześnie dając gwarancję, że długo będą służyć podróżującym. Ponadto zostały pokryte specjalną farbą antygrafitti, która dodatkowo zabezpiecza przed aktami wandalizmu.

Podsumowując można mieć wiele krytycznych uwag do zaprojektowanych oznaczeń oraz ogólnie – całej infrastruktury II linii metra. Głównym założeniem projektantów było, by niewidomy, czyli niepełnosprawny wzrokowo, korzystał z wind. Zamontowane oznaczenia poziome w postaci linii prowadzących oraz guzków ostrzegających kierują zatem użytkownika z poziomu 0 do wind. Pasażerowie, którzy wolą poruszać się schodami, muszą korzystać z tabliczek na poręczach. Faktem jest, że plany prezentujące poziom przejścia zostały zamontowane jedynie na dwóch stacjach. Na wszystkich są zainstalowane plany prezentujące poziom peronu. Dla niewidomego pasażera może to być za mało. Jeśli zapytają Państwo o moje zdanie, odpowiem – dobrze, że takie projekty się wreszcie pojawiają! Długo na nie czekali niewidomi. Zabrakło w tym przypadku spotkania merytorycznego z adresatami oznaczeń, by projektanci uzupełnili oznaczenia poziome, uwzględniając osoby poruszające się schodami.

TOPAZ PHD – powiększalnik jutra

Na rynku powiększalników nazywanych stacjonarnymi można od kilku lat zauważyć dwa trendy. Pierwszy to podążanie za technologią związaną z mainstreamem, czyli ekrany dotykowe, rozdzielczość HD i funkcje lektorskie, a drugi – miniaturyzacja i wygoda użytkowania.

Właśnie ten drugi trend jest widoczny, gdy patrzymy na nowy powiększalnik firmy Freedom Scientific. Gdy przyszedł do nas na testy, przez chwilę myśleliśmy, że to nie może być powiększalnik stacjonarny. Małe opakowanie a w nim urządzenie przypominające laptopa, obok bateria i zasilacz. Po krótkim zapoznaniu się z instrukcją, już wiedzieliśmy. To urządzenie, które jest przenośne, ale także może służyć jako pełnoprawny powiększalnik stacjonarny – czegoś takiego jeszcze u nas nie było! Mamy na rynku co prawda 7-calowe powiększalniki kieszonkowe (np. Compact 7HD) i 20-calowe powiększalniki przenośne z obrotowymi kamerami (np. ONYX HD), ale ani jedno, ani drugie nie może się równać z ergonomią, którą dają powiększalniki stacjonarne! Czy TOPAZ PHD będzie to potrafił?

TOPAZ jest zbudowany z trzech części. Pierwsza to monitor o wielkości 12 lub 15 cali zintegrowany z panelem sterującym, druga – aluminiowy korpus zawierający elektronikę, a trzecia – stolik pełniący także funkcję podstawy. Części są połączone zawiasami i można je szybko złożyć, 1 i 3 część składają się do środka korpusu. Wtedy urządzenie wygląda jak duży srebrny laptop. Pomyśleliśmy: wreszcie produkt, który można schować np. do szuflady, gdy już nie jest potrzebny. Przecież nie zawsze chcemy, aby ktoś wiedział, że korzystamy z powiększalnika lub po prostu zajmuje on zbyt dużo miejsca. Powiększalnik stacjonarny jest najlepszym rozwiązaniem do szkoły, biblioteki czy pracy, ale w domu zazwyczaj jest niechcianym gościem. TOPAZ waży ok. 4 kg, można go łatwo przenosić, jest wyposażony w zasilanie bateryjne, więc nie trzeba podłączać go do kontaktu.

No dobrze, ale czy te wszystkie wygody nie spowodowały pogorszenia głównej funkcji urządzenia, czyli powiększania? Możemy z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że TOPAZ powiększa znakomicie, jakość obrazu jest bardzo dobra! Jego jedynym ograniczeniem jest dosyć mały monitor (12 lub 15 cali), z drugiej strony podczas korzystania z urządzenia rzadko jest potrzebne więcej cali. TOPAZ ma szeroki zakres powiększania, odpowiednio: od 1,7 do 24x na ekranie 12-calowym oraz od 2,1 do 30x na ekranie 15-calowym. Zwykle takie powiększenie wystarczy w zupełności. Gdy jest potrzebne większe, trzeba wybrać powiększalnik tradycyjny z większym monitorem. TOPAZ PHD posiada wszystkie funkcje potrzebne w powiększalnikach, tj.:

  • autofokus,
  • 5 domyślnych i 27 konfigurowalnych trybów wyświetlania kolorów,
  • funkcja linii i masek ułatwiających czytanie,
  • funkcja „Znajdź”,
  • możliwość skierowania kamery na siebie,
  • duża przestrzeń robocza pod kamerą (24,8 cm).

Ciekawostką i dla wielu ważną funkcją jest możliwość podłączenia powiększalnika do komputera za pomocą złącza USB. Podobnie jak w innych powiększalnikach z serii TOPAZ, można zainstalować oprogramowanie GEM i oglądać powiększony obraz na ekranie komputera. Ta funkcja jest nieoceniona, gdy trzeba przepisać coś np. z książki do komputera. Ten sam obraz może być także rozpoznany przez oprogramowanie Openbook, wtedy TOPAZ PHD może służyć jako urządzenie lektorskie. Niestety, obydwa programy trzeba dodatkowo zakupić.

Czy TOPAZ PHD jest powiększalnikiem jutra? Na pewno to ciekawy produkt. Trudno przewidzieć, co będzie ważniejsze dla użytkowników, ale nam się wydaje, że to właśnie prostota obsługi i łatwość przenoszenia TOPAZA PHD będą trendem, za którym już niedługo podążą inni producenci.

NaviEye 2

W życiu każdego człowieka – niezależnie od tego kim jest, gdzie żyje i czym się zajmuje – prędzej czy później przychodzi taki moment, kiedy musi wszystko postawić na jedną kartę, zaryzykować coś, poświęcić się jakiemuś celowi bez reszty.

Najczęściej bywa, że cierpią na tym nasi najbliżsi, rodzina, dzieci, znajomi. Nie są w stanie zrozumieć tego co się dzieje. I to jest całkiem normalna sytuacja. Stoją przecież w większości przypadków “z boku” zdarzeń, w których centrum jesteśmy niestety całkiem sami.

Dobrze jest w takich chwilach, jeżeli możemy liczyć na jakieś wsparcie. Prawdą jednak jest, że w decydujących momentach, naszych kolejnych sekundach, godzinach testu i prawdy, chwilach zawahania, wątpliwości czy się uda, czy dam radę, czy podołam wyznaczonemu zadaniu, to na polu bitwy zostajemy sami.

Czy podobna sytuacja jest znana może komuś z Was? Wierzę, że tak. A jeżeli nie, to jest dopiero przed Tobą drogi Czytelniku.

Właśnie taka sytuacja miała miejsce w moim życiu w ciągu ostatniego roku. Był to naprawdę ciężki czas, kiedy początkowo w głowie, potem w realnym działaniu tworzyło się coś nowego, pewna myśl, która podobnie jak z poczwarki wykluwa się piękny motyl, przekształciła się w końcu w realny, namacalny efekt pracy.

Początkowo pojawił się pomysł. Nie był niczym nadzwyczajnym. Był efektem wynikającym z czegoś, co już istniało. Był naturalnym elementem ewolucji produktu, który był w stanie odmienić życie sporej liczby niewidomych osób w Polsce. Po prostu nadszedł czas na zmiany. Problem polegał na tym, jak owe zmiany wprowadzić w życie i nadać im kształt.

Od tego zaczęliśmy. Od kształtu. Musiał być lepszy. Tego oczekiwali użytkownicy. Musiał dobrze leżeć w dłoni, mieć ciepłe, gumowane i przyjemne w dotyku krawędzie. A co najważniejsze – musiał mieć możliwość używania do jego obsługi klawiszy z prawdziwego zdarzenia. Silikonowych, łatwo wyczuwalnych palcami klawiszy, wymyślonych i wyprodukowanych tylko na potrzeby tego, co miało nadejść.

Godziny projektowania, bitwy myśli, konsultacji i starć odmiennych koncepcji. Ile czasu zajęło projektowanie klawiszy wiem tylko ja i może jeszcze kilka osób, którym w anonimowy sposób w tym miejscu chcę podziękować. Efekt tego pierwszego etapu ukazał się najpierw na papierze, niedługo potem na ekranie komputera. I kiedy wydawało się, że jest już na wyciągnięcie ręki, trzeba było czekać na zakończenie procesu samej produkcji.

To, co ukazało się mi pewnego pięknego dnia wraz z wizytą kuriera wręczającego mi paczkę z warszawskiej firmy zawierającej prototyp nowej klawiatury, zrobiło od razu doskonałe wrażenie. Pierwszy etap ewolucji został zakończony.

Wtedy – pamiętam – nadeszła chwila zwątpienia. Co dalej? Za co się brać, skoro i tak jest tego zbyt dużo? Już wtedy czułem się odsunięty od wszystkich i wszystkiego co mnie otaczało. Najbardziej żal mi było mojej rodziny i dzieci. Nie mogli zrozumieć, w jaki sposób ten i następne zaplanowane tylko wstępnie kroki mogłyby doprowadzić do szczęśliwego finału i narodzin całkiem nowego urządzenia. Ja z kolei nie czułem się na siłach tłumaczyć im wszystkich szczegółów, detali, które tkwiły gdzieś głęboko w mojej głowie. To były ciężkie chwile, uwierzcie mi drodzy Czytelnicy.

Jak teraz myślę o tamtych momentach mojego życia, przypominam sobie wieczory i noce spędzone w pracy, czasami samotnie, czasami ze wszystkimi współpracownikami, których potrzebował zespół, aby móc podołać zadaniu. Z wieloma rzeczami nie byłem w stanie sam sobie poradzić i gdyby nie oni wszyscy, nic by nie wyszło z nowego NaviEye 2. Tylko oni wiedzą jak wiele zależało od każdego z nas. Mam wrażenie, że jeden od drugiego nauczyliśmy się wiele. Ba, nawet śmiem twierdzić, że zaprzyjaźniliśmy się. Z tego też się cieszę. Takie przyjaźnie są bardzo ważne. Powodują, że praca staje się przyjemniejsza i lżejsza do wykonania. Tak też było u nas. Mam tutaj na myśli nie tylko mój własny zespół, ale również przyjaciół z Altixu: Marka Kalbarczyka, Janusza Mirowskiego, którzy z ramienia Altixu uczestniczyli w tym projekcie od samego początku jako współtwórcy i współproducenci.

Po klawiaturze przyszedł czas na zintegrowanie jej z obudową. Użytkownicy poprzednich wersji urządzenia wielokrotnie zarzucali mi, że brak w starszej wersji nowoczesności, polotu i ergonomii. Nie mówiąc już o braku tego “czegoś”, co trudno nazwać, ale powinno być właśnie w urządzeniu, które z zasady swojego przeznaczenia powinno towarzyszyć użytkownikowi podczas całego dnia. Po prostu do tej pory urządzenie było wykonane “rzemieślniczo poprawnie” i tyle.

Teraz nadchodził czas zmian. O tym stale pamiętałem szukając odpowiedniej obudowy. W końcu udało mi się taką znaleźć również w warszawskiej firmie, która wzięła na siebie też jej frezowanie, zrobienie otworów, mocowań. Słowem wykonanie całej mechaniki obudowy. Mój wybór padł na obudowę w kolorze żółto-czarnym. Pamiętam wtedy jak pomyślałem sobie: czemu urządzenia dla osób z dysfunkcją wzroku nie mogą być kolorowe? Dlaczego wszystkie są szare albo czarne? Czas zmian to przecież również możliwa zmiana koloru…

Wszystko zaczynało układać się w efektowne, nowoczesne opakowanie nowego urządzenia.

W tak zwanym „międzyczasie” powstawał projekt wnętrza nowego NaviEye 2, które musiało podołać kilku ważnym założeniom poczynionym na samym początku drogi projektowania. Co do procesora wszystko było jasne. Architektura ARM® Cortex. Na razie jeden rdzeń z możliwością ewolucji do bardziej zaawansowanych kilku rdzeniowych maszyn. Pamięć 1GB wydawała się najbardziej optymalnym wyborem. Z racji funkcji głosowych doskonały procesor dźwięku dający gwarancję bardzo dobrej jakości odtwarzania audio. Reszta elektronicznego wnętrza rodziła się podczas kolejnych etapów ich integracji w jedną, dobrze przemyślaną całość, którą musiało zintegrować działające oprogramowanie.

Uwierzcie, że sporo pracy, nocnych “maratonów” kosztowało usunięcie wielkich głazów na naszej drodze, by w końcu któregoś pięknego poranka po kolejnej nieprzespanej nocy zauważyć, że zachowanie urządzenia zaczyna się nam wszystkim podobać.

To było takie niesamowite uczucie spełnienia połączone z najpierw słabym, a w miarę upływu dni coraz mocniejszym przeświadczeniem, że owoc naszej ciężkiej pracy pojawia się gdzieś na horyzoncie. I to nie tylko za wysokimi górami. Zaczęliśmy dostrzegać “kształty” pojawiające się na równinie. I to była przełomowa chwila.

Wszystkie elementy połączone w jeden techniczny twór zaczynały naprawdę współgrać. Z dnia na dzień, z nocy na noc coś się zmieniało, coś zostawało zastąpione, poprawione. Skłamałbym pisząc, że od tamtej chwili wszystko szło jak z płatka bez żadnego oporu. Chwil zmęczenia, zwątpienia i nerwów, że coś nie idzie po naszej myśli było naprawdę sporo. Najważniejsze jest jednak to, że za każdym razem kiedy nadchodził moment trudny, dzięki współpracy zespołu ludzi udawało się te złe chwile przetrzymać, rozłożyć problemy na czynniki pierwsze, co pomagało nam zrozumieć je lepiej, a następnie znaleźć i zastosować rozwiązanie.

Podkreślam w tym miejscu kolejny już raz: praca zespołu ludzi, którzy wiedzą jaki jest do osiągnięcia cel, znają swoje możliwości, mają odpowiednie narzędzia pracy, a przy tym wkładają w swoje zadania serce i swój czas, jest rzeczą, bez której nic byśmy wspólnie nie osiągnęli.

I tak w końcu światło ujrzał nowy NaviEye II. Gotowy nie tylko na zadania, które wyznaczyliśmy mu w chwili jego narodzin. Jest on gotowy by się dalej rozwijać, ewoluować, by coraz lepiej służyć pomocą osobom z dysfunkcją wzroku. Gdy ponad rok temu byłem obecny na konferencji REHA FOR THE BLIND IN POLAND w Pałacu Kultury, wygłosiłem tam krótki referat, który na końcu zawierał jedno zdanie. Uważam, że jest ono dobrym podsumowaniem dla tego czasu, który za nami. Powiedziałem wówczas: “Satelitarna biała laska od dzisiaj zmienia kolor na żółty”. I mimo, że przecież w rzeczywistości biała laska pozostanie zawsze koloru białego, to przecież jej satelitarne wsparcie jak najbardziej może przecież być koloru żółtego, prawda?

Pozostaje mi teraz dodać już tylko to, że cały czas poświęcony na pracę nad NaviEye II dedykuję mojej Żonie i Dzieciom, bez których przecież to wszystko nie miałoby żadnego sensu.