Medialna dostępność

Dostępność stron internetowych to od jakiegoś czasu temat, który jest obecny w przestrzeni publicznej. Głównie dzięki temu, że w 2012 roku standard WCAG 2.0 uzyskał status normy ISO oraz po przyjęciu rozporządzenia mówiącego o tym, że do połowy 2015 roku strony internetowe instytucji publicznych powinny publikować treści na swoich witrynach w taki sposób, aby każda osoba miała równe szanse w zapoznaniu się z nimi. Czas ucieka, a co za tym idzie działania jednostek objętych tym rozporządzeniem powinny być coraz intensywniejsze.

Wyrazem tego jest między innymi projekt „Postaw na Dostępność”, którego jednym z elementów była konferencja poświęcona podsumowaniu akcji. Odbyła się w miejscu nieprzypadkowym – gmachu głównym Polskiego Związku Niewidomych. Mimo zaproszenia wielu warszawskich instytucji, które powinny być zainteresowane tematyką dostępności stron internetowych, frekwencja nie była zbyt okazała. Może to być zrozumiałe, zważywszy na trudny świąteczny okres oraz ciężar tematu, z którym nie każdy chciał się zmierzyć. Warto podkreślić, że licznie przybyli przedstawiciele mediów. Polska Agencja Prasowa, Informacyjna Agencja Radiowa, jedna z rozgłośni radiowych i kanał informacyjny jednej z prywatnych telewizji – towarzyszyli nam od początku do końca półtoragodzinnej konferencji.

Prowadziłem spotkanie z dwoma ekspertami: Henrykiem Rzepką – niewidomym nauczycielem informatyki w Laskach, wieloletnim ekspertem od spraw nowoczesnej rehabilitacji i dostępności, który w ramach projektu przeprowadził audyty stron internetowych oraz Michałem Jalinnikiem – ekspertem od spraw dostępności, wieloletnim działaczem na rzecz osób niewidomych i niedowidzących, który w ramach projektu prowadził szkolenia dla kadr odpowiadających za tworzenie stron internetowych oraz wprowadzanie na nie treści.

Po krótkim wprowadzeniu opisującym powody, dla których Fundacja Szansa dla Niewidomych zainteresowała się tematem dostępności stron internetowych oraz na czym właściwie ta dostępność polega, goście wysłuchali jak przebiegał projekt, z jakich elementów się składał i jakie płyną z tego wnioski. Henryk Rzepka opisał na czym polegały i jak przebiegały audyty stron, jakie były najczęstsze błędy, jak współpracowało się z osobami odpowiadającymi za audytowane strony. Michał Jalinnik podzielił się refleksjami ze szkoleń. Słuchacze dowiedzieli się, że temat dostępności nie jest jeszcze wystarczająco znany, nawet profesjonalistom odpowiadającym za tworzenie stron.

Najciekawsza część nastąpiła, kiedy zaczęły padać pytania z sali oraz przeprowadzane były indywidualne wywiady. Warto ten fakt zaznaczyć, bo świadczy to o zainteresowaniu tematem. Najważniejsze pytanie było najprostsze: czy instytucje publiczne zdążą się przygotować na prowadzenie stron dostępnych dla osób niepełnosprawnych i dla seniorów. Jednoznaczna odpowiedź nie padła, ale wydaje się, że projekt pokazał, że przy odpowiednich chęciach i wdrożeniu właściwych procedur jest to możliwe. Jedno z pytań słusznie wskazało na problem braku sankcji dla tych jednostek, które nie zdążą. Dyskusja pokazała, że sankcjonowanie nie jest takie proste jak może się wydawać i najprawdopodobniej wiele czasu minie zanim podjęte zostaną takie kroki. Inne pytania dotyczyły szczegółowych wymagań dla różnych niepełnosprawności, ale też jak osoba niewidoma odczytuje strony internetowe. Niektórzy dziennikarze doskonale się w tym temacie orientowali.

Takie zainteresowanie musi cieszyć. Pozostaje mieć nadzieję, że zostanie ono przekute w sukces instytucji publicznych. Bez wsparcia, ale też i kontroli mediów, cel postawiony w rozporządzeniu z 2012 roku może nie zostać osiągnięty. Widać światełko w tunelu, ale żeby cały tunel się rozświetlił, trzeba wykonać sporo pracy.

Wydawnictwo JUNG-OFF-SKA

Wydawnictwo Jung-Off-Ska powstało z inicjatywy aktorki Edyty Jungowskiej, która zafascynowana twórczością Astrid Lindgren postanowiła wydać najważniejsze dzieła szwedzkiej pisarki w formie książek do słuchania.

Skąd wziął się pomysł, aby przenieść postaci rodem ze Szwecji do Polski?

Astrid Lindgren to czołowe nazwisko w światowej literaturze dziecięcej. Jej twórczość zrewolucjonizowała podejście do dzieci i stworzyła podwaliny nowoczesnej psychologii dziecięcej. Jej książki przetłumaczono na ponad 70 języków, większość z nich znalazła się na Złotej Liście Książek Fundacji Cała Polska Czyta Dzieciom. Astrid Lindgren stworzyła wiele niepowtarzalnych postaci dziecięcych, między innymi Pippi Langstrumpf, która stała się symbolem niezależności dziecka, jako odrębnej istoty mającej prawo do godnego życia.

„Dzieci z Bullerbyn” – książka, która dla niejednego z nas kojarzy się z beztroskim dzieciństwem – do dziś uczy budowania prawdziwych więzi i przyjaźni, o które trudno w dzisiejszym świecie wirtualnych relacji.

„Zbawienne” działanie audiobooka

Nasz projekt ma się stać pretekstem do nawiązania dialogu międzypokoleniowego. W dzisiejszych czasach nawyk czytania zanika. Audiobook może pomóc zapracowanym rodzicom w codziennym kontakcie ich dzieci z dobrą literaturą. Słuchanie audiobooków może stać się pierwszym krokiem do sięgnięcia po książkę w przyszłości.

Psychologowie twierdzą, że słuchanie bajek nie tylko poszerza zakres słownictwa, rozwija pamięć czy wspiera dzieci w czytaniu ze zrozumieniem, ale też pogłębia ich inteligencję emocjonalną, czyli rozwija empatię. Słuchanie audiobooków uczy prawidłowego akcentowania, poprawnej wymowy i oswaja od najmłodszych lat z melodią ojczystego języka. Dlatego tak ważna jest dbałość o jakość interpretacji i warstwy dźwiękowej audiobooka. Ambicją Wydawnictwa Jung-off-ska jest stworzenie projektu będącego czymś na kształt jednoosobowego słuchowiska w doskonałej interpretacji i specjalnie przygotowanej oprawie muzycznej.

Audiobooki są szczególnie pomocne w klasach integracyjnych dla dzieci z problemami dysleksyjnymi i ADHD. Są nieocenione w pracy z dziećmi niewidomymi.

Astrid jest tego warta!

Astrid Lindgren to autorka wyjątkowa, która z niebywałą czułością opisuje świat dzieci. Jej książki nigdy się nie starzeją i trudno wśród współczesnej literatury dziecięcej znaleźć pozycje, które mogą im dorównać. Naszym zdaniem wszystkie jej książki powinny doczekać się wydań w formie audiobooków.

Edyta Jungowska czyta Astrid Lindgren, czyli zdań kilka o głównym pomysłodawcy całego zamieszania…

Edyta Jungowska ukończyła Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Warszawie. Rok później brawurowo zagrała Panną Maliczewską w spektaklu „Zapolska, Zapolska” w reżyserii Adama Hanuszkiewicza. Równie znakomita jak w teatrze, jest na małym ekranie: zarówno w Teatrze Telewizji (zagrała ponad 30 ról), jak i w serialach: „Na dobre i na złe” oraz „Ja wam pokażę!”. Od początku kariery zajmuje się również twórczością dziecięcą. Przez lata występowała w programie dla dzieci „Ala i As”, użyczała głosu wielu postaciom animowanym („Toy Story”, „Kacper”, „Smerfy”, „Rodzina Adamsów”), nagrała wiele piosenek i bajek dla dzieci na płytach audio.

DOTYCHCZAS JUNG-OFF-SKA WYDAŁA:

Lotta z ulicy Awanturników

Czy zły sen i drapiący sweterek to wystarczający powód, żeby mieć zły humor? Jak najbardziej! Dla Lotty to również wystarczająca przyczyna, żeby wyprowadzić się z domu. Czy na zawsze? I co na to jej rodzice? Posłuchajcie sami.

Czas: 3 godziny, Wiek 3+

Emil ze Smalandii

Wygląda jak aniołek, ale pozory mylą. Śpi w czapce i ze swoją ukochaną strzelbą. Woli zjeść choinkę zamiast fasolki szparagowej. Wkłada głowę do wazy z rosołem. Szczypie siostrę, gania kota. Psoci ile się da. Dorośli najchętniej wysłaliby go do Ameryki, byle się go pozbyć. Założę się, że już go lubicie. Przed Wami – Emil ze Smalandii.

Płyta w formacie CD MP3, Książka ze Złotej Listy Fundacji Cała Polska Czyta Dzieciom.

Czas: 1,5 godziny, Wiek 4+

Pippi Pończoszanka – Słuchaj Pippi! Część pierwsza.

Śpi z głową pod kołdrą i z butami na poduszce. Tłucze naczynia zamiast je pozmywać i nie zna tabliczki mnożenia. Za to potrafi podnieść konia i poświęci wszystko dla swoich przyjaciół. Dzięki niej wiesz, że warto mówić to, co się myśli i nie poddawać się nawet w najtrudniejszych sytuacjach. Poznajcie Pippi Pończoszankę.

Czas: 3 godziny (płyta w formacie MP3 z książeczką do zabawy), Wiek 4+

Pippi wchodzi na pokład – Słuchaj Pippi! Część druga.

Wolisz zostać piratem niż elegancką damą, a wakacje kochasz bardziej niż tabliczkę mnożenia? To zupełnie tak jak Pippi. Jeśli jeszcze masz serce tak dobre jak ona, uwielbiasz robić niespodzianki i nie pozwolisz skrzywdzić słabszego, szykuj się do drogi, bo do portu zawinęła „Podfruwajka” i właśnie Pippi wchodzi na pokład.

Czas: 3 godziny (płyta w formacie MP3 z książeczką do zabawy), Wiek 4+

Pippi na Południowym Pacyfiku – Słuchaj Pippi! Część trzecia.

Jesteś Poszukiwaczem Rzeczy? Chciałbyś zobaczyć wyspę, na której rządzi kapitan Pończocha i dostawać prezenty, kiedy tylko zamarzysz? Znasz Pippi, więc wiesz, że to jest możliwe. Jeśli tylko nie boisz się choroby morskiej, to już za chwilę znajdziesz się wraz z Tommym, Anniką i Pippi na Południowym Pacyfiku.

Czas: 3 godziny (płyta w formacie MP3 z książeczką do zabawy), Wiek 4+

Braciszek i Karlsson z Dachu – część pierwsza

Jeśli bywają dni, kiedy czujesz się samotny, nie ma żadnych widoków na to, żeby mieć własnego psa, a wszystko wokół wydaje się być szare i ponure – od dzisiaj koniec z tym! Oto za oknem pojawił się Karlsson z Dachu. Szykuj się zatem do lotu z Karlssonem.

Czas: 3 godziny (płyta w formacie MP3 z książeczką do zabawy), Wiek 5+

Karlsson z Dachu lata znów – część druga

Jeśli mieliście nadzieję, że w domu Braciszka zapanuje spokój, to myliliście się bardzo. Karlsson z Dachu lata znów. A to oznacza kolejną porcję „wspaniałych katastrof” i psot, o jakich się Wam nie śniło. Możecie być pewni, że przed Wami smakowita podróż. Uwaga! Odlatujemy z Karlssonem! Znów.

Czas: 3 godziny (płyta w formacie MP3 z książeczką do zabawy), Wiek 5+

Latający szpieg czy Karlsson z Dachu – część trzecia

Nad Sztokholmem krąży niezidentyfikowany obiekt latający. Nikt nie wie, czy to Latający szpieg czy Karlsson z Dachu. Jeśli to on, to wszyscy dorośli nie będą już spać spokojnie. A dzieci dostaną w prezencie kolejną porcję psot i figli, o jakich nie śniło się filozofom. Kolejny lot z Karlssonem uważa się za rozpoczęty!

Czas: 3 godziny (płyta w formacie MP3 z książeczką do zabawy), Wiek 5+

Dzieci z Bullerbyn

Są przyjaciółmi i nigdy się nie nudzą! Pudełko po cygarach zmieniają w tajemniczą Skrzynię Mędrców, a starą szopę w zbójecką kryjówkę. Ich Wiśniowa Spółdzielnia wysyła wiśnie w brzuchach za granicę. Jest tyle sposobów, żeby wesoło spędzić czas, choć w całym Bullerbyn nie ma komputera.

Czas: 7 godzin, Wiek 5+

Bracia Lwie Serce

Pełna fantastycznych przygód, przejmująca opowieść o braterstwie, miłości i przyjaźni, rozgrywająca się w baśniowej krainie Nangijali. Dwaj bracia – Karol i Jonatan – mieszkają szczęśliwie w Dolinie Wiśni, aż do dnia, kiedy ich spokojowi zaczyna zagrażać zły Tengil i okrutna Katla. Bracia wyruszają w niebezpieczną podróż, aby bronić wolności i szczęścia mieszkańców Nangijali.

Czas: 6 godzin (płyta w formacie MP3 z książeczką do zabawy), Wiek 7+

Dlaczego kąpiesz się w spodniach, Wujku?

Czy istnieje książka dla wszystkich? Tak! Oto ona! Przygodami szalonej pięcioosobowej rodzinki ze Sztokholmu zachwycą się wszyscy – mali i duzi.

Jeśli do urokliwego klimatu „Dzieci z Bullerbyn” dodacie szczyptę psot Emila ze Smalandii, garść pirackich przygód w stylu Pippi i humor Karlssona to poczujcie smak tej książki. Nie ma co zwlekać. Statek na wyspę Saltkråkan właśnie odpływa – zapraszamy!

Czas: 9 godzin (płyta w formacie MP3), Wiek 7+

Rozrywka na telefonach od Apple, część 2

Od ostatniego wydania czasopisma trochę czasu już minęło. Dla porządku pragnę przypomnieć, że w poprzednim numerze opisane zostały gry:

  • „Audio archery” – strzelanie z łuku,
  • „Serce Zimy 1812” – interaktywny audiobook,
  • „Antek” – gra, która polega na kierowaniu losem bohaterów noweli „Antek”.

Ogólnie testowane gry są na system IOS i skupiam się na ich opisie, ale chcę przypomnieć, że nic nie stoi na przeszkodzie, żeby użytkownicy Androida poszukali w Google Play odpowiedników opisywanych gier. Niektóre z nich są na pewno dostępne. Gorąco zachęcam do zabawy!

W drugiej części artykułu opiszę kilka gier dostępnych również dla niewidomych.

Kolejność gier jest przypadkowa i wynika raczej z tego, w jakiej kolejności je testowałem.

A zatem z uwagi na to, że w pierwszej części wstęp był przydługi i zawierał mnóstwo teorii, teraz skupię się na grach i przechodzę od razu do rzeczy.

Pierwszą grą, którą omówię, będzie „Lords Knights”, czyli panowie i rycerze. Jest to strategiczna gra MMO. Aplikacja ta to typ gry komputerowej, która jest rozgrywana naraz przez setki lub nawet tysiące graczy w Internecie. Dostęp do gry możliwy jest wyłącznie w trybie on-line. „Lords Knights” jest grą darmową, polskojęzyczną.

Po pobraniu aplikacji na telefon i utworzeniu swojego profilu możemy przystąpić do gry. Na początku na mapie dostajemy jeden zamek i kilku poddanych. Gra polega na zwiększaniu liczby poddanych, zwiększaniu zapasów, bronieniu i powiększaniu swojego terytorium przez zdobywanie nowych zamków. Jak widać jest to gra oparta głównie na walce. Żeby zaistnieć w grze i zajść wysoko w statystykach, najlepiej jest przyłączyć się do jakiegoś sojuszu.

Gra umożliwia nawiązanie relacji interpersonalnych. Pozwala wyszukać znajomych, jak i przypadkowych osób. Można wyszukane osoby wspomóc lub poprosić je o pomoc. Można także zwyczajnie pisać do siebie wiadomości.

Po wejściu do gry mamy dźwięk. Najczęściej jest to muzyka, albo dźwięki towarzyszące wykonywanym właśnie pracom, np. wydobywaniu kamieni z kamieniołomu.

Nie będę opisywał tu wszystkich widoków, przycisków i funkcji aplikacji. Jeśli kogoś gra zainteresuje, to sam z pewnością zgłębi jej tajniki. Gra jest dość rozbudowana, więc opiszę tylko podstawowy widok aplikacji.

Gra ma pięć zakładek.

  • Zamek – są tu wyświetlane wszystkie nasze zasoby. Możemy tu także zarządzać zapasami, tzn. rozkazać, żeby coś się wydobywało itd.
  • Mapa – służy do znajdowania innych zamków. Mapę, jeśli mamy włączony Voice Over, możemy przewijać trzema palcami we wszystkich kierunkach. Gdy już znajdziemy jakiś zamek, możemy zaatakować go, wysłać wsparcie, czy popisać po prostu z jego właścicielem.
  • Wiadomości – tutaj możemy zobaczyć historię, jeśli z kimś już konwersowaliśmy, albo napisać do kogoś. Możemy też usuwać wiadomości i podejrzeć raporty np. z bitew, czy innych czynności zadanej grze.
  • Sojusz – ta zakładka służy do zawierania nowych sojuszy. Można też w niej podejrzeć w jakim sojuszu jesteśmy i wystąpić z niego.
  • Profil – w tej zakładce możemy na przykład zobaczyć swoją nazwę użytkownika, liczbę zamków jaką posiadamy i liczbę punktów w rankingu. Możemy dostać się do opcji gry, gdzie zarządzamy dźwiękami, powiadomieniami oraz ustawieniami serwera. W profilu możemy także wylogować się czy iść na wakacje. Opcję wakacji warto wykorzystać, gdy nie mamy czasu zajmować się grą.

Drugą dostępną grą, którą chciałbym omówić, jest gra „Accessible Minesweeper”. Jest to strategiczna gra, która polega na zaznaczaniu min na planszy. Jeśli oznaczymy wszystkie miny lub odkryjemy wszystkie pola bez min, wówczas przechodzimy planszę. Jeśli trafimy jednak na minę, wtedy następuje detonacja i kończy się gra. Możemy jeszcze trafić na puste pole lub na pole z informacją o ilości min w sąsiedztwie. To właśnie z tych informacji musimy wywnioskować, które pole jest najbezpieczniej odkryć jako kolejne. Za grę musimy kilka złotych zapłacić. Wadą gry jest to, że jest w języku angielskim. Nie ma tam jednak dużo do rozumienia i można się łatwo wszystkiego nauczyć…

Po zainstalowaniu gry mamy następujące poziomy do wyboru:

  • Basic, plansza 5 na 5 i 3 miny do znalezienia
  • Easy, plansza 8 na 8, 10 min do znalezienia
  • Medium, plansza 11 na 11, 20 min do znalezienia
  • Hard, plansza 11 na 14, 40 min do znalezienia.

Na ekranie początkowym mamy jeszcze przycisk „Settings”, czyli ustawienia. Są jednak tam rzeczy raczej zaawansowane i niepotrzebne przeciętnemu użytkownikowi, więc ich nie opisuję.

Ostatni przycisk to „Manual”. Po jego wybraniu możemy poczytać pomoc do gry, niestety jednak w języku angielskim.

Po wybraniu jednego z dostępnych poziomów ukazuje nam się plansza. Jeśli korzystamy z Voice Overa to pole sprawdzamy (odkrywamy) dwuklikiem, a zaznaczamy jako niebezpieczne trójklikiem. Możemy też zaznaczyć przycisk „Flag” i wówczas dwuklikiem nie odkrywamy pola, tylko zaznaczamy flagę, czyli minę. Jeśli odznaczymy przycisk flag, to wszystko wraca do normy i dwuklikiem odkrywamy, bądź – jeśli mamy pecha – detonujemy minę. Chodzi o to, żeby z informacji z odkrytych pól wywnioskować, gdzie są miny i zaznaczyć je, albo odkryć wszystkie pola bez bomb, wówczas przechodzimy planszę.

Starałem się dość szczegółowo opisać każdą z przedstawionych gier, ale gdyby mimo to pojawiły się jakieś pytania czy niejasności, to proszę pisać na maila:

matip82@wp.pl

Przygody ze szkoleń

Pośród szesnastu szkoleń zorganizowanych we wszystkich miastach wojewódzkich poświęconych przystosowaniu stron internetowych do potrzeb i wymogów osób niepełnosprawnych, które miały ukazać mankamenty stron internetowych, które uniemożliwiają ich obsługę przez niewidomych, słabowidzących, osoby sparaliżowane, bądź głuche i wskazać sposoby usunięcia tych niedogodności, napodróżowałem się po kraju jako jeden ze szkoleniowców jak chyba nigdy dotąd. Odwiedziłem kilka ciekawych miast, wliczając w to ścianę wschodnią, zachodnią i południową. Dało mi to niezłą wiedzę na temat znajomości tworzenia i administrowania stronami internetowymi przez osoby pracujące w instytucjach państwowych i organizacjach pozarządowych. Szkolenie było skierowane do pracowników instytucji państwowych, które żywotnie powinny być zainteresowane przystosowaniem swoich serwisów internetowych do potrzeb osób niepełnosprawnych. Od dnia 1 czerwca 2015 roku będzie to ich obowiązkiem wynikającym z rozporządzenia Ministra Administracji i Cyfryzacji. Niestety, na daną chwilę wiedza osób odpowiedzialnych za administrowanie stronami i ich tworzenie w organach administracji rządowej i samorządowej jest znikoma. Na szkoleniach najczęstszymi wypowiedziami jakie słyszałem była informacja o tym, że uczestnicy „coś” słyszeli o rozporządzeniu, jednak poza tym nic więcej. Wymogi WCAG 2.0 (Web Content Accessibility Guidelines), które są główną wytyczną dostępności stron internetowych, były dla większości uczestników szkolenia pojęciami obcymi. Niewielki odsetek – podobnie jak w przypadku samego rozporządzenia -„coś słyszał na ten temat”. Jednak wiedza o wymogach – jakie są i jak należy ich przestrzegać – nie istniała. Alternatywne opisy grafik, transkrypcja nagrań dla osób niesłyszących czy widoczny fokus nie były wymogami, na jakie uczestnicy zwracali uwagę podczas swoich codziennych czynności. Z opinii uczestników wynikało, że strona powinna być „atrakcyjna”, co w ich rozumieniu równało się ładnej szacie graficznej, która niestety często nie szła w parze z dostępnością.

Często na zadawane przeze mnie pytanie o stan serwisów internetowych instytucji, w których pracują uczestnicy szkolenia, padała odpowiedź, że ich strona będzie zmieniana i od przyszłego roku, tj. 2015, będą mieli nową, dostępną stronę. Moim głównym zadaniem było uświadomienie osób przybyłych na spotkanie o konieczności nieustannej pracy ze stroną w celu jej prawidłowego dostosowywania do potrzeb niepełnosprawnych. Starałem się wyjaśniać, że samo stworzenie dostępnej strony nie jest sukcesem ostatecznym. Na szkoleniach prezentowałem przykład nowo powstałej strony, którą na początku swojego istnienia można było uznać za dostępną. Jednak z czasem, w wyniku codziennego jej administrowania – zamieszczania nowych informacji i plików, ta dostępność zmalała, co spowodowało, że nowo zamieszczone treści przestały być odczytywane przez osoby niepełnosprawne. Starałem się uczulić administratorów serwisów, aby pamiętali o przestrzeganiu wytycznych WCAG 2.0 na każdym etapie działania strony. Tłumaczyłem, że wystarczy zamieścić nową informację z grafiką i zapomnieć o jej prawidłowym przystosowaniu dla osób niewidomych – brak oznaczenia tekstem alternatywnym „ALT=”, żeby strona przestała być czytelna dla takich użytkowników. Uczestnicy szkoleń tłumaczyli się brakiem czasu na takie czynności, często padała odpowiedź, że to nie jest ich główne zadanie w pracy, a jedynie dodatkowa czynność. Takie podejście do tematyki dostępności stron nie zapewni sukcesu w przystosowywaniu serwisów do potrzeb osób niepełnosprawnych. Jako osoba prowadząca szkolenia postanowiłem podejść do tematu praktycznie. Prezentowałem uczestnikom możliwości testowania stron za pomocą darmowego i ogólnie dostępnego oprogramowania, aby mogli sprawdzić w jakim stanie znajdują się serwisy internetowe ich instytucji. Uczyłem ich obsługi prostych programów, jak i złożonych walidatorów umożliwiających sprawdzanie błędów kodu źródłowego, tzw. „błędów parsowania” Starałem się uczulać osoby obecne na szkoleniach, aby stawiały się na miejscu osób niepełnosprawnych i próbowały niektóre czynności na stronie obsługiwać w taki sam sposób jak one. Na szkoleniach wybieraliśmy zawsze jedną ze stron uczestników szkolenia i po kolei omawialiśmy błędy, jakie się na niej pojawiły i jaki wpływ mają one na obsługę przez osoby niepełnosprawne. Czasem sprawy tak błahe jak kontrast na stronie uniemożliwiały obsługę serwisu. Prezentowałem uczestnikom, często nieświadomych konieczności zachowywania wyraźnych kontrastów, jaki efekt będzie kiedy osoba słabowidząca użyje funkcji „fałszywych kolorów”. Dzięki oprogramowaniu specjalistycznemu osoby niewidome i słabowidzące bez problemu mogą obsługiwać komputer, w tym również Internet. Na szkoleniu wielkim zainteresowaniem cieszyły się właśnie prezentacje oprogramowania specjalistycznego przeznaczonego dla osób niepełnosprawnych. Moim celem było pokazanie uczestnikom szkolenia jak osoba niewidoma bądź słabowidząca korzysta z serwisów internetowych i jak na co dzień wyglądają błędy owych stron, z którymi niepełnosprawni muszą się borykać. Kiedy przechodziliśmy po stronie korzystając ze„screen readera”, prezentowałem jak brzmią dla osób niewidomych informacje o wszelkich linkach i grafikach nie opisanych w odpowiedni sposób. Uczestnicy szkoleń mogli usłyszeć tak jak niewidomy użytkownik dziwne formuły, nazwy plików, ciąg niezrozumiałych symboli zaburzających pracę z witryną. Takie prezentacje robiły duże wrażenie i uświadamiały uczestników o konieczności zwrócenia większej uwagi na przystosowanie stron. Osoby obecne na szkoleniach nie miały wcześniej do czynienia z takim oprogramowaniem, zdarzało się, że słyszałem z ust uczestników zdziwienie faktem, że osoby niewidome obsługują w ogóle komputer. Niektórzy z obecnych na szkoleniu myśleli, że osoby niewidome korzystają z całkowicie innych przeglądarek internetowych niż te ogólnie dostępne. Wtedy uświadamiałem ich, że osoba niepełnosprawna, zrehabilitowana i posiadająca odpowiednie oprogramowanie, bądź sprzęt specjalistyczny, korzysta z tych samych przeglądarek, serwisów i programów co osoby zdrowe i że właśnie w tym celu się spotykamy, aby przystosować wszystkie te możliwości do potrzeb osób niepełnosprawnych.

Podsumowując: szkolenia cieszyły się sporym zainteresowaniem, w trakcie ich trwania miałem przyjemność spotkać się z kilkudziesięcioma osobami odpowiedzialnymi za tworzenie stron i ich administrowanie w instytucjach państwowych. Uświadomiłem sobie jak niewielki jest poziom wiedzy uczestników obecnych na szkoleniach. Jednak fakt dużej frekwencji świadczył o chęci zdobycia umiejętności potrzebnych podczas przystosowywania stron dla osób niepełnosprawnych. Ilość zadawanych pytań i często ich duża szczegółowość mogą świadczyć o poważnym podejściu do tematu przez osoby obecne na szkoleniach. Czasu pozostało jeszcze dość sporo i mam nadzieję, że 1 czerwca 2015 roku odwiedzając strony, które sprawdzaliśmy na szkoleniach, będę mógł stwierdzić z pełnym przekonaniem, że są one przystosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych!

Wynalazki wszech czasów

Nie da się w krótkim artykule opowiedzieć całej historii rozwoju technologii dostępowych, wybrałem więc kilka „wynalazków”, które były kamieniami milowymi w tej dziedzinie i mogą dać pewien obraz sytuacji, jak było kiedyś, jak jest teraz i co może nas czekać…

Czym jest Dostępność?

Termin Dostępność odnosi się do poziomu, w jakim dany program, urządzenie lub system mogą być używane przez jak największą grupę osób. Głównym celem zwiększania Dostępności jest rozwiązywanie problemów osób niepełnosprawnych w realizacji ich prawa dostępu do informacji, usług i pracy. Realizację tych potrzeb umożliwia zastosowanie adekwatnych Technologii Dostępowych. Pełny zestaw procedur komunikacji, oprogramowania i sprzętu tworzy kompleksowe rozwiązanie, które nazywamy Systemem Dostępowym.

Jak to zapisać, a jak odczytać?

Gdy mówimy o osobach niewidomych, pierwszym takim systemem był system brajlowski. Niewidomi korzystali z różnych form wypukłego zapisu informacji, ale właśnie system stworzony przez Louisa Braille«a można nazwać jednym z pierwszych systemów dostępowych. Ludwik, który w wyniku wypadku oślepł w dzieciństwie, oparł się na wojskowym systemie umożliwiającym odczytywanie rozkazów bez użycia światła. System brajlowski powstał w 1825 r. Jego polska adaptacja dostosowująca alfabet Braille’a do naszego systemu fonetycznego została opracowana przez zakonnicę Elżbietę Różę Czacką oraz Teresę Landy. Alfabet został oficjalnie przyjęty dekretem Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego z dnia 25.05.1934 r. Warto wspomnieć o publikacji „Brajlowska notacja matematyczna. Jak to zapisać, a jak odczytać” – Marka Kalbarczyka i Jana Omiecińskiego, która opisuje polską notację matematyczną.

Wibrujące litery

Problemem brajla było to, że trzeba było najpierw przygotować informacje, żeby niewidomy mógł je odczytać. System jest podstawowym sposobem zapisu tekstu przez niewidomych, ale problemem stają się sytuacje, kiedy chcą przeczytać list, gazetę, książkę, które są napisane w czarnym druku. Pierwszą próbą rozwiązania tego problemu był Optacon (OPtical to TActile CONverter).

Optacon był dziełem Jana Linvilla, profesora inżynierii elektrycznej na Uniwersytecie Stanforda. W 1962 r., podczas urlopu naukowego w Szwajcarii, Linvill odwiedził laboratorium IBM w Niemczech, gdzie obserwował drukarkę wysokiej prędkości, która używała zestawu małych szpilek-młoteczków do druku liter na paskach papieru. Pomyślał: „Jeśli można poczuć młoteczki na opuszkach palców, można też z pewnością rozpoznać obraz”. I tak właśnie działał Optacon. Na tekst kładło się małą kamerę, która przekazywała obraz do jednostki centralnej. Ona rozpoznawała go i wysyłała informacje do matrycy szpileczek 24 na 6. Przykładając palec do matrycy, można było rozpoznać literkę po literce – dotykowo. W ten sposób osoby niewidome czytały całe książki!

Przełom – mówiące komputery

Komputery z początku nigdy nie miały być osobiste! Dopiero Steve Jobs, projektując komputer Apple 1 i Bill Gates sprzedając system DOS firmie IBM, zmienili bieg historii i przenieśli komputery z laboratoriów pod strzechy domów. Od tego momentu zawsze chciano wykorzystać ich moc obliczeniową, aby pomóc niepełnosprawnym. W latach osiemdziesiątych zaczęto pracować nad syntezą mowy. Okazało się, że jeśli informacje są zapisane jako dane, taki sam dostęp do nich może mieć osoba widząca, jak i niewidoma. Równolegle było prowadzonych wiele prac, a ja przedstawię dwa rozwiązania.

JAWS

JAWS został wydany w 1989 r. przez Teda Hentera, motocyklistę, który stracił wzrok w wypadku samochodowym w 1978 r. JAWS został stworzony dla systemu operacyjnego MS-DOS. Był jednym z kilku czytników ekranu. Podobny do niego był brytyjski HAL firmy Dolphin. Dawały niewidomym użytkownikom dostęp do tekstu wyświetlonego w trybie tekstowym rozmaitych aplikacji systemu MS-DOS.

Readboard

W latach osiemdziesiątych pracowano nad syntezą polskiej mowy w kilku ośrodkach, jednak na finalny efekt trzeba było jeszcze poczekać. W roku 1988 dzięki zaangażowaniu grupy informatyków stworzenie syntezatora mówiącego po polsku, dostępnego cenowo dla każdego, stało się realne. Marek Kalbarczyk zaprosił do współpracy wybitnego elektronika – Jana Grębeckiego, który nagrał próbki ludzkiego głosu. Powstał również program lektorski – Reader, który analizował pracę komputera. Bardziej dopracowana wersja tego programu została zaprezentowana przez Marka Kalbarczyka na początku 1990 r. Następnie, po kilku miesiącach pracy, program został zmodyfikowany i w ten sposób powstał Screen Reader, program o nazwie Readboard. Potem niewidomi mogli korzystać z kilku narzędzi i spierać się, które jest lepsze i wygodniejsze! To wymarzona sytuacja, gdy mają w czym wybierać osoby, dla których jest to nieodzowne.

Monitory brajlowskie

Komputery tak szybko, jak zaczęły mówić, zostały wyposażone w brajlowskie monitory, dzięki którym osoby niewidome nie tylko mogły usłyszeć tekst, ale także go „zobaczyć”, czyli dotknąć. Dzięki technologii piezoelektryków, tekst widoczny na ekranie mógł być „wyświetlony”, czyli pokazany w 6- lub 8-punkcie w linijkach od 12 do 80 znaków.

Komputerowi lektorzy

Ostatnim problemem do rozwiązania była sytuacja, kiedy osoba niewidoma musiała zapoznać się z tekstem czarnodrukowym. OPTACON nie był wystarczającym rozwiązaniem. Wykorzystano więc systemy optycznego rozpoznawania znaków OCR (Finereader, Recognita itp.), dzięki którym zamieniano zeskanowany tekst graficzny na zrozumiały dla komputera tekst cyfrowy. Potem już łatwo było odczytać go programem typu Screen Reader.

Pierwszy telefon dostępny po wyjęciu z pudełka

Telefony to tak naprawdę małe komputery od momentu, gdy pozwalały na więcej niż dzwonienie. Próbowano je więc udźwiękowić. Gdy królowała Nokia, powstał specjalny program Mobile Speak, udźwiękawiający system operacyjny Symbian. Osoby niewidome mogły zapisywać notatki w kalendarzu i odczytywać smsy. Niektórzy korzystają z takich telefonów do dziś.

Prawdziwą rewolucją był jednak IPHONE. Zmienił rynek telefonów i tak samo zmienił podejście do projektowania urządzeń dla niewidomych. Steve Jobs znowu zaskoczył wszystkich. Po pierwsze telefon był obsługiwany jedynie za pomocą dotykowego ekranu. Po drugie – od początku został zaprojektowany z uwzględnieniem potrzeb niewidomych. Nie trzeba było kupować dodatkowego programu mówiącego, gdyż on już czekał gotowy do pracy w samym telefonie. Telefon mówi. Pomimo, że nie ma wyczuwalnych klawiszy, jest obsługiwany systemem specjalnych gestów i – mimo braku wzroku – obsługuje się go świetnie. Jest to w tej chwili najczęściej wykorzystywany telefon przez niewidomych.

XXI wiek

Przez ponad 25 lat rozwoju opisanych technologii, nie ma już problemu z dostępem do informacji przez niewidomych. Mają do dyspozycji komputer, notatnik brajlowski czy udźwiękowiony telefon. To twierdzenie jest prawdziwe z jednym wyjątkiem: jest tak, dopóki osoba niewidoma nie chce pojechać w miejsce, którego nie zna. Niestety, miejsca publiczne i instytucje nie są wyposażone w urządzenia lektorskie, mówiące komputery, czy chociaż opisy brajlowskie. Miejmy nadzieję, że przyszłość przyniesie zmiany i będziemy spotykać coraz więcej dostępnych miejsc, wyposażonych w powyższe rozwiązania, w dotykowe i mówiące mapy, plany, ścieżki naprowadzające itd.

Szkolenia dobre dla kursantów, uczą też instruktorów

Jestem kierownikiem fundacji regionu północno-wschodniego, który obejmuje teren bodaj najtrudniejszy. Dlaczego? Ponieważ właśnie tutaj zagęszczenie niepełnosprawnych, na przykład niewidomych, jest bodaj najmniejsze w kraju. Owszem, nie chodzi o cały region, gdyż w Gdańsku i samej Bydgoszczy tak nie jest. Chodzi o średnią na danym terenie oraz o fakt, że mamy u nas takie miejsca, w których niepełnosprawnych w zasadzie w ogóle nie widać. Zapewne gdzieś są, ale najwyraźniej nie mają odwagi się pokazać i dać poznać innym. To powoduje, że inni – zdrowi – nie mają świadomości o ich problemach i o sposobach zaradzenia im. Z faktu, że mamy tutaj mniej inwalidów mogłoby wynikać, że jest mniej pracy, ale jest dokładnie odwrotnie. Dlaczego? Pewnie dlatego, że im mniej osób danej grupy społecznej, tym mniej się o takiej grupie wie, tym mniej się ją rozumie. Z kolei ta grupa i jej członkowie są najbardziej wycofani, bojaźliwi.

W fundacyjnym przydziale dostałem do przeszkolenia 3 miasta z mojego regionu: Olsztyn, w którym mam biuro i pracuję na co dzień, oraz Gdańsk i Bydgoszcz.

Materia, której dotyczyły szkolenia nie jest mi obca od lat. W końcu pracuję w fundacji dłuższy czas i mam do czynienia z osobami niepełnosprawnymi nieustannie. Mam również do czynienia z Internetem i z problemami, na które oni napotykają. Konkretne przygotowania do szkoleń rozpocząłem kilkanaście dni, a właściwie nocy, przed faktycznym ich rozpoczęciem. A to dlatego, że mimo iż dokument WCAG 2.0 sam w sobie jest bardzo zwięzły, to już dwa dokumenty uzupełniające „Understanding WCAG 2.0″ oraz „Techniques for WCAG 2.0″ zajmują prawie tysiąc stron. Tak więc przez kilka nocy „studiowałem” różnego rodzaju objaśnienia wytycznych. Co prawda ustawodawca w ustalonych wymaganiach wziął pod uwagę tylko część kryteriów z WCAG 2.0, ale nasze audyty były rozszerzone o kilka pozaustawowych kryteriów. Profesjonalna znajomość całego dokumentu ułatwiła mi (jak się potem okazało) prowadzenie zajęć.

Jako, że temat jest trudny i obszerny, aby szkolenia urozmaicić oraz uatrakcyjnić, podzieliłem je na 4 tematyczne moduły. Moduł pierwszy to przedstawienie i omówienie (wraz z przykładami) wszystkich wymagań zawartych w ustawie. To najobszerniejsza i zarazem najważniejsza część szkoleń, podczas której pojawiało się najwięcej wątpliwości i pytań. Moduł drugi to „czytanie” screen readerem wybranych stron. Ta część szkolenia mocno ożywiała uczestników, którzy wykazywali spore zainteresowanie, a bardzo często zdziwienie. Wiele osób pierwszy raz miało styczność z programami udźwiękawiającymi system operacyjny i działające w nim aplikacje przeznaczone dla osób niewidomych i dla osób źle widzących, i było pod wrażeniem, że osoby te właśnie w taki sposób korzystają z Internetu. Moduł trzeci to przedstawienie darmowych narzędzi służących do testowania dostępności stron internetowych. Strony instytucji, których przedstawiciele byli obecni na szkoleniu, były poddawane walidacji. Sprawdzaliśmy m.in. kontrast, obecność i poprawność tekstów alternatywnych, nagłówków itd. Ta część również wzbudzała spore zainteresowanie i ożywione dyskusje. Moduł czwarty to podsumowanie, dyskusja, wymiana opinii oraz odpowiedzi na dodatkowe pytania. To wszystko było „szyte na miarę” i w miarę możliwości dostosowane do tego, kto brał udział w szkoleniu.

Tak jak już wspominałem, szkolenia zacząłem od Olsztyna i nie ma co ukrywać – były to dwa ciężkie dni – swoisty poligon doświadczalny. Trudność polegała na tym, żeby w sposób efektywny i interesujący przekazać ogrom wiedzy, która będzie w przyszłości przydatna kursantom. We znaki dawały się kłopoty techniczne – przygotowana wcześniej prezentacja zupełnie odmówiła współpracy, natomiast rzutnik i Internet początkowo były mocno nieprzychylne. Na szczęście później wszystkiemu udało się zaradzić i założone punkty programu zostały zrealizowane.

Warto nadmienić, że pośród wszystkich uczestników moich szkoleń była osoba korzystająca na co dzień z czytnika ekranu, dzięki czemu mieliśmy cenne wskazówki od„praktyka”. Udzieliła nam także pomocy przy „czytaniu” wybranych stron instytucji programem mówiącym. Użytecznych porad i wskazówek udzielało również dwóch aktywnych programistów piszących strony, zarówno dla firm komercyjnych, jak i instytucji z obszaru administracji publicznej.

Pośród uczestników były osoby, które słyszały wcześniej o WCAG 2.0 oraz o samej ustawie, ale także takie, które pierwszy raz się zetknęły z tym dokumentem. Uczestnicy stwierdzili, że dostosowanie stron dla potrzeb osób niepełnosprawnych i starszych jest niezbędne. Pojawiło się kilka głosów, że niestety będzie to w niektórych przypadkach bardzo czaso- i pracochłonne.

Po dwóch dniach szkolenia w Olsztynie miałem kilka dni na wyciągnięcie wniosków, ulepszenie materiałów szkoleniowych. 16 i 17 grudnia szkoliłem w Gdańsku. Sala szkoleniowa mieściła się w nowoczesnym biurowcu w środku miasta, a samo szkolenie przebiegło zgodnie z planem i bez najmniejszych problemów. Jeden z uczestników, który zajmuje się na co dzień stronami Polskiego Związku Niewidomych, pisał pracę magisterską na temat WCAG 2.0, więc często wywiązywała się ciekawa merytoryczna wymiana opinii, z której skorzystali wszyscy uczestnicy – i ja.

Z Gdańska do domu wróciłem późnym wieczorem, a następnego dnia z samego rana wyruszyłem do Bydgoszczy, gdzie szkoliłem w Wyższej Szkole Gospodarki. Bydgoszcz okazała się takim miastem, gdzie osoby niereprezentujące instytucji administracji publicznej, ale żywo zainteresowanych tematem dostosowania stron internetowych, stanowiły większość. Były między innymi osoby niewidome, posługujące się czytnikami ekranu i używające Internetu jako narzędzia do pracy. Dzięki temu programiści oraz osoby administrujące treści na stronach internetowych miały praktyczne informacje „z pierwszej ręki” jak zaprojektować stronę, by była bardziej dostępna. Jak się często okazywało, wystarczyłyby dosyć nieznaczne poprawki, aby dostępność poprawiła się znacząco, a korzystanie było bardziej komfortowe dla osób korzystających z technologii asystujących.

Bydgoszcz była ostatnim przystankiem na mapie moich szkoleń. Cały cykl szkoleniowy wypadł bardzo pozytywnie. Informacje, które należało przekazać kursantom, zostały przekazane. Dzięki wielu merytorycznym dyskusjom, ja sam wiele się nauczyłem. Miałem bezpośrednią styczność zarówno z osobami piszącymi, jak i administrującymi stronami, jak i z niepełnosprawnymi użytkownikami.

Nie wiem jak oni teraz oceniają moją i moich kolegów pracę szkoleniową, ja w każdym razie zmieniłem zdanie. Wcześniej sądziłem, że już wszystko wiem, a teraz wiem, że byłem przesadnym optymistą. Dzięki tej pracy nabrałem doświadczenia. Teraz nie tylko znam WCAG teoretycznie, ale stałem się biegłym ekspertem w tej dziedzinie. Nie interesuje mnie, że inni mieli o mnie takie zdanie wcześniej. Dla mnie ważniejsza jest moja własna ocena oraz to, by za każdym razem była ostrożna, a nie optymistyczna.

Polskie rozwiązania 25-lecia, część 2

5. Reader, Readboard, wreszcie Speak, nie były jedynymi na rynku syntezatorami polskiej mowy. Mają co prawda tę zasługę, że można było je kupić, gdy jeszcze nie było do wyboru innych, trzeba jednak przypomnieć, chociażby dla uniknięcia niepotrzebnych nieporozumień, że były prowadzone w naszym kraju inne prace mające na celu udostępnienie niewidomym takiego narzędzia. Na koniec lat 80. nie były jednak gotowe i nie pojawiły się w ofertach sprzedawców. Wyjaśnienia wymaga również fakt, że wymienione produkty nie były jedynie syntezatorem mowy, ale parą produktów: syntezatorem i programem udźwiękawiającym – dwa w jednym. Poza Readboardem inne polskie rozwiązania tego poziomu technologicznego w dziedzinie programowania nie osiągnęły.

Należy nawiązać do pierwszej części tego artykułu na ten temat, gdzie wspomniałem o pracach nad syntezą mowy, prowadzonych przez instytut IBIB PAN w Warszawie. Prace te przyniosły efekt w postaci syntezatora SMP oferowanego przez firmę E.C.E. Pojawił się bodaj w roku 1992, ale na rynku był istotnie obecny od roku 1994. Mówił równie dziwnie jak Readboard, ale tak jak i on, zdobył wielu zwolenników. Jedni lubili Readboarda, inni SMP. Miał podobnie sztuczny głos, brzmienie jakby kosmiczne. Podkreślano jego zaletę, że był osobnym urządzeniem elektronicznym, dzięki czemu nie obciążał swoją pracą komputerowego procesora. Ten ostatni nie zwalniał więc i nie twierdził, że jest pięć po dziewiątej, gdy była dziewiąta. Readboard był syntezatorem programistycznym, angażował więc procesor, zmuszając go do pewnego opóźnienia. Po latach okazało się, że właśnie taki sposób działania jest efektywniejszy. Dzisiaj każdy używany w Polsce syntezator jest programistyczny. Na szczęście nie opóźniają już procesorów, gdyż system operacyjny DOS odszedł do lamusa, a Windows czy Linux radzą sobie z takimi problemami i nie wymuszają opóźnień.

SMP nie był oferowany z polskim programem typu czytnik ekranu, chociaż stworzono dla niego kilka aplikacji mówiących. Oba syntezatory, Readboard i SMP musiały konkurować z angielskim Apollo. Był stworzony przez firmę Dolphin Computer Access. Towarzyszył mu czytnik ekranu Hal. Tak więc w którymś momencie mieliśmy w kraju trzy rozwiązania tego typu do wyboru.

6. Gdy E.C.E. wypuściła na rynek SMP, rozwinął się Readboard. Do historii przeszła jego wersja o numerze 3.11. Nadal działał w DOSIE, ale był bardzo rozwinięty w porównaniu z wersjami poprzednimi. Jego syntezator mowy mówił już nie tylko po polsku, ale i po angielsku. Zaraz pojawił się też głos kobiecy, obok męskiego, który uznawano za podstawowy. W procedurach czytnika ekranu i narzędzi dodatkowych zbudowałem edytor tekstu, generator baz danych, kalkulator inżynierski, elektroniczny formularz. Potem doszedł do tego program szachowy, brydż i inne programy użytkowe i rozrywkowe.

7. Przyszedł też czas na kolejny syntezator mowy – Syntalk. To kolejny prosty syntezator. Był programistyczny, podobnie sztuczny. Zdobył dosyć szerokie grono zwolenników, jest nadal obecny na rynku.

8. W okolicach roku 1994 szlagierem stał się mówiący edytor tekstu QR Tekst. Zwyczajną jego wersję opracowała firma Malcom. To ona uległa prośbom naszego środowiska i stworzyła z naszą pomocą wersję mówiącą. Niewidomi bardzo sobie chwalili to rozwiązanie. Właśnie przez nie tak długo nie mogli się przekonać do nowego systemu operacyjnego Windows.

9. Altix miał ambicję wyprodukowania czegoś elektronicznego. Wcześniej słynęliśmy z opracowań programistycznych. Wreszcie w roku 1994 stworzyliśmy kilka urządzeń, bodaj najsławniejszym z nich był świetny mówiący termometr. Wskazywał temperatury od -50 do +99 stopni. W zakresie temperatur ludzkiego ciała mówił nie tylko równe stopnie, ale i dziesiątki stopni. Przez wiele lat działał przy wejściu do biblioteki na Konwiktorskiej 7. W wyniku któregoś remontu został zdjęty – pewnie przez niedopatrzenie.

W tym samym czasie Altix wyprodukował brajlowski monitor 40-znakowy. Był na niemieckiej licencji i więcej go sprzedano za granicą niż w kraju.

10. Igor Busłowicz stworzył najpierw profesjonalny, mówiący i brajlowski generator baz danych, a następnie z jego wykorzystaniem oprogramowanie dla biblioteki działającej przy PZN. Był to naprawdę duży pakiet programistyczny, być może największy stworzony dla niewidomych w naszym kraju. Dzięki niemu zautomatyzowano proces katalogowania i wypożyczania książek.

11. W połowie lat 90. firma Harpo wyprodukowała sprzętowy syntezator mowy Kubuś. Był wielką atrakcją dla części środowiska. Od lat nie jest jednak produkowany, co może oznaczać, że po pierwszym okresie zainteresowania sympatia klientów minęła.

12. Pod koniec lat 90. firma Harpo wyprodukowała urządzenie lektorskie Autolektor. Był to zintegrowany system składający się z jednostki centralnej komputera i skanera w jednej obudowie, działający na systemie Linux z oprogramowaniem lektorskim. Autolektor miał wbudowaną specjalną klawiaturę, która wyróżniała go spośród zwykłych systemów komputerowych. Klawisze były specjalnie ubrajlowione i ułatwiały pracę niewidomym, którzy nie radzili sobie z klawiaturą QWERTY. Można było już wtedy używać lektorskiego zestawu komputerowego, gdzie użytkownik miał w zasadzie to samo, z tą jednak różnicą, że wszystkie elementy były oddzielne – stały obok siebie. Autolektor spodobał się dużej części środowiska, ale po pewnym czasie zraził go do siebie. Zdaniem PFRON oraz UOKiK producent skorzystał z okazji polegającej na możliwości kupowania tego urządzenia w systemie dotacyjnym i zawyżył znacząco cenę. Dzięki werdyktowi UOKiK Harpo obniżyło cenę. Niedawno wypuściło na rynek nową wersję Autolektora. O ile pierwsza wersja nie była interesująca pod względem elektronicznym i programistycznym, nowa wersja wydaje się być bardziej ambitna.

13. Już w latach 2000. pojawił się na rynku Nawigator – elektroniczne urządzenie nawigacyjne dla niewidomych. Jego twórcą był ojciec Michała Kwaśniewskiego. Nawigator wzbudził duże zainteresowanie i pomaga w poruszaniu się po mieście wielu niewidomym do tej pory.

Po kilku latach Michał Kwaśniewski – już razem z firmą Altix – wyprodukował drugą wersję urządzenia, a ostatnio, na 25-lecie wykorzystywania IT do potrzeb nowoczesnej rehabilitacji inwalidów wzroku, wyprodukowaliśmy wersję kolejną – tym razem z mapami GPS, z funkcją rozpoznawania głosu, z wieloma językami itd.

14. Kilka lat temu firma Harpo wypuściła na rynek urządzenie o nazwie BraillePen. Jest oferowany w dwóch wersjach jako brajlowska klawiatura do komputera oraz z brajlowskim monitorem 12-znakowym. Po podłączeniu do smartfonu może pełnić funkcję notatnika. Za granicą jest oferowany pod nazwą Easylink. Może być wykorzystywany wyłącznie jako klawiatura brajlowskiej maszyny do pisania, gdy niewidomy woli pisać na komputerze właśnie w ten sposób. Może też być używany jako zwykły, mały, brajlowski monitorek, albo notatnik. Kiedyś można było kupić to urządzenie razem z palmtopem, teraz jest dostarczane z telefonem iPhone.

15. Firma E.C.E. wyprodukowała na początku lat 2000. prosty mówiący notatnik o nazwie Kajetek. Miał klawiaturę brajlowskiej maszyny do pisania i mówił głosem SMP. Został dobrze przyjęty przez użytkowników tego syntezatora mowy, bo byli do tego głosu bardzo przyzwyczajeni. Jako notatnik nie był wystarczająco rozbudowany, by przetrwać napór innych, bardziej złożonych rozwiązań. Pomimo tego urządzenie nadal jest rozwijane.

16. W tym samym czasie Spółdzielnia Nowa Praca Niewidomych wyprodukowała urządzenie służące do czytania książek Czytak. Porozumiała się z PZN w kwestii, by wszystkie książki mówione, którymi dysponowała Biblioteka Centralna PZN, nagrane na taśmy magnetofonowe, zostały przeniesione wyłącznie na format Czytaka. W ten sposób wielu niewidomych zakupiło to urządzenie w przekonaniu, że tylko dzięki niemu może mieć nadal dostęp do tego zbioru. Czytak jest produkowany do tej pory. Ma wiele nowych funkcji i jest nadal popularny, chociaż jego monopol na książki związkowe już nie istnieje.

17. Kilka lat temu Jan Gawlik, niewidomy elektronik, stworzył mówiący odtwarzacz i dyktafon o nazwie e-lektor. Był to najmocniejszy polski konkurent dla Czytaka. Jan Gawlik brał wcześniej udział w opracowaniu Czytaka. E-lektor był wtedy urządzeniem wyższej klasy, chociaż jak inne tego rodzaju urządzenia, nie miał dostępu do wspomnianej bazy książek.

18. W roku 2000 w grupie trzech niewidomych matematyków i informatyków rozpoczęliśmy realizację grantu Komitetu Badań Naukowych w ramach grantu prowadzonego przez IPI PAN. W skład grupy weszli: dr Włodzimierz Wysocki jako kierownik, Igor Busłowicz jako programista oraz ja, jako projektant systemu informatycznego i autor polskiej rozszerzonej wersji notacji matematycznej dla niewidomych stworzonej przez prof. Helmuta Ephesera. W wyniku tych prac powstała nasza notacja matematyczna, poradniki pouczające jak ją używać oraz oprogramowanie translujące, zamieniające tekst brajlowski na czarny druk oraz odwrotnie, zarówno zwykły, jak i matematyczny. Do wymienionej grupy doszedł dr Jan Omieciński, niewidomy matematyk, współautor poradników oraz Michał Bałamut, niewidomy informatyk. Właśnie on przejął główną pałeczkę i stworzył przy naszej pomocy nową wersję tego pakietu. Na początku stworzyliśmy dwa osobne programy: translator i Homer. Potem połączyliśmy je w jeden o nazwie Euler. Teraz powstała wersja druga.

Jest to zarówno program redakcyjny, który rozwija procedury translacji tekstu zwykłego na brajlowski, jak i translator matematyczny. O ile na początku pakiet działał w DOSie, teraz działa w systemie Windows. Jest najlepszy w kwestii formatowania wydruku brajlowskiego. Jest wielojęzyczny, dzieli słowa na sylaby i efektywnie przenosi słowa do następnej linijki. Powstaje wersja, która będzie translowała matematykę nie tylko na notację Ephesera, ale i inne notacje matematyczne stosowane przez niewidomych w różnych krajach.

19. Od niemal dwóch lat Altix produkuje terminale informacyjne dla niewidomych, zaprojektowane w taki sposób, by mogły korzystać z nich także osoby pełnosprawne. Mogą być różne, zależnie od zamówienia. Generalnie jednak, w optymalnej postaci są zbudowane jako pulpit wiszący lub stojący na podłożu. Wyposażone są w specjalny miniaturowy komputer, ekran LCD dla osób widzących oraz wypukłą, przezroczystą grafikę, nałożoną na ekran. Obok są zainstalowane udźwiękowione klawisze mechaniczne lub dotykowe, dzięki którym niewidomy dowiaduje się o otoczeniu. Po naciśnięciu przycisków terminal wygłasza stosowne komunikaty, a na ekranie wyświetlane są informacje dla osób widzących lub niedowidzących. Jak łatwo się domyślić, niewidomi nie wiedzą gdzie znajduje się terminal, wobec czego aby móc go znaleźć, terminal jest wyposażony w układy komunikujące go ze smartfonami. Wystarczy zbliżyć się do niego razem ze swoim telefonem, a smartfon da o tym znać. Poinformuje także ile takich terminali jest w pobliżu. Można uruchomić terminal przy pomocy takiego smartfonu, co spowoduje, że terminal się do nas odezwie i zaprosi do siebie. Wtedy jego odnalezienie nawet w tak dużych pomieszczeniach jak hale dworcowe nie sprawia kłopotów. Można obejrzeć, co terminal pokazuje.

Terminal jest częścią całego systemu, na który składa się on sam, mniejsze udźwiękowione mapy, bazy dźwiękowe informujące w którą stronę iść oraz tabliczki i oznaczenia brajlowskie na drzwi, schody itp. Są produkowane rozmaite mutacje tego systemu, zależnie od zamówienia. Najlepszy w kraju w tej chwili znajduje się w opolskim zoo. Jeszcze bogatsze wersje są sprzedawane za granicę.

I co jeszcze stworzono w naszym kraju? Zapewne coś pominąłem. Jest okazja to naprawić. Każdy może zgłosić się do naszej redakcji i zaproponować artykuł o innych polskich rozwiązaniach. Można też uszczegółowić notki, które tutaj zamieściliśmy. Zapraszamy!

Skoro widzę, to czy mogę widzieć więcej? Refleksje ze szkolenia na temat dostępności stron internetowych

W ostatnim czasie miałem okazję przeprowadzić kilka szkoleń na temat dostępności treści na stronach internetowych. Spotkałem się na tych szkoleniach z wieloma ciekawymi ludźmi. Ich wiedza na temat dostępności była bardzo zróżnicowana. I choć byli na tych szkoleniach także ludzie o dużej wiedzy w tym zakresie, którzy wiele rozumieją i potrafią zapewnić niemal pełną dostępność na swoich stronach, to odnoszę wrażenie, że powszechna wiedza o innych niż wizualnych sposobach funkcjonowania w życiu, jest niewielka. Generalnie można postawić tezę, że mało ludzi rozumie ten problem, jeszcze mniej z nich widzi potrzebę wdrażania dostępności i nadal są tacy, którzy nie wiedzą nic o sposobach funkcjonowania osób niewidomych, głuchych, niesprawnych manualnie itp. Ta ostatnia kwestia jest najbardziej zadziwiająca, bo przecież każdy spotyka się z osobami starszymi, mniej sprawnymi. Mimo to nadal nic nie wiemy o nich samych i ich sposobach samodzielnego radzenia sobie w życiu. Społeczeństwo już rozumie potrzebę budowania podjazdów dla osób poruszających się na wózkach, ale nadal nie widzi nic złego w stawianiu słupów na środku chodników, wieszaniu na nich znaków drogowych i to na najbardziej „złośliwej” wysokości głowy człowieka, co dokucza niewidomym w stopniu nieskrępowanym, czy parkowaniu samochodów na chodnikach, utrudniając przejście wszystkim, ale zwłaszcza osobom, które wymagają więcej miejsca i to z bardzo naturalnych powodów, bądź ściszaniu zapowiedzi przystanków w pojazdach komunikacji miejskiej, co ułatwia wielu ludziom nie dojechać tam, gdzie zamierzali. Mimo tylu akcji wyjaśniających, nadal nie wiemy, że niewidomi wykorzystują komputery do pozyskiwania informacji. Nie wiemy, że dla osób niewidomych mówiący i ubrajlowiony komputer stał się najważniejszym urządzeniem rehabilitacyjnym. Nie wyobrażamy sobie też, że można pracować z komputerem nie widząc. A jednak jest to możliwe. Co więcej, z uwagi na wspólny dla wszystkich użytkowników cyfrowy zapis informacji, jest to najdoskonalszy sposób komunikowania się między ludźmi. Każdy z nas może odczytać cyfrową informację w dostępny dla siebie sposób, pod jednym wszakże warunkiem, że informacja cyfrowa będzie utworzona zgodnie ze standardami i wytycznymi dostępności opisanymi w dokumencie WCAG (ang. Web Content Accessibility Guidelines).

Choć ogólna konstatacja wybrzmiewa w moim artykule ponuro, jednak są inne przykłady, które spróbuję tutaj przytoczyć. Jest bowiem wiele ciekawych pomysłów na temat dostępności rozważanej w jej szerokim ujęciu. Takimi pomysłami i wartościowymi spostrzeżeniami podzielili się ze mną uczestnicy szkoleń.

Gdy poprosiłem o przytoczenie przykładów zapamiętanych przez nich z ich własnych stron, które odnosiłyby się do omawianego zagadnienia, jeden z uczestników opowiedział o swoich spostrzeżeniach na temat oznaczeń węzłów autostradowych w Polsce i za granicą. Przykład nie odnosił się bezpośrednio do budowania stron internetowych, również strony, którą on tworzył i wykorzystywał, ale do sposobu odczytywania informacji za pomocą czytników ekranów. Jest on dobrą analogią do tzw. list udawanych. Listy udawane to takie, które nie zostały opisane jako listy w kodzie strony. Są to listy, w których jedynie wypisuje się elementy w kolejnych liniach, wstawiając przed nimi grafikę symulującą znak punktora. Oczywiście wizualnie elementy te wyglądają jak lista, ale gdy spróbujemy odczytać ją bezwzrokowo, tj. przy pomocy czytników ekranu, to jest to tylko ciąg elementów. Podobnie udawanymi listami są listy, w których każdy element jest listą jednoelementową. Ktoś, kto wstawia treści na stronę, nie zdaje sobie sprawy, że tworzy nie jedną listę zbudowaną z wielu elementów, lecz wiele jednoelementowych list. Dzieje się tak, ponieważ autor takiej strony opiera się jedynie na wizualnej postaci wstawianych treści. Obok każdego z elementów widzimy punktor, ale nie zdajemy sobie sprawy, że nie jest tak, jak być powinno. Opowiedziany przykład odnosił się do węzłów autostrad, które też są ciągiem kolejno następujących po sobie elementów. W Polsce do nazywania węzłów wykorzystywane są nazwy miejscowości, przy których się one znajdują. Kierowca, jadąc, na każdym z nich musi uważać, by nie przeoczyć informacji z tą nazwą. W Niemczech węzły są oznaczane numerami. Kierowca widząc numer wcześniejszego węzła, może jechać bez stresu dalej, i może przewidzieć, kiedy będzie musiał przygotować się do zjazdu z autostrady. Łatwiej też identyfikować numery niż nazwy, zwłaszcza kierowcom zamieszkałym w innych częściach kraju lub obcokrajowcom. Przykład tego prostego rozwiązania nazewnictwa jest bardzo przekonujący, gdyż każdy może wczuć się w taką sytuację i docenić jego wartość.

Na stronie nawet udawaną listę użytkownik widzi w całości. Może nawet nie zdawać sobie sprawy, że to, co widzi, nie jest listą. Może policzyć jej elementy i spokojnie się z nimi zapoznać. Na autostradzie kierowcy poznają informacje sekwencyjnie, muszą najpierw dojechać do jakiegoś punktu, aby odczytać umieszczone przy nim nazwy i opisy. Osoby niewidome odczytują informacje w podobny, sekwencyjny sposób. Nie widzą całej listy, lecz czytają słowo po słowie, element po elemencie. Jeśli czytnik ekranu nie rozpoznaje listy, to nie informuje użytkownika, że wymieniane elementy tworzą listę i nie informuje też ile w tej liście jest elementów, ani który z nich aktualnie czytamy. Jeśli na stronie nie ma właściwie oznakowanych i uporządkowanych treści, to łatwo można przeoczyć jakąś ważną informację i jej nigdy nie odnaleźć.

Podobnie ciekawą analogią jest kolejny przykład z autostrad. Tablica z informacją za ile kilometrów znajduje się najbliższa stacja benzynowa, może przekazywać informację uboższą lub bogatszą. Zazwyczaj spotykamy tablice z tą uboższą informacją. Nie mówi nic poza odległością do najbliższej stacji benzynowej. Jeśli jednak dodamy do tej tablicy informację o odległości do następnej stacji po najbliższej i informację o firmie, do której dana stacja należy, to kierowca dostaje dużo więcej istotnych dla niego danych. Może lepiej zaplanować godziny postoju i odpoczynku, może też zdecydować, czy zatankuje na najbliższej stacji, czy uda mu się dojechać do stacji, na której zawsze tankuje i ma ulgi stałego klienta. Jeśli popatrzymy na opisy obrazów na stronach internetowych, to jeśli autorzy stron w ogóle dodają do nich opisy alternatywne, to najczęściej są to opisy bardzo ubogie. A przecież wystarczy je trochę rozszerzyć, by przekazać dokładniejszą informację. Opis alternatywny fotografii zawierający słowa „zdjęcie Prezydenta RP”

jest zdecydowanie zbyt ubogi w stosunku do opisu „zdjęcie Prezydenta RP, Bronisława Komorowskiego, podpisującego ustawę emerytalną”. Pierwszy opis informuje wyłącznie, że fotografia przedstawia jednego z prezydentów RP. Rozszerzony informuje, o którego prezydenta chodzi i w jakiej sytuacji zdjęcie zostało wykonane, przy jakiej czynności.

Opisy alternatywne to rzeczywiście duży problem. O ile łatwo przychodzi zrozumienie potrzeby zamieszczania opisu alternatywnego z jakąkolwiek zawartością, to potrzeba dodania dokładnego opisu obrazów czy dodania do nagrania audio z przemówienia pełnej jego treści w postaci tekstowej, jest już trudniejsza do przyjęcia.

Innym problemem, sprawiającym bardzo duży kłopot osobom niewidomym, jest brak poprawnie oznakowanych nagłówków. Są one tworzone tylko pozornie, w sposób wizualny. Osoba widząca łatwo je odnajduje i odczytuje, lecz dla programów technologii wspomagających, takich jak czytniki ekranów, są one tylko akapitami, podobnymi do wszystkich innych. Nie można więc przeskoczyć do nich bezpośrednio, pomijając wiele nieistotnych treści. Osoba niewidoma musi czytać wszystko, linię po linii, by ich nie przeoczyć.

Wielu użytkowników zwróciło uwagę na problem braku przekazywania wiedzy o dostępności, ba – na brak przekazywania wiedzy o poprawnym tworzeniu dokumentów w edukacji szkolnej. Ludzie po wielu latach różnych zajęć edukacyjnych związanych z komputerami i informatyką, jeśli sami nie nauczyli się tworzenia dokumentów o poprawnej konstrukcji technicznej i logicznej, to w niewielu przypadkach mogli się o tym dowiedzieć w szkole. Czasami wystarczy przekazać kilka podstawowych zasad, by chętnie z nich korzystali, zwłaszcza, że dzięki tym zasadom znacznie ułatwiają sobie pracę.

Wśród tych zasad można wymienić między innymi: formatowanie dokumentów wyłącznie za pomocą stylów, oddzielanie warstwy danych od warstwy prezentacji, no i to co najważniejsze – zachowywanie zgodności ze standardami. Przestrzegając tych zasad ułatwiamy pracę, bo nasze dane, chociaż są przeważnie tekstem, otrzymują dodatkowe znaczenie. To, co ma być listą jest listą, a to, co ma być nagłówkiem jest nagłówkiem. Akapit, który jest definicją, jest oznaczany jako definicja. Akapit zawierający adres jest oznaczany jako adres. Dane tabularyczne zapisane są jako dane tabeli i są dodatkowo powiązane z nagłówkami kolumn i wierszy. Nawet informacje graficzne zapisujemy jako pełne informacje, które można przeszukać. Wystarczy tylko każdą elementarną informację oznaczyć i w przypadku informacji nietekstowych dodać do nich alternatywę w postaci tekstu. Tekst jest tu najważniejszy. Bo każdy użytkownik może przetworzyć go do wygodnej dla siebie postaci i może się z nim zapoznać. Osoba niewidoma może przetworzyć tekst na postać brajlowską lub mowę syntetyczną. Osoba niedowidząca może powiększyć tekst i zmienić jego kolor. Osoba niesłysząca może przeczytać tekst jak każdy inny użytkownik. Natomiast informacje graficzne, filmy video i nagrania audio, które nie zostaną wyposażone w alternatywny ich opis nie tylko nie będą mogły być odczytane przez niektóre z tych osób, ale też nie będą mogły być rozpoznane przez programy, wyszukiwarki.

Nasze nawyki i przyzwyczajenia w dużej mierze wpływają na tworzone przez nas strony internetowe. Oglądając strony jedynie wizualnie, zapominamy nie tylko o zapewnieniu dostępności, ale nawet o logicznym formatowaniu. Zapominamy, że strony internetowe są przetwarzane przez różne programy, które je przeszukują i pomagają internautom odnaleźć potrzebne im informacje. Zapominamy o programach, które umożliwiają odczytanie stron użytkownikom o różnych sposobach percepcji. To wszystko składa się na to, że nasze dokumenty są trochę byle jakie. Płacimy za różnego rodzaju sposoby pozycjonowania stron, ale nie tworzymy na stronie mechanizmów umożliwiających odnajdywanie informacji. Postępujemy zbyt tolerancyjnie wobec popełnianych na naszych stronach błędów i przez zwykłe zaniedbania potrafimy wykluczyć wiele osób z możliwości pozyskania informacji.

Wszystko to dzieje się tylko dlatego, że nie doceniamy tego, co jest niewidoczne. Sytuacja, w której zaniedbujemy zasady dostępności, przypomina budowanie pięknego pałacu na piasku. Z wierzchu pięknie, ale lepiej do niego nie wchodzić. Warto więc poznać zasady dostępności, poświęcić trochę więcej pracy i budować poprawne strony. Może wówczas uda nam się zobaczyć coś więcej niż tylko to, co widzimy? Przecież nasze strony to nie tylko zwykłe dokumenty, ale przede wszystkim kolejne rekordy olbrzymiej bazy danych.

Niewidomi też głosowali

Osoby niewidome mogły w wyborach samorządowych zorganizowanych w dniu 16 listopada 2014 r. samodzielnie głosować używając brajlowskich nakładek. Posiadały je wszystkie komisje wyborcze w całym kraju. Inwalidzi wzroku nie musieli wcześniej deklarować chęci głosowania z ich użyciem. Na prośbę tych wyborców komisje wydawały nakładki wraz z kartą do głosowania. Po oddaniu głosu, wyborca był obowiązany zwrócić nakładkę.

Nakładka z tworzywa sztucznego ma kwadratowe otworki, które umożliwiają wpisanie znaku „X”. Nakładkę trzeba było nałożyć na wybraną stronę karty do głosowania. Przy otworkach były podane brajlowskie numery kandydatów, dzięki czemu nakładki w takim kształcie mogły być przygotowane dla całego kraju i nie musiały zawierać imion i nazwisk kandydatów. Tak więc istnieje możliwość ich użycia w kolejnych wyborach samorządowych, o ile nie zmieni się sama karta wyborcza.

Projekt nakładek został wykonany na zlecenie Krajowego Biura Wyborczego zapewniającego obsługę Państwowej Komisji Wyborczej, przez zewnętrznych ekspertów. To również KBW rozpisała przetarg nieograniczony, którego kryterium, jak w większości postępowań o zamówienie publiczne, była jedynie cena. Ogłoszenie zostało upublicznione na stronie Biura 19 sierpnia 2014 r. Trzeba potwierdzić, że nieprzekraczalny termin wykonania zlecenia był bardzo krótki. KBW przeznaczyła na produkcję nakładek wraz z dystrybucją do 49 delegatur Biura ponad 600 tys. złotych. Spółka Altix jako jedyny oferent zaproponował wykonanie ok. 30% taniej. Co istotne, konkurencyjne podmioty nie złożyły w ogóle ofert ze względu na krótki termin wykonania – 20 dni.

Komisja badając rynek wyceniła zadanie znacznie drożej. Analiza ta brała pod uwagę wcześniejsze postępowanie o zamówienie publiczne związane z na nakładkami do głosowania w wyborach do Parlamentu Europejskiego, w którym została złożona również jedna oferta. Oferent zaproponował cenę wyższą niż zamawiający przeznaczył na realizację przedmiotowego zamówienia. Z tego też powodu Komisja wynegocjowała, w trybie negocjacji bez ogłoszenia, kwotę ok. 500 tys. złotych za wykonanie ok. zaledwie 50 tys. nakładek. Cena za nakładki do wyborów samorządowych była o ok. 30% niższa od oferty na tamte nakładki, mimo że przedsiębiorca zobligowany był wtedy do wyprodukowania o około 20 tysięcy nakładek mniej niż spółka Altix.

System nakładek brajlowskich jest europejskim standardem. W państwach Unii Europejskiej jest powszechnie obowiązujący – tak też musi być w Polsce. Fundamenty polskiego systemu wyborczego stanowią dwa akty prawne – konstytucja RP z dnia 2 kwietnia 1997 r. oraz kodeks wyborczy z dnia 5 stycznia 2011 r. Art. 169 ust. 2 ustawy zasadniczej m.in. stanowi, że wybory samorządowe są bezpośrednie i odbywają się w głosowaniu tajnym. Zasada bezpośredniości wyborów polega na tym, że wyborcy w drodze głosowania sami – bez żadnego pośrednictwa – przesądzają w sposób ostateczny i decydujący o składzie wybieranego organu. Zasada tajności zakłada z kolei, że każdy obywatel – bez względu na niepełnosprawność – samodzielnie wypełnia kartę do głosowania i osobiście wrzuca ją do opieczętowanej urny. Naruszenie tajności oraz bezpośredniości skutkuje unieważnieniem głosów w danym okręgu oraz powtórzeniem głosowania, gdy mogło to mieć wpływ na wynik wyborów.

Ustawa zasadnicza, a konkretniej w art. 69 suponuje, że osobom niepełnosprawnym władze publiczne udzielają pomocy w zabezpieczaniu egzystencji, przysposobieniu do pracy oraz komunikacji społecznej. Dlatego też kodeks wyborczy skonkretyzował powyższe artykuły ustawy zasadniczej w: art. 12a, art. 16, art. 37a, art.37b, art. 37c, art. 40a, art. 53, art. 53a.

Należy pochylić się nad art. 12 a kodeksu wyborczego stanowiącego, że lokale obwodowych komisji wyborczych powinny być dostosowane do potrzeb wyborców niepełnosprawnych. Ponadto art. 37b § 2 wskazuje, iż PKW sporządza w alfabecie Braille’a materiały informacyjne o uprawnieniach przysługujących tym wyborcom na podstawie kodeksu i przekazuje je zainteresowanym na żądanie. Warto pamiętać o tych dwóch dyspozycjach, bowiem mają one charakter bezwzględnie obowiązujący, a jednak nie zrealizowany w wyborach samorządowych w 2014 r. Żaden jednak wyborca nie złożył protestu wyborczego, w którym wskazywałby obrazę art. 12 oraz art. 37b § 2 kodeksu wyborczego.

A co można powiedzieć o osobach słabo widzących? Zarówno przez praktykę, jak i ustawodawcę zostały one całkowicie pominięte milczeniem. Wszak KBW podnosi, że nakładki brajlowskie są uniwersalne zarówno dla osób niewidomych, jak i słabowidzących, jednakże nie sposób podważyć tę argumentację. Wszak osoby słabowidzące mają całkowicie inne problemy wzrokowe i przyrządy pomagające zniwelować ich niepełnosprawność. Stacjonarny powiększalnik, czy też lupy elektroniczne powinny stać się powszechnym elementem wyborów, podobnie jak i nakładki brajlowskie.

Czy strony internetowe w Polsce są dostępne?

Wielu ludzi w naszym kraju, zwłaszcza młodych, nie wyobraża sobie życia bez Internetu. Mówienie jednak, że surfują po sieci jedynie ludzie młodzi, byłoby bardzo krzywdzące dla wielu starszych internautów, a wśród nich seniorów, którzy nabywają kompetencji cyfrowych dzięki szkoleniom kierowanym do osób 50+, 60+ czy nawet 70+.

Nie znajdziemy reklamy, książki, gazety, proszku do prania, pasty do zębów czy produktu żywnościowego, na którym niezamieszczony byłby adres strony internetowej. Naturalnie to bardzo dobrze, że w polskim Internecie możemy znaleźć szereg potrzebnych informacji. Spróbujmy jednak zastanowić się czy te informacje są naprawdę dostępne, dla kogo są przyjazne, a komu mogą sprawiać trudności. Najbardziej wykluczoną grupą osób z dostępu zarówno do informacji, jak i szeregu usług w polskim Internecie, są osoby niepełnosprawne. Warto pamiętać też o tym, że każdy internauta może korzystać z udogodnień dostępnego serwisu. Przykładowo, mimo iż większość pełnosprawnych internautów obsługuje serwis za pomocą myszki, to w sytuacji jej uszkodzenia są zmuszeni korzystać z klawiatury. Brak dostępności serwisu przy pomocy klawiatury uniemożliwi im dokonanie pilnego przelewu bankowego czy sprawdzenia rozkładu jazdy autobusów.

Warto też zauważyć, że najpopularniejsza wyszukiwarka Google działa trochę tak jak czytnik ekranu, za pomocą którego strony Internetowe obsługują użytkownicy niewidomi. Z tego powodu warto przygotować dostępny serwis internetowy, ponieważ będzie się lepiej pozycjonował w wyszukiwarkach internetowych.

Polskie prawo o dostępności

Mimo iż powyżej wskazano jedynie 2 przykłady uniwersalnej dostępności korzystnej dla wszystkich, to najistotniejszym argumentem są przepisy polskiego prawa nakazujące instytucjom administracji publicznej zapewnienie dostępności swoich serwisów internetowych.

Obowiązek dostosowania serwisów internetowych do potrzeb internautów z niepełnosprawnością nakłada na administrację publiczną rozporządzenie Rady Ministrów w sprawie Krajowych Ram Interope-racyjności (…) z 12 kwietnia 2012 r. (Dziennik Ustaw z 2012 Pozycja: 526). Załącznik nr 4 do wspomnianego rozporządzenia podaje międzynarodowe wytyczne WCAG 2.0, które powinny zostać spełnione. Wytyczne WCAG 2.0 to naturalnie dużo więcej niż to, co zostało wpisane w przepisy polskiego prawa, jednak załącznik 4 zawiera zupełne minimum dostępności. Rozporządzenie weszło w życie z końcem maja 2012 roku i od tego czasu wszystkie nowo powstałe strony przygotowywane przez administrację publiczną powinny być dostępne dla osób niepełnosprawnych zgodnie z załącznikiem 4 do rozporządzenia z 12 kwietnia 2012 roku. Wszystkie istniejące już wcześniej serwisy powinny zostać dostosowane do wymagań prawa do maja 2015 roku. Tak więc ustawodawca przewidział 3-letni okres przejściowy, w którym dał czas na dostosowanie serwisów www.

Oceniamy stan dostępności

W Polsce kilka organizacji pozarządowych zajmujących się dostępnością monitoruje stan dostosowania serwisów publicznych do przepisów prawa w tym zakresie.

Zarówno „Raport otwarcia 2013″ opublikowany przez Fundację Widzialni, jak i Raport opublikowany przez Fundację Instytut Rozwoju Regionalnego oraz wnioski przedstawione przez Stowarzyszenie Przyjaciół Integracji na konferencji „Dostępność Polska 2014″ wskazują, że specjaliści z zakresu dostępności

zgodnie oceniają dostępność serwisów publicznych w Polsce od 2 do 10%.

Trzeba jednak bardzo wyraźnie stwierdzić, że czołowe instytucje w Polsce dbają o dostępność swoich serwisów internetowych.

3 grudnia 2012 roku w światowym dniu osób niepełnosprawnych opublikowano nową wersję serwisu pl, który został dostosowany do potrzeb osób z niepełnosprawnością, przy dostępności którego doradzał między innymi autor niniejszego artykułu. Moim udziałem były także prace nad dostosowaniem serwisu Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji www.mac.gov.pl.

Do całkiem nieźle dostępnych serwisów czołowych urzędów w Polsce można zaliczyć również stronę prezydenta – www.prezydent.pl i Ministerstwa Finansów – www.mf.gov.pl.

Do dobrze przygotowanych stron także zaliczamy serwis Pełnomocnika Rządu do spraw Równego traktowania, serwis www.niepelnosprawni.gov.pl -przygotowaną przez Pełnomocnika Rządu do spraw osób niepełnosprawnych.

Dużo gorzej jest niestety na szczeblu niższym niż szczebel centralny. Administracja publiczna niższego szczebla raczej nie dba o dostępność. Nie wynika to jednak ze złego nastawienia do internautów z niepełnosprawnością, a jedynie z braku świadomości konieczności dostosowania serwisu do wytycznych prawa i potrzeb wszystkich obywateli.

Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom odbiorców z niepełnosprawnością w latach 2011-2014 Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych Stowarzyszenie Przyjaciół Integracji realizowały 2 edycję projektu „Wsparcie osób niepełnosprawnych w swobodnym dostępie do informacji i usług zamieszczonych w Internecie”. W ramach drugiej edycji tego projektu prowadzone było doradztwo w zakresie dostępności 300 podmiotom administracji publicznej, w tym Ośrodkom Pomocy Społecznej, Powiatowym Centrom Pomocy Rodzinie i Powiatowym Urzędom Pracy.

Reasumując, jak wskazują badania eksperckie, 2% serwisów administracji publicznej jest dostępna dla osób niepełnosprawnych. Jednak 10% serwisów częściowo spełnia wytyczne WCAG 2.0 na poziomie załącznika 4 do rozporządzenia.

A co z serwisami komercyjnymi?

Niestety, podmioty komercyjne nie dostosowują swoich stron do potrzeb klientów z niepełnospraw-nościami. Tak zwane domy mediowe związane z rynkiem reklamowym nie uważają osób z niepeł-nosprawnościami za swoją grupę docelową, do której warto dotrzeć z jakimś konkretnym produktem.

Bywają jednak wyjątki. Wiążą się one z kontaktami ekspertów z dziedziny dostępności z osobami odpowiedzialnymi za budowę serwisów lub za de-cyzyjność. Jeżeli uda się przekonać osoby decyzyjne, że warto przygotować dostępną stronę, to wówczas „jest już z górki”, bo rozpoczynamy pracę nad dostępnością, a często użytecznością i doprowadzamy serwis do pełnej lub częściowej dostępności, która jest także z korzyścią dla innych użytkowników również tych, którzy korzystają z serwisu na urządzeniach mobilnych.

Możemy wskazać dobre praktyki w tym zakresie. Jeżeli chodzi o e-zakupy, to w internetowym hipermarkecie najłatwiej robi się zakupy w Tesco, które jest – jak się wydaje – jednym z tańszych sklepów. Widać więc także na rynku komercyjnym „światełka w ciemnym tunelu dostępności”.

Jak im pomóc?

Jak mógł się Czytelnik zorientować, z dostępnością polskich serwisów internetowych dla osób niepełnosprawnych nie jest dobrze. Jak więc pomóc instytucjom publicznym i firmom komercyjnym w dostosowaniu swoich stron do potrzeb osób niepełnosprawnych, starszych, tych wszystkich, którzy korzystają z urządzeń mobilnych?

Zamów audyt dostępności i doradztwo w zakresie dostosowania serwisu do wymagań WCAG 2.0

Na rynku istnieje kilka podmiotów wykonujących audyty dostępności, które wskazują błędy oraz przedstawiają rekomendacje ogólne lub szczegółowe, w jaki sposób te błędy dostępności zniwelować.

Jednak audyt bywa często rozwiązaniem niewystarczającym. Klient potrzebuje prowadzenia za rękę, wskazywania błąd po błędzie i sposobu jego poprawienia. Wówczas audyt nie jest konieczny, a jedynie pełne doradztwo w doprowadzeniu do pełnej dostępności.

Gdzie mogę zdobyć wiedzę?

W sytuacji serwisu już istniejącego i wymagającego diagnozy audyt dostępności jest konieczny. Z całą pewnością potrzebne będą jego poprawki dla stałego dbania o przygotowywanie dostępnych informacji czy modułów serwisu – potrzebna jest podstawowa wiedza z zakresu dostępności.

Na polskim rynku znajduje się kilka publikacji pomagających – zarówno osobom zarządzającym, webmasterom, jak i redaktorom serwisów internetowych – zdobyć i ugruntować wiedzę z zakresu dostępności.

Warto przede wszystkim zapoznać się z polskim tłumaczeniem wytycznych WCAG 2.0 i zamieszczonych na stronie www.fdc.org.pl. Patronat nad tym tłumaczeniem objęło Forum Dostępnej Cyberprzestrzeni. FDC wydało także podręcznik omawiający narzędzia pomagające w audytowaniu stron oraz dodawaniu do serwisów dostępnych treści, w tym napisów do filmów dla osób niesłyszących i audio-deskrypcji dla osób niewidomych.

Warto też zwrócić uwagę na podręcznik „Dostępność serwisów internetowych” wydany w wersji papierowej, elektronicznej i w dedykowanym dla niewidomych standardzie DAISY. Jego wydawcą jest Stowarzyszenie Przyjaciół Integracji.

Również na uwagę zasługują podręczniki wydane przez Fundację Widzialni:

  • „WCAG 2.0 Podręcznik Dobrych Praktyk”
  • „Metodologia badania dostępności stron internetowych WCAG 2.0″
  • „Jak zaprojektować i uruchomić prostą stronę internetową? Na przykładzie platformy WordPress”.

Jeżeli chcielibyśmy śledzić nowinki z zakresu dostępności w języku polskim, to warto zaglądać do serwisu www.informaton.pl.

Szkolenia z zakresu dostępności

Same podręczniki mogą nie wystarczyć, by zdobyć, ugruntować i usystematyzować swoją wiedzę. Warto więc skorzystać z oferty szkoleniowej – szkolenia z zakresu dostępności serwisów internetowych, w tym tworzenia szablonów oraz redagowania i dodawania dostępnych treści.

Szkolenia w Polsce w tym zakresie prowadzi kilka podmiotów, w tym: Altix sp. z o.o., Akces Lab, Forum Dostępnej Cyberprzestrzeni, Fundacja Widzialni, a przede wszystkim Fundacja Szansa dla Niewidomych.

Jak zamówić dostępną stronę internetową?

W umowie z wykonawcą serwisu – firmą zewnętrzną lub osobą fizyczną, z którą zawieramy umowę cywilnoprawną, trzeba zawrzeć odpowiednie zapisy, które zabezpieczą zamawiającego. Będą gwarantem dostarczenia nam dostępnego serwisu, a ewentualne bariery dostępności wykonawca będzie musiał poprawić we własnym zakresie w ramach niedotrzymania warunków umowy.

Podmioty publiczne obligatoryjnie muszą wymagać od wykonawców, aby produkt końcowy, czyli serwis, był zgodny z obowiązującym prawem. W tym celu proponujemy zawrzeć w umowie na przykład następujący zapis:

„Przedmiot zamówienia musi być zgodny ze wszystkimi wytycznymi WCAG 2.0 zawartymi w załączniku nr 4 do Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 12 kwietnia 2012 w sprawie Krajowych Ram Interoperacyjności, minimalnych wymagań dla rejestrów publicznych i wymiany informacji w postaci elektronicznej oraz minimalnych wymagań dla systemów teleinformatycznych (Dz.U. z 16 maja 2012 poz. 526) – dalej zwanym Rozporządzeniem.

Wykonawca oświadcza, że posiada niezbędną wiedzę i doświadczenie w zakresie standardów sieciowych i wytycznych dotyczących dostępności serwisów internetowych dla osób niepełnosprawnych, o których mowa w §19 Rozporządzenia oraz załączniku nr 4 do Rozporządzenia.

Wszelkie poprawki serwisu wynikające z jego niedostępności i niezgodności z załącznikiem nr 4 do Rozporządzenia, o którym mowa w paragrafie niniejszej umowy, Wykonawca zobowiązuje się wdrożyć bezzwłocznie na swój koszt w terminie 14 dni od daty wskazania błędów dostępności przez Zamawiającego.

Zamawiający zobowiązuje się zgłosić Wykonawcy w formie pisemnej wykryte wady i błędy niezgodności z wytycznymi zawartymi w załączniku nr 4 do Rozporządzenia.”

Aby się zabezpieczyć i mieć pewność, że dostarczony produkt spełnia zasady dostępności, warto pomyśleć o audycie realizowanym przez eksperta zewnętrznego i przewidzieć środki finansowe na ten cel lub wymagać od wykonawcy dostarczenia poświadczenia dostępności serwisu od doświadczonego eksperta zewnętrznego.

3 ogniwa dbania o dostępność

Warto zwrócić uwagę, że mylne jest stwierdzenie, że za dostępność odpowiada jedynie webmaster. Należy mieć świadomość, że za dostępność odpowiada w pierwszej kolejności dyrektor lub kierownik jednostki, który musi pracą odpowiednio zarządzać i mieć świadomość w zakresie potrzeb związanych z dostępnością.

Kolejnym ogniwem jest webmaster, który odpowiadać powinien za dostępność szablonu serwisu oraz za dodawanie dostępnych modułów do strony.

Niezwykle ważnym ogniwem jest redaktor serwisu, który – dodając treści do strony – powinien robić to w sposób dostępny. Mam tu na myśli nie tylko samą treść tekstową, ale też zdjęcia czy inne elementy graficzne takie jak ulotki, plakaty czy dokumenty PDF. Szwankowanie któregoś z tych elementów może skutkować w braku dostępności serwisu. Zdarza się, że dobrze zbudowany szablon strony w ciągu kilku miesięcy mogą zepsuć redaktorzy serwisu poprzez nieprawidłowe dodawanie treści do strony.

Czy polskie serwisy internetowe są dostępne?

Dążenie do dostępności jest procesem i poprawienie jej w przypadku rozbudowanego serwisu trwać może nawet kilka miesięcy. Wyobraźmy sobie serwis z wieloma treściami, setkami zdjęć, do których trzeba na przykład dodać opisy alternatywne, tak by były one czytelne dla internautów niewidomych, czy na

przykład poprawienie graficznych dokumentów PDF. Są to procesy czasochłonne, wymagające zasobów kadrowych. Warto więc dostępność zaplanować: co, w jakiej kolejności w serwisie będzie poprawiane. Również w zaplanowaniu tego procesu mogą pomóc eksperci od dostępności.

Jak wskazano w niniejszym artykule, niewiele podmiotów publicznych i prywatnych w Polsce posiada dostępne przynajmniej częściowo serwisy internetowe. Warto jednak mieć na uwadze dostępność, jako proces, do którego trzeba dążyć. Mimo, iż polskie serwisy internetowe stoją jeszcze na początku tego procesu, to trzeba mieć nadzieję, że dość szybko polskie serwisy internetowe zostaną poprawione.

Spotkajmy się w maju

Trzeci czwartek maja, czyli 21 maja 2015 roku to data kolejnego światowego dnia świadomości o dostępności. Tego dnia na całym świecie, a także w Polsce będziemy mówić o dostępności serwisów internetowych dla osób niepełnosprawnych. Mam nadzieję, że tego dnia spotkamy się i wspólnie także z Czytelnikami tego artykułu rozmawiać będziemy o dostępności. Pozostanie wówczas już tylko kilka dni do„magicznego” 30 maja, kiedy to wszystkie serwisy administracji publicznej w Polsce będą musiały być dostępne dla internautów z niepełnosprawnością. Trzymamy kciuki, że ten cel uda się w dużym stopniu osiągnąć. Może też za administracją publiczną pójdą firmy komercyjne i w świecie wirtualnym osoby z niepełnosprawnością będą mogły zrobić więcej.