Jestem terapeutą wzroku. Wywiad z Mikołajem Markiewiczem

Mikołaj Markiewicz – psycholog, terapeuta wzroku. Usprawnianiem widzenia zajmuje się już 34 lata. Pracuje w Polsce i Europie Zachodniej. Jest członkiem Association of Vision Educators. Od 1995 r. kieruje Ośrodkiem Treningu i Terapii Widzenia, w ramach którego prowadzi szkolenia, warsztaty i kilkudniowe obozy.

Gabriela Rubak: Co to jest Trening Widzenia i jaka jest jego historia?

Mikołaj Markiewicz: Trening Widzenia polega na usprawnianiu widzenia poprzez zastosowanie odpowiednich ćwiczeń i zmiany nawyków używania oczu. Od końca XIX w. podejmowane są próby, coraz bardziej skuteczne, powstrzymywania procesów degeneracyjnych i pogłębiania wady wzroku za pomocą technik uzupełniających podejście medyczne. Na świecie istnieją już dziesiątki nurtów pracy ze wzrokiem. Trening Widzenia jest jednym z nich, podkreślającym znaczenie uwarunkowań psychologicznych i rozwoju umiejętności widzenia.

GR: Jaki jest cel prowadzenia Treningu Widzenia? Czy jest to dbanie o kondycję oczu, czy może poprawa widzenia, a może jedno i drugie?

MM: Celem treningu jest zarówno poprawa widzenia, jak i dbanie o kondycję oczu. Pomaga odprężyć i zrelaksować zmęczone oczy, poprawia ocenę odległości, orientację w przestrzeni, zwiększa pole widzenia, polepsza spostrzegawczość, percepcję kolorów, koncentrację i czas efektywnej pracy wzroku. Podstawą jest zrozumienie, że widzenie jest umiejętnością, którą rozwijamy i doskonalimy całe życie. Większość tej pracy wykonujemy w dzieciństwie i młodości, ale również później mamy wpływ na to jak funkcjonują oczy. Potrafią to zrobić również osoby starsze, tak samo jak mogą rozpocząć naukę śpiewu czy gry na instrumencie. Bywa, że są w tym lepsze od młodzieży. Wielkie znaczenie ma duża motywacja, którą mają osoby starsze, słabowidzące, cierpiące na różne schorzenia.

GR: Jest pan terapeutą widzenia. Do kogo skierowane są warsztaty, które pan prowadzi?

MM: Trening Widzenia skierowany jest do wszystkich ludzi, którzy chcą przekonać się czy mogą widzieć lepiej, spostrzegać szybciej, czy są zdolni do lepszego oceniania odległości. Uczestnikami mogą być dorośli i dzieci, również z zaburzeniami rozwoju, np. z upośledzeniem intelektualnym i poważnymi chorobami.

Innymi słowy, zajęcia adresowane są do osób mających problem ze wzrokiem, posiadających różne wady, choroby oczu, ale również do tych, które widzą bardzo dobrze, np. do ludzi pracujących przy komputerze, pilotów, sportowców. Skierowany jest również do grup zawodowych, które mają specjalne wymagania wzrokowe (pracują w ciemnościach, używają do pracy jednego oka itp.).

GR: Co pana zainspirowało do prowadzenia terapii widzenia? Czy to były jakieś osobiste przeżycia czy jakieś konkretne wydarzenie w pana życiu?

MM: Na początku lat osiemdziesiątych koleżanka poprosiła mnie, żeby przetłumaczyć tekst kilku ćwiczeń oczu, które chciała włączyć do swoich zajęć. Zrobiłem to i przez 10 lat, kilka razy w roku prowadziliśmy takie warsztaty, coraz bardziej nastawione na pracę ze wzrokiem. Potem, po studiach, mieszkałem w Kalifornii i odkryłem, że mniej więcej połowa osób, z którymi rozmawiam o pracy ze wzrokiem albo samo uczyła się takich ćwiczeń, albo ktoś w jej rodzinie to robił. Zacząłem kupować książki na ten temat, brać udział w warsztatach. Ze zdumieniem odkryłem, jak wiele na ten temat napisano i jak duża jest różnorodność nurtów pracy ze wzrokiem.

Jeszcze więcej o wzroku nauczyłem się w Europie Zachodniej, na konferencjach organizowanych przez ludzi zajmujących się taką pracą. Natomiast podejście wypracowane przeze mnie czyli Trening Widzenia, w dużym stopniu ukształtowane jest przez moje psychologiczne wykształcenie. Podkreślam tam znaczenie rozwoju wzroku, uwarunkowań tego rozwoju.

GR: Jakie czynniki sprawiają, że coraz więcej osób boryka się z problemami ze wzrokiem?

MM: Trzeba rozróżnić 2 grupy ludzi mających problemy ze wzrokiem. Pierwsza z nich, do której należy większość osób słabowidzących, to ci, u których wzrok szwankuje z powodu choroby, wypadku itp.

Druga grupa to dzieci, u których w szkole powstaje krótkowzroczność. To jest prawdziwa epidemia. Do tej grupy należą też dorośli, którzy z powodu wielu godzin spędzanych przy komputerze miewają nieraz ogromne problemy – ból, zmęczenie, zapalenia spojówki. Dla kondycji oczu ogromne znaczenie ma długość pracy z tekstem czy obrazem. W dzisiejszych czasach rozwój technologiczny sprawia, że większość młodych ludzi zbyt dużo czasu spędza wpatrując się w ekran komputera, telefonu komórkowego itp. Należy podkreślić, że ludzkie oczy nie są stworzone do tego typu pracy i stąd właśnie pojawia się coraz więcej problemów z widzeniem. Badania przeprowadzone w szkołach podstawowych w Warszawie w 2007 r., pokazały, że tylko 15% uczniów miało idealny wzrok. Te badania ukazują ogromną skalę problemu.

GR: Nasuwa się więc pytanie: co należy robić aby dbać o wzrok? Trudno jest funkcjonować bez korzystania z telefonów komórkowych, komputerów, książek.

MM: To prawda, rozwój „zmusza” nas do ciągłej eksploatacji wzroku. Aby go nadmiernie nie nadwyrężać, należy ograniczyć pracę wzrokiem. W przypadku dzieci, które spędzają dużo czasu przed ekranem komputera lub telefonu należy ten czas ograniczyć, robić przerwy, nauczyć dziecko technik relaksacyjnych oczu. Bardzo cenną wskazówką i zarazem prostą w zastosowaniu jest oddalanie tekstu od oczu. Można więc w szkole lub w domu zastosować rzutnik i wyświetlić tekst na tablicy lub na ścianie. Dzięki takim metodom nasz wzrok będzie się mniej męczył.

GR: Jakie korzyści płyną z uczestnictwa w Treningu Widzenia w przypadku osób z dysfunkcją wzroku?

MM: Niedowidzący to jedna z najwdzięczniejszych grup osób, które uczestniczą w prowadzonych przeze mnie warsztatach. Są oni zdeterminowani i mają świadomość tego, że wzrok jest bardzo ważny. W przypadku tej grupy nie ma problemu z motywacją.

Korzyści płynących z Treningu Widzenia dla słabowidzących jest wiele. Może być to między innymi spowolnienie lub zatrzymanie choroby oraz poprawa widzenia. Rezultaty uzależnione są od rodzaju schorzenia, determinacji i motywacji osoby. Podczas treningu można nauczyć metod i technik wykorzystywania tego ograniczonego widzenia, które jeszcze u danej osoby jest. To niewątpliwie poprawi jakość patrzenia. Poprzez zastosowanie treningu można pozbyć się dolegliwości bólowych, uczucia zmęczenia oczu. Po zastosowaniu odpowiednich ćwiczeń, słabowidzący mogą zaobserwować u siebie poprawę komfortu widzenia, ale też widzą wyraźniej, szerzej, lepiej oceniają odległość.

GR: Czy Trening Widzenia ma jakieś skutki uboczne? Czy jest w pełni bezpieczny?

MM: Do tej pory nie stwierdzono skutków ubocznych stosowania Treningu Widzenia. Trzeba jednak podkreślić, że jeśli zgłasza się do mnie osoba z problemami ze wzrokiem, to musi być ona pod kontrolą okulisty. Trening nie zastąpi leczenia. Jest jego uzupełnieniem. Są bowiem schorzenia, przy których nie zaleca się niektórych ćwiczeń i właśnie w takich przypadkach należy być ostrożnym. Zdarza się, że w początkowej fazie treningu osoba odczuwa przejściowe bóle i zmęczenie, ale jest to normalna reakcja organizmu. Bóle te z czasem ustępują.

GR: Jest pan psychologiem. Czy wykorzystuje pan wiedzę psychologiczną podczas prowadzenia warsztatów Treningu Widzenia?

MM: Pracuję z ludźmi, dlatego wiedza i doświadczenie psychologiczne pozwalają mi lepiej zrozumieć drugiego człowieka, a co za tym idzie skuteczniej mu pomóc. W Treningu Widzenia ważna jest motywacja, przekonania, warunki zewnętrzne, w jakich osoba musi wykonać jakieś ćwiczenie i tutaj niewątpliwie przydatna jest znajomość psychologii i mechanizmów ludzkiego zachowania.

GR: Co uznałby pan za swój największy sukces jeśli chodzi o pana pracę jako terapeuty widzenia?

MM: Dla mnie największym sukcesem jest to, że coraz więcej ludzi ma świadomość, że wzrok odgrywa bardzo ważną rolę w życiu człowieka i że można z nim pracować. Dzięki licznym wywiadom, spotkaniom, konferencjom oraz filmom w telewizji udało mi się dotrzeć do szerokiego grona odbiorców. Już od ponad 20 lat upowszechniam wiedzę na temat Treningu Widzenia wśród środowiska edukacyjnego. W styczniu odbędzie się konferencja w Ministerstwie Edukacji Narodowej na temat trudności szkolnych i wyzwań stojących przed szkołą w związku z nadmiernym obciążeniem wzroku. Upowszechnianie tej wiedzy jest bardzo ważne. Cieszy mnie, że świadomość społeczeństwa w tym temacie znacząco się zwiększyła.

GR: Dziękuję bardzo za rozmowę.

NEWS Łączy nas muzyka. Koncert Janusza Skowrona z zespołem „Kwartet Anthimos & Skowron United”

Na REHA występowali różni artyści. Co więcej – byli różnorodnej specjalności. Mieliśmy okazję wysłuchać koncertu chopinowskiego i to „na chwilę” po rozstrzygnięciu ostatniego konkursu. Grał dla naszych gości Marcin Koziak. Dwa lata temu śpiewał dla nas Mieczysław Szcześniak, rok temu Natalia Niemen ze swoją interpretacją niemenowskiego „Dziwny jest ten świat”. Grał dla nas także wybitny niewidomy węgierski pianista Tomas Ergie.

W tym roku gościliśmy wybitnych muzyków jazzowych. Zagrał Kwartet Anthimos & Skowron United w składzie:

  • Apostolis Anthimos (gitara/perkusja)
  • Janusz Chryniewicz (śpiew)
  • Michał Barański (gitara basowa)
  • Janusz Skowron (instrumenty klawiszowe).

To już trzeci występ Janusza Skowrona na naszych konferencjach. Trudno się dziwić, że fundacja zaprasza go częściej niż innych muzyków. Jest Idolem naszej fundacji, niewidomym muzykiem, wybitnym pianistą jazzowym i od ponad 20 lat zajmuje pierwsze miejsce w swojej kategorii w rankingu Jazz Forum. Brał udział w nagraniu ponad 60 płyt. Gdybyśmy chcieli posłuchać całej stworzonej przez niego muzyki, zajęłoby to pewnie ponad miesiąc.

Koncert był nietypowy, no, ale czy jazzowe koncerty w ogóle bywają sztampowe? Muzycy rozpoczęli cudownym bluesem, w którym Apostolis Anthimos zaprezentował taki kunszt gry na gitarze elektrycznej, że słuchaczom zapierało dech w piersiach. Potem przesiadł się za perkusję i zaskoczył nas – to już nie tylko gitara, lecz więcej. Potem „zaczepiał” nas ostrymi brzmieniami Janusz Skowron. Miał przed sobą dwa syntezatory i operował rozmaitymi barwami. Za każdym razem zaskakuje wyobraźnią. Nie są to dźwięki, jakich mogliby się słuchacze domyślać, lecz inne, jakby grane nie wprost. I to wykazuje mistrzostwo tego muzyka. Gdy wszyscy sądzili, że spotkamy jedynie świat dźwięków gitary, basu, perkusji i przede wszystkim klawiszy, odezwał się Janusz Chryniewicz. Tak się zdarzyło, że go nie znałem. Nigdy nie słyszałem go w radio, a tutaj – rewelacja. To chyba najfajniejszy głos bluesowy i countrowy w naszym kraju. Publiczność oszalała z radości, gdy usłyszała znane wszystkim przeboje „Georgia on my Mind” Reya Charlesa, „You are the sunshine of my life”, czy „What a wonderful Word”! O ile na początku publiczność wyczekiwała, na koniec obdarzyła muzyków dużymi brawami i zmusiła ich do bisów.

Jestem niewidomym muzykiem. Nie można sobie odpuszczać! Wywiad z Katarzyną Nowak

Wokalistka, instrumentalistka, laureatka wielu ogólnopolskich festiwali, bohaterka i współautorka książki pod tytułem „12 kropel życia”. Absolwentka studiów wyższych na kierunkach kulturoznawstwo i polonistyka, a także szkoły muzycznej I i II stopnia. Na co dzień pracownik naukowy Uniwersytetu Wrocławskiego! Szczupła, ciemnowłosa i delikatna, o pięknej barwie głosu. Kobieta niezwykła, niewidoma od urodzenia.

EŚ: Jest pani wokalistką i gitarzystką występującą z sukcesem na festiwalach i koncertach, m.in. na Festiwalu Zaczarowanej Piosenki im. Marka Grechuty w Krakowie. Spotykamy się w momencie, w którym żyje pani na bardzo wysokich obrotach. Proszę mi opowiedzieć jak do tego doszło, jak wyglądała droga do punktu, w którym znajduje się pani teraz?

KN: Oprócz mojej pracowitości niezwykle ważne było wsparcie bliskich. To jest właściwie punkt wyjścia naszej rozmowy, ponieważ uważam, że bez wychowania i właściwej rehabilitacji dziecka niewidomego nie ma mowy o osiągnięciach, o prawidłowym rozwoju psychicznym. Dziecko wychowane bez stabilizacji, w poczuciu, że skoro ma dysfunkcję, to do niczego się nie nadaje, nie odniesie sukcesu. Nie każdy rodzic sobie z tym radzi. Trzeba przełamać i w sobie, i w dziecku myślenie, że nie ma sensu próbować, że nie ma sensu wychodzić do ludzi, bo od tego się wszystko zaczyna. Rodzice zawsze we mnie wierzyli. Mówili, że sobie poradzę.

EŚ: Jak wyglądało wsparcie rodziców w pani przypadku?

KN: Rodzice byli w stosunku do mnie normalnie wymagający. Jeżeli zwyczajnie nie miałam chęci podejścia do jakiegoś obowiązku to wiedziałam, że poniosę konsekwencje, na przykład dostanę gorszą ocenę, jeśli ze swojej winy się nie nauczę. Nie było taryfy ulgowej dlatego, że jestem niewidoma. Byłam wychowywana jak zdrowe dziecko. Jeżeli mogłam coś zrobić, to miałam takie same obowiązki jakie mają wszyscy. Jestem niezwykle wdzięczna swoim rodzicom, że podołali i cały czas są dla mnie przepięknym wsparciem. To w domu nauczyłam się podstaw funkcjonowania, odróżniania przedmiotów. Mama i tato podczas spacerów uczyli mnie dźwięków – że to szumią liście, że obok przejechał samochód. Bo ja słyszałam różne dźwięki, ale nie miałam pojęcia co słyszę! Jest spora tendencja rodziców, żeby nie pokazać dziecku niewidzącemu np. pokrzywy, bo się poparzy. A moi wychodzili z założenia, że muszą mi pokazać tę pokrzywę, bo ja się w inny sposób nie dowiem tego, że ona parzy. Na podstawie takich lekcji mogłam też wywnioskować, że życie jest różne. Czasami parzące jak pokrzywa, a czasami przyjemne i miękkie jak trawa.

EŚ: Czy wobec tego miała pani w ogóle poczucie, że różni się od rówieśników?

KN: Rzeczywiście, kiedy się jest dzieckiem, nie bardzo się to rozumie. Pamiętam, jak rodzice i siostra często podczas wieczorynki sadzali mnie sobie na kolanach i opowiadali mi to, co się dzieje na ekranie. Nie wychodzili z założenia, że skoro nie widzę, to mogę po prostu sama słuchać bajek na kasecie magnetofonowej. Mówili do mnie „obejrzymy wieczorynkę!”. I ja myślałam, że każdemu małemu dziecku się tak opowiada. Dopiero kiedy się zorientowałam, że moje koleżanki robią to same, dało mi to troszeczkę do zastanowienia.

Natomiast dość drastycznie zdałam sobie sprawę z tego, że nie widzę, w momencie kiedy trafiłam do ośrodka szkolno-wychowawczego we Wrocławiu. Na drzwiach wisiała wywieszka, którą mama głośno przeczytała: „Zakład szkolno-wychowawczy”. Ja się przeraziłam i powiedziałam mamie, że miałam nadzieję, że trafię do szkoły, a nie do zakładu. Wtedy tak na dobre uświadomiłam sobie inność, że nie posługuję się tak jak dzieci w „Plastusiowym pamiętniku” kredką i ołówkiem, tylko tabliczką brajlowską i rysikiem. Żebym mogła uczęszczać do tej szkoły, rodzice przeprowadzili się specjalnie ze Świnoujścia do Wrocławia.

EŚ: Jak wyglądała pani dalsza edukacja?

KN: Po siódmej klasie przeniosłam się do liceum integracyjnego, a rok później zdałam egzamin do VIII liceum ogólnokształcącego we Wrocławiu. To dość znane w mieście liceum, podobno ukończyła je Anna German. Chciałam spróbować integracji z rówieśnikami. Pani dyrektor była bardzo dobrze nastawiona do mojego pomysłu, grono pedagogiczne również, mimo, że zadawali sobie mnóstwo pytań, nie wiedzieli czego mogą się spodziewać. Sprawdziany zaliczałam ustnie, prace pisemne przygotowywałam w domu i odczytywałam je później nauczycielowi. Kiedy nastała era mówiących komputerów, przynosiłam prace już wydrukowane. Nauczyciele poza godzinami lekcyjnymi przynosili specjalnie skonstruowane pomoce naukowe. Pamiętam, jak pani z biologii skonstruowała z zapałek i skakanki model tasiemca, żeby pokazać mi o czym się teraz uczymy.

EŚ: Po liceum zdecydowała się pani na studia wyższe. Czy wybór kierunków był czymś podyktowany?

KN: Po szkole średniej zdecydowałam się zdawać na kulturoznawstwo, dzięki swojemu koledze ze szkoły muzycznej, który już ten kierunek studiował. Zachęcił mnie, mówiąc że studia są ciekawe, poszerzają horyzonty. I – co najważniejsze – nie będzie problemu z dostępnością podręczników. Wcześniej marzyłam o anglistyce i muzykologii, ale nie było dostępnej literatury angielskiej i innych materiałów, a ja nie chciałam przechodzić studiów po łebkach. Takie studiowanie jest bez sensu. Skoro mam otrzymać dyplom wyższej uczelni, powinnam na niego zapracować tak, żeby był dla mnie satysfakcjonujący.

EŚ: Jak odbyła się rekrutacja na studia?

KN: Egzamin wstępny zdawałam ustnie. Dyktowałam odpowiedzi oraz wypracowanie, a osoba widząca pisała to, co dyktuję. Drugi etap był ustny dla wszystkich. Nie było żadnych specjalnych ułatwień, aczkolwiek potraktowano mnie życzliwie. Dostałam się i kierunek ukończyłam. Drugi fakultet – filologia polska – stanowiła uzupełnienie wiedzy ogólnej. Już wtedy wiedziałam, że z kierunkowym wykształceniem łatwiej dostać dobrą pracę.

EŚ: Niewidomy włoski artysta Andrea Bocelli w jednym z wywiadów przyznał, że pierwszym człowiekiem, który otworzył mu w latach dziecięcych magiczny świat muzyki, był prosty rosyjski robotnik. Jak było w pani przypadku?

KN: Mój dom był zawsze pełen muzyki, rodzice dużo grali i śpiewali. W dalszej rodzinie jest też sporo profesjonalnych muzyków. Nawet mój dziadek grał na trąbce.

Muzyka od dziecka potrafiła mnie bardzo wzruszać. Osobą, która odkryła mój słuch muzyczny była siostra. Przygotowując się do swojego egzaminu w szkole muzycznej grała mi interwały i okazało się, że bezbłędnie zgadywałam czy tercja jest wielka czy mała, czy interwał brzmi wesoło czy smutno. Okazało się też, że mam poczucie rytmu.

EŚ: Ukończyła pani szkołę muzyczną w klasie gitary. Co przesądziło o wyborze instrumentu?

KN: W szkole muzycznej odradzono mi skrzypce, zgłosiło się dwóch nauczycieli: jeden od instrumentów perkusyjnych, drugi od gitary klasycznej. W ostateczności wybraliśmy gitarę. Zresztą nie widziałabym się na perkusji, a gitara jest takim instrumentem, który można wszędzie ze sobą zabrać i pięknie brzmi. Wolę gitarę od fortepianu. Warto wspomnieć, że nie uczyłam się utworów ze słuchu. Specjalnie dla mnie przygotowywano komplety nut w notacji brajlowskiej.

EŚ: A jak zaczęła się pani przygoda ze sceną?

KN: Wszystko zaczęło się od śpiewu przy akompaniamencie gitary klasycznej, na festiwalach szkolnych. Wiadomo było, że talent posiadam, ale trzeba go było oszlifować. Po ukończeniu szkoły muzycznej moja mama znalazła fantastycznego nauczyciela emisji głosu – Romana Romańczuka. Zaczęłam się również uczyć interpretacji. Moja droga zaczęła się profesjonalnie kształtować dzięki Festiwalowi Piosenki Zaczarowanej. Po moim występie, do współpracy zaprosiła mnie pani Irena Santor na swój jubileusz do Sali Kongresowej, pani Anna Dymna i pan Michał Bajor. Występowałam obok gwiazd polskiej sceny muzycznej.

EŚ: Jak się pani przygotowuje do każdego występu?

KN: Opracowuję piosenki z instruktorem i ćwiczę w domu. Niezwykle ważne są lekcje emisji głosu. Unikam napojów gazowanych i nie stosuję używek.

EŚ: Śpiewa pani nie tylko po polsku, ale także w języku francuskim, niemieckim, angielskim i rosyjskim. Który jest pani ulubionym językiem do wyrażania emocji śpiewem?

KN: Mimo, że jest moda by mieć w repertuarze piosenki angielskie, wolę śpiewać po polsku. Jest to mój język ojczysty. Lubię też śpiewać po francusku, bo jest piękny, śpiewny i melodyjny. Jednak piosenki angielskie przydały się w Reykjaviku.

EŚ: Właśnie o Islandię, gdzie koncertowała pani z recitalem pod tytułem „Oczyma duszy mojej” i o inne pani podróże zagraniczne chciałam teraz zapytać. Jakie ma pani wrażenia na temat krajów i ich dostępności?

KN: Często podróżuję. Zwiedziłam miedzy innymi Czechy, Austrię, Słowację, Gibraltar, Portugalię, Egipt, Jordanię, Turcję i północną część Maroka.

Europa Zachodnia jest w miarę przystosowana do osób niewidzących. Podróżuję głównie z rodziną, więc zawsze mogę liczyć na pomoc. Ale przewodnicy, widząc, że w grupie zwiedzających jestem ja, bardziej się starają, ciekawiej opowiadają. W Hiszpanii zetknęłam się z nawet wypukłymi mapami.

Grecja jest odrobinę mniej dostosowana, ale Grecy nadrabiają swoim podejściem i życzliwością. Wykazują wielką otwartość i zainteresowanie.

Niestety, kultura muzułmańska nie jest przychylna osobom niepełnosprawnym, jest to dla nich temat tabu. W Hurghadzie przewodnik podając mi rękę przy wysiadaniu z autobusu, na moje próby pokazania mu, jak właściwie ma mi pomagać, powiedział tylko „never say that you are blind” – czyli „nigdy nie mów, że jesteś niewidoma”.

Bardzo chciałabym wrócić do Ziemi Świętej, to jest dla mnie miejsce magiczne. Oprócz wspomnień przywiozłam stamtąd piękne przyjaźnie.

EŚ: Proszę powiedzieć, czym się pani zajmuje poza muzyką?

KN: Muzyka jest niezwykle ważną częścią mojego życia, ale to nie jest wyłączna jego część. Od tego roku prowadzę zajęcia ze studentami pedagogiki na Uniwersytecie Wrocławskim. Jest to przedmiot fakultatywny o nazwie „Audiobaśń i słuchowisko wobec odbiorcy dziecięcego”. Zajmujemy się ze studentami wpływem psychologicznym i wychowawczym baśni słuchowiskowej na dziecko. Jest to mój kolejny sukces.

EŚ: Do listy sukcesów możemy dopisać również rolę honorowego ambasadora audiodeskrypcji, którą pełni pani razem z reżyser Agnieszką Holland. Jak ocenia Pani działania na rzecz udostępniania kultury osobom z niepełnosprawnością wzroku poprzez audiodeskrypcję?

KN: Audiodeskrypcja jest niezwykle ważna, pozwala śledzić niewidomemu to, co się dzieje na ekranie. Są filmy zawierające ścieżkę muzyczną prawie bez dialogów i do pełnego zrozumienia to nie wystarczy. Audiodeskrypcja pozwala w pełni uczestniczyć niewidomymi i niedowidzącym w kulturze.

EŚ: Zapytam teraz o drugą pani pasję – pisanie. Stosunkowo niedawno ukazała się pani książka pod tytułem „12 kropel życia”. Wybór tak niezwykłego tytułu na pewno nie jest przypadkowy, co się za nim kryje?

KN: Każda kropla życia, to poszczególny rozdział. A liczba 12 jest symboliczna. Mamy 12 miesięcy i 12 apostołów. Pomysłodawcą tytułu był współautor książki pan Roman Kawecki. Książkę zapoczątkował właściwie godzinny recital w Schronie Kultury Europa w Poznaniu przeplatany rozmową ze mną, dotyczącą pasji, funkcjonowania w życiu. Ludzie byli zasłuchani i zaciekawieni. Uznaliśmy więc, że środowisko powinno wiedzieć odrobinę więcej o codzienności niewidomych. Nie chcieliśmy publikacji sensacyjnej. Czytelnicy twierdzą, że książka niesie radość. Nie jest lekcją, ale otuchą dla kogoś, komu brakuje wsparcia i motywacji. To książka dla wszystkich. Otworzyła mi też drogę do kolejnych sukcesów. Promując książkę w instytucie pedagogiki poproszono mnie o poprowadzenie seminarium dla studentów. W efekcie zaproszono mnie na rozmowę o pracę. Dzięki książce – dostałam pracę.

EŚ: Czy ma pani jakieś rady dla poczatkujących pisarzy i piosenkarzy?

KN: Trudno jest mi udzielać jakiejś uniwersalnej rady, bo każdy ma inny grunt do startu. Ale życzę wsparcia, bez ulgowego wychowania. Nie można się sugerować tym, że się nie widzi i można sobie odpuścić, nie pójść na lekcje, bo publiczność wybaczy. Scena nie powinna być litością.

EŚ: Na koniec zapytam panią o wrażenia z Konferencji REHA FOR THE BLIND® IN POLAND.

KN: Dwukrotnie miałam przyjemność występować z recitalem poezji śpiewanej na REHA. Z racji swoich występów i innych obowiązków zawodowych nie mogłam niestety dokładnie pozwiedzać. Ale uważam, że taka konferencja, wielkie spotkanie środowiska, jest bardzo potrzebne. Sprzyja również integracji – na konferencję może przyjść każdy zainteresowany. Można też obejrzeć różnoraki sprzęt na wielkiej wystawie, są dość ważne panele dyskusyjne, które dotyczą różnych problemów. Dzięki temu można się dowiedzieć jak to wygląda na świecie. Będę szukała okazji, żeby odwiedzić REHĘ i w przyszłym roku.

EŚ: Dziękuję za rozmowę.

Kwalifikacje drogą do pracy

Osoby niepełnosprawne w Polsce są dyskryminowane, a ich potrzeby często zapominane i pomijane. Dlatego tak ważne jest wspieranie osób niewidomych i niedowidzących, które na co dzień borykają się z wieloma barierami w dostępie do informacji, dóbr kultury, a przede wszystkim do otwartego rynku pracy, który dynamicznie się zmienia i wymaga od osoby niewidomej ciągłego doszkalania się, nabywania nowych umiejętności. Dlatego tak ważne jest organizowanie kursów i szkoleń podnoszących kwalifikacje zawodowe tej grupy osób. Miałem ogromne szczęście brania udziału w szkoleniu organizowanym przez Fundację Szansa dla Niewidomych „Kwalifikacje drogą do pracy”. Było to kompleksowe szkolenie rehabilitacyjne obejmujące spotkania z doradcą zawodowym indywidualne i grupowe , spotkania z wizażystą, konsultacje z tyflospecjalistami Fundacji Szansa dla Niewidomych, zajęcia z obsługi komputera z wykorzystaniem specjalistycznego oprogramowania.

Szkoleniem docelowym, w jakim wziąłem udział, było szkolenie z zakresu administrowania stronami internetowymi. Uważam, że było to dla mnie bardzo wartościowe doświadczenie. Wiedza, którą zdobyłem, z pewnością będzie przydatna w dalszym życiu zawodowym, a pracodawca, który stanie przed dylematem: czy zatrudnić osobę z dysfunkcją wzroku, na pewno spojrzy na moje CV bardziej przychylnym okiem. Po otrzymaniu kompleksowego wsparcia ze strony Fundacji Szansa dla Niewidomych uwierzyłem, że mogę być pełnowartościowym pracownikiem, który będzie wykonywał pracę z ogromnym zaangażowaniem. Poznałem sprzęt, który ułatwi mi codzienne funkcjonowanie.

Nie bez znaczenia była dla mnie również możliwość poznania wielu wspaniałych ludzi, którzy na co dzień borykają się z podobnymi problemami. Integracja, jaka miała miejsce podczas szkoleń, zaowocowała wieloma znajomościami. Mogliśmy się wymienić swoimi doświadczeniami, podzielić rozterkami.

Po ukończeniu szkolenia zrozumiałem, że los leży w moich rękach i to ja kreuję swoją rzeczywistość. Uwierzyłem w swoje możliwości, nauczyłem się wykorzystywać swoje atuty, poznałem swoje mocne i słabe strony. Jestem przekonany, że pomimo tego, że jestem niepełnosprawny, mam szansę na „normalną” pracę. Swoją postawą będę pokazywał potencjalnym pracodawcom, że moja dysfunkcja wzroku nie stanowi problemu, a wręcz może być atutem. Bowiem pracodawca może ubiegać się o zwrot kosztów związanych z zatrudnieniem osoby niepełnosprawnej, bądź dostosowanie stanowiska pracy.

Wszystkie osoby niewidome i niedowidzące zachęcam do brania udziału w szkoleniach. Inwestycja w wiedzę w moim mniemaniu jest niezbędna do tego, aby żyć godnie i nie wstydzić się, że jest się osobą niepełnosprawną.

Sytuacja osób z dysfunkcją wzroku na rynku pracy moimi oczami

W roku 2013 brałam udział w projekcie pod nazwą „Kwalifikacje drogą do pracy”, którego organizacją zajmowała się Fundacja Szansa dla Niewidomych.

Moja chęć uczestniczenia w tego typu szkoleniach wynika z potrzeby zdobywania nowych informacji. Ważnym bodźcem jest dla mnie również możliwość poszerzania horyzontów w nowych obszarach wiedzy oraz szansa na zdobycie nowych umiejętności.

Biorąc udział w spotkaniach z przedstawicielami różnych zawodów szukam dla siebie drogi zawodowej. Jako osoba z poważną dysfunkcją wzroku, mimo wielu przeciwności poszukuję swego miejsca na rynku pracy.

Aktywizacja zawodowa osób niepełnosprawnych jest moim zdaniem jedyną drogą do przywrócenia ich społeczeństwu.

Ważnym elementem jest również integracja środowiska, wzajemne wspieranie się i nakłanianie do uczestnictwa w tego typu projektach. Każde takie działanie może nas zainspirować i spowodować zmiany w naszym życiu. Zmiany, o których do tej pory mogliśmy tylko marzyć.

Integracja i aktywizacja zawodowa osób niewidomych i niedowidzących to najlepsza droga do tego by sprawić, że będziemy spełnieni i szczęśliwsi. Uczestnictwo w projektach to nie tylko forma nabycia umiejętności czy pozyskania wiedzy. To przede wszystkim fantastyczna forma rehabilitacji, która jest kluczem do wprowadzenia zmian na wielu płaszczyznach życia, to doskonała okazja do poznania grona nowych osób poprzez działania integrujące z innymi uczestnikami projektu, to również niebywała okazja do przełamywania barier, do wyjaśniania nurtujących mnie pytań, a to wszystko za sprawą kompleksowej pomocy udzielanej przez kadrę projektu „Kwalifikacje drogą do pracy”.

Jako, że kierunek moich zainteresowań skłania się ku dziennikarstwu, odbyte szkolenia stały się szansą na wymianę poglądów, prowadzenia wielu dyskusji opiewających w wielorakość tematyczną zarówno obecnej polityki, jak i wydarzeń związanych z ówczesnymi czasami oraz prehistorią. Bogaty cykl tematyczny realizowanych szkoleń skłaniał do inwencji, kreatywnych przemyśleń podczas prowadzonych dyskusji.

Dzięki inicjatywie zrealizowanej przez Fundację Szansa dla Niewidomych mogę powiedzieć, iż zdobyta wiedza, otrzymana motywacja sprawiły, że dziś czuję wyrównanie szans w aktywizacji zawodowej, społecznej.

Warto takie działania podejmować, warto w nich uczestniczyć, warto dać sobie szansę.

„Perły Mazowsza dla ciebie” (Fragment)

„Przyszedł na świat Cyprian i okazało się, że w pewnym sensie jest ze wszystkich synów najbardziej do mnie podobny. Ja nie widzę, a byłem niedowidzący, a on od początku życia także jest niedowidzący. Ja mam talenty matematyczne, on też, zawsze lubiłem się uczyć innych przedmiotów, na przykład geografii, historii, języków obcych, polskiego itd., on też. Jest nadwrażliwy, chyba jak ja. Miałem w życiu zdrowotnego pecha, on też go ma. Poza tym mamy do wielu rzeczy szczęście – ja urodziłem się podobno w czepku, a on poza zdrowiem nie ma na co narzekać. Nie pozostaje nic innego, jak zadedykować tę mazowiecką opowieść właśnie jemu i przy okazji zwiedzania zabytków tego regionu, napisać opowieść o Cyprianie. Ma 11 lat i wcale nie podoba mu się ten zamysł. Nie wie, co go czeka, co w jego ramach będzie musiał zrobić. Jest stremowany, a może nawet zażenowany, ale wyjaśniam mu, że nie musi robić nic innego, niż to, co zazwyczaj. Tłumaczę, że opowieść ma być o nim, a nie o innym Cyprianie. Wystarczy byśmy robili to, co i tak robimy. Ja spiszę o tym opowieść, a kiedyś, gdy będzie dorosły, weźmie tę książkę i przypomni sobie, jak fajnie się nam zwiedzało Mazowsze i spędzało czas na początku XXI wieku, gdy mieliśmy dużą rodzinę, fajny dom, ciekawe przygody i dużo radości. Gdyby nie to wszystko, pewnie bym nie zdecydował się na opowiadanie o naszych wycieczkach. Tym razem chcę opowiedzieć o najbliższym nam Mazowszu. Gdy się ogląda telewizję, słyszy się o innych miejscach na Ziemi. Modne są inne kraje, a nawet kontynenty. Każdy „musi” pojechać do Grecji, Hiszpanii, Italii, Chorwacji albo Anglii. Jeśli brakuje środków i możliwości, trzeba wyjechać na wakacje nad morze lub w góry. Modne jest Trójmiasto z Gdańskiem, Gdynią i Sopotem, Łeba, Kołobrzeg albo Międzyzdroje, Zakopane, Krynica, Szczawnica albo Jelenia Góra i Karpacz. A co z Mazowszem?

Cyprian umiał liczyć, gdy miał 3 lata. Nie pamiętam kiedy to było, ale naprawdę wcześnie potrafił nie tylko dodawać, ale i mnożyć. Także nie pamiętam, kiedy wyjaśniłem mu, co to jest potęgowanie i trochę rozumiał. Nie to, by obliczał trzy drugie do potęgi czwartej, ale najprostsze działania wykonywał sprawnie. Potem, gdy zainteresował się czytaniem książek, matematyka odeszła nieco na bok i liczył nieco gorzej. Kilka lat temu zafascynowały go informacje o państwach, a najbardziej ich flagi. W krótkim czasie poznał wszystkie i to nie tylko państwowe, ale także flagi terytoriów zależnych. Jest ich pewnie ponad dwieście, a on rozpoznaje i potrafi narysować każdą. O ile zdolności matematyczne są nieco mniej widoczne, flag nie zapomina nigdy. Teraz radzi sobie z kolejnymi tematami. Komu więc miałem zaprezentować Mazowsze, jak nie jemu? Jestem przekonany, że to, czego się dowie, zapamięta na długo.

Pierwsze opowiadanie napisałem bodaj w roku 2002. Rok później wydało je wydawnictwo WSiP. Wszyscy nazywają je zieloną książką, gdyż ma po prostu zieloną okładkę. Tytuł tej książki to „Świat otwarty dla niewidomych – szanse i możliwości”. Już w tamtym opowiadaniu, przy okazji relacji jak radzą sobie niewidomi i niedowidzący, a także jak nas traktują inni, jakbym myślał o Cyprianie. Jest dobrym punktem odniesienia. Jak ma sobie radzić, jak będą go traktowali koledzy, sąsiedzi i współpracownicy? „Patrzyłem” na rzeczywistość nie tylko swoimi „oczami”, ale też jakby jego, ale przede wszystkim oczami najstarszego syna, który również słabo widzi – nie bez powodu. On też miał i ma rozmaite przygody. Kiedyś, gdy miał kilka lat, spotkała go duża przykrość. Wyszedł na podwórko, niedaleko przed naszą klatkę i usłyszał od innych dzieci, że jest Japończykiem. To chyba dlatego, że jak u wielu niedowidzących, jego oczy różnią się od innych. Jak to przeżył? Nie powiedział, ale łatwo to sobie wyobrazić. Spotkały mnie podobne przygody i aczkolwiek nie czyniły mi wiele złego, miło mi nie było. Miałem 9 lat, gdy byłem na koloniach. Jeszcze widziałem, chociaż słabiutko. Wracałem z boiska, gdzie graliśmy w piłkę (lubiłem grać na swoją zgubę). Przy wejściu do ośrodka spotkałem dwie rówieśniczki. „Zasadziły” się na mnie, by wykrzyczeć: „ślepy, ślepy!”. Nie przejąłem się zbytnio, ale głównie dlatego, że przecież widziałem i nie rozumiałem, o co chodzi. Niedowidzący nie myślą o sobie, że są niemal niewidomi, lecz przeciwnie – prawie normalnie widzą.

W zielonej książce fikcyjny bohater (Eryk), na początku historii też słabo widzi. Opowiadam o nim od momentu, gdy miał kilka lat, aż do dojrzałości. Gdy był mały marzył, by lepiej zobaczyć księżyc. W dążeniu do tego celu wymyślił, że pomoże mu w tym drzewo – jak najwyższe. Wejdzie na nie i zobaczy księżyc – przecież będzie bliżej! Wymyśliłem to całkowicie teoretycznie, chociaż byłem głęboko przekonany, że na pewno ktoś niedowidzący tak myśli. Chyba sam tak podświadomie uważałem. W końcu sam też trochę widziałem, gdy byłem mały. Niestety, scena ta nikogo nie zachwyciła, a szkoda. Wszyscy uważali, że jest nieprawdopodobna, sztuczna, nierealna. Jak każdy piszący, zmartwiłem się. Tekstu już nie zmienię i musi taki pozostać. I nagle zdarzył się „cud”.

Wszedłem do pokoju, gdzie nikogo nie było, ale za jakiś czas weszła do niego żona – wróciła z dworu. Była tam z Cyprianem i przeżyła coś wyjątkowego. Niby nic, a jednak! Cyprian miał wtedy ze cztery lata. Wyszli na balkon. Było ciemno i świecił księżyc. Nagle Cyprian powiedział żonie, że gdyby mógł wejść na drzewo, lepiej widziałby księżyc! W ten sposób uratował moją reputację. Żona zdumiała się bardzo, gdy to usłyszała, bo też nie wierzyła w mój literacki pomysł. Synek wpadł na to samo, co mi wcześniej przyszło do głowy. Może po prostu wielu niedowidzących chciałoby zobaczyć więcej biorąc przed oczy lupę albo powiększalnik, a może także włażąc na drzewo?

Trudno się dziwić, że chcę opowiedzieć o mazowieckich perłach tak, jakbym to opowiadał właśnie Cyprianowi. Zresztą i tak wiele mu opowiedziałem. Jeździliśmy z żoną i całą rodziną wiele razy i odwiedziliśmy chyba wszystkie ciekawe miejsca w naszym województwie. Po prostu to nas interesuje. Tak więc niniejsza fikcyjna opowieść jest oparta na faktach, tyle, że w rzeczywistości było trochę inaczej, czasem w innej kolejności, z innymi osobami, w innych okolicznościach. Nie ma co ukrywać, nie lubię składać prawdziwych relacji, lecz tworzyć fikcje używając prawdziwych faktów jak cegiełek, z których tworzy się całość.”

Perły Mazowsza dla ciebie

Jedną z aktywności Fundacji Szansa dla Niewidomych, podejmowanych na rzecz środowiska, jest działalność wydawnicza. Do tej pory powołaliśmy do życia kilkadziesiąt różnych książek, broszur, biuletynów czy magazynów. Zawsze poruszają ważne kwestie, choć nie zawsze są to stricte poradniki, a informacje w nich zawarte niekoniecznie są podawane w sposób poważny. Są więc takie, które swoją formą bardziej przypominają vademecum, ale też takie, które mają formę lżejszą i bardziej wysublimowaną. Okazuje się, że chętnie sięgamy po jedne i drugie. Czasem mamy chęć na krótsze formy, a czasem zagłębiamy się w lekturze z czystej potrzeby czerpania przyjemności z czytania, dowiadywania się o różnych rzeczach, miejscach, zdarzeniach i ludziach. Jako fundacja – wydawca tych tytułów – z jednych i drugich jesteśmy najczęściej zadowoleni, bo realizujemy w ten sposób swoją misję, a niejednokrotnie, po ich opublikowaniu, docierają do nas sygnały, że komuś pomogły albo otworzyły oczy na inny punkt widzenia. W zasadzie to w ogóle zachęcamy wszystkich do czytania wszelkich książek, nie tylko tych wydanych przez fundację, bo dzięki temu lepiej rozumiemy innych, uczymy się pełniej wyrażać myśli i pobudzamy naszą kreatywność.

Polecamy naszą najnowszą książkę „Perły Mazowsza dla ciebie”, napisaną przez Marka Kalbarczyka, o Mazowszu właśnie – o miastach i miasteczkach, wsiach i ich malowniczych okolicach – jednym słowem o miejscach, które warto odwiedzić, poznać, może nawet się w nich zakochać. Nie jest to po prostu przewodnik turystyczny, a opowieść o regionie, którą snuje autor-ojciec przed swoim synem, z którym razem wybrali się w drogę. Opowiada więc o burzliwej historii tej ziemi, o groźnych i bohaterskich postaciach, jakie pojawiały się w różnych okresach, w końcu o zabytkach, ciekawostkach i… szachach!

Czy grają Państwo w szachy? Powiedzą może Państwo, że niewidomi nie grają w tę królewską grę? Że to zbyt trudne ogarnąć całą planszę ze wszystkimi bierkami i wszelkie możliwości, jakie stoją za ich specyficznym ustawieniem – bezwzrokowo? Otóż nasze publikacje stawiają sobie za cel rozprawianie się z takimi stereotypami. Często piszemy o różnych aktywnościach niewidomych, także w takich sprawach jak sport, rozrywka, rekreacja, turystyka itp. właśnie po to, aby obalać mity, aby osoby widzące, którym również je dedykujemy, zrozumiały, że niewidomy potrafi o wiele więcej, niż wydawałoby się na pierwszy rzut oka, że z powodzeniem daje radę przy grze rodzinnej i w szkole, na studiach i w pracy, również w codziennym życiu. Także mniej wierzącym we własne siły niewidomym dodajemy otuchy i motywujemy – naprawdę możesz, tak jak inni, wystarczy się przełamać. Nasze publikacje mają więc za zadanie przekazywać wiedzę merytoryczną, jak również działać na rzecz bardziej prawdziwego postrzegania niewidomych w społeczeństwie, lepszego ich zrozumienia i zintegrowania.

Wracając do naszych „Pereł” – sprawa jest więc też o szachach. Niewidomy ojciec postanawia, przy okazji zwiedzania województwa, nauczyć swojego niedowidzącego synka grać. Ponieważ jednak tak się składa, że partia, jaką rozgrywają, jest silnie umieszczona w kontekście ich wędrówki, to szachowe figury otrzymują historyczne nazwiska. I tak np. białym królem zostaje Zygmunt Stary, a królową – Bona Sforza, czarnymi dowodzi król Fryderyk II wraz z Carycą Katarzyną Wielką, do tego dochodzą inne, nie mniej sławne postacie – między innymi: Józef Piłsudski, Stefan Czarniecki, Janusz Radziwiłł, Otto von Bismarck itd. Kto chce poznać je wszystkie i przekonać się, co z tego wszystkiego wynikło na planszy, powinien sięgnąć po tę oryginalną książkę.

Warto wziąć do rąk tę książkę również dlatego, że jest to wydawnictwo zawierające praktyczne informacje na temat wybranych miejsc. Praktyczne, bo pochodzące od kogoś, kto sam nie widzi i podróżowanie oraz zwiedzanie przeżywa „po niewidomemu”. Zwraca więc uwagę na te elementy i te aspekty, które odbiera się bardziej innymi zmysłami.

Zazwyczaj jest tak, że najmniej znamy własne okolice. Warszawiacy nie znają najlepiej Warszawy, Mazowszanie – Mazowsza, Polacy częściej wolą spędzać wakacje za granicą – bo to bardziej egzotyczne i odległe od domu – nie znają więc najczęściej, naprawdę pięknych, polskich zakątków. A jest ich wiele. Może zamiast hołdować powiedzeniu: „cudze chwalicie, swego nie znacie”, warto pojechać do Łowicza, Nieborowa, Malużyna, czy Czarnolasu, poznać historię tych miejsc, usiąść na ławeczce i wsłuchać się w szelest liści, gwar ulicy, zadumać się i uśmiechnąć do własnych myśli? Serdecznie do tego zachęcamy. Gdy jednak ktoś ma naturę bardziej domatora niż eksplorera, na pewno znajdzie wiele przyjemności w podróżowaniu po Mazowszu razem z bohaterami opowieści oraz ze śledzenia przebiegu wojny białych i czarnych na szachownicy.

Już od jakiegoś czasu planowaliśmy „Perły Mazowsza dla ciebie”. Gdy jest już pomysł i potrzeba, fundacja stara się pozyskać sponsora. Zazwyczaj odbywa się to w ten sposób, że startuje w rozmaitych konkursach, pisze wnioski i trzyma kciuki. Gdy projekt się spodoba i w gestii instytucji, która wniosek rozpatrywała znajdują się środki do dyspozycji, przystępujemy do kolejnych kroków. Nie obędzie się bez dobrej organizacji, planu i zgodnego z nim działania. Oczywiście przyda się też kilka osób, które w realizację włożą swoją wiedzę, dobre chęci i szczyptę krytycyzmu. A potem już pozostaje satysfakcja z dobrze wykonanego zadania i kolejna mała rzecz, która powstała – tym razem książka, innym razem – dostępne dla niewidomych muzeum, czy inna – poprawiająca sytuację środowiska w Polsce, bo o to w tym wszystkim chodzi.

Tym razem projekt został zrealizowany z pewnych środków własnych fundacji i dość solidnego dofinansowania Województwa Mazowieckiego, którego zarząd – poprzez działania Mazowieckiego Centrum Polityki Społecznej – nie po raz pierwszy pokazał, że wspieranie inicjatyw koncentrujących się wokół spraw ważnych dla osób niepełnosprawnych jest istotne dla całego społeczeństwa. Publikacja powstała w czarnym druku i brajlu, a cały dotychczasowy nakład został udostępniony bezpłatnie.

Na kolejnych stronach zamieszczamy fragment tej książki.

Przewodnik znakomity dla niewidomych i widzących

W październiku br., w kawiarni Retro Cafe w Muzeum Miasta Łodzi przy ul. Ogrodowej 15 odbyło się spotkanie promujące książkę pt.: „Przewodnik znakomity – Jan Karski – wybitny dyplomata, honorowy obywatel i świadek nadziei”, której autorem jest Marek Kalbarczyk. Publikacja ukazała się dzięki wsparciu finansowemu Miasta Łodzi. Książka jest poświęcona historii Jana Karskiego, jego misji i zasług dla ludzkości w walce z masową eksterminacją ludności żydowskiej w czasie wojny. Z uwagi na to kim był i jaką rolę odegrał w naszych dziejach Jan Karski, postanowiliśmy przybliżyć jego postać naszym niewidomym podopiecznym. Ryzykował swoje życie, by ratować ludzi skazanych na śmierć w gettach i obozach zagłady. Heroiczna walka i próby zainteresowania świata tym dramatem były jego życiową misją. Szkoda, że nie udało mu się zdziałać tyle, o ile walczył.

Publikacja została wydana w technologii transparentnej, w której brajlowskie litery są naniesione na graficzne. Wydanie zostało wzbogacone o wypukłą grafikę prezentującą portret tego wybitnego Łodzianina oraz o fotografie przedstawiające miejsca bliskie Janowi Karskiemu. Nakład w ilości 100 egzemplarzy trafił do tyflopunktów Fundacji Szansa dla Niewidomych, do Muzeum Miasta Łodzi, Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej, Biblioteki PZN, Informacji Turystycznej UMŁ, Ośrodka Szkolno Wychowawczego dla Dzieci Słabowidzących i Niewidomych nr 6 w Łodzi oraz do Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Dzięki temu wydawnictwu osoby z dysfunkcją wzroku będą mogły poznać biografię Jana Karskiego i związaną z nim historię miasta Łodzi.

Spotkanie promujące nowe wydawnictwo nie przez przypadek odbyło się w Muzeum Miasta Łodzi w Pałacu Poznańskich. W 1999 r. został tu otworzony gabinet Jana Karskiego, gdzie wedle jego woli znajduje się część najcenniejszych, związanych z nim pamiątek. Na wydarzenie przybyli licznie zaproszeni goście: przedstawiciele Urzędu Miasta Łodzi, instytucji kultury, szkół i uczelni wyższych, przedstawiciele firm, osoby prywatne wspierające środowisko osób niewidomych i słabowidzących, a także sami przedstawiciele tego środowiska. Swoją obecnością uroczystość uświetnili: pani Wiceprezydent Agnieszka Nowak oraz pani Ewa Ściborska – Rzecznik Osób Niepełnosprawnych, wspierające działania naszej fundacji. Publikacja spotkała się z pozytywnym przyjęciem i uznaniem zainteresowanych osób. Zaproszeni goście wyrazili nadzieję, że nie jest to ostatnie wydawnictwo dedykowane osobom z dysfunkcją wzroku.

Jan Karski żył w czasach, których nie potrafimy nawet sobie wyobrazić. Obecnie nie wszystko nam się podoba, ciągle czegoś nam brak, jednak nikt nie zamyka nas w obozach koncentracyjnych i nie odbiera nam prawa do życia. Wtedy było inaczej. Dzisiaj łatwo być bohaterem, udawać, że potrafi się więcej od innych, a w czasie wojny nawet tak wielkie bohaterstwo, jakim wykazał się ten przecież skromny człowiek, nie gwarantowało, że dojdzie się tam, gdzie się dojść zamierzało. W tak trudnych, wojennych warunkach Jan Karski zaprezentował całemu światu, co to jest prawdziwie silna wola, odwaga, inteligencja i chęć pomagania innym. Patrzymy na niego z podziwem – on, Polak, w tak trudnych czasach? Dzisiaj często słyszymy, że jesteśmy zawistni, głupi, próżni, że wstyd być Polakiem. Słyszymy, że inni są świetnymi biznesmenami, politykami, aktorami, muzykami. Nieprawda. Jacy potrafimy być naprawdę, pokazał Jan Karski – Polak w stu procentach. Gdy nadszedł czas próby, bez wahania zgodził się zostać polskim kurierem, a przecież było to ekstremalnie niebezpieczne. Dla niego sprawa była prosta. Miał w sąsiedztwie i w szkole żydowskich przyjaciół, musiał rozumieć ich tragiczną sytuację i ryzykować dla nich życie. Był katolikiem, toteż i z tego powodu nie mógł pozostawić bliźnich na pastwę losu. Poświęcił im swoje zdolności. Dostał się do władców tego świata, by opowiedzieć o hitlerowskich zbrodniach. Wcześniej wszedł kilkakrotnie do getta i obozów śmierci, by na własne oczy zobaczyć, a następnie zaświadczyć, co się tam dzieje.

Z perspektywy kilkudziesięciu lat, w setną rocznicę jego urodzin widzimy, że właśnie tacy powinniśmy być. Jest dla nas idolem i moralnym przewodnikiem. Bo przewodnik to nie tylko ktoś, kto fizycznie pomaga nam pokonywać codzienne trudności, ale także swoją postawą daje przykład godny do naśladowania.

Fundacja Szansa dla Niewidomych wydała książkę o Janie Karskim, w której przedstawiamy co znaczy mieć prawdziwego przewodnika i na ile potrzebny jest ktoś taki nam wszystkim – całemu narodowi i światu, jeśli mamy dać sobie radę ze współczesnymi, trudnymi wyzwaniami. Ktoś musi wskazywać drogę, byśmy mogli dotrzeć do celu.

Cieszymy się, że mogliśmy przyczynić się do rozszerzenia oferty kulturalno-oświatowej Łodzi dla osób z dysfunkcją wzroku. Mamy nadzieję, że dzięki naszemu wydawnictwu zwiększyliśmy dostęp osób niewidomych i słabowidzących do wiedzy o wybitnym Łodzianinie Janie Karskim oraz historii Łodzi i jej kulturze. Chcielibyśmy, aby „Przewodnik znakomity, Jan Karski – wybitny dyplomata, honorowy obywatel i świadek nadziei” był inspiracją i promocją aktywnego trybu życia, tworzenia oferty turystycznej regionu interesującej i dostępnej dla osób z niepełnosprawnością wzrokową, a przede wszystkim do wzmocnienia integracji społecznej osób niewidomych i słabowidzących.

Jestem ekspertem. Postaw na dostępność – raport.

Niniejszy raport powstał w związku z realizacją projektu współfinansowanego ze środków Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji pod nazwą „Postaw na dostępność! Akcja przeciwdziałania wykluczeniu cyfrowemu osób niepełnosprawnych i seniorów”.

Dlaczego strony powinny być dostępne?

Postęp technologiczny powoduje, że wielu obywateli pozostaje na marginesie głównego nurtu technologicznego, stając się osobami wykluczonymi cyfrowo. Oznacza to brak lub ograniczoną możliwość skorzystania z nowoczesnych form komunikacji. Przyczyn wykluczenia jest wiele. Dzielimy je na tzw. czynniki miękkie i twarde. Do czynników miękkich zaliczamy: bariery psychologiczne, mentalne, brak kompetencji i motywacji. Do twardych: brak lub ograniczony dostęp do infrastruktury, sprzętu i oprogramowania.

Grupą najbardziej narażoną i często zupełnie wykluczoną ze społeczności internetowej są osoby niepełnosprawne. Ze względu na swoje dysfunkcje motoryczne i/lub sensoryczne (wzrok, słuch) mają ograniczoną możliwość opuszczania domu, a Internet jest dla nich głównym sposobem komunikacji ze światem zewnętrznym.

Osoby niewidome wykorzystują do pracy z komputerem programy czytające (np. JAWS, Window-Eyes, NVDA), które umożliwiają odczytywanie – przy pomocy mowy syntetycznej – treści zamieszczonych na stronach www. Osoby niewidome słyszą to, co osoby widzące widzą.

Osoby niedowidzące, zwłaszcza z bardzo dużym ubytkiem wzroku, korzystają z programów czytających. Zdecydowana większość jednak korzysta z programów powiększających. Oprogramowanie to umożliwia powiększenie dowolnie wybranej części strony internetowej. Osoba niedowidząca jest w stanie odczytać każdy serwis, przygotowany zgodnie ze standardem, używając w tym celu odpowiedniego powiększenia, w zależności od wady wzroku.

Dla osób głuchych od urodzenia językiem natywnym jest język migowy. Języka znaków uczą się od urodzenia i jest on dla nich naturalnym środowiskiem. Natomiast język mówiony, język polski pozostaje językiem drugim. Dlatego treści formułowane na stronach internetowych powinny być pisane prostym, zrozumiałym językiem. Jak w przypadku każdego języka obcego, jeśli zdania formułowane są w sposób prosty, bez użycia wyrazów trudnych, są bardziej zrozumiałe.

Należy podkreślić fakt, iż u każdego użytkownika wraz z wiekiem pojawiają się różne niedomagania utrudniające, spowalniające lub nawet uniemożliwiające korzystanie z nowych technologii. Z czasem pogarsza się wzrok, słuch, percepcja, pojawiają się problemy motoryczne, a nawet wtórny analfabetyzm, w wyniku czego osoby dojrzałe zaczynają agregować deficyty osób niepełnosprawnych. Uwagę należy zwrócić również na osoby niezamożne lub korzystające ze starszych typów komputerów i oprogramowania, gdyż mają zazwyczaj problemy z najnowszymi technologiami i rozwiązaniami stosowanymi na stronach www.

Powyższe kryteria dotyczą nie tylko mieszkańców Polski, ale również odzwierciedlają sytuację i skalę problemu w krajach Unii Europejskiej, gdzie aż 30% obywateli jest narażonych na wykluczenie cyfrowe:

  • 183 mln osób starszych (50+),
  • 80 mln osób z ograniczeniem funkcjonalnym lub niepełnosprawnych,
  • 125 mln osób nigdy nie korzystających z Internetu.

Obywatele zagrożeni wykluczeniem potrzebują pomocy i wsparcia oraz stworzenia warunków do integracji ze społeczeństwem. Dlatego należy przedsięwziąć działania, aby zapobiec wykluczeniu, albo przynajmniej ograniczyć liczbę osób zagrożonych wykluczeniem (źródło: Fundacja Widzialni, Badanie dostępności stron www, Raport Otwarcia 2013).

Regulacje prawne

Raport powstał w odniesieniu do regulacji prawnych polskich i międzynarodowych.

Przepisy polskie:

  • Konstytucja RP – Rozdział II Art. 32,
  • ROZPORZĄDZENIE RADY MINISTRÓW z dnia 12 kwietnia 2012 r. w sprawie Krajowych Ram Interoperacyjności, minimalnych wymagań dla rejestrów publicznych i wymiany informacji w postaci elektronicznej oraz minimalnych wymagań dla systemów teleinformatycznych,
  • Ustawa z dnia 19 sierpnia 2011 r. o języku migowym i innych środkach komunikowania się,
  • Ustawa z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej,
  • ROZPORZĄDZENIE RADY MINISTRÓW z dnia 11 października 2005 r. w sprawie minimalnych wymagań dla systemów teleinformatycznych.

Unia Europejska:

  • Deklaracja Ministrów Krajów Członkowskich Unii Europejskiej z 11 czerwca 2006 r.,
  • RADA EUROPY KOMITET MINISTRÓW,
  • Zalecenie nr Rec(2006) 5 Komitetu Ministrów dla państw członkowskich,
  • Plan działań Rady Europy dla promocji praw i pełnego uczestnictwa osób niepełnosprawnych w społeczeństwie: poprawianie jakości życia osób niepełnosprawnych w Europie 2006-2015 (przyjęte przez Komitet Ministrów w dniu 5 kwietnia 2006 podczas 961-go posiedzenia zastępców ministrów),
  • Europejska Agenda Cyfrowa.
  • [/ul
  • Przepisy ogólnoświatowe:
  • [ul
  • Konwencja ONZ Praw Osób Niepełnosprawnych 13 grudnia 2006.
  • [/ul
  • Badanie dostępności

  • Raport jest podsumowaniem badania dostępności 80 serwisów instytucji, takich jak: jednostki samorządu terytorialnego szczebla gminnego, powiatowego i wojewódzkiego, czyli urzędy marszałkowskie, urzędy wojewódzkie, starostwa powiatowe, urzędy gmin, a także jednostki samorządowe – m.in. Powiatowe Centra Pomocy Rodzinie, Regionalne Ośrodki Polityki Społecznej czy placówki oświatowe. Audytem objętych zostało 5 instytucji z każdego województwa.
  • Celem przeprowadzenia audytu strony internetowej było określenie stanu dostępności strony www dla jak największej ilości użytkowników niezależnie od ich niepełnosprawności, wieku, zamożności, zastosowanego sprzętu i oprogramowania. Wynikiem badania są tabele zgodności i powstałe na ich podstawie raporty zawierające odnalezione w serwisie błędy, opis implikacji, jakie te nieprawidłowości powodują dla osób wykluczonych cyfrowo oraz rekomendacje dotyczące sposobu rozwiązania problemów.
  • Badanie dostępności przeprowadzone zostało według wytycznych WCAG 2.0 na poziomie AA, czyli nieco wyższym niż wytyczne polskiego prawa wpisane do rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie Krajowych Ram Interoperacyjności (…) z 12 kwietnia 2012 r. Chodzi o serwisy publiczne w rozumieniu ustawy o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne.
  • Badania dostępności zostały wykonane automatycznie i ręcznie. Niektóre elementy sprawdzono za pomocą specjalistycznego oprogramowania, a te, których nie można sprawdzić automatycznie, zostały zweryfikowane przez odpowiednio przeszkolonych testerów.
  • Analiza 80 audytów wykazała, że niemal 98% badanych serwisów ma poważne problemy związane z dostępnością. Strony te mają po trzy i więcej błędów poziomu A, czyli poziomu podstawowego, który musi być spełniony, aby większość użytkowników mogła korzystać z serwisu internetowego. Najczęściej serwisy te miały również liczne błędy poziomu AA. AA to poziom rozgrzeszony, czyli taki, który powinien być spełniony, aby większość użytkowników mogła swobodnie korzystać z serwisu internetowego.
  • Badanie pokazało, że tylko jeden serwis (na 80 badanych) ma nieliczne błędy poziomu podstawowego i rozszerzonego i jeden spełnia kryteria dostępności wg wytycznych WCAG 2.0.
  • Najistotniejsze i najczęściej pojawiające się podczas analizy dostępności błędy to:
    • Brak poprawnej struktury nagłówkowej. Dużym utrudnieniem dla użytkowników niewidomych jest brak poprawnej struktury nagłówkowej stron serwisu. Korzystanie z umieszczonych na stronach nagłówków jest bardzo często stosowanym sposobem analizy treści przez te osoby. Można to porównać do analizy nagłówków w gazecie przez osoby widzące celem dotarcia do poszukiwanych informacji. Brak poprawnej struktury nagłówkowej zmusza użytkowników niewidomych do odczytu ciągłego stron. Utrudnienie to pogłębiane jest koniecznością prowadzenia uciążliwej tabulacji niezbędnej do umieszczenia fokusu w bloku treści. Rozwiązaniem tych problemów jest korekta struktury nagłówkowej stron i utworzenie linku szybkiego skoku do treści.
    • Niewystarczająca informacja nietekstowa.

    Istotnym problemem są niewystarczająco jednoznacznie sformułowane opisy alternatywne prezentowanych w serwisie zdjęć i innych elementów graficznych. Serwisy zawierają wiele elementów graficznych, niezbędne jest więc udostępnienie tych ilustracji osobom, które nie mogą ich zobaczyć. Można to osiągnąć za pomocą opisów alternatywnych opisujących zawartość zdjęć i wyjaśniających co przedstawiają.

    • Grafiki będące linkami nie mają poprawnych opisów alternatywnych wyjaśniających ich funkcje, co uniemożliwia osobom niewidomym jasne i jednoznaczne określenie celu linku. W takich przypadkach osoba niewidoma odwiedzająca serwis nie jest w stanie zorientować się dokąd prowadzi dany link i co się stanie po kliknięciu. Wszystkie grafiki powinny mieć poprawne opisy alternatywne, wyjaśniające prezentowaną zawartość, jak i ewentualną funkcję linku, jeśli jest do nich taki przypisany.
    • Niedostępność elementów strony z poziomu klawiatury. Duża część niepełnosprawnych nie posługuje się w pracy z komputerem myszką, a wyłącznie klawiaturą. Należą do nich osoby niewidome i część niesprawnych ruchowo. Dlatego wszystkie elementy, z którymi użytkownik ma wchodzić w interakcję (menu, linki, formularze) muszą być dostępne z poziomu klawiatury.
    • Brak etykiet dla pól formularzy. Strony internetowe składają się z wielu części, które powinny być opisywane etykietami i nagłówkami. Dodanie prawidłowej etykiety lub nagłówka () wydatnie pomoże w nawigowaniu po treści serwisu, szczególnie osobom mniej doświadczonym, niewidomym i niepełnosprawnym intelektualnie.
    • Brak elementów pozwalających na przejście do głównej treści serwisu. Część niepełnosprawnych użytkowników przegląda stronę sekwencyjnie, to znaczy od początku do końca, a nie przez rzut oka i wybranie konkretnego elementu. Powtarzające się elementy nawigacyjne muszą być zatem odczytywane za każdym razem, gdy wczyta się następna strona. Aby uniknąć takiego problemu, należy wprowadzić mechanizm pozwalający na pominięcie stałych elementów interfejsu i przejście do głównej treści strony. Najczęściej realizowane jest to za pomocą skiplinków umieszczanych na początku strony lub landmarków (punktów orientacyjnych).
    • Występowanie linków niezrozumiałych lub niejednoznacznych dla użytkowników. Każdy użytkownik powinien mieć pewność, dokąd prowadzi link (lub przyciski formularza, czy też obszary aktywne map odnośników), który właśnie klika. To jednak wymaga, by tworzyć te linki, a dokładniej element, na który się klika, w sposób nie budzący wątpliwości (nie mogą być dwuznaczne dla użytkowników). Dlatego cel lub akcja wykonana przez kliknięcie powinny wynikać wprost z treści klikanego tekstu lub z treści otoczenia wokół tego linku. Jednak nie wolno kierować się informacjami wzrokowymi, które nie zawsze i nie dla wszystkich są dostępne, ale należy doprecyzować cel linku w sposób semantyczny.
    • Kontrast minimalny jest mniejszy niż stanowi norma. Dla dobrej widoczności tekstu na tle, pomiędzy nimi powinien być zachowany odpowiednio duży kontrast. Wskaźnik kontrastu obliczany jest za pomocą specjalnego algorytmu i powinien wynosić przynajmniej 4,5:1. Dla dużych czcionek, to znaczy 18 pt lub 14 pt pogrubionej, kontrast może być nieco niższy i wynosić 3:1.
    • Brak widoczności ramki focusa. Fokus jest miejscem na stronie internetowej, z którym użytkownik może wchodzić w danym momencie w interakcje, na przykład nacisnąć przycisk, kliknąć link, zaznaczyć pole wyboru czy wpisać tekst. Fokus może być umieszczany na obiekcie za pomocą myszki lub klawiatury, a zazwyczaj jest oznaczany cienką ramką. Taki fokus przemieszczany za pomocą klawiatury musi być zawsze widoczny dla użytkowników, aby wiedzieli, w którym miejscu strony się znajduje.

    Należy pamiętać, że dostępność serwisów internetowych to proces i niekiedy długa droga. Mamy nadzieję, że przeprowadzone przez nas badania będą stanowić istotny krok w tematyce dostosowania serwisów internetowych do potrzeb osób z niepełnosprawnością i osób starszych oraz zachęcą do takiego ich projektowania stron www, aby wszystkie elementy, treści i funkcje były dostępne dla wszystkich użytkowników.

Ukraińskie kłopoty

Pomimo, że nie jestem niewidoma, potrafię sobie wyobrazić, jak ciężko musi być takim osobom w życiu codziennym. Kiedy ich spotykam, czy to w autobusie, czy na ulicy, zastanawiam się, jak to jest możliwe, że nie błądzą, zazwyczaj nie robią sobie krzywdy. W Polsce, a szczególności w Warszawie, coraz częściej widzimy udogodnienia stworzone z myślą właśnie dla takich ludzi. Przykładów można wymieniać wiele – sygnalizacja świetlna emitująca dźwięki, niskopodłogowe autobusy, komunikaty głosowe w środkach transportu, czy też specjalne podłoża na stacjach metra i chodnikach, informujące o niebezpieczeństwie. Niemniej jednak wszystko to stanowi jedynie kroplę w morzu potrzeb osób niewidomych, aby przestrzeń publiczna stała się dla nich dostępna. Pomimo wszystkich niedoskonałości polskiego systemu, chciałabym dla kontrastu przybliżyć sytuację osób niewidomych w innym państwie, znajdującym się w znacznie gorszym położeniu. I nie chodzi o jakiś kraj trzeciego świata, ale o bezpośredniego polskiego sąsiada – Ukrainę, z której pochodzę.

Znana jest obecna sytuacja ekonomiczna i polityczna Ukrainy. Moja ojczyzna znajduje się w głębokim kryzysie, wywołanym zeszłorocznymi protestami społecznymi i działaniami Rosji. Zwykłym obywatelom jest ciężko powiązać koniec z końcem – nastąpił znaczący wzrost cen towarów oraz spadek wartości pieniądza, bezrobocie poszybowało w górę, a w niektórych regionach państwo nie jest w stanie skutecznie pilnować porządku. Następuje znaczący wzrost przestępczości oraz anarchizacji państwa. Państwo niebędące w stanie wykonywać swoich podstawowych zobowiązań m.in. w sferze socjalnej czy edukacyjnej, musi dodatkowo zwiększać wydatki ponoszone na obronność, w związku z sytuacją na wschodzie Ukrainy. Ukraińcy, przytłoczeni koniecznością wyżywienia siebie i rodziny, masowo emigrują za granicę, głównie do Polski, Kanady i Chin. Daje to bardzo negatywny efekt w i tak tragicznej sytuacji demograficznej mojego kraju.

Biorąc pod uwagę fakt, że na Ukrainie całemu społeczeństwu jest ciężko normalnie funkcjonować, to tym bardziej należałoby zastanowić się, jak ciężka musi być ta nowa sytuacja dla osób niepełnosprawnych, w tym niewidomych. Należy pamiętać, że lwia część problemów, z którymi borykają się osoby niepełnosprawne na Ukrainie, istniała jeszcze przed nastaniem kryzysu. Problemy te mają swój początek u samego źródła, gdyż społeczeństwo nie jest dostatecznie poinformowane co robić w sytuacji, w której w rodzinie rodzi się osoba niewidoma – do jakiej instytucji lub urzędu należałoby się zwrócić, aby otrzymać pomoc. Co więcej, takich instytucji jest na Ukrainie zdecydowanie za mało, a te już istniejące nie są w stanie wydolnie funkcjonować z uwagi na bardzo okrojony budżet pomocowy. Osobom, którym udaje się przebrnąć przez skomplikowany biurokratyczny system i zakwalifikować się do pomocy socjalnej, mogą liczyć na rentę w wysokości maksymalnie 400 hrywien, co przy obecnym kursie wynosi około 70 zł miesięcznie.

Ewidentne braki istnieją również w ukraińskim systemie edukacji. W szkołach praktycznie nie ma profesjonalnej i indywidualnej pomocy dla niewidzących dzieci. Formalnie istnieje osiem szkół z internatem stworzonych dla osób niewidomych, w których pobiera naukę około ośmiuset dzieci. Jednak są one rażąco niedofinansowane, a osoby tam pracujące zarabiają najniższą krajową pensję, przez co praktycznie nikt nie chce tam pracować. Przecież każdy z nich bierze pod uwagę większy wysiłek wymagany przy pracy z taką młodzieżą. Ponadto, na Ukrainie istnieje tylko jedna państwowa uczelnia przygotowująca specjalistów do pracy z osobami niewidomymi. Jeszcze większym problemem pozostaje brak specjalistycznego sprzętu i dostępu do nowych technologii. Dzieci niewidome nie mają podczas zajęć styczności z komputerami i innymi urządzeniami, tak bardzo rozpowszechnionymi w Polsce, które ułatwiają codzienne czynności i naukę. Zazwyczaj uczniowie korzystają z przestarzałego, nierzadko postradzieckiego sprzętu.

W większości państw rozwiniętych już dawno zostały dostrzeżone pozytywne skutki, jakie przynosi integracyjny model edukacyjny osób niepełnosprawnych. Niestety, na Ukrainie nie został on zaimplementowany. Osoby niepełnosprawne nauczane są zazwyczaj w osobnych placówkach, co często nie pozwala na skuteczne przygotowanie ich do funkcjonowania w społeczeństwie. Tak samo ono – społeczeństwo ukraińskie – nie jest przygotowane do przyjęcia do siebie tych osób. Mało kto wie jak należy odnosić się do osób niewidomych. Często takie osoby spotykają się z dyskryminacją i agresją, a w najlepszym przypadku mogą liczyć jedynie na obojętność czy litość.

Problem ten dotyczy również uczelni wyższych, które w zdecydowanej większości nie są przystosowane, by osoby niepełnosprawne brały udział w zajęciach. Na Uniwersytecie Warszawskim, na którym studiuję, widziałam, że osoby potrzebujące mogą liczyć na bezpłatny dowóz uniwersyteckimi busami, zaś na każde piętro budynku można dostać się za pomocą windy. Na Ukrainie próżno szukać takich udogodnień. Prowadzone zajęcia są przystosowane wyłącznie dla osób widzących, tak więc postęp w nauce osób niewidomych zależy w głównej mierze od wyrozumiałości prowadzącego oraz pomocy innych studentów.

Osobom niewidomym, które były i są wystarczająco zdeterminowane, i tak jest trudno znaleźć jakąkolwiek pracę. W Polsce pomimo istnienia szeregu udogodnień, bodźców i dopłat dla przedsiębiorców zatrudniających osoby niepełnosprawne, i tak istnieje problem zatrudnienia na otwartym rynku pracy. Na Ukrainie nie ma jakiejkolwiek zachęty dla pracodawców, aby zatrudniali osoby niewidome. Traktują takich kandydatów do pracy jako potencjalnie nieefektywnych pracowników, wobec których musiałaby być stosowana specjalna taryfa ulgowa. Trzeba by było poświęcać im więcej uwagi i środków. Należałoby dostosować do ich potrzeb miejsce pracy i to na własny koszt. W skrócie, taki pracownik stanowiłby dla pracodawcy jedynie ciężar, bez jakichkolwiek rekompensat. Towarzyszy temu brak przeciwwskazań dla zatrudniania na tym miejscu pełnosprawnego pracownika. W obecnym kryzysie na Ukrainie, rynek jest jeszcze trudniejszy. Miejsc pracy jest mniej, przez co osób chętnych do pracy nie brakuje. Niewidomi nie mają więc szans się doczekać rehabilitacji i pracy.

O ile edukacja i praca stanowią dla osób niewidomych na Ukrainie bardzo duże wyzwanie, to i tak największą barierą pozostaną codzienne, przyziemne czynności. Weźmy na przykład transport. Podstawowym środkiem transportu publicznego są tzw. marszrutki – małe busy, kursujące na określonych trasach. Na próżno doszukiwać się wśród nich jakichkolwiek udogodnień stworzonych dla osób niepełnosprawnych. Nie funkcjonują one według jakiegokolwiek rozkładu jazdy, tak więc nie sposób przewidzieć godziny przyjazdu określonego busa. Zatrzymują się jedynie na żądanie. Samotny niewidomy oczekujący na przystanku skazany jest na pytanie nieznajomych o każdą przejeżdżającą marszrutkę, czy jest odpowiednia dla niego i w razie potrzeby prosić o jej zatrzymanie. Nie istnieją bilety okresowe. Za każdą przejażdżkę należy zapłacić u kierowcy określoną kwotę, przy czym nie ma mowy o jakiejkolwiek płatności bezgotówkowej. Większość stacji metra w Kijowie jest pozbawiona wind. Brak podstawowych oznaczeń na chodnikach czy też sygnalizacji dźwiękowych, tak bardzo ułatwiających życie osobom niewidomym. Na Ukrainie kierowcy nie grzeszą kulturą i nie zważają na osoby niewidome. Nie szanują i innych przechodniów – na przykład parkują busy czy samochody na chodnikach w taki sposób, że blokują przejście. To okropne dla wszystkich, a cóż dopiero dla niewidomych!

Pomimo, że została przyjęta ustawa mówiąca o tym, że produkty lecznicze powinny być oznaczone w sposób umożliwiający ich odczytanie przez osoby niewidzące, w praktyce wciąż brak tych rozwiązań. I znowu niewidomi są skazani na pomoc osób trzecich. Tak bardzo rozpowszechnione w Europie urządzenia stworzone specjalnie z myślą o niewidomych, jak: specjalistyczne brajlowskie notatniki i drukarki, mówiące komputery czy zegarki są na Ukrainie w zasadzie niedostępne. Powodów takiego stanu rzeczy jest wiele. Po pierwsze są produkowane głównie za granicą, przez co ich sprowadzenie do kraju wiąże się z ponoszeniem wysokich kosztów ceł importowych. Po drugie, w związku ze spadkiem wartości hrywny, koszt takich urządzeń, wcześniej bardzo wysoki, teraz jest niebotyczny. Po trzecie, istnieje bardzo niewiele podmiotów odpowiedzialnych za ściąganie takowych urządzeń do kraju, przez co nie działają na zasadzie czystej konkurencji. Osoby niewidome i ich bliscy nie mają alternatywnego źródła zaopatrzenia. Importowane urządzenia są więc zazwyczaj najgorszej jakości. Ostatnią barierą, niemniej ważną, jest to, że osoby niewidome na Ukrainie są często nieświadome istnienia tych różnych rozwiązań, które mogłyby tak bardzo ułatwić im życie.

Z powyższych powodów osoby niewidome znajdują się na marginesie ukraińskiego społeczeństwa. W obliczu ostatnich wydarzeń, ich sytuacja zmienia się ze złej na po prostu tragiczną. Nie mając możliwości podjęcia pracy, są uzależnieni od pomocy państwa i rodziny, przy czym należy pamiętać, że renty mają jedynie charakter symboliczny, a dla samych rodzin utrzymanie osób niewidomych może być zbyt dużym problemem.

Polska jest bardzo zaangażowana w kwestii pomocy dla Ukrainy. Na co dzień odczuwam, że rozwój wydarzeń na Ukrainie interesuje wszystkich moich znajomych, z którymi tutaj się spotykam. Nawet wtedy jednak, w ogromie potrzeb narodu ukraińskiego, nie jest możliwa tak duża pomoc, która poprawi sytuację większej liczby osób w moim kraju. Należy pomagać wszystkim, ale najbardziej tym, którzy niemal wcale nie dają o sobie znać. W imieniu właśnie takich, chciałabym bardzo serdecznie podziękować Fundacji Szansa dla Niewidomych za wszelką okazaną pomoc niewidomym na Ukrainie.