W taksówce

Dzisiaj opowiem Państwu, jakie myśli znajdują miejsce w głowie starzejącego się taksówkarza. Bodajże trzy lata temu jechałem z nim do pracy, przez większość czasu rozmawiając przez telefon. Kiedy skończyłem, kierowca taksówki odwrócił się do mnie i spytał:

– Pan ma jakieś kłopoty ze wzrokiem?

Kiwnąłem głową twierdząco.

– To znaczy pan niedowidzi?

Sytuacja zaczynała mnie bawić. Spokojnie odpowiedziałem:

– Nic nie widzę, nawet światła.

– Zupełnie nic? To ma pan przerąbane!

– Gorzej było i chwalili – powiedziałem, zdecydowanie mniej rozbawiony.

– Nie rozumiem pana, różne są kalectwa, ale nie widzieć to jest chyba najgorsze.

– To zależy od człowieka, od tego czym się zajmuje i jak o sobie myśli.

– Co mi pan chce powiedzieć? – wyjąkał zakłopotany.

– Ja na przykład mam swoją pracę, rodzinę i mnóstwo dodatkowych zajęć. W sumie uważam siebie za wyjątkowego szczęściarza.

– Nie może pan być szczęśliwy, skoro nie ma pan tego najważniejszego!

– O czym pan teraz mówi? – zapytałem.

– No, przecież o widzeniu właśnie!

Kurs dobiegł końca. Wręczając kierowcy zapłatę, podjąłem pojednawczo:

– Naprawdę znam wielu szczęśliwych niewidomych.

Nagle usłyszałem coś podobnego do warknięcia.

– Niech mi pan tu bzdur nie opowiada!

Jestem człowiekiem zrównoważonym i nie jest łatwo mnie zdenerwować, a tu nagle poczułem, że robi mi się gorąco, a w skroniach zaczyna dudnić. Wysiadając z taksówki stwierdziłem lekko nerwowym tonem:

– Jestem niewidomy od czterdziestu pięciu lat i jakoś sobie radzę.

Od tego czasu ten człowiek nie może mi wyjść z głowy.

Najwyraźniej wiedział lepiej, co powinienem odczuwać.

Niestety, dla wielu, najważniejsze są te opinie, które sami wygłaszają, często nie zważając na to, że o danym zagadnieniu nie mają zielonego pojęcia.

Jak na ślubie

Nie wiem, ilu ludzi tam się zgromadziło i pomagało. Nie było komu tego liczyć, a też nie miałoby to sensu. Pozostało jedynie wrażenie – był to niezły tłum. Wszyscy pomagali w milczeniu, a ich twarze nie wyglądały na wesołe. Były raczej zażenowane, posępne, zaskoczone. Tak, jak pojawili się niespodziewanie, chcieliby chyba jak najszybciej się zmyć. Trudno się dziwić, pewnie mieli swoje zajęcia, gdzieś się spieszyli, a tu taka heca! W każdym razie ja pamiętam to zdarzenie wyłącznie śmiesznie, chociaż nie dziwię się też im. Co się stało?

„Lecieliśmy” z przyjacielem w centrum Warszawy Świętokrzyską w stronę Nowego Świata, by dostać się na Krakowskie Przedmieście. On po lewej stronie, ja obok – po jego prawej. Na prawo ode mnie były budynki, a na lewo od niego ulica. Chodnik był, i zapewne nadal jest, szeroki, toteż aby trzymać się kierunku równoległego do niej, wybraliśmy ścieżkę po prawej stronie – może metr od ścian. Gdy niewidomi idą szeroką aleją, chodnikiem, ulicą, polem, po boisku, może to wyglądać dziwnie. Idzie się wtedy sinusoidą – raz w lewo, potem trochę w prawo, rzadko prosto. Dla widzących to niezrozumiałe, chyba że zasłonią sobie oczy i przekonają, jaki mają zmysł równowagi, gdy nie pomagają sobie wzrokiem. Jak wiadomo, patrzenie jest pomocne w utrzymaniu równowagi. Każdy koreluje obraz, tzn. jego ustalone punkty i linie z napięciem i ruchem mięśni. Niewidomi mogą mieć z tym kłopoty: gdzie jest krawężnik chodnika, jak utrzymać równoległy do niego tor ruchu?

Szliśmy naprawdę szybko, bo tak lubiliśmy. Dlaczego? Byliśmy młodzi, żwawi i dobrze zrehabilitowani. Trudno chodzić powoli, gdy ma się ostry charakter, a tylko z tej przyczyny, że się nie widzi. Przyjaciel zresztą troszeczkę widział. To „troszeczkę” to w zasadzie poczucie światła i widzenie dużych konturów. O literach w książce czy rozpoznawaniu twarzy nie było w jego przypadku mowy.

Obaj mieliśmy białe laski w rękach i machaliśmy nimi jak wycieraczkami do szyb w samochodzie i to nastawionymi na największy bieg: w lewo, w prawo, znowu w lewo itd. Sądzę, że dla widzących przechodniów widok był wyjątkowy. Oto dwóch niewidomych facetów „leci” na „zbity pysk”. Mogli nas podziwiać za sprawność, ale mam też pewną obawę, że nasze zachowanie uznali za ryzykanckie. I mieli rację.

Nagle moja laska zawisła w powietrzu. Krok, który już wykonywałem nie skończył się kolejnym odbiciem od chodnika, stopa spadła niżej i miałem się wywalić. Nie! Udało się. Stanąłem na schodku poniżej, zaraz wykonałem kolejny krok drugą nogą, którą ustawiłem na kolejnym niższym schodku, zatrzymałem ciało, mimo że chciało kontynuować ruch do przodu i sapałem z przejęcia. Od początku czułem, że wszystko mam pod kontrolą, a strach, że coś się stanie trwał chyba jedynie dziesiątą cześć sekundy.

Mój przyjaciel przeżył jednak co innego. Pewnie działo się z nim mniej więcej to samo co ze mną, tyle że miał pecha. Może robił większe kroki, może schodki wypadły w innym położeniu jego ciała, w każdym razie nie zatrzymał się na schodku, lecz jedna noga zsunęła mu się niżej, a kolano drugiej uderzyło w murek, który ograniczał te schodki po prawej stronie i nie utrzymał pionu i wywalił się na niego. Uderzyłby twarzą w ten murek, gdyby nie to, że pomógł sobie „łapkami”, by całkiem się nie położyć. Potem wstawał i się wyprostował. Z jego kieszeni wypadło wszystko co tam miał. I ten moment przypomniał mi śluby, na których byłem. Na schodki wypadło mnóstwo monet. Boże, jaki to był hałas. Monety wypadały szybko, a ja odebrałem to, jakby trwało to długo. I dzwoniły na tych schodach. Nie to, żeby spadły na pierwszy schodek, albo na drugi. Nie, one spadały gdzie chciały, a potem toczyły się niżej i niżej. Wiecie jak mogło to brzmieć i wyglądać, bo wielu z was zapewne zna ten zwyczaj ze ślubów bliskich.

Hałas zainteresował przechodniów, którzy rzucili się najpierw by nam pomagać, a gdy okazało się, że nic na szczęście się nie stało, zaczęli zbierać te monety i oddawać przyjacielowi. On najpierw był obolały, potem zażenowany, wreszcie dołączył do mnie. Śmialiśmy się jak głupi. Moim zdaniem było z czego. Kto się nie śmiał? Ci, którzy nie rozumieją naszego inwalidztwa i uważają, że to tragedia. My uważamy, że to tylko utrudnienie, a takie przygody traktujemy tak samo, jak rozliczne wpadki ludzi widzących. Przecież oni też się wywalają. Ileż to razy słyszę, jak ktoś opowiada, że potknął się o własne stopy i leżał na chodniku. A ile razy słyszę, że widzący mający wszystko pod wzrokową kontrolą robi sobie guza na zakręcie korytarza, który dokładnie widział. Potem tak samo jak ja opowiadają o swojej niczym nie wytłumaczonej przygodzie: jak to możliwe, że widziałem ten róg ściany, a tak mocno się uderzyłem. Albo, jak to możliwe potknąć się o własną stopę na równym asfalcie?

Jestem wolontariuszem. Supermoce w wolnym czasie, czyli wolontariat dla każdego

Aktywność wolontarystyczna staje się coraz bardziej popularna, coraz więcej młodzieży licealnej, studentów, a także osób w wieku 50+ poświęca swój wolny czas na pomoc innym. Czy jednak niewidomy może zostać wolontariuszem? Owszem! Jak najbardziej.

Na całym świecie niewidomi i słabowidzący wolontariusze angażują się w przeróżne działania. Czytają dzieciom bajki w alfabecie brajla w szpitalach i świetlicach, tłumaczą teksty obcojęzyczne, są informatykami, udzielają darmowych porad prawnych, uczą grać na instrumentach, zapoznają z zasadami sportów takich jak strzelectwo bezwzrokowe czy piłki dźwiękowe. Ta wyliczanka nie ma końca, bo zawsze znajdzie się umiejętność, którą dana osoba wykonuje najlepiej. To jest jego „supermoc”, umiejętność na wagę złota. Warto się nią podzielić z innymi.

Portal wikipedia.pl opisuje wolontariat jako dobrowolną, bezpłatną, świadomą pracę na rzecz innych lub całego społeczeństwa. To sposób na ciekawe spędzenie wolnego czasu. W Polsce mamy nawet specjalne przepisy odnoszące się do tego zagadnienia. Są zawarte w ustawie o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie z dnia 23 kwietnia 2003 roku.

Pod nazwą wolontariatu mogą kryć się przeróżne formy współpracy. Możemy wyróżnić trzy podstawowe, której najlepiej pokazują, jak różne mogą to być aktywności:

  • Wolontariat długoterminowy
  • Wolontariat akcyjny
  • E-wolontariat

Wolontariat długoterminowy to stała współpraca z daną organizacją, dłuższa niż 30 dni. Może trwać pół roku, może trwać 3 lata a nawet dłużej, wszystko w zależności od chęci i czasu jakim dana osoba dysponuje. W ramach takiej współpracy powierzone zadania wykonuje się przeważnie pod opieką koordynatora wolontariuszy, który służy radą i pomocą. Tutaj na wyróżnienie zasługują wolontariusze Fundacji Szansa dla Niewidomych, wspierający realizację wielu projektów.

Wolontariat akcyjny to podobna forma współpracy, różni się jedynie tym, że pracuje się przez krótszy okres i w ramach konkretnej akcji np. dwudniowego wyjazdu, jednodniowego koncertu, zbiórki publicznej itp. Współpraca wygasa wraz z ukończeniem danego wydarzenia. W Polsce najbardziej widoczni są wolontariusze Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy podczas styczniowych zbiórek pieniędzy.

E-wolontariat nazywany jest żartobliwie „wolontariatem dla ludzi, którzy nie lubią ludzi”. Jest idealny dla osób, które bezpieczniej czują się w zaciszu własnego domu, przy biurku i ze słuchawkami w uszach. E-wolontariusz swoim działaniem wspiera organizacje pozarządowe w przeróżnych akcjach, promując je w mediach za pomocą Internetu. To wszystko bez wychodzenia z domu! E-wolontariusze doskonale sprawdzają się na przykład jako osoby tworzące i moderujące fora, prowadzące fanpejdże na portalach społecznościowych, udostępniające wydarzenia czy „lajkujące” posty.

Wolontariat to nie tylko działanie na rzecz ludzi, to również ochrona zwierząt (np. Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami), wspieranie aktywności kulturalnej (Stowarzyszenie Teatralne Dom na Młynowej) oraz ochrona zabytków (Stowarzyszenie Polskich Kolei Wąskotorowych).

Cechą wspólną łączącą wszystkie rodzaje i formy wolontariatu jest to, że zawsze pracuje się na podstawie umowy wolontariackiej (zwanej często porozumieniem), a wyniki pracy i czas jaki wolontariusz poświęcił na wykonanie zadania jest wpisywany do karty pracy. A co najważniejsze, na koniec współpracy, jeśli była aktywna i rzetelna, wolontariusz może ubiegać się o referencje.

Referencje to pierwsza korzyść. Pierwsza, ponieważ plusów wynikających z wolontariatu jest bez liku. Pomimo, że nie jest to praca, za którą otrzymuje się pieniądze, w zamian dostajemy niezwykle dużo. Drugą korzyścią, oprócz rozwinięcia własnych zainteresowań, jest możliwość zdobycia doświadczenia, które przyda się w przyszłej pracy zawodowej. Już na starcie, ubiegając się o pracę w danej firmie, osoba z doświadczeniem wolontarystycznym jest w lepszej pozycji. Pracodawca widząc wpisany w życiorys wolontariat, na pewno zapyta kandydata jakich rzeczy się nauczył. A czego można się nauczyć? Odbierać telefony, rozmawiać z klientem, redagować pisma urzędowe, wysyłać faksy, kserować dokumenty, pracować z ludźmi i wiele, wiele innych. Są to umiejętności z pozoru proste, ale mało kto bez doświadczenia, wykonuje je dobrze.

Dodatkowo – wolontariat wyróżnia. Pracodawca podczas rozmowy kwalifikacyjnej prawie zawsze zada pytanie – dlaczego? To pozwala się pięknie zaprezentować, podkreślić wyjątkowość i zostać zapamiętanym. Kolejnym plusem jest budowanie sieci kontaktów. Im więcej osób poznajemy, tym większe mamy szanse na znalezienie pracy, powiększenie grona znajomych i wspólne rozwijanie pasji.

Dzięki wolontariatowi, możemy też dyskretnie zapoznać się z tym jak działa dana branża. Wiele osób nie do końca zdecydowało jaki kierunek studiów i zawód wybrać. W ramach wolontariatu np. w kancelarii prawnej czy w świetlicy szkolnej można przekonać się, czy wymarzony zawód prawnika lub nauczyciela rzeczywiście jest taki fajny.

Inna sprawa, że nie zawsze można robić w życiu to, co interesuje najbardziej. Dlatego wolontariat jest szansą na odskocznię od szkoły czy pracy. To czas, w którym można wykonywać wszystkie szalone zajęcia, rozwijać niepopularne hobby i cieszyć się życiem.

Jest tylko jedno ale. Wolontariat musi sprawiać radość, dawać satysfakcję. Naprawdę warto poszukać organizacji, która zajmuje się tym, co lubimy. Wtedy – wolontariat nie będzie pracą, a doskonałą rozrywką. Jeśli jednak w okolicy nie ma takiej organizacji, to jeszcze nic straconego. Wystarczy się dobrze zaprezentować! Nie ma nic złego w szukaniu możliwości własnego rozwoju. Jeśli ktoś jest świetnym grafikiem komputerowym to nic nie stoi na przeszkodzie aby szukał organizacji, która da mu możliwość stworzenia w ramach wolontariatu ulotek czy plakatów, nawet jeśli w nazwie ma np. ochronę zwierząt. Jeśli ktoś zna doskonale języki obce to nie jest wykluczone, że okoliczna organizacja, która pomaga osobom niepełnosprawnym nie potrzebuje tłumaczy.

I właśnie dlatego wolontariat jest taki fajny. Nie jest ważne czy ktoś jest wysoki, niski, chudy, gruby, czy ma kręcone włosy czy proste. Ważne, że coś potrafi i chce to przekazać dalej, że chce pomagać a przy okazji nauczyć się czegoś nowego. To doskonała okazja by rozwinąć supermoce! Każdy powinien się zastanowić, co chciałby robić, co uwielbia robić i… po prostu zacząć! Powodzenia!

Zaledwie nie widzę

Ani się człowiek nie obejrzał, a dożył prawie pół wieku jako niewidomy masażysta. Moja cudna żona użycza mi swoich zdrowych oczu, co bardzo pomaga w codziennych zmaganiach. Trójka naszych dorosłych dzieci obdarzyła nas szczodrze. Pięcioro wnucząt absorbuje, ale daje mnóstwo radości. Lubię grać na gitarze i śpiewać z żoną na dwa głosy. Od wielu lat piszę wiersze, wydałem kilka tomików poezji. Ostatnio dużo przyjemności sprawia mi publikowanie felietonów literackich na stronie internetowej Związku Literatów Polskich.

Pisząc krótkie formy publicystyczne na temat poezji pomyślałem, że mógłbym z pozycji niewidomego opowiedzieć o wrażliwości, odczuciach i pojmowaniu świata osoby pozbawionej zmysłu wzroku. Nie wiem w jakim stopniu okażę się przykładowy, ale doświadczenie nauczyło mnie, że felietony przeważnie bywają subiektywne. Na początku umówmy się, że prezentowane tutaj opinie są tylko moje, a państwo po lekturze artykułu zdecydujecie, na ile są prawdziwe.

Ile jest prawdy w tym, że skoro jeden zmysł jest wyłączony – to reszta funkcjonuje dużo sprawniej. Jestem alergikiem i nie wiem, czy mój węch działa ponad przeciętnie, myślę, że chyba nie. Jednocześnie jestem masażystą, trzydziesty rok pracuję dłońmi, toteż moja percepcja dotykowa mogła rozwinąć się ponad średnią. Czy istnieje jakaś zależność, która powoduje, że jeden niewidomy radzi sobie doskonale, a inny w ogóle sobie nie radzi i pozostaje w bardzo trudnej sytuacji materialnej? Szczytem jego marzeń będzie zatrudnienie w zakładzie pracy chronionej, który będzie działał parę lat, albo parę miesięcy. Czy główną rolę gra tu intelekt, czy inne wrodzone cechy osobowości? A może najważniejsze jest grono rodzinne i domowe wychowanie?

Zawsze byłem zdania, że kluczem do szczęścia osoby niewidomej jest samoocena. W jednym z moich wierszy napisałem „ślepota nie jest walką o nieosiągalne, pełną wymyślnych dziwactw. Dla mnie to zwykła przypadłość, podobna łamliwości paznokci”.

Nie zmieniłem zdania, chociaż minęło wiele lat. W końcu ja zaledwie nie widzę, a wiele innych rzeczy mogę robić dobrze, a nawet lepiej niż osoby widzące.

Krzysztof Galas notka biograficzna

Urodził się w Poznaniu w 1964 r. Ukończył znane Studium Pomaturalne Masażu Leczniczego dla niewidomych w Krakowie. Jako masażysta od trzydziestu lat prowadzi z powodzeniem gabinet masażu leczniczego.

Jest byłym sportowcem, zdobył 38 medali na mistrzostwach Polski w pływaniu w kategorii niewidomych. W 1980 r. zajął IV miejsce na Igrzyskach Paraolimpijskich w Arhem w Holandii.

Debiutował tomikiem poezji ,,Róża Przeznaczeń”, w 2004 r. Kolejne książki to: ,,Płoszenie chwil” (2005), ,,Wizerunki godzin” (2006), ,,Na powiece Ziemi” (2007), ,,Kamieniołomy dni” (2009), ,,Na mieliźnie prawdy” (2010), ,,Nieustępliwa pamięć” (2011), ,,Czas niepewności” (2012).

Twórca cyklu felietonów literackich pod tytułem ,,Widzieć intelektem” oraz cyklu felietonów pod tytułem ,,Okiem masażysty”, dotyczących spraw niewidomych, prezentowanych w stałym cyklu w poznańskim radiu ,,Merkury”.

Drukowany w licznych almanachach. Od 2006 r. jest członkiem Związku Literatów Polskich oddział Poznań, w którym jako inicjator prowadzi cykliczne ,,Spotkania swobodnej myśli” zapoznające wszystkich chętnych z twórczością poznańskich poetów.

Główne zainteresowania to medycyna, literatura, sport. Śpiewa poezję i gra na gitarze.

e-mail: krzysztofgalas@op.pl

Projektowy zawrót głowy w naszej Fundacji (cz. 1)

Jak niewidomi zwiedzają ogrody zoologiczne? Czy w ogóle lubią podróżować? W jakich miejscach najbardziej lubią spędzać swój wolny czas? Dzięki projektom, które Fundacja adresuje do nich, umożliwiamy wielu osobom w Polsce spędzać czas w taki sam sposób jak inni – pełnosprawni, widzący. Tylko w tym roku Fundacja Szansa dla Niewidomych zdobyła dofinansowanie na realizację już ponad dwudziestu projektów na terenie całej Polski, a czekamy na wyniki w kolejnych konkursach. To dla nas wielki sukces! Jest to również okazja do realizowania misji Fundacji, którą jest ułatwienie dostępu do nowoczesnej rehabilitacji osobom niewidomym i słabowidzącym. Jakimi projektami możemy się pochwalić? Są bardzo różne. Wszystkie cieszą nas i naszych podopiecznych. Na szczęście mamy okazję realizować rozmaite zadania. Gdyby nasze projekty były związane tylko z jedną dziedziną rehabilitacji, znudzilibyśmy naszych przyjaciół i samych siebie. Tymczasem potrafimy pisać różnorodne wnioski, a co ważniejsze, szczęście nam sprzyja i gdy co drugi projekt zdobywa dofinansowanie, są tak samo rozmaite. Szkolenia z różnych tematów, wyjazdy, konferencje, prelekcje, wydawanie specjalistycznych poradników, organizowanie niespotykanych gdzie indziej eventów – prawda, że jest to zbiór wyjątkowo urozmaicony? Warto dodać, że udział we wszystkich naszych projektach jest bezpłatny!

Na terenie województwa kujawsko-pomorskiego wydajemy dwutomowy przewodnik w technologii transparentnej, co oznacza, że na tle tekstu czarnodrukowego umieszczony jest tekst i grafika brajlowska. Mapy i rysunki zostaną przygotowane tak, aby niewidomi mieli możliwość obejrzenia ich za pomocą dotyku. Dzięki temu przewodnikowi nasi beneficjenci poznają najciekawsze miejsca i opowieści z tego regionu, przeczytają o jego historii, walorach kulturalnych i o zabytkach miast tego regionu, a w szczególności o Bydgoszczy oraz Torunia.

W ramach kolejnego bydgoskiego projektu przeprowadzimy dwudniowe szkolenie dla 15-osobowej grupy niewidomych i słabowidzących oraz osób z ich otoczenia. Chcemy tak prowadzić szkolenia, aby po ich ukończeniu mogli oni wspólnie pokonywać przeszkody dnia codziennego. Przekazujemy informacje, w jaki sposób mogą współpracować i radzić sobie w zakresie orientacji przestrzennej, jak korzystać ze specjalistycznego sprzętu i oprogramowania ułatwiającego życie i dostęp do informacji. Chcemy by sprzedawca w sklepie czy urzędnik w banku czy na poczcie nie dziwił się, że osoba niewidoma sama przychodzi po zakupy lub odbiór pieniędzy lub przesyłki. W ramach szkolenia wszyscy uczestnicy otrzymają opracowane materiały szkoleniowe, które pomogą im w teoretycznym i praktycznym poznaniu omawianych zagadnień.

Mimo wielu kampanii społecznych oraz akcji mających na celu upowszechnienie wiedzy na temat osób z dysfunkcją wzroku ciągle widoczna jest potrzeba przekazywania informacji na ten temat szerszemu gronu odbiorców. Szczególnie pracownicy na co dzień spotykający się z niewidomymi w instytucjach publicznych takich, jak banki, poczty, restauracje, hotele powinni mieć podstawowe informacje na ten temat. Dlatego też, Fundacja zorganizuje w Lublinie konferencję pt. „Zobacz nasz świat” skierowaną do przedstawicieli tych instytucji, aby uwrażliwić ich na te problemy.

Na Opolszczyźnie pojawi się nowa, wzbogacona wersja przewodnika dla niewidomych i niedowidzących pn. „Dotknij pięknej Opolszczyzny”. Sukces poprzedniej edycji trudno opisać w kilku zdaniach. Książka ta została bardzo pozytywnie przyjęta zarówno przez niewidomych czytelników, media jak i władze, pracowników wszelkich instytucji pracujących dla niepełnosprawnych. Przewodnik trafił do środowiska w ilości 100 egzemplarzy, w związku z czym niejednokrotnie kierowane były do nas prośby o wznowienie jej wydania. Nowe, rozszerzone, trzytomowe wydanie książki zostanie opublikowane w kolejnych 100 egzemplarzach w druku transparentnym.

Organizujemy wiele szkoleń dla młodzieży, a wśród nich „Młodzi, wykształceni – szansą dla niewidomych”. Skierowane jest głównie do młodzieży licealnej i studentów oraz pracowników instytucji, którzy dotąd nie mieli kontaktu z osobami niewidomymi, a chcieliby podjąć taką współpracę, poznać ich świat, potrzeby i zwykłą codzienność. Zależy nam na tym, by lepiej przygotować ich do przyszłej pracy z nimi. Szkolenia tego rodzaju są świetną okazją do zaprezentowania oprzyrządowania rehabilitacyjnego, dostępnych na rynku urządzeń i programów ułatwiających funkcjonowanie, na przykład przy okazji wspólnych wyjść na miasto, podczas wydarzeń kulturalnych i turystycznych. Uczymy obsługiwania sprzętu tyflorehabilitacyjnego typu: płynomierze, mówiące wagi, termometry, udźwiękowione komórki i komputery, urządzenia nawigacyjne, brajlowskie monitory i notatniki. Informujemy o pracy niewidomych i słabowidzących z wykorzystaniem komputera uzbrojonego w specjalistyczne oprogramowanie powiększające obraz lub udźwiękawiające go. Dużym zainteresowaniem cieszą się mówiące glukometry, gdyż duża część naszych podopiecznych choruje na cukrzycę.

„Carte blanche” wkrótce w kinach

W ostatnich latach powstaje coraz więcej filmów – czy to opartych na faktach, czy na podstawie wymyślonego scenariusza, w których głównymi bohaterami są osoby niewidome. Wystarczy wymienić choćby te z własnego podwórka: „Parę osób, mały czas” Andrzeja Barańskiego czy „Imagine” Andrzeja Jakimowskiego, a właśnie trwają prace nad kolejnym.

„Carte Blanche” (dosł. z franc. biała karta, tj. podpisana in blanco), bo o nim mowa, ma mieć swoją premierę kinową 14 listopada bieżącego roku. Zarówno scenarzystą, jak i reżyserem obrazu jest Jacek Lusiński, znany dotychczas widowni z takich produkcji jak „Piksele”, czy seriali „Wrzesień `39” oraz „Polska liga cudzoziemska”.

Film jest inspirowany historią Macieja Białka – nauczyciela historii w VIII Liceum Ogólnokształcącym im. Zofii Nałkowskiej w Lublinie. Mimo pogarszającego się wzroku, spowodowanego barwnikowym zwyrodnieniem siatkówki, starał się ukrywać ten fakt przed dyrekcją szkoły w obawie przed utratą pracy. Co ciekawe, przez wiele lat – dzięki ogromnej determinacji i przy pomocy innych – udawało mu się to.

O sprawie tej zrobiło się głośno po reportażu Małgorzaty Szlachetki pt.: „Szkoła za zamkniętymi oczami” opublikowanego na łamach lubelskiego dodatku „Gazety Wyborczej” z 24 marca 2011 roku. Artykuł przedstawia sposoby radzenia sobie Macieja w szkole, przy coraz słabszym wzroku. Ukazuje sztuczki, za pomocą których nie udało się – przez tak długi czas – nikomu zdemaskować historyka. Koniec końców dziennikarka pisze w jakich okolicznościach doszło do wyjawienia problemów wzrokowych. Bohater reportażu przyznał, że była to rola życia.

W produkcji Jacka Lusińskiego w rolę nauczyciela historii – Kacpra Bielika – wcieli się bardzo popularny ostatnimi czasy aktor Andrzej Chyra. A na planie towarzyszyć mu będą m.in. Urszula Grabowska, która zagra postać Ewy – miłości Kacpra, Arkadiusz Jakubik jako Wiktor – przyjaciel Kacpra i Wojciech Pszoniak, który wystąpi w roli profesora okulistyki.

Film stanowi swobodną interpretację losów Macieja Białka. Scenariusz bowiem rozpoczyna się od próby samobójczej. Później następuje retrospekcja – powrót do codziennego życia Kacpra, który swoją pracę traktuje jako pasję. Jedyny mankament stanowi ciągle pogarszający się wzrok. W jego życiu pojawiają się zarówno tragiczne wydarzenia (wypadek samochodowy), jak też chwile szczęścia: miłość, praca.

Większość scen do „Carte blanche” kręcono w Lublinie, pozostała część ujęć powstała w Gdyni. Produkcję sfinansował Polski Instytut Sztuki Filmowej i Lubelski Fundusz Filmowy. Jej budżet wynosi 4,5 mln zł.

Należy podkreślić, że – podobnie jak w przypadku wspomnianego „Imagine” – obraz będzie posiadał audiodeskrypcję.

Każdy film poruszający i przybliżający tematykę osób z dysfunkcją wzroku jest dla naszego środowiska na wagę złota. Jak żadna – nawet najlepsza kampania reklamowa – przyczynia się, dzięki swojej atrakcyjnej formie, do propagowania i uświadamiania pełnosprawnej widowni problemów, z którymi zmagają się na co dzień niewidomi.

Eye-Pal Ace nowa era urządzeń lektorskich

Eye-Pal Ace firmy ABiSee jest bardzo prostym w obsłudze urządzeniem służącym do odczytywania tekstów czarno drukowych. Łączy w sobie funkcje OCR i powiększalnika. Dzięki umieszczonym dwóm kamerom o rozdzielczości 5 Mpx i automatycznemu podświetleniu, w łatwy sposób naciskając zaledwie jeden przycisk przetworzymy tekst w czarnym druku i wyświetlimy go na wbudowanym 10 calowym ekranie. Rozpoznawanie tekstu cechuje się dużą dokładnością. Dwa głośniki znajdujące się z przodu urządzenia pozwalają na odsłuchiwanie tekstu w doskonałej jakości. Wejście słuchawkowe pozwala użytkownikowi korzystać z lektora w głośnym otoczeniu. Zapewnia to wygodną pracę. Panel kontrolny został zaprojektowany tak, aby w prosty i intuicyjny sposób obsługiwać wszystkie dostępne funkcje. Odczytanie dokumentu zajmuje mało czasu, wystarczy jedynie położyć dokument lub książkę dłuższą krawędzią do urządzenia, nacisnąć przycisk umieszczony na górnym panelu po prawej stronie i w zaledwie 8 sekund od rozpoczęcia przetwarzania można odsłuchać tekst. Oprogramowanie Eye-Pal Ace ma wbudowanych dwadzieścia jeden języków, co pozwala na wygodne przetwarzanie dokumentów obcojęzycznych. Jest to bardzo przydatne zwłaszcza dla uczniów. Urządzenie łatwo się transportuje, bo jego waga wynosi zaledwie 3,5 kg. Wygodne kształty i wbudowana rączka pozwalają na jego zabranie w dowolne miejsce. Bateria wystarcza na 5-6 godzin swobodnej pracy, bez konieczności podłączenia do prądu. Umożliwia zabranie urządzenia do szkoły lub urzędu, gdzie można pracować przez cały dzień.

Eye-Pal pozwala również sprawdzić stan naładowania baterii. Duże i łatwe w obsłudze klawisze umożliwiają wygodne korzystanie ze wszystkich zalet jakie daje Eye-Pal Ace.

Urządzenie uruchamiamy przyciskiem „Power” umieszczonym na froncie obudowy (z lewej strony). Po około 40 sekundach lektor jest gotowy do pracy. Naciskając przycisk w kształcie półksiężyca rozpoczynamy skanowanie i przetwarzanie tekstu. Urządzenie przetwarza dokumenty w formacie A4, bądź mniejsze. Eye-Pal Ace pozwala na ustawianie wszystkich parametrów związanych z mową jak i wyświetlaniem obrazu. Użytkownik może zwiększać, zmniejszać tempo i głośność czytania. Można powiększać litery przetworzonego tekstu. Służy do tego wygodna rolka umieszczona po lewej stronie, z przodu urządzenia.

W Menu można zmienić kolory, tak aby dopasować wyświetlany obraz do potrzeb użytkownika. Do pracy z wyświetlonym tekstem służą klawisze strzałek i umieszczony między nimi centralnie przycisk. Aby przeczytać np. tekst znajdujący się nad kursorem wystarczy wcisnąć środkowy przycisk i strzałkę w górę.

Wszystkie przetworzone przez użytkownika dokumenty można zachować w pamięci urządzenia. Aby tego dokonać należy wcisnąć i przytrzymać dwa przyciski: przycisk „Wyboru”, znajdujący się po prawej stronie urządzenia (nad rolką), a następnie przycisk „Wstecz”, umieszczony nad lewą rolką. Uruchomi się menu z opcjami: „otwórz”, „zapisz”, „anuluj”. Wybieramy interesującą nas funkcję, i nagrywamy 5-sekundową notatkę głosową z nazwą pliku. Jeżeli chcemy przetworzyć większy dokument, np. książkę, zalecane jest zapisanie danych na pamięć zewnętrzną. Eye-Pal Ace posiada wejście USB dzięki któremu możemy podłączyć Pendriwa i zapisać tam wszelkie dane. Urządzenie odtwarza formaty JPG, MP3 i TXT. Ten lektor umożliwia konwersję tekstu TXT na postać MP3. Jest to przydatna opcja, kiedy użytkownik posiada wiele przetworzonych dokumentów i chciałby słuchać ich w podróży bez konieczności zabierania Eye-Pal Ace ze sobą. Aby tego dokonać należy podłączyć do urządzenia pamięć przenośną, wybrać w Menu urządzenia funkcję „Przetwórz na MP3”, następnie na liście dostępnych plików zaznaczyć interesujący dokument. Eye-Pal Ace automatycznie zapisze nam nowy format na pamięci przenośnej w formacie MP3.

Urządzenie można również skonfigurować z wybranymi modelami monitorów brajlowskich. Daje to możliwość niewidomym użytkownikom nie tylko odsłuchiwania tekstu, ale również odczytania go w brajlu. Monitor brajlowski pozwala na kontrolowanie wszystkich funkcji. Niestety urządzenie nie obsługuje różnych dostępnych na rynku linijek brajlowskich. Obsługiwane monitory to: Humanware Brailliant bi40, Humanware/PDI Brailliant 40, HIMS Braille Edge 40, APH Refreshabraille 18, ALVA BC640, Freedom Scientific Focus 14.

Producent dodał do oprogramowania możliwość tworzenia i odtwarzania fotogalerii, co pozwoli oglądać zdjęcia. Funkcja kalendarza i alarmu zapewnia możliwość planowania czasu pracy. Producent oferuje urządzenie również w wersji „PLUS”, która umożliwia łączenie się z Internetem i odbieranie poczty e-mail.

Eye-Pal Ace nie jest jedynym dostępnym na rynku urządzeniem tego typu. Jednak dzięki bardzo dobrej jakości rozpoznawania tekstu (99% dokładności), wbudowanemu monitorowi, który pozwala niedowidzącym na korzystanie z powiększenia obrazu, tworzeniu formatów MP3 z dokumentów, Eye-Pal Ace może być uznany za bardzo dobre urządzenie.

Dolphin Guide Poprowadź mnie za rękę, czyli komputer dostępny dla wszystkich (cz. 1)

Od wielu lat prowadzone są żywe dyskusje dotyczące przydatności komputera w życiu codziennym czy zawodowym. Ileż to razy przyszło nam zastanawiać się nad zagadnieniem czy komputer jest wrogiem, czy przyjacielem człowieka? Uważam, że komputer ma i wady i zalety, zalet jednak jest o wiele więcej. O wadach zazwyczaj mówią ci, którzy z dobrodziejstw komputera i Internetu nie mieli okazji korzystać. Tak to już jest, że boimy się tego, co nieznane. Komputer dla wielu osób, w tym niepełnosprawnych czy starszych, na początku drogi w poznawaniu jego tajników wywołuje stres, a czasami strach. Nie neguję strachu, bez uczuć bylibyśmy robotami, maszynami, którymi kierują statystyki i obliczenia.

Jeśli stresuje nas myśl o pracy na komputerze, o wykonywaniu na nim rozmaitych czynności, wyobraźmy sobie, co poczujemy jeśli okaże się, że to wcale nie jest takie straszne.

W Polsce nadal kilkanaście milionów Polaków nie korzysta z komputera i nie posiada dostępu do Internetu. Ponad 10 milionów Polaków to osoby w wieku 50+ oraz osoby niepełnosprawne. To bardzo zły wynik. Pod względem korzystania z sieci przez osoby niepełnosprawne i starsze Polska zajmuje jedno z ostatnich miejsc wśród krajów Unii Europejskiej. Co ciekawe, większość z tych osób deklaruje, że brak wiedzy na temat komputera zniechęca je do korzystania z sieci. Główną barierą w korzystaniu z komputera nie są zatem ograniczenia finansowe, ani brak odpowiednich rozwiązań dla tej grupy osób, ale niska wiedza oraz obawy wynikające właśnie z niewiedzy.

Nie bójmy się komputera, bo korzystanie z niego ma wymierne korzyści związane z większą aktywnością społeczną, częstszym uczestnictwem w kulturze i życiu towarzyskim, lepszą jakością życia, podtrzymywaniem aktywności zawodowej czy możliwościami awansu w pracy. Będę zawsze mocno stał na stanowisku popierającym przeciwdziałanie wykluczeniu cyfrowemu myśląc o rozwijających się technologiach, ale przede wszystkim o ludziach, którzy z nich korzystają. Bowiem cyfrowe kompetencje obywateli są podstawą dla rozwoju gospodarki opartej na wiedzy.

Zdaje się, że dla wszystkich tych grup, które wymieniłem wcześniej, znaleźliśmy rozwiązanie. Jest nim program Guide, a mówiąc prościej – Przewodnik. Program Guide został stworzony właśnie z myślą o osobach z problemami wzroku, w tym zupełnie niewidomych, jak również dla tych, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z komputerem, np. osób starszych. Program został zaprojektowany w taki sposób, aby zapewnić użytkownikom łatwe wykonywanie najważniejszych zadań na komputerze, bez posiadania specjalistycznej wiedzy komputerowej. Dzięki temu praca staje się bezstresowa.

Co umożliwia Guide?

Dzięki niemu możemy skanować i czytać wszystkie teksty zapisane w czarnodruku, jak książki, gazety, czasopisma, faktury itp. Posiada edytor tekstowy wraz ze słownikiem ortograficznym Tezaurus. Edytor ten umożliwia zapisywanie tekstów w wielu popularnych formatach jak DOC, TXT, czy RTF. Dzięki słownikowi możemy poprawiać ortograficzne i stylistyczne błędy, które zdarzyć się mogą każdemu.

Kolejną ciekawą funkcją oprogramowania jest umożliwienie zamiany plików tekstowych na mp3. Program posiada przydatny wszystkim kalendarz, kalkulator i książkę adresową, byśmy mogli tworzyć własne bazy danych. Posiada odtwarzacz mp3, płyt CD, DVD oraz samouczek klawiatury komputerowej, który mówi nam jaki klawisz wcisnęliśmy.

Do dyspozycji mamy udźwiękowioną przeglądarkę stron internetowych z możliwością komunikacji przez popularny Skype oraz dostęp do poczty e-mail. Producent zadbał również o tych, którzy lubią posłuchać radia, wyposażając Guide w czytnik RSS oraz internetowe radio. Wszystkie informacje, jakie wyświetlane są na ekranie, odczytywane są na głos.

Jak widać, dzięki tym możliwościom wychodzimy poza podstawową obsługę komputera i jak się zaraz przekonamy, w banalnie prosty sposób radzimy sobie z tym, co nas tak bardzo przestraszyło.

Wygody z Guide

Obsługa komputera sprowadza się do działania w jednym oknie, z poziomu którego będziemy wykonywali wszystkie czynności. Po uruchomieniu komputera wita nas miły kobiecy głos należący do syntezatora RealSpeak Solo, głos Agata, który prosi o naciśnięcie jednego z kilku klawiszy klawiatury numerycznej. Od początku jesteśmy informowani do jakiej funkcji przypisany jest dany klawisz. Syntezator jak przewodnik prowadzi nas krok po kroku. W oknie Guide wyświetla się lista funkcji, które możemy uruchomić naciskając jeden z dziewięciu klawiszy. Jednocześnie lista ta jest odczytywana przez Agatę (syntezator). Słyszymy:

  • naciśnij jeden, aby pisać i wysyłać e-maile
  • naciśnij dwa, aby pisać listy i inne dokumenty
  • naciśnij trzy, aby wejść na stronę internetową
  • naciśnij cztery, aby skanować książki
  • naciśnij pięć, aby znaleźć czyjś adres lub numer telefonu
  • naciśnij sześć, aby odtwarzać płytę CD, książkę audio lub plik muzyczny mp3
  • naciśnij siedem, aby przejrzeć kalendarz lub ustawić przypomnienie
  • naciśnij osiem, aby nagrać lub odtworzyć notatkę głosową
  • naciśnij dziewięć, aby uzyskać więcej opcji menu takich jak kalkulator, słownik, system powiększania czy fotokopiarka
  • aby zamknąć ten program naciśnij klawisz ESC
  • naciśnij klawisz F1, aby wyświetlić stronę pomocy

Możemy przemieszczać się po tych komunikatach używając również klawiszy strzałek w górę lub w dół. Gdy natrafimy na interesującą nas funkcję, wciskamy klawisz Enter.

Usłyszeliśmy te komunikaty i możemy wybrać jedną z interesujących nas opcji.

Internet i radio

W tym artykule skupimy się na pracy z Internetem, a w szczególności na korzystaniu z przeglądarki internetowej i na słuchaniu radia.

Wsłuchując się w komunikat wypowiedziany przed chwilą wiemy, że aby wejść na stronę internetową, musimy nacisnąć klawisz „trzy”. Naciskamy i zaraz słyszymy komunikat: „witamy w Internecie z Dolphin Guide” i pojawia się strona startowa zawierająca rady przydatne do rozpoczęcia pracy. Dowiadujemy się z niej np., że aby poruszać się po stronach internetowych możemy to robić w taki sam sposób jak po menu Guide. Wciskając klawisze strzałek będziemy przemieszczali się po elementach na stronie. Możemy odwiedzić jakąś stronę internetową, a wcześniej ją wyszukać poprzez wpisywanie słów w polu adresu. Pole to otwieramy wciskając klawisz Escape. Jeśli wiemy na jaką stronę chcemy wejść i znamy jej adres, wystarczy wpisać go do pola adresu i wcisnąć Enter. Przykładowo możemy wpisać www.szansadlaniewidomych.org, aby przejść na stronę fundacji. Pole adresu otwieramy wpisując słowo „close” i zatwierdzamy Enterem.

Jeśli nie znamy dokładnego adresu strony internetowej, możemy w polu adresu wpisać kilka słów kluczowych, a Guide sam wyszuka strony, która odpowiada tym słowom. Na przykład jeśli szukamy informacji o wypukłych mapach dla niewidomych, wpisujemy słowa „drukarnia tyflografika” i wciskamy Enter, a Guide wyszuka strony internetowe zawierające informacje o mapach dla niewidomych i tematach z nimi związanych. Następnie z listy dostępnych wybieramy stronę, którą faktycznie chcemy odwiedzić.

Co ciekawe, podczas oglądania stron internetowych na górze ekranu wyświetlany jest pasek zadań programu Guide, a na nim wyświetlonych jest kilka ikon, np. symbol „minus i plus” do zmiany ustawień powiększenia zawartości ekranu czy „opcje”. Przyjrzyjmy się tej funkcji.

Opcje programu Guide

Po kliknięciu tej ikonki pojawia się lista zadań, które możemy uruchomić przemieszczając się po nich standardowo poprzez klikanie przycisków strzałek w górę lub w dół. Zapoznając się z nimi wiemy, że możemy zapisywać strony w grupie ulubionych. Chcąc przypomnieć sobie co robiliśmy w Internecie np. dzień wcześniej, możemy zerknąć w historię przeglądania stron www, dodatkowo możemy ustawić kolor kursora tak, aby dla nas był jak najbardziej wyraźny, albo ustawić strony w trybie tekstowym.

Oczywiście pomoc możemy uzyskać w dowolnym czasie naciskając klawisz F1. Jeśli już zaspokoimy swoją ciekawość surfowania po Internecie, możemy zamknąć przeglądarkę i powrócić do głównego menu Guide wciskając klawisz Escape.

Nie zawsze jednak chcemy surfować po Internecie, czasami chcemy jedynie dowiedzieć się co słychać w świecie i przeczytać najważniejsze wiadomości. Do tego celu z pomocą przychodzi nam opcja „czytnik wiadomości internetowych”. Znajduje się ona pod klawiszem „9” menu głównego, czyli w opcjach zaawansowanych. Zatwierdzając to Enterem mamy do wyboru najważniejsze wiadomości spośród takich dziedzin jak sport, gospodarka, ciekawostki, kuchnia i wiele innych. Ja wciskam „sport” i za kilka sekund dowiaduję się o żałobie narodowej po przegranym meczu i o tym ilu sportowców, którzy prawie całe życie spędzili na boisku czy w ringu wystartowało w wyborach chcąc rozwiązywać trudne zagadki spoza boiska.

Zostawiamy wiadomości sportowe w spokoju i przechodzimy do słuchania radia. Agata przypomina nam po kolei jakie opcje kryją się pod klawiszami numerycznymi. Wysłuchałem i wiem, że z menu głównego wchodząc do dodatkowych opcji i klikając opcję „posłuchaj radia” osiągnę swój cel. Guide od razu przeszedł do pracy i wyszukał mi dziesięć stacji pogrupowanych na różne opcje muzyczne. Hmm, nie bardzo wiem co wybrać. Czy zrelaksować się przy muzyce klasycznej lub chillout z lampką wina w ręku, czy może dać się ponieść rytmom hitów lat osiemdziesiątych? Już wiem, przeniosę się na chwilę na Jamajkę wsłuchując się w żywe rytmy Reggae. Wybieram więc tę stację, zamykam oczy, a rytm przenosi mnie nad Morze Karaibskie, na wyspę, gdzie wśród wzgórz Hellshire dumnie przechadzają się legwany, mangusty, a niebo wypełniają maleńkie kolibry i kolorowe papugi. Prawdziwe przygody tylko z przewodnikiem Guide.

„Obejrzeć” dłońmi

Dotychczas muzea, o ile są interesujące dla widzących, dla niewidomych wcale nie są atrakcją. Co to za wycieczka, kiedy nie można nic ciekawego usłyszeć ani dotknąć, gdzie trzeba być cicho i nie przeszkadzać, a na dodatek poruszać się bardzo ostrożnie, żeby na nic cennego nie wpaść.

Na szczęście mamy coraz więcej muzeów, które otwierają się na potrzeby niewidomych. W Białymstoku dzięki współpracy Fundacji Szansa dla Niewidomych z Muzeum Rzeźby im. Alfonsa Karnego, niewidomi i słabowidzący wzięli udział w szczególnym przedsięwzięciu pod nazwą „Dźwiękowa Lekcja Historii – Portrety wielkich Polaków”. Wszystko zostało przygotowane tak, aby to niewidomi mieli najwięcej frajdy ze zwiedzania. Nie obowiązywały żadne ograniczenia zabraniające dotykania eksponatów, albo nakazujące ubranie rękawiczek ochronnych. Można było swobodnie dotykać rzeźb i dłońmi wyczuć fakturę kamienia, ocenić wielkość rzeźby, poczuć chłód tworzywa, rozpoznawać rysy twarzy oglądanych postaci. Do obejrzenia były popiersia Adama Mickiewicza, Fryderyka Chopina, I.J. Paderewskiego, Józefa Piłsudskiego oraz Mikołaja Kopernika wykonane w brązie, ceramice i gipsie. Wszystkie rzeźby zostały wykonane przez urodzonego w 1901 roku w Białymstoku, znanego światowego artystę Alfonsa Karnego.

Dwóch pracowników Muzeum opowiadało historię powstania każdej rzeźby, zdobyte nagrody, a czasem tragiczne losy dzieła. Dodatkową atrakcją było dołączenie do słownego opisu rzeźb i życiorysów postaci – dźwiękowych fragmentów utworów literackich i muzycznych. Usłyszeć głos Marszałka Piłsudskiego z archiwalnych nagrań to dopiero przeżycie!

Najlepsze jednak dopiero przed nami. Niedługo wybieramy się na dalszy ciąg opowieści i zajęcia z lepienia w glinie!

Do celu, czyli historia urządzeń do nawigacji dla niewidomych

Kiedy na przełomie 2004 i 2005 roku powstawał pierwszy prototyp Nawigatora GPS dla niewidomych, nikt z nas nie miał tak naprawdę pojęcia co będzie dalej. Wszyscy wiedzieli, że urządzenie do nawigacji przeznaczone dla tych osób powinno powstać. Pojawiało się tylko pytanie jakie będzie, co będzie potrafiło, jaka będzie jego dokładność, a tym samym jaką pomocą będzie służyć osobom niewidomym.

Mój Ojciec Stanisław Kwaśniewski zdawał sobie sprawę, że biorąc się za konstruowanie takiego urządzenia nic nie będzie proste. Urządzenie musiało być przecież w pełni udźwiękowione, bez zbędnego ekranu i oczywiście w miarę łatwe w obsłudze. Miał jednak parę asów w rękawie – ogromną wiedzę teoretyczną i praktyczną, a przede wszystkim zamiłowanie do elektroniki we wszelkich możliwych jej odsłonach. On po prostu kochał to, co robił i dlatego wszystko, co konstruował, robił z sercem i zaangażowaniem. Uczestnicząc w całym procesie tworzenia i produkcji uczyłem się od najlepszego. Do teraz mam przed oczami postać Ojca siedzącego przy biurku, pochylonego nad elementami i obwodami drukowanymi, rozłożonymi wszędzie wokół niego. Pamiętam zapach topionej kolbą lutowniczą cyny. Ten zapach był jedyny w swoim rodzaju, bo kojarzył mi się właśnie z pracą z Ojcem. Nawet teraz, kiedy sam siadam do lutowania, ten zapach kojarzy się mi z jego osobą i z tamtymi chwilami.

Nie jestem w stanie przypomnieć sobie ile pośrednich prototypów i wersji ewaluacyjnych powstało zanim pierwszy Nawigator ujrzał światło dzienne i mógł trafić do tych, którzy marzyli o tym, by móc używać tego typu urządzenia. Nie pomylę się zbyt wiele, jeżeli powiem, że więcej niż pięć. Jedni mogą powiedzieć, że to dużo, inni że mało. Ja wiem tylko jedno: bez nich powstanie Nawigatora nie byłoby możliwe. Zresztą każdy nowy projekt w tej chwili wymaga właśnie takich prób – do bólu, do skutku, do celu, jakim jest działające nowe urządzenie.

Myśl przewodnia całego projektu Nawigator była taka, aby dać niewidomym w pełni udźwiękowione urządzenie nawigacyjne: dokładne, stabilne i energooszczędne.

Pod koniec 2005 roku pierwsze urządzenia oznaczone nazwą Nawigator 3 trafiły do użytkowników.

Były sporych rozmiarów, miały zewnętrzną antenę na kablu, silikonową standardową klawiaturkę numeryczną z czterema klawiszami funkcyjnymi, presamplowane komunikaty nagrane głosem Jacka produkcji IVONA Software i pokaźnych rozmiarów wbudowaną baterię.

Urządzenie mimo tego, że było ciężkie i co by nie mówić toporne w swojej konstrukcji, już wtedy charakteryzowało się dobrymi parametrami, które wróżyły tylko dobrze na przyszłość dla kolejnych wersji.

Patrząc z perspektywy tych kilku już przecież lat, to trochę tak, jakby spoglądało się teraz na starsze modele telefonów komórkowych od Nokii. Ci, którzy je używali, wiedzą jak dobre, trwałe i tak naprawdę „wdzięczne” były w użyciu. Znam wiele takich osób, które patrząc na Nokię 5110 mają łezkę w oku. To były naprawdę dobre urządzenia – podobnie jak nasz Nawigator 3.

Do dzisiaj są w posiadaniu użytkowników działające egzemplarze „trójki”, co stanowi jednoznaczny dowód, że urządzenie zostało dobrze zaprojektowane i wykonane.

W 2006 roku pojawiły się na rynku nowe wersje tego samego urządzenia. Zdecydowaliśmy się na zmiany, które poprawiły przede wszystkim wygodę użytkowania. Zrezygnowaliśmy z zewnętrznej anteny na kablu i przenieśliśmy ją do wewnątrz jednostki głównej.

Odbyło się to bez strat na dokładności odczytu pozycji oraz stabilności odczytów, co nie było prostą rzeczą biorąc pod uwagę ówczesne możliwości elementów dostępnych na rynku. Zmiana ta została bardzo dobrze odebrana przez użytkowników. Nareszcie pojawiło się urządzenie w pełni zintegrowane w jednej obudowie, która oprócz tego, że stała się wygodniejsza, to śmiem twierdzić, że również ładniejsza.

Zadaliśmy sobie wtedy pytanie czy to wszystko na co nas stać? Co jeszcze poprawiać, modyfikować, ulepszać i w jakim kierunku ma iść ten rozwój. Czy mamy pozostać przy tym rozmiarze? Czy trzeba modyfikować klawiaturę? Co z baterią i czasem pracy urządzenia? Te i masa innych pytań nasuwała się każdego dnia i pchała nas do działania. To była faktyczna burza mózgów z gradobiciem.

Już wtedy wiedzieliśmy, że sam sprzęt wykorzystywany do produkcji Nawigatora poszedł niesamowicie do przodu biorąc pod uwagę technologię i pozwoli nam na zmniejszenie rozmiarów nowego urządzenia. I tak dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, powoli, ale mozolnie do przodu potoczył się proces tworzenia całkiem nowej wersji Nawigatora. Gdy pod koniec 2007 roku miała miejsce premiera nowego urządzenia, byliśmy prawie pewni, że udało się nam osiągnąć wyznaczony cel. Zmniejszyliśmy rozmiary i tym samym wagę, wprowadziliśmy nową klawiaturę oraz nowe odbiorniki szwajcarskiej firmy u-Blox, której, na marginesie, jesteśmy wierni do dzisiaj, ponieważ są po prostu najlepsze.

Nawigator 4S umieszczony został w obudowie o wymiarach 11.2 x 6.4 x 2.2 cm.

Otrzymał antenę wewnętrzną typu helical o wzmocnieniu od 22dB do 27dB i oczywiście odbiornik GPS mogący korzystać z poprawek systemu EGNOS oraz przystosowany do odbioru europejskiego systemu określania pozycji GALILEO.

Podstawą działania tej wersji, jak i również wersji poprzedniej, o której wspominaliśmy na początku artykułu, była nawigacja po własnych punktach. Wyszliśmy bowiem z założenia, że każdy człowiek porusza się inaczej. Mam tutaj na myśli fakt, że pokonywanie tej samej trasy przez to samo skrzyżowanie jednej osobie będzie sprawiał problem zupełnie inny punkt na tej drodze. Dla jednej osoby punktem ważnym w poruszaniu się w terenie będzie skrzyżowanie A które dla innej osoby wcale nie jest już takie istotne i nie powoduje trudności przy chodzeniu, ponieważ doskonale daje sobie z nim radę, a ma trudności z zakrętem X, który z kolei nie stwarza problemów dla innych.

Stosowanie Nawigatora w codziennym życiu użytkownika składało się z dwóch etapów: zapisywania informacji i korzystania ze zgromadzonych danych. Etap pierwszy korzystnie było przeprowadzać w towarzystwie przewodnika, który mógł coś podpowiedzieć, a przede wszystkim doprecyzować w terenie punkt, który należało zapamiętać w urządzeniu. Punktami zgromadzonymi w Nawigatorze powinny być przede wszystkim miejsca gdzie pojawiały się istotne problemy z orientacją w terenie. Mogły to być skrzyżowania ulic, przystanki środków komunikacji, miejsca, w których należało skręcić aby dojść do określonego celu, sklepy, w których robiło się zakupy oraz mnóstwo innych, właściwych konkretnemu użytkownikowi ulubionych lub znienawidzonych miejsc.

Korzystanie ze zgromadzonego zbioru miejsc było bardzo ułatwione poprzez obecność wielu sposobów nawigowania w terenie. Można było iść do wybranego punktu korzystając z otrzymywanych informacji o odległości i kierunku w stosunku do chwilowego położenia. Można było również w podobny sposób poruszać się wzdłuż zbioru takich punktów, zwanych drogą. Będąc na drodze mogliśmy w każdej chwili zawrócić do punktu wyjściowego. Można było w każdej chwili sprawdzić swoje położenie, czyli odległość i namiar w stosunku do wybranego punktu docelowego wędrówki, jak również punktu drogi. Można było zmienić odległość, dla której wykrywane są punkty będące w pobliżu naszej pozycji. Można było ustawić sobie dowolny kierunek marszu i otrzymywać informacje o odchyleniach od tego kierunku. Wreszcie można było także otrzymać informacje o rzeczywistej długości przebytej przez nas drogi. Te informacje zawierały również słowne opisy punktu, które wcześniej nagrano na etapie tworzenia zbioru danych.

Najbardziej naturalnym sposobem korzystania z możliwości Nawigatora było używanie współrzędnych geograficznych miejsc publicznych takich jak urzędy, banki, bankomaty, sklepy, lokale rozrywkowe, węzły komunikacyjne, miejsca kultu i inne. Miejsca takie w literaturze przedmiotu są nazwane POI, czyli points of interest (z języka angielskiego). Dane o takich punktach zaczynają być dostępne na komercyjnych mapach miast i dróg. Na przykład reklama w jednym z czasopism z końca kwietnia 2004 roku mówi o mapie Polski z danymi o „ponad 28000 POI”. Wbrew temu, co może sugerować ta liczba, nie jest to dużo jak na kraj o powierzchni ponad 300000 kilometrów kwadratowych. Tym bardziej, że znacząca większość z nich dotyczy problemów motoryzacyjnych.

Istniejące wówczas mapy cyfrowe były przeznaczone głównie dla osób widzących, dla których nie stanowiło większego problemu popatrzenie na ekran i określanie właściwej drogi. Dla osób niewidomych niezbędne było powiązanie danych o miejscach, także adresowych, ze sposobem dotarcia do tego miejsca metodą: „od punktu A 250 metrów w lewo do punktu B…”. W dostępnych na tamte czasy mapach w postaci elektronicznej brak było takich informacji, nie były one zatem przeznaczone do użycia dla osób niewidomych. Mimo tych wszystkich trudności z mapami cyfrowymi Nawigator umiał sobie z nimi poradzić. Po prostu traktował mapę jako zbiór punktów i nawigował po nich traktując je jakby były punktami własnymi użytkownika.

W momencie kiedy planowaliśmy kolejną wersję urządzenia zdarzyło się najgorsze, co mogło się zdarzyć. Rano 30.12.2009 roku zmarł nagle mój Ojciec. Był to dla mnie olbrzymi cios i długo nie mogłem się pozbierać. Nadszedł jednak moment, kiedy musiałem zadać sobie zasadnicze pytanie i sam na nie odpowiedzieć. Czyżby to był koniec Nawigatora? Czy śmierć jego konstruktora położy kres rozwojowi urządzenia, które w kręgach osób niewidomych uważane było i jest jako coś przełomowego i potrzebnego ludziom z dysfunkcją wzroku? Nawigator przecież cały czas radził sobie dobrze w rękach użytkowników. Dla niektórych z nich stał się nieodzownym towarzyszem codziennego dnia.

Odpowiedź wcale nie była łatwa, ale jednocześnie przyszła dość szybko i stała się rzeczywistością. Nie! Nie może być tak, że wraz z moim Tatą odejdzie w niepamięć to, czego dokonał.

Tak oto zaczął się nowy etap w dziejach Nawigatora. Pierwszą rzeczą była implementacja najnowszych osiągnięć GPS. Pojawiły się w urządzeniu nowe odbiorniki LEA5H, a potem LEA6H. Kolejnym krokiem była zmiana sposobu obsługi urządzenia, czyli kompletna zmiana menu. Od tamtej chwili użytkownicy otrzymali uproszczone menu wykorzystujące zasadę: przesuwamy listę i zatwierdzamy lub też nie. Pojawiła się też funkcja rejestracji śladu GPS i możliwości prowadzenia po nim w obie strony.

Wreszcie najważniejszą zmianą było bliższe związanie się z firmą Altix, która postawiła na ten produkt, miała udział w powstaniu wersji z językiem angielskim i niemieckim oraz, co może najważniejsze, jako wyłączny dystrybutor na cały świat rozpoczęła akcję promującą Nawigatora dla niewidomych na rynku polskim i rynkach światowych. Owocem takich akcji była między innymi obecność urządzenia na targach SightCity we Frankfurcie nad Menem, gdzie został bardzo ciepło przyjęty. Wtedy również nastąpiła zmiana handlowa urządzenia na NaviEye.

Od tej chwili właśnie to ona zaczęła kojarzyć się z produktem.

Mniej więcej w tym właśnie czasie na rynkach światowych istniały, bądź też dopiero co się pojawiły, dwa konkurencyjne do NaviEye produkty. Starszym był Trekker Breeze kanadyjskiej firmy HumanWare. Urządzenie to sprawdzało się w miarę, ale praktycznie tylko na rynku amerykańskim z racji tego, że swoją pracę opierało na mapach, które dla Ameryki istniały bardzo dokładne i aktualne. Na polskim rynku niestety urządzenie nie przyjęło się zbyt dobrze. Producent nie zadbał o aktualne mapy, których kompilacja na rok 2011 była jedyną, jaka dla Polski miała być dostępna.

Nowszym produktem był Kapten produkcji firmy Kapsys z Francji. Ten produkt był zdecydowanie lepszy od kanadyjskiego urządzenia, lecz nie był pozbawiony wad. Posiadał wiele ciekawych funkcji jak rozpoznawanie mowy, użycie map (dodatkowo płatnych), pełną syntezę. Działał w oparciu o system operacyjny Win CE, który – jak pokazuje życie – jest już na chwilę obecną systemem przestarzałym i nierozwijającym się. Oprócz wszystkich zalet mniejszych lub większych Kaptena, posiadał on jedną zasadniczą i niezwykle ważną wadę. Długi start GPS połączony z niestabilną charakterystyką pracy oraz małą dokładnością pomiaru pozycji. Oprócz tego niestety użytkownicy musieli dodatkowo płacić za aktualizację map.

W tak zwanym międzyczasie przy współpracy z Markiem Kalbarczykiem oraz Januszem Mirowskim z Altixu rozpoczęły się u nas prace nad opracowaniem koncepcji urządzenia, którego zadaniem i przeznaczeniem było stanie się dla każdego niewidomego towarzyszem dnia codziennego ze sterowaną głosem nawigacją, dyktafonem, kalendarzem, budzikiem, odtwarzaczem plików audio i książek. Przy czym warunkiem było zachowanie parametrów GPS-a rodem z NaviEye, aby zagwarantować wszystkim nabywcom komfort użytkowania.

Prace rozpoczęły się w marcu 2013 roku i trwały ponad rok. Trud włożony w opracowanie nowego NaviEye 2 przełożył się na powstanie urządzenia. Ale o nim powiemy znacznie więcej w kolejnej części artykułu.