Jak uczyć się czytać i pisać według specjalistów z Wielkiej Brytanii

W ostatnich latach dużo podróżuję i odwiedzam wiele szkół zwykłych i specjalnych, gdzie staram się podpatrzeć jak w innych krajach dzieci rozwijają swoje umiejętności. Ostatnio przeczytałem, że w Polskich szkołach mamy coraz większe problemy z nauką czytania i pisania, szczególnie wśród młodzieży, która wymaga specjalnego wsparcia. Nie musiałem długo myśleć jak rozwiązać ten problem, przypomniała mi się jedna z moich wizyt w Wielkiej Brytanii – to właśnie tam dzieci uczą się coraz lepiej. Pomaga im w tym program wspomagający nauczanie Clicker.

Co to jest Clicker?

Clicker to program edukacyjny, który rozwija u dzieci i młodzieży umiejętność czytania i pisania. Jest również doskonałym narzędziem służącym do alternatywnej komunikacji. Jego innowacyjny interfejs sprawia, że dostępny jest dla uczniów z różnymi niepełnosprawnościami. Clicker używany jest w większości brytyjskich szkół podstawowych, a jego najnowsza wersja trafiła właśnie do Polski.

Clicker to oprogramowanie o udowodnionej skuteczności, które pomaga uczniom osiągnąć szybkie i trwałe postępy w czytaniu i pisaniu. Clicker stosowany jest powszechnie w edukacji masowej na całym świecie, wspiera też szeroki zakres potrzeb – posiada udogodnienia dla osób z dysleksją, słabowidzących, głuchych, niepełnosprawnych umysłowo lub dla osób z problemami w mówieniu. Clickera używać można do nauki dowolnego przedmiotu, a obsługa programu jest bardzo łatwa. Clicker to także doskonałe rozwiązanie dla osób wymagających alternatywnej komunikacji.

Clicker posiada mówiący edytor, w którym można wpisywać tekst za pomocą klawiatury, a także poprzez klikanie słów i obrazów na specjalnych siatkach wyświetlanych na ekranie. Za pomocą syntezy mowy można odczytywać całe zdania. Funkcja „Przewidywacz” podpowiada słowa podczas pisania. Clicker ułatwia tworzenie ciekawych zajęć wspomagających proces uczenia.

Ale pisanie to nie wszystko – Clicker pozwala także na tworzenie pełnoekranowych slajdów, których można używać do tworzenia książek mówiących, prezentacji multimedialnych, czy zajęć związanych z przypisywaniem nazw do przedmiotów. Dzięki funkcji „Kliknij i edytuj” uczeń może pracować niezależnie i pisać własne książki wypełnione obrazami i dźwiękami, nie ma potrzeby nadzorowania ucznia.

Aby lepiej zrozumieć jak działa program Clicker, poprosiłem o kilka słów nauczycielkę z Wielkiej Brytanii, Panią Liz Briggs:

– Programu Clicker używam codziennie podczas zajęć w mojej klasie. Wykorzystuję go we wszystkich przedmiotach i zauważyłam, że pozwala mi to na prowadzenie ciekawszych i skuteczniejszych lekcji. W klasie są dzieci, które czytają płynnie, ale także i takie, które jeszcze nad tym pracują. Piękno programu Clicker polega na tym, że dla każdego z tych uczniów mogę dopasować materiały indywidualnie.

– Często korzystam z funkcji czytania książek z wykorzystaniem interaktywnej tablicy, wtedy dzieci mogą czytać razem ze mną. W ten sposób możemy prześledzić jak każdy z nich sobie radzi.

– Z wykorzystaniem interaktywnej tablicy i Clickera uczymy się także matematyki, fizyki, historii i geografii. Tak naprawdę Clicker przydaje się zawsze, pozwala także na tworzenie testów w formie pytań i odpowiedzi. Ostatnio wykorzystałam Toy Story na DVD jako pomoc do nauki czytania.

– Clicker zmienił moje podejście do nauczania. Ostatnio wykorzystałam Toy Story na DVD, jako pomoc do nauki czytania. Wykorzystałam obrazki z tego filmu w różnych zdaniach i w ten sposób opowiedziałam historię. Dzieci bardzo się zaangażowały i czytały z uśmiechem. Następnie tworzyliśmy kolejne książki w ten sposób, by dzieci, które nie chciały się uczyć czytać, otworzyły się.

– Na fizyce uczyliśmy się o siłach, pchaniu i ciągnięciu. Clicker ułatwił nam to zadanie, ponieważ mogłam stworzyć obrazy i powiązane z nimi teksty, nagrać dźwięki, a dzieci chętnie odczytywały stworzone materiały. Jeśli coś nie było dla nich jasne mogły powtórzyć materiał, każdy ma przecież inne tempo uczenia się. Clicker pomaga w ortografii! Błąd jest dużo łatwiej usłyszeć, niż zobaczyć…

– Clicker posiada syntezę mowy, która pomaga dzieciom w nauce. Syntezator czyta zdania, a dzieci słyszą, gdzie popełniły błąd i mogą go poprawić. Błąd jest dużo łatwiej usłyszeć, niż zobaczyć w tekście. Clicker potrafi podpowiadać słowa i to, jak budować zdania – zauważyłam, że dzieci mniej boją się próbować używać nowych słów, bo wiedzą, że Clicker podpowie im jak je zapisać! Jak widać, wykorzystujemy Clikera intensywnie – jest tak samo potrzebny jak interaktywna tablica i świetnie z nią współdziała!

– Clicker jest bardzo prosty w obsłudze, nie trzeba być informatykiem, aby zaprogramować lekcje – to tak jak tworzenie materiałów w Wordzie, ale możliwości są większe! Nie skupiamy się na procesie tworzenia, tylko na celu nauczania. Clicker jest teraz moim głównym narzędziem nauczania, dzieci go uwielbiają i aktywnie wykorzystują. To fantastyczne, że dzieci same proszą o lekcje z Clickerem!

NGO – Nowa Generacja Obywateli

W październiku Fundacja Szansa dla Niewidomych przeprowadziła cykl spotkań edukacyjnych w białostockich liceach ogólnokształcących. W projekcie wzięli udział maturzyści z 23 klas IV z pięciu szkół, tj.:

  1. II Liceum Ogólnokształcące im. Księżnej Anny z Sapiehów Jabłonowskiej,
  2. III Liceum Ogólnokształcące im. K. K. Baczyńskiego,
  3. V Liceum Ogólnokształcące im. Jana III Sobieskiego,
  4. XIV Liceum Ogólnokształcące im. Ryszarda Kaczorowskiego,
  5. Zespół Szkół Technicznych i Ogólnokształcących z Oddziałami Integracyjnymi im. St. Staszica.

Projekt miał na celu zapoznanie młodzieży z działalnością organizacji pozarządowych, wolontariatem oraz problemem stygmatyzacji i wykluczenia społecznego.

Ważną kwestią było ukazanie młodym ludziom w jaki sposób organizacje pozarządowe wpływają na otaczającą nas rzeczywistość, wspierają integrację społeczną i rozwiązują problemy społeczne. Spotkania dostarczyły młodzieży podstawowej wiedzy o obszarach działalności NGO, ich roli w kształtowaniu społeczeństwa obywatelskiego, a także promowania aktywnych postaw obywatelskich. Dzięki tej formie przekazu można było ukazać młodzieży z jakimi problemami borykają się osoby niepełnosprawne, jakie w tej kwestii panują stereotypy i w jaki sposób możemy pomagać osobom z dysfunkcjami. Spotkania miały pomóc w kształtowaniu osobowości młodych ludzi, uczyć empatii i wrażliwości na drugiego człowieka.

Każde z przeprowadzonych spotkań trwało godzinę lekcyjną. Prowadzili je pracownicy Fundacji, wolontariusze, a także osoby niewidome lub słabowidzące.

Pracownik Fundacji wyjaśnił czym są organizacje pozarządowe, jakie są ich cele i z jakich środków są finansowane. Wskazywał przykłady działań NGO i wyjaśniał dlaczego warto być zaangażowanym w III sektor. Wolontariusz opowiedział o roli wolontariatu, przedstawił na czym polega jego praca i jakie korzyści z niej wypływają. Opowiedział o swoich doświadczeniach i udzielił wskazówek osobom myślącym o podjęciu pracy w tym sektorze. Ukazał, iż wolontariat to także możliwość nabycia doświadczenia zawodowego oraz droga do samorealizacji przynosząca wiele satysfakcji.

Osoba z dysfunkcją wzroku opowiadała o problemach i barierach napotykanych przez niewidomych i słabowidzących. Obalała stereotypy i wyjaśniała w jaki sposób niewidomi robią herbatę, piszą maile, szukają kluczy, bądź też skąd wiedzą czy jest noc czy dzień, w jaki sposób dobierają ubrania. Często uważa się, iż osoby niepełnosprawne nie potrafią i nie mogą normalnie funkcjonować, a osoby zdrowe nie mogą wyobrazić sobie niewidomego informatyka czy prawnika. Przeprowadzone spotkania pokazywały, że osoba z jakąkolwiek dysfunkcją przy zastosowaniu dostępnych rozwiązań technicznych może doskonale realizować się na każdej płaszczyźnie życia. Wyjaśniono także rolę organizacji pozarządowych w kształtowaniu rzeczywistości grup marginalizowanych. Uważamy, iż taka forma zajęć pozwala młodym ludziom zrozumieć jak ważne jest uczestnictwo w życiu społecznym, kształtuje w nich wrażliwość oraz poczucie odpowiedzialności społecznej. Któż, jak nie młodzi ludzie, mają kształtować pozytywne postawy, wzorce i budować nową generację obywateli mających wpływ na kształt swojego państwa?

Przeprowadzone spotkania cieszyły się ogromnym zainteresowaniem. Fundacja pozyskała wielu nowych, wspaniałych wolontariuszy.

Żużlowe emocje beneficjentów Fundacji Szansa dla Niewidomych

Jednym z najpopularniejszych sportów w Zielonej Górze jest żużel. Zielonogórski Klub Żużlowy Stelmet Falubaz to klub o wieloletniej tradycji, obecnie występuje w ekstraklasie żużlowej. Posiada pięknie położony stadion mogący pomieścić około 13 tysięcy widzów. Zwolennicy speedway’a w naszym mieście tłumnie stawiają się na każdym meczu.

Fundacja Szansa dla Niewidomych w Zielonej Górze zwróciła się do Zarządu Zielonogórskiego Klubu Żużlowego z prośbą o możliwość obejrzenia przez swoich podopiecznych pojedynku żużlowego. Zostaliśmy zaproszeni na mecz Stelmetu Falubaz Zielona Góra z Lechmą Start Gniezno, który odbył się w Winnym Grodzie 4 sierpnia 2013 roku.

Okazję do obejrzenia meczu miało aż 20–tu beneficjentów naszej Fundacji, przede wszystkim były to osoby słabowidzące, bądź niewidome z opiekunami. Jest wśród nas wielu, którzy lubią sport, w tym również żużel, jednakże ze względu na swoją niepełnosprawność przeważnie albo słuchają transmisji zawodów w radio, albo w telewizji, jeżeli takowe są. Fundacja nasza pragnie dla swoich podopiecznych normalności, pomyśleliśmy więc o wspólnym wyjściu grupy na mecz żużlowy. Niektórzy z nas na meczu speedway’a byli po raz pierwszy w życiu. Bardzo chcieliśmy, żeby nasi beneficjenci poczuli fizycznie atmosferę zawodów, a więc ryk silników motorów, specyficzny zapach metanolu, zachowanie tłumu kibiców (śpiewy, wstawanie, wiwaty, machanie i podnoszenie szalików), wszystko to, co dla wytrawnego, stałego kibica jest czymś normalnym, dla nas było czymś niezwykłym. Udało się, atmosfera porwała nas, zachowywaliśmy się jak wszyscy inni i bardzo, bardzo kibicowaliśmy naszym zawodnikom. Fakt faktem, że nie było to trudne, bo nasz zielonogórski Falubaz bez większych problemów, gładko i zdecydowanie pokonał Start Gniezno 66:24. Po meczu, gdy grupą opuszczaliśmy trybunę i wychodziliśmy ze stadionu, czuło się wśród nas podekscytowanie, wszyscy byli bardzo zadowoleni, po prostu podobało się.

Jesteśmy bardzo wdzięczni Zarządowi Zielonogórskiego Klubu Żużlowego Falubaz za zaproszenie naszej grupy niewidomych i niedowidzących na mecz i za możliwość obejrzenia i udziału w show, jakimi niewątpliwie są mecze speedway’a.

Jedna metoda na różne absurdy

W poprzednim numerze HELPa informowaliśmy o konkursie MUSI BYĆ INACZEJ, zwanym potocznie „konkursem na absurd”. Po kilku miesiącach od tego wydarzenia skontaktowaliśmy się z finalistkami konkursu: Kingą Burdą i Olą Boruch, bo choć każda z nich wskazała zupełnie inne absurdy życia codziennego, doszły do podobnych wniosków. Jak wspominają konkurs, co teraz robią i jak walczą z absurdami?

Moją pierwszą rozmówczynią była Kinga Burda z Krakowa, która zajęła w konkursie pierwsze miejsce.

– Skąd dowiedziałaś się o konkursie?

– O konkursie dowiedziałam się dzięki koleżance, która współpracowała z Fundacją Szansa dla Niewidomych. To ona zabrała mnie na spotkanie z pracownikiem Fundacji, które było u mnie na uczelni. Tam właśnie dowiedziałam się o konkursie na absurd.

– Miałaś wcześniej kontakt z osobami niewidomymi?

– Studiuję pracę socjalną na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie. I tam miałam zajęcia poświęcone osobom niewidomym i głuchym. Interesuje mnie praca z ludźmi niepełnosprawnymi, dlatego nagrodę w tym konkursie przeznaczyłam na kurs języka migowego.

– Biorąc udział w naszym konkursie na absurd napisałaś, że najbardziej irytuje Cię to, że autobus linii 139 zawsze się spóźnia. To właśnie na ten wpis zagłosowała zdecydowana większość uczestników. Jak myślisz, dlaczego?

– Bo nikt nie lubi, jak jego autobus się spóźnia. To niby taka błaha sprawa, ale jaka irytująca! Zwłaszcza, jak nie masz wyboru, żadnej innej opcji, to czekasz na niego i się denerwujesz…

– Dokąd jeździsz słynnym już autobusem linii 139?

– Jeżdżę nim na Uniwersytet. To jedyny autobus, który tam dojeżdża i jak na złość notorycznie się spóźnia. Zwłaszcza wtedy, kiedy wszyscy śpieszymy się na egzamin.

– Od konkursu i Twojego wpisu minęło pół roku. Czy autobus nadal ma takie opóźnienia?

– Tak! Nic się nie zmieniło. Spóźniał się nawet w wakacje.

– Czy myślisz, że masz szanse to zmienić?

– Sama? Nie, nie sądzę.

– Czy zatem można wygrać z absurdami dnia codziennego?

– Można, tylko, że to nie jest wcale takie łatwe. Musi się zaangażować naprawdę dużo osób, a ludzie są zbyt leniwi, nie chce im się działać. Dlatego tak trudno cokolwiek zmienić.

Porozmawiałam również z Panią Olgą Boruch z Olsztyna, która w konkursie MUSI BYĆ INACZEJ zajęła trzecie miejsce.

– Skąd dowiedziałaś się o konkursie?

– Szukałam wtedy zajęcia i znalazłam ogłoszenie o pracy w Fundacji Szansa dla Niewidomych. Zainteresowało mnie, więc zaczęłam szukać informacji o Fundacji. Zajrzałam na Face–booka, bo teraz każdy tam ma swoją stronę, a tam dowiedziałam się o konkursie.

– Czy miałaś wcześniej styczność z osobami niewidomymi?

– Tak, studiowałam oligofrenopedagogikę i tam miałam kontakt z osobami niewidomymi.

– A czym się teraz zajmujesz?

– Niedawno skończyłam pracę i teraz podążam za marzeniem, czyli fotografią. Specjalizuję się w fotografowaniu ludzi i przyrody, a najchętniej pracuję z dziećmi, bo są najwdzięczniejszym obiektem zdjęć. Cieszę się, bo nagrodę, którą otrzymałam w tym konkursie od Fundacji, mogłam przeznaczyć właśnie na moją pasję – Kupiłam odpowiednią lampę do aparatu foto–graficznego.

– Biorąc udział w konkursie napisałaś, że mamy w kraju wiele absurdów: że mordercy są łagodniej sądzeni niż złodzieje, że bardziej opłaca się wyrzucić żywność niż ją rozdać biednym. Wskazałaś, że to typowo polskie – a czy za granicą nie ma absurdów?

– Na pewno za granicą też one są. Jednak to o naszych wiemy najwięcej – bo najwięcej można dostrzec w miejscu, w którym się mieszka. Na pewno Niemcy też mają swoje, mimo, że uważamy ich za taki dobrze zorganizowany naród.

– Czy myślisz, że te nasze polskie absurdy można zmienić?

– Oczywiście, że można, ale pod warunkiem, że zaangażuje się dużo osób, które faktycznie będą chciały coś zrobić, coś zmienić – a nie tylko narzekać.

– Czy takie zmiany są łatwe?

– Nie, ponieważ wymagają zaangażowania wielu osób, żeby ich głos był usłyszany i miał szanse coś zmienić. Samemu bardzo trudno osiągnąć sukces na tym polu, musimy się wszyscy zorganizować.

Aby wygrać z absurdami, aby świat wyglądał inaczej, musimy połączyć siły. Nie tylko o tym mówić, nie tylko planować, ale działać. Wspólnie możemy zmienić świat na lepsze.

Chwilo trwaj – pokaz mody inny niż wszystkie

Sala TVP Lublin pękała w szwach. Udało mi się jednak znaleźć wolne miejsce pomiędzy dwiema torebkami rezerwującymi miejsca dla spóźnialskich. Przygaszone światła i elegancka widownia sprawiły, że poczułam się jak w teatrze. Początek pokazu stanowił występ grupy Kinematics Dance Company Lublin zatytułowany „Origami”. Podczas pokazu na sali panowała całkowita ciemność, oprócz blasku bijącego od kilku jasnych punktów na scenie. Pięć osób poruszających się na wózkach inwalidzkich wykonywało skomplikowany układ w rytm spokojnej muzyki. Artyści zaprezentowali taniec, w którym każdy ruch hipnotyzował widownię. Wprowadzeni w magiczną atmosferę z niecierpliwością czekaliśmy na kolejne punkty programu.

Na scenie zamienionej w wybieg nie umieszczono zbyt wielu rekwizytów. Motywem pokazu była leśna ścieżka, za nią znajdowała się dekoracja w postaci kwiecistej łąki, a tłem były białe, otwarte klatki z ptakami.

Podczas pokazu na scenie występowały modelki i modele z zaczynającej swoją działalność agencji oraz debiutanci – osoby niepełnosprawne. Idealnie dobrana muzyka, świetne tempo i organizacja sprawiła, że zapomniałam, iż jest to pokaz mody w pewnym sensie inny niż wszystkie. Skupiłam się na oglądaniu kreacji, które w błyskach fleszy aparatów prezentowały się znakomicie. Modele i modelki, mimo tego, że tak różni od modelek wyglądających jak wyciętych z jednego szablonu (zupełnie inne sylwetki, kolory włosów, różny stopień niepełnosprawności), z ogromną naturalnością poruszali się po scenie. Nie widziałam już osób niepełnosprawnych, a podziwiałam modeli i modelki, którzy poprzez swoją obecność na scenie przypomnieli, że istnieją w przestrzeni publicznej, że nie kryją się gdzieś w schowku pod schodami, ale wychodzą, aby w blasku świateł przed kamerami zaznaczyć swoją obecność.

Pomiędzy pokazami, na małej scenie w rogu sali, występowali młodzi utalentowani wokaliści. Dzięki ich obecności poczułam się jak na kawiarnianym kameralnym koncercie. Ostatnią częścią programu były podziękowania dla najznakomitszych gości, niekończące się wyrazy wdzięczności i pochwały za działalność na rzecz osób niepełnosprawnych. Nie były one już tak wymowne jak sam pokaz, a jedynie uświadomiły mi, że tak naprawdę najważniejsi w wydarzeniu byli modele, bez których pokaz nigdy by się nie odbył. Dla wszystkich uczestników było to ogromne przeżycie. Po końcowej, wzruszającej w tym kontekście piosence „Latać może każdy”, goście zaproszeni zostali na poczęstunek, gdzie w przyjacielskiej atmosferze można było zamienić kilka słów z organizatorami. Bez wątpienia „Chwilo trwaj” na długo zostanie w pamięci tak widzów, jak i modeli. Przekonał się o tym pracownik Lubelskiego Tyflopunktu Adrian Szewczuk – występujący podczas pokazu jako model. Oto jego relacja:

– Mogłoby się wydawać, że świat modelingu w blasku fleszy i kamer jest tylko dla wybranych. Jak się okazało, przy odrobinie determinacji i dobrej woli grupy ludzi z misją i pasją wszystko jest możliwe. Kiedy dowiedziałem się, że wraz z bratem mamy okazję wziąć udział w profesjonalnie przygotowanym pokazie mody, nie zwlekałem z decyzją i zgłosiłem nas jako uczestników. Oczywiście obawiałem się samego występu, kamer, publiczności i choreografii, lecz uznałem, że to prawdopodobnie jedyna taka okazja w życiu. Mówi się, że niepełnosprawność zamyka wiele drzwi – mnie właśnie otworzyła te, których nie przekroczy większość niepełnosprawnych.

Przed pokazem zostaliśmy skierowani na przymiarki garniturów, tak, by nasza prezencja była absolutnie nienaganna. W dzień pokazu odbyliśmy szereg prób generalnych, stylizację fryzjera, dobrano nam biżuterię. Gwar, mnóstwo nowych osób, które poznaliśmy wraz z bratem plus świat telewizji od kuchni złożyły się na całą gamę niezapomnianych wrażeń i wspomnień. Mimo oczywistego stresu, uśmiech i radość pojawiały się samoistnie. Podczas wyjść na scenę zaaranżowaną na profesjonalny wybieg dla modeli zapominało się o stresie i staraliśmy się jak najlepiej wykorzystać wskazówki przekazane nam przez koordynatorów. Efekt końcowy, jak to często bywa w takich sytuacjach, przerósł nasze oczekiwania. Przede wszystkim atmosfera tego wydarzenia, frekwencja i reakcja publiczności sprawiły, że na ten jeden dzień zamieniliśmy się wszyscy w profesjonalnych modeli. Współuczestnicy pokazu z różnymi niepełnosprawnościami w pełni podzielali nasz entuzjazm i bardzo cieszyli się, że mogli wziąć udział w takim wydarzeniu. Eventy takie jak ten silnie działają na otoczenie i uświadamiają, że niepełnosprawność ciała nie oznacza braku estetyki i otwartości na świat, ludzi i wyzwania.

Organizatorem pokazu Chwilo Trwaj, który odbył się 27 września br. były TVP Lublin i Stowarzyszenie „Jesteśmy kroplą” we współpracy z fundacją „Szansa dla Niewidomych”. Honorowy patronat sprawowali: Marszałek Województwa Lubelskiego Krzysztof Hetman oraz Prezydent Miasta Lublina Krzysztof Żuk.

Podczas pokazu zaprezentowane zostały kreacje Teresy Kopias oraz Marzeny Efir. Ręcznie malowane suknie z jedwabiu udostępniła pani Marzena Mucha z Tomaszowa Lubelskiego. Modele prezentowali garnitury od firmy Bytom, a dzieci ubrania Reporter Young. Podczas pokazu wystąpili: Bazia (Barbara Deutryk), Jagoda Naja, Jola Sip i Piotr Selim.

Muzyka dodaje skrzydeł

Bytom Odrzański. Miasto leżące nad brzegiem Odry, zachwycające pięknym rynkiem i wyjątkową gościnnością mieszkańców, których jest nieco ponad cztery tysiące. To właśnie tu, w ostatni weekend września zjeżdżają się niewidomi i niedowidzący artyści z całej Polski.

Łączy ich wielka miłość – miłość do muzyki.

Właśnie w tym małym mieście odbył się już po raz czternasty festiwal „Widzieć mu–zyką”. Uczestnicy przyjechali w piątek, aby posłuchać koncertu zespołu Mezalians Art, ze–szłorocznego laureata nagrody grand prix i aby w sobotę wziąć udział w konkursie, a wieczo–rem w koncercie galowym. Oceniało ich profesjonalne jury, które jak zwykle nie miało ła–twego zadania. Jak podkreślają uczestnicy, nagrody nie są aż tak ważne. Najważniejsze to być razem, wspólnie pośpiewać, a wygrana to sprawa drugorzędna.

Pasja i odskocznia

30–letnia Iwona Zięba z Krakowa w Bytomiu jest już nie pierwszy raz. W 2007 roku wspólnie z zespołem Nadzieja otrzymała nagrodę grand prix. Dziś jest szczęśliwą mężatką i nauczycielką w przedszkolu.

– Muzyka jest moją pasją, ale także odskocznią od codzienności. Dzięki niej mogę się oderwać od rzeczywistości, która często bywa ponura. Wiadomo, że praca z dziećmi wymaga dużej cierpliwości. One mają w sobie wiele energii. Dobrze, że po pracy mogę robić coś, co dodaje mi sił.

Przypadek

Przemek Cackowski z Grudziądza w Bytomiu jest dopiero drugi raz. Jak sam twierdzi, śpiew w jego życiu to po prostu przypadek.

– W szkole średniej miałem akompaniować koledze, który śpiewał. Jednak kiedy usłyszałem jego wykonanie, zwyczajnie powiedziałem do pani nauczycielki, że ja zrobię to lepiej – śmieje się Przemek. Pytany o to, jaka była reakcja znajomego i nauczycieli, odpowiada:

– Przyjęli to zupełnie normalnie. Nadszedł dzień występu, zaśpiewałem i dalej samo się poto–czyło.

Należy powiedzieć, że kariera Przemka toczy się błyskawicznie. W 2010 roku został laureatem pierwszego miejsca w kategorii powyżej szesnastego roku życia na „Festiwalu zaczarowanej piosenki”, a w tym roku otrzymał grand prix w Bytomiu Odrzańskim.

– Jest to dla mnie ogromne zaskoczenie – mówi.

Przyjaciele wierzyli w Przemka i zgodnie uważają, że należało mu się choćby za to, że sam komponuje, a na bytomskim festiwalu przedstawił autorskie utwory.

„Wygrajmy razem”

– Muzyka pozwala mi wyrazić siebie, swoje emocje. Dzięki niej jestem silniejszy. – To słowa Łukasza Barucha z Dąbrowy Górniczej.

– Śpiew dał mi tyle pozytywnej energii, że w październiku 2010 roku otworzyłem fundację „Wygrajmy razem”. Nazwa wzięła się od słów pani Anny Dymnej, która na „Festiwalu Za–czarowanej Piosenki” powiedziała, że nie jest ważne czy ktoś zdobył pierwsze miejsce, czy nie zdobył go w ogóle, bo my i tak już razem wygraliśmy. Bardzo mi się te słowa spodobały i natchnęły do założenia fundacji. Prowadzę ją wspólnie z Karoliną Żelichowską, która jest wi–ceprezesem. Celem fundacji jest wspieranie utalentowanych osób z dysfunkcją wzroku.

Dwa lata temu Łukasz powołał do życia zespół Mezalians Art, w którym wraz z grupą przyja–ciół, poprzez swoją pasję, dają radość innym.

Wielki talent i skromność

– Jestem samoukiem. Swoją przygodę z muzyką rozpocząłem w dziecięcym, szkolnym zespole. Jednak nigdy nie otrzymywałem profesjonalnych, indywidualnych lekcji śpiewu. Muszę powiedzieć szczerze, że muzyka owszem, jest ważna w moim życiu, ale ludzie w dzi–siejszych czasach nie mają na swoje pasje zbyt wiele czasu.

To wypowiedź Mariusza Trzeciaka z Wrocławia. Obdarzonego nieprzeciętnym talentem mężczyzny, który dwa lata temu oczarował jurorów i publiczność w Bytomiu Odrzańskim, gdzie otrzymał grand prix.

Mariusz prócz tego, że posiada wielki talent, jest też niezmiernie skromny.

– Nie uważam się za kogoś lepszego. Sądzę, że w każdym człowieku jest coś wartego zauwa–żenia. Jedni śpiewają, inni pięknie recytują, jeszcze inni są po prostu cudownymi ludźmi, któ–rzy pomagają innym. Chciałbym mieć więcej czasu na realizację moich pasji, jednak trzeba z czegoś żyć, dlatego większość czasu poświęcam pracy. Działam także w rockowym zespole Kroki, jako wokalista. Muzyka mnie uskrzydla. Wiem, że aby zaistnieć w show–biznesie trzeba mieć duże znajomości, jednak nie robię tego dla sławy, robię to, bo to po prostu kocham.

Gdy nadchodzi niedziela i nieuchronne rozstanie, każde z nich to przeżywa. Bo do ko–lejnego spotkania trzeba czekać znowu nie wiadomo ile, najczęściej do kolejnego festiwalu gdzieś w Polsce. Atmosfera Bytomia Odrzańskiego jest tak niepowtarzalna, że ciężko stamtąd wyjechać, a za rok każdy chętnie tu wraca.

Pozostają telefony, maile, skype i nadzieja, że uskrzydlających spotkań będzie jeszcze więcej.

Nabieramy mocy!

15 października w wielu zakątkach świata obchodzony był Międzynarodowy Dzień Białej Laski – święto osób z dysfunkcją wzroku. Do niedawna temat niewidomych czy słabowidzących w Polsce był niszowy, mało popularny, ewentualnie szerzej omawiany wewnątrz środowiska i osób z nim związanych. Przełomem okazała się Niewidzialna Wystawa – projekt kulturalno – edukacyjno – społeczny, który zbliża dwie perspektywy poznawania jednego przecież świata. O samej wystawie, dedykowanej – co warte podkreślenia – osobom widzącym, które są odbiorcami przekazu, pisaliśmy już na łamach HELPA. Niebawem Niewidzialna Wystawa obchodzić będzie 2 urodziny. Czy coś się zmieniło?

Pogoda w październikowe popołudnie dopisuje. To klucz do udanego świętowania, jak twierdzi Małgorzata Szumowska – Dyrektor Generalny Niewidzialnej Wystawy i organizatorka obchodów Międzynarodowego Dnia Białej Laski na warszawskiej „patelni” przy Metrze Centrum. Miejsce jest niesamowicie ruchliwe, ale – jak dodają przewodnicy biorący udział w tym niezwykłym happeningu – to ważne, bo trzeba wyjść do ludzi, to najważniejszy cel obchodów. Faktycznie – przez niecałe 3 godziny przewijają się tysiące osób, setki z nich włączają się do wspólnej zabawy przy Niewidzialnym Labiryncie – specjalnej, plenerowej instalacji Niewidzialnej Wystawy, pozornie łatwej do pokonania krętej ścieżki, ustawionej ze specjalnych desek. Trudność zaczyna się wtedy, gdy przechodnie zakładają specjalne, wyciemniające gogle i chwytają w dłoń symboliczną tego dnia, białą laskę. Robert, jeden z przewodników, animator labiryntu, objaśnia w jaki sposób należy poruszać się z laską, do czego właściwie jest potrzebna. Po eksperymencie wyjaśnia jak mądrze pomagać, zaprasza na Niewidzialną Wystawę. Inni Przewodnicy – a jest ich jeszcze czworo, chętnie odpowiadają na pytania zaciekawionych ludzi. W międzyczasie do zabawy włączają się dzieciaki z Fundacji Happy Feet, w koszulkach Niewidzialnej Wystawy, które przygotowały flashmob, taneczną oprawę obchodów, która błyskawicznie zaciekawia ogromną liczbę osób! Dużo się dzieje – kamery, mikrofony, media – zarówno organizatorka, jak i przede wszystkim przewodnicy opowiadają o swoim święcie. Mimo świeżości i spontaniczności wszystko wydaje się być poukładane, choć – jak zapewnia Marta, jedna z przewodniczek, na takie okazje nie ma scenariusza – ma być naturalnie, bo właśnie to błyskawicznie wyczuwają ludzie! Coś w tym jest – wielu chętnie podchodzi, rozmawia, zabiera ulotkę i specjalnie przygotowane na tę okazję balony z helem, których część poszybowała do góry, w niebo, tworząc wyjątkową dekorację. Dzięki takim wydarzeniom nie tylko Niewidzialna Wystawa promuje swoją działalność, ale – i to chyba najważniejsze – osoby niewidome docierają do przypadkowych osób, które być może w innych okolicznościach nie zainteresowałyby się tematem. Przekaz jest prosty: jesteśmy normalni, zaradni, otwarci, towarzyscy, inteligentni, piękni, mamy pasję i kochamy świat!

Łamanie stereotypów to chyba sztandarowa działalność Niewidzialnej Wystawy. Odwiedziło ją dotychczas około 70 000 osób w różnym wieku, ale, jak zapewnia Małgorzata Szumowska, to dopiero początek. „Nabieramy mocy” – mówi i chyba warto w to wierzyć. Z tak energicznym i świeżym zespołem to nie może być pobożne życzenie, a raczej obietnica, którą zespół wystawy zamierza konsekwentnie spełniać! Trzymamy kciuki i życzymy wielu sukcesów!

Święto Białej Laski na Mazowszu

Biała laska chyba już dla wszystkich ludzi w naszym kraju jest nieodłącznym symbolem osoby niewi–domej. Pozwala łatwiej identyfikować przeszkody, ale jednocześnie sygnalizować pieszym, a co naj–ważniejsze także zmotoryzowanym uczestnikom ruchu drogowego, że jej właściciel jest niewidomy lub widzi szczątkowo.

W wielu krajach od 1946 roku obchodzony jest Światowy Dzień Osób Niewidomych, inaczej zwany Dniem Białej Laski. Święto to obchodzone jest 15 października. Również niewidomi z Mazowsza oraz ich przyjaciele tego dnia zorganizowali szereg imprez, na które także i my, jako przedstawiciele firmy Altix, zostaliśmy zaproszeni.

Pierwszym zaproszeniem, z jakiego skorzystaliśmy, była wizyta w Kole Polskiego Związku Niewido–mych w Siedlcach – niegdyś miasta wojewódzkiego, oddalonego od Warszawy o 100 kilometrów.

W uroczystym spotkaniu uczestniczyli członkowie tamtejszego koła, przedstawiciele władz miejskich i powiatowych oraz nauczyciele ze szkoły integracyjnej – czyli ci wszyscy, którzy uznali, że dzień ten jest ważny dla środowiska osób z dysfunkcją wzroku.

Po uroczystych wystąpieniach w tak zwanej części oficjalnej przyszedł czas na pokaz sprzętu komputerowego, elektronicznego i rehabilitacyjnego pokazywanego przez firmę Altix, której mottem jest „widzieć więcej”. Białe laski, pomoce codziennego użytku, takie jak mówiące zegarki, termometry, udźwiękowione komputery i komórki, powiększalniki, lupy, mapy, atlasy oraz wiele innych pomocy rehabilitacyjnych i edukacyjnych mogli zobaczyć członkowie koła i inni zaproszeni goście. Pytaniom nie było końca. Przedstawiciele objaśniali jak działa sprzęt, jaka pomoc rehabilitacyjna w przypadku takiej, a jaka w przypadku innej wady wzroku jest najlepsza, gdzie starać się o dofinansowanie na zakup sprzętu.

Po tej jakże ważnej części rehabilitacyjnej związanej z pokazem sprzętu przyszedł czas na obiad, podczas którego nadal rozmawialiśmy o najważniejszych problemach dla niewidomych i słabowidzących w Polsce i rejonie siedleckim. Członkowie koła PZN w Siedlcach to pogodni i życzliwi ludzie, wiele mogłam się od nich nauczyć.

Kolejna nasza wizyta to odwiedziny w kole PZN w Ostrowii Mazowieckiej. Większość członków koła to osoby starsze, które w jesieni życia nadal chcą się uczyć, wykorzystywać sprzęt rehabilitacyjny, poznawać nowe technologie. Przy tym są pogodni i życzliwi. Tutaj także pytaniom podczas prezentacji sprzętu nie było końca.

Kolejne miejsce na mazowieckiej mapie obchodów Międzynarodowego Dnia Białej Laski to Ostrołęka, gdzie centralne obchody miały miejsce w Urzędzie Miasta. Także tutaj przyszło wielu przyjaciół niewidomych oraz osób reprezentujących lokalne władze, od lat życzliwe niewidomym i działające na ich rzecz. Uroczystość połączona tu była z wystawą prac plastycznych wykonanych przez osoby niewidome. Mnie osobiście najbardziej smakował poczęstunek składający się z wypieków, który również przygotowały samodzielnie niewidome gospodynie domowe.

Integrację w Ostrołęce zakończyło wspólne śpiewanie przy akompaniamencie akordeonu.

Ogromną przyjemność sprawił mi kontakt z wieloma pogodnymi, przyjaznymi i walczącymi z przeciwnościami losu osobami niewidomymi, które mimo swych ułomności chcą widzieć więcej. Szkoda, że następne obchody dnia osób niewidomych dopiero za rok.

Niewidomi na tandemach. Niezwykła platforma internetowa

Projekt Niewidomi na Tandemach pomaga niewidomym znaleźć wolontariuszy – przewodników do wspólnej jazdy na tandemach. Zasada działania projektu jest prosta: niewidomi oraz przewodnicy wypełniają odpowiednie formularze na stronie www.niewidominatandemach.pl, a koordynator Projektu przekazuje wzajemne dane kontaktowe osobom z tej samej miejscowości lub regionu. Zgłoszenia przyjmowane są zarówno od dysponujących tandemami, jak i nie posiadających ich. Zasięg przejażdżek zainteresowani ustalają pomiędzy sobą; mogą to być zarówno pojedyncze, krótkie spacery, jak i wyprawy wielodniowe.

Projekt NNT ma charakter niekomercyjny, prowadzę go w czasie wolnym od pracy, w fazie uruchamiania poświęcając mu nawet noce. Przewodnicy udzielają pomocy nieodpłatnie.

Idea stworzenia Projektu NNT narodziła się latem 2013, podczas Tandemowej Wyprawy Niewidomych od źródeł Wisły do jej ujścia, w której uczestniczyłem jako wolontariusz. Wtedy to, rozmawiając z ociemniałymi uświadomiłem sobie, jak bardzo brakuje im codziennej aktywności fizycznej. Jazda na tandemie jest jedną z niewielu dostępnych im form ruchu, lecz przeszkodą może być brak przewodnika skłonnego poprowadzić pojazd. Kolejną barierą jest deficyt tandemów, część niewidomych bowiem ich nie posiada. Dlatego na stronie Projektu NNT uruchomiona została także baza wypożyczalni tandemów, ułatwiająca znalezienie najbliższej wypożyczalni.

Projektem NNT zainteresowały się media, informacje o mojej inicjatywie pojawiły się w Teleexpressie, w telewizjach regionalnych, na ogólnopolskich i lokalnych antenach radia, w wielu czasopismach oraz serwisach internetowych. Dzięki temu, już po miesiącu działania, w bazie danych Projektu NNT zarejestrowanych było ponad 100 niewidomych oraz 250 wolontariuszy z całej Polski.

Jako pierwsze, dzięki Projektowi NNT, nawiązały ze sobą kontakt i na wspólną przejażdżkę wybrały się niewidoma oraz wolontariuszka z Jastrzębia Zdrój – Hanna Pasterny i Paulina Krachało. Później analogicznych znajomości zawarły dziesiątki osób, a liczba wspólnych wycieczek wymknęła się statystykom. Pod patronatem Projektu Niewidomi na Tandemach zorganizowano też kilka grupowych wyjazdów oraz imprez: Tandemowy Piknik w Niepołomicach, Motyle na Tandemach w Bydgoszczy, Tandemowa Masa Krytyczna w Warszawie, Wielka Tandemowa Wycieczka w Szczecinie i inne. Projekt zainspirował też Grupę Rowerową „Byle do Przodu” do uruchomienia w Warszawie wypożyczalni tandemów oraz zarząd Fabryki Części Rowerowych Romet – Wałcz, do ofiarowania tandemu lokalnej grupie niewidomych oraz wolontariuszy. Dzięki życzliwości amerykańskiego stowarzyszenia Blind Tandem Cycling Connection udało się przetłumaczyć i opublikować na stronie Projektu NNT dwa „Tandemowe Poradniki”: dla niewidomego oraz przewodnika. Ponadto współautor Projektu NNT – niewidomy Waldemar Rogowski z Malborka – udostępnił na stronie Projektu bazę danych atrakcji turystycznych dostępnych niewidomym, poradnik dla kupującego tandem oraz forum.

Pomimo wielu sukcesów, Projekt NNT nadal zmaga się z niedoborem tandemów oraz wolontariuszy. Deficyt ten najwyraźniejszy jest w małych miejscowościach, a szczególnie smutne są sytuacje, gdy mieszkający tam niewidomi dysponują tandemami, lecz – z powodu braku przewodnika – nie mogą nimi jeździć. Tak właśnie jest we Franciszkowie (powiat Żyrardów), Iławie, Kłodzku, Parkoszu (powiat Dębica), Raciborzu, Stargardzie Szczecińskim oraz Woli Baranowskiej koło Tarnobrzegu. Wolontariusze są jednak potrzebni także we wszystkich innych rejonach Polski.

Zachęcam zarówno niewidomych, jak i osoby widzące do wspólnych przejażdżek. Korzyść jest obopólna, a dla przewodników wręcz podwójna, bo opowiadając o mijanym otoczeniu zauważa się więcej – sam tego doświadczyłem. Dzięki niewidomemu widzący widzi więcej!

Kuba Terakowski

Założyciel platformy internetowej www.niewidominatandemach.gt.pl

Bezwzrokowe granie

Wiele osób często zastanawia się, jak żyją niewidomi. Jak sobie radzą? Patrzą na osobę niewidomą, samodzielnie poruszającą się z białą laską albo z psem przewodnikiem i, chcąc nie chcąc, oceniają ją – mam wrażenie, że osoba z psem przewodnikiem dla niektórych osób wygląda lepiej niż ta poruszająca się z białą laską. Nie wiem, bo psa nie posiadam, ale czytając artykuły, słuchając audycji, wnioskuję, że wygląda to lepiej. Jestem jedną z osób, które poruszają się z białą laską i czasem słyszę komentarze: „Oj biedny, oj, jak sobie pan radzi”, itp. Czasem trafia się na ludzi, którzy w pełni to akceptują i chcą być z tobą na dłużej, bo zrobiłeś na nich ogromne wrażenie. I właśnie o tym będzie ten artykuł.

Czy zastanawiał się ktoś z Czytelników, czy jest możliwe granie na konsolach przez osobę niewidomą?

Przecież nie ma udźwiękowienia, nie ma niczego, co pozwoliłoby grać w normalne w gry dla widzących. Jednak są dwie rzeczy, które na to pozwalają. Lata nauki i przede wszystkim dobry słuch. Mam na imię Mateusz, jestem osobą niewidomą od urodzenia. Jestem po szkole w Laskach.

Jest rok 1992. Zwykły dzień, miałem wtedy 4 lata. Nic nie wskazywało na to, że coś ma się wydarzyć. Wieczorem przyszedł do mnie kolega z zza ściany, widzący kolega. Wniósł jakieś pudło. Po jego rozpakowaniu zawołał mnie. Przyszedłem do niego z zainteresowaniem, zadając sobie pytanie – co to może być? Okazało się, że to gra telewizyjna, kolega powiedział: – Zaraz ją podłączę i będzie można grać w gierki! Kolega był ode mnie starszy o 3 lata, więc jakieś pojęcie miał, skoro wiedział jak to podłączyć. Była to gra telewizyjna zwana Pegasusem w Polsce, choć tak naprawdę to był klon japońskiego Famicoma, jednej z pierwszych konsoli ośmiobitowych. Tę konsolę przywiózł mu tata z Niemiec. Podłączył, włożył jakieś gry, dziś już wiadomo, że to kartridż i zaczęło się. Zaczął grać w Super Mario Bros, potem Binary Land, później samochodową wyścigówkę Road Fighter. Ja jakoś na początku nie byłem zainteresowany, ale jak mi zaproponował, czy chcę się pouczyć na tym grać, to jakoś nabrałem zapału. Nauka trwała od tamtego czasu latami. Znajomy będąc ze mną w Laskach miał grę telewizyjną i w wolnym czasie tam ćwiczyliśmy. Później nastała doba Internetu, wtedy też dostałem swój pierwszy komputer z oprogramowaniem i porzuciłem konsolę do gier, bo byłem zafascynowany nowym sprzętem. Po roku, może dwóch latach przerwy od Pegasusa zupełnie o nim zapomniałem, aż w końcu, któregoś dnia, w wyszukiwarkę Google wpisałem frazę „gry na Pegasusa”. Wyskoczyła wtedy strona, która działa do dziś, a jej założyciele organizują coroczne zloty fanów tej konsoli, zwane FamiCONem. Udzielam się zarówno na tych zlotach jak i na forum. Po skończeniu szkoły w Laskach nadszedł czas, którego obawiałem się najbardziej. Zadając sobie pytanie – co będzie dalej? Pewnego dnia na wspomnianym wcześniej forum skontaktowałem się z poznanym wcześniej użytkownikiem. Spytałem go, czy może chciałby się ze mną spotkać. Nikt wcześniej nie myślał o tym, by porozmawiać na żywo o tym, co nas wychowało i co nas łączy. Tak to się zaczęło. Pojechałem do Warszawy raz, potem drugi, potem na drugą edycję zlotu (bo na pierwszej nie byłem). W tym momencie moje życie zmieniło się diametralnie. Zacząłem ponownie kupować kartridże z grami, uczyć się kolejnych gier do przechodzenia, najczęściej prostych, gdzie chodzisz i eliminujesz przeciwników, czasem gdzieś trzeba wskoczyć, ale generalnie to nie jest problem, jeśli grywasz w to ucząc się od ‘92 roku.

Szeroka gama dźwięków płynących z Pegasusa pozwala na pełen odbiór inscenizacji jawiącej się w grze. Poprzez uprzednie zapoznanie się z dokładnym opisem interesującej mnie gry, po włączeniu konsoli mogę swobodnie wsłuchać się w dźwięki, a podczas gry mogę krok po kroku analizować sytuację zarówno mojej postaci jak i przeciwników. Podczas gry dokładnie słyszymy ataki przeciwników, co pozwala podjąć próbę wyeliminowania ich z gry.

Dziś mamy rok 2013, więc szmat czasu. Ja mam 25 lat i nadal gram, jeżdżę na zloty fanów tej konsoli i przez to poznaję wspaniałych ludzi, którzy nie traktują mnie jako biednego niewidomego, tylko jako człowieka, który w końcu, w pewnych momentach swojego życia był pogubiony, był nierozgarnięty, ale postanowił to w sobie zmienić. I zmienił to tak, że potrafi sobie poradzić w większości ze wszystkim. Czasem po prostu trzeba dostać potężnego kopniaka od życia, żeby się obudzić i wiedzieć co należy zrobić, by było dobrze, a nie tylko narzekać. Ja realizując swoje pasje, czuję się z tym wspaniale, a jeszcze jak są przy mnie niesamowici ludzie, z którymi spotykam się częściej lub rzadziej, do tego zloty, to po prostu czuję się potrzebny i nie zamierzam tego zmieniać, bo znalazłem swój kącik. Kocham grać, kocham dowiadywać się czegoś nowego w temacie, bo pomimo, że to stara konsola, to scena nadal żyje i gry są nadal tworzone przez fanów. Dużo mógłbym o tym pisać.

Wszystko da się opanować. Wystarczy ćwiczyć i tego chcieć. Jeśli coś kochacie i się tym interesujecie, realizujcie to śmiało.

Jest ciężko niestety, bo nikt nie mówił, że będzie łatwo, ale jak już coś opanujecie, gwarantuję Wam, będzie wspaniała satysfakcja i będziecie chcieli więcej. Z całego serca życzę tego każdemu. Pozdrawiam wszystkich Czytelników.