HELPowe refleksje

Szkoda, że to już lipiec. Gdyby było wcześniej, moglibyśmy pozostawać w miłym planowaniu wakacji, a tak plany są już ustalone, a nawet realizowane. Jeszcze „chwila”, a będzie po wakacjach. Jasne, na początku lipca nie należy tak pisać, ale z drugiej strony mamy tę przykrość, że cokolwiek chcemy robić, za każdym razem ledwie o tym pomyślimy, a już przechodzi to do przeszłości. Szkoda, że wszystko tak szybko „leci”, a my nie mamy czasu na to, co uważamy za ważne. Owszem, zdążamy zrobić to czy tamto, ale gdy dookoła jest tak wiele do zrobienia, mamy świadomość, że robimy tylko troszkę z tego, co byśmy chcieli.

Fundacja Szansa dla Niewidomych jest w trakcie kolejnego roku rozwoju. Po raz kolejny zdołaliśmy przekonać do siebie i do swoich projektów decydujące gremia. Realizujemy więc porady w naszych tyflopunktach. Prowadzimy też projekt prozawodowy, który w skrócie tytułujemy „Kwalifikacje drogą do pracy”. Te dwa projekty dają nam szansę na rozwijanie naszej sieci. Teraz utrwalamy naszą obecność w województwach, w każdym mamy dwóch współpracowników, jednego pełnosprawnego, a drugiego niepełnosprawnego, najczęściej niewidomego lub słabowidzącego. Centrala zawiaduje realizacją tych dużych projektów i ma „na głowie” dwa kolejne: XI edycję konferencji REHA FOR THE BLIND IN POLAND oraz wydawanie niniejszego kwartalnika HELP. Wszystko to razem stanowi o naszej sytuacji. Jesteśmy najwyraźniej potrzebni i skuteczni. Cztery wymienione projekty nas nobilitują. Jesteśmy z nich dumni. Oby nam się udały, to znaczy oby beneficjenci z nich jak najwięcej skorzystali. Zależy nam na tym, by skorzystali z naszej pomocy i nas pochwalili. Od tego zależy nasze poczucie wykonanego obowiązku. Obowiązkowość, zaangażowanie społeczne, wrażliwość, to cechy, które są przez nas wymagane, gdy zatrudniamy pracowników. Bez tego nie udaje się działalność w naszej dziedzinie.

Poza tymi czterema kluczowymi projektami wygrywamy kolejne konkursy. W tamtym roku realizowaliśmy 30 projektów, a w tym roku na ten moment już przekraczamy 15. Wygląda na to, że w poszczególnych województwach i dużych miastach też nas cenią.

Będziemy mieli kolejnych 500 egzemplarzy czarnodrukowych w wydaniu albumowym oraz 150 egzemplarzy brajlowskich książki „Smak na koniuszkach palców”, którą napisałem dwa lata temu z Piotrem Adamczewskim. W drugim wydaniu znajdzie się około 10 nowych przepisów kulinarnych, więcej komentarzy jak wykonać poszczególne czynności przy przygotowywaniu omawianych potraw, dodatkowe opowieści z naszych podróży po Mazowszu i nowe, dodatkowe zdjęcia. Niech mi będzie wolno pochwalić się, że ta książka została uznana jako najlepsze wykorzystanie środków Marszałka Województwa Mazowieckiego w roku 2011. Teraz, gdy wydamy jeszcze ładniejszą książkę, zobaczymy, co nam się uda „ugrać”!

Fundacja wyda kilka kolejnych pozycji z tyflografikami zabytków. To bardzo ciekawa praca. Dotykamy kwestii, które są interesujące dla każdego – dla autorów i czytelników. Omawiamy kulturę poszczególnych regionów i miast, a przy okazji jako pierwsi w kraju pokazujemy niewidomym, jak wyglądają tamtejsze zabytki.

Trudno w to uwierzyć, ale niewidomi nie wiedzą jak wyglądają najsławniejsze zabytki w ich okolicach, albo najważniejszych turystycznie regionach czy miastach. Dzięki temu nasza fundacja może się pochwalić, że różne rzeczy pokazuje w formie wypukłej jako pierwsza.

Dla nas to zaszczyt, jednak jest w tym również coś pesymistycznego: dlaczego nikt do tej pory tego nie wykonał? Dlaczego tak trudno zdobyć na to środki? Teraz Fundacja zdołała przekonać gremia decyzyjne, że to takie ważne. Być może zawdzięczamy to temu, że rysunki tyflograficzne znacznie potaniały. Być może do tej pory ktoś, kto potrafił je wykonać proponował zbyt wysokie ceny, a jak wiadomo, samorządy nie dysponują wielkimi środkami. W każdym razie teraz stało się to możliwe i zachęcamy wszystkich do zainteresowania się tą dziedziną.

Podobne działania wykonujemy dla miejsc, które odwiedza mnóstwo osób. Każde zoo powinno być dostosowane do potrzeb niewidomych. Szkoda, że zazwyczaj jest tak, że muszą oni odwiedzać zoo z pomocą przewodnika, a na dodatek nie mają pojęcia w którym punkcie się znajdują. Niezbędne są plany i mapki terenu. Gdyby przy wejściu do zoo były zainstalowane tyflograficzne terminale, niewidomi mogliby wiedzieć jaki obszar zajmuje zoo, gdzie mogą znaleźć te zwierzęta, które najbardziej lubią, gdzie jest dodatkowy plac zabaw, a gdzie bar z zapiekankami. Jakby było mało kłopotów, niewidomi nie mogą oglądać zwierząt. Nie można ich dotykać – z niewielkimi wyjątkami. Widzący podchodzą do ogrodzenia i widzą. Obserwują zachowanie zwierząt, a niewidomi nie mają nawet pojęcia o ich wizerunku. Niezbędne są ich tyflograficzne ryciny oraz zorganizowanie zoo w taki sposób, by niewidomi mogli dotknąć, pogłaskać te zwierzątka, które w gruncie rzeczy można dotykać.

Podobnie należy dostosować do potrzeb zwiedzających niewidomych muzea. Jest nie do pomyślenia, że wszystkie eksponaty znajdują się w gablotach. Rozumiemy, że w większości przypadków tak musi być, jednak nie zawsze, a często ulokowanie ich w gablotach jest podyktowane głównie modą. Gdy jednak musi już tak być, co stoi na przeszkodzie udźwiękowieniu i ubrajlowieniu muzeum? Można wypożyczyć naszym beneficjentom audioprzewodniki, zamieścić obok gablot informacje w brajlu oraz rozmieścić na terenie muzeum stosowne tyflografiki. Widzący mogą patrzeć na cudowny wazon z siedemnastego wieku, a niewidomi mogliby wtedy obejrzeć palcami jego kształt. Owszem, to nie to samo, ale lepszy rydz niż nic!

Wreszcie lubimy realizować szeroką gamę szkoleń. Można powiedzieć, że to esencja naszej pracy. Szkolimy innych w tym, co sami już umiemy. Wśród naszych kursantów są zarówno niewidomi, jak i widzący. Tematyka szkoleń jest bardzo różnorodna. Fundacja dysponuje dużym zespołem instruktorów. Uważamy, że są najlepsi w kraju. Czy to prawda, należy się przekonać.

Na koniec kilka słów o naszej akcji partnerstwa na rzecz świata otwartego dla niewidomych. Akcja się znakomicie rozwija. Fundacja Szansa dla Niewidomych ma już około 250 partnerów, a każdy z nich deklaruje poparcie dla naszych idei. Co to właściwie oznacza?

Chodzi o otwarcie się na każdego niewidomego lub niedowidzącego. Z tego otwarcia może w następnej kolejności wyniknąć doprecyzowanie ustawowe dotyczące wszelkich obiektów budowlanych. Są one dostosowane albo dostosowywane do potrzeb inwalidów ruchu, ale nikt nie pamięta o niewidomych. O ile z podjazdami mamy do czynienia już niemal wszędzie, to udźwiękowienia i ubrajlowienia otoczenia jakoś nie widać. Dlaczego?

Wszyscy tłumaczą, że opierają się na zapisie ustawowym, gdy my uważamy, że jest przeciwnie. Czytamy, że obiekty mają być dostosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych, w szczególności inwalidów ruchu, ale przecież nie oznacza to wymogu zainteresowania się wyłącznie inwalidami ruchu, lecz wszystkimi. Ustawodawca miał na myśli być może jedynie tyle, że inwalidzi ruchu mają pierwszeństwo w tej sprawie, ale z pewnością nie miał na myśli pominięcia faktu, że bez udźwiękowienia i ubrajlowienia niewidomi nigdzie sami nie trafią! W tym kierunku idą przecież ustawodawcy europejscy oraz „ONZtowcy”. Idźmy i my! W każdym razie nasza Fundacja pracuje nad tym i osiąga sukcesy na naszą miarę. Szkoda, że jesteśmy jednak organizacją niewielką i nawet ogromna nasza praca nie wystarczy, by przekonać i nauczyć wszystkich.