Tyflobus – Dźwiękiem i dotykiem przez świat!

Fundacja Szansa dla Niewidomych już po raz drugi organizuje ogólnopolską akcję Tyflobus.

Jej celem jest:

  • wzrost świadomości i wiedzy na temat problemów i potrzeb osób niewidomych i niedowidzących;
  • przybliżenie społeczeństwu możliwości, jakie dają nowoczesne rozwiązania udźwiękawiające oraz ubrajlawiające otoczenie;
  • zainteresowanie władz przedmiotowym tematem, zwłaszcza, że skala zjawiska jest niezwykle duża – w Polsce żyje ponad 1 500 000 ludzi z orzeczeniem o niepełnosprawności wynikającym z niewidzenia – w zdecydowanej większości to osoby zdane na samych siebie; brak widzenia to jedna z trzech najważniejszych przyczyn niepełnosprawności w naszym kraju!

Kampania rozpoczęła się 1 czerwca 2011 roku i potrwa około 2 miesięcy.

W 2010 roku zawitaliśmy do 46 miast. Głównym sponsorem akcji jest firma Altix. Tegoroczne przedsięwzięcie jest odpowiedzią na ogromne zainteresowanie akcją w ubiegłym roku, ale nie tylko. Specjalnie przygotowany Tyflobus w tym roku odwiedzi kolejne miejscowości. Zobaczą Państwo specjalne pokazy – tyflospektakle, dzięki którym każdy dowie się, jak możemy pomóc niewidomemu na ulicy, jak wskazać mu drogę, ale przede wszystkim pokażemy, jak niewiele potrzeba, aby niewidomy mógł być samodzielny, aby mógł być równoprawnym obywatelem. Pokażemy co zrobić, aby przestrzeń publiczna była całkowicie przyjazna dla tej grupy osób niepełnosprawnych. Udowodnimy, że dźwiękiem i dotykiem można zrekompensować brak widzenia – pod warunkiem, że władze nie pozostaną obojętne na potrzeby tak dużej rzeszy swoich podopiecznych, którzy nie widzą.

Po co to wszystko?

Chcemy pokazać, że bez dźwięku i dotyku osoby z dysfunkcją narządu wzroku są bezradne. Czy ktoś chciałby z własnej woli być bezradnym? Pragniemy pokazać, że to obowiązek nas wszystkich, aby przystosować przestrzeń publiczną do potrzeb osób niewidomych i uświadomić, co to jest tyflografika i udźwiękowienie i jak ważne są one dla osób niewidomych.

Nie każdy wie, że miejsca publiczne i handlowe mogłyby być wyposażone w wypukłe plany budynku, w którym się mieszczą. Dzięki temu niewidomy będący w danym miejscu po raz pierwszy może zapoznać się z topografią otoczenia i samodzielnie poruszać się po nim. Pomocne temu są systemy udźwiękawiające otoczenie, dzięki którym niewidomi mogą usłyszeć to, co my widzimy. To naprawdę nie są duże koszty!

STOP OBOJĘTNOŚCI!

Od dawna dostosowuje się budynki do potrzeb osób niepełnosprawnych, myśląc jednak przede wszystkim o udogodnieniach dla niepełnosprawnych, którzy poruszają się na wózkach. To ważny adaptacyjnie temat, jednak bezwzględnie wymaga rozszerzenia o niepełnosprawność wynikającą z dysfunkcji narządu wzroku.

Stop obojętności na potrzeby osób niewidzących!

Czy ktoś myśli o niewidomych?

Oni też chcieliby samodzielnie poruszać się po miejscach publicznych!

Niewidomi napotykają w przestrzeni miejskiej wiele trudności, które są zagrożeniem dla ich bezpieczeństwa i życia (wszyscy pamiętamy wypadek w warszawskim metrze). Udźwiękowione otoczenie (przestrzeń miejska oraz budynki) jest już w wielu krajach normą. Najwyższy czas, aby wprowadzić te standardy i u nas!

Bądźmy częścią Europy bez barier!

Europejska strategia w sprawie niepełnosprawności na lata 2010-2020 zakłada pełną dostępność dla osób z dysfunkcją wzroku! Nasz kraj musi zatem zostać w pełni dostosowany do potrzeb tych osób do 2020 roku!

Dostępność cytat: „Oznacza, że osoby niepełnosprawne mają dostęp, na równych prawach z innymi, do środowiska fizycznego, transportu, technologii i systemów informacyjno-komunikacyjnych (TIK) oraz pozostałych obiektów i usług.”

Czy wiesz, że Komisja Europejska podejmie działania w celu m.in.:

  • „poprawienia dostępności procesu głosowania, aby ułatwić korzystanie z praw wyborczych obywateli UE”
  • „usunięcia barier administracyjnych i wynikających z postaw społecznych w celu osiągnięcia pełnego udziału w życiu społecznym na równych prawach”
  • „wyeliminowania w UE dyskryminacji ze względu na niepełnosprawność”
  • „upowszechnienia otwartego dla wszystkich kształcenia i uczenia się przez całe życie dla niepełnosprawnych uczniów i studentów”
  • „działania na rzecz godnych warunków życia osób niepełnosprawnych. Zwiększenia równego dostępu osób niepełnosprawnych do świadczeń zdrowotnych i powiązanych usług”
  • „zwiększenia świadomości społecznej w zakresie niepełnosprawności i wiedzy osób niepełnosprawnych o przysługujących im prawach i sposobach ich egzekwowania”.

Chcesz wiedzieć więcej? Zobacz, gdzie będziemy!

Będziemy na rynkach miast, przy instytucjach lub uczelniach na terenie całego kraju. Wszystkim chcemy pokazać, jak ważne jest dostosowanie miejsc publicznych do potrzeb niewidomych!

Zapraszamy wszystkich, którzy nie mają kontaktu z osobami z dysfunkcją wzroku, a chcieliby zobaczyć, jak one żyją, jakich pomocy potrzebują i jak ważne jest zaangażowanie społeczeństwa w te kwestie. Będą Państwo mogli zobaczyć specjalne pokazy – tyflospektakle, dzięki którym każdy dowie się, jak należy pomóc niewidomemu na ulicy, jak wskazać mu drogę. Zapraszamy również osoby niewidome i niedowidzące, które same najlepiej przecież wiedzą, czego im potrzeba do pełnej samodzielności! Poza tym zapraszamy władze urzędów, uczelni, ale również instytucje i firmy, od których zależne jest dostosowanie środków komunikacji, miejsc kultury, czy sportu.

Czy niewidomy powinien mieć osobistego asystenta 24h na dobę?

Skoro państwo nie dostosowało miejsc publicznych do potrzeb osób z dysfunkcją wzroku, może niech zapewni bezpłatnego asystenta dla każdego niewidomego w kraju?

Więcej na stronie www.szansa.waw.pl Poleć znajomym i na profilu Fundacji Szansa dla Niewidomych w portalu Facebook.

Misja ważniejsza od interesów! Konferencja w Poznaniu

Udział Fundacji Szansa dla Niewidomych i firmy Altix w konferencji na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu.

W dniach 17-18 marca 2011r. odbyła się Ogólnopolska Konferencja Naukowo-Szkoleniowa pt. „Student z niepełnosprawnością w szkole wyższej”. Zorganizowali ją: Wydział Studiów Edukacyjnych UAM, Zakład Pedagogiki Specjalnej, Biuro Pełnomocnika Rektora ds. Studentów Niepełnosprawnych, Zrzeszenie Studentów „Ad Astra”, naukowcy i pracownicy Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. To kolejne tego typu wydarzenie na naszych uczelniach. Jak widać, docenianie ważności problemów osób niepełnosprawnych rośnie. Można powiedzieć, że mamy wysyp takich konferencji, spotkań, dyskusji. To świetnie! Od kilku lat Uniwersytet Warszawski organizuje konferencję pt. „Edukacja dla wszystkich”, której towarzyszy wystawa sprzętu przeznaczonego dla inwalidów. Krakowski UJ oraz AGH nie pozostają w tyle. 17 lutego 2011 byłem na bardzo ciekawej konferencji na Uniwersytecie Wrocławskim pt. „Możliwości a bariery. Nowoczesne uczelnie bez barier.”, którą zorganizowali: Pełnomocnik Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych, Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego i Stowarzyszenie Twoje nowe możliwości.

Tym razem jednak chodzi o UAM. Zadzwoniła do mnie nasza współpracowniczka z Poznania – Kamila Wejman, która skontaktowała się z panią Beatą Tylewską – Nowak. Rozmawiały o naszym udziale w organizowanej przez tę uczelnię konferencji. Na początek okazało się, że udział jest niemożliwy, bo organizator ma taką zasadę, że nie mogą tam prowadzić swojej promocji firmy. Dla Altixu miejsca więc nie było! Odnieśliśmy się do tego ze zrozumieniem. Faktycznie, gdy spotykają się naukowcy z całego kraju, to nie czas na marketing. Z drugiej jednak strony, jak ci naukowcy mogą dowiedzieć się o nowych produktach, które mają służyć niepełnosprawnym studentom?

Zapytałem Kamilę, czy znajdzie się tam miejsce dla fundacji i wystąpienia o misji zmieniania świata zgodnie z zapisami konwencji ONZ oraz dyrektywami UE. Sprawdziła i poinformowała, że też ciężko, gdyż cały program jest już domknięty. Szkoda! Nie byłbym sobą, gdybym nie powalczył do końca. Zadzwoniłem do pani Beaty Tylewskiej – Nowak, która wcisnęła jakimś cudem mój fundacyjny referat do programu konferencji. Rewelacja!

Niedługo musiałem czekać na nieprzyjemną aferę. Nagle zadzwoniła Kamila i poinformowała, że jest kłopot, gdyż pani Tylewska – Nowak dowiedziała się, że ja jestem jednocześnie prezesem Altixu oraz fundacji. W tej sytuacji uznała, że jest to świadome wprowadzenie w błąd. Przedtem porozmawialiśmy sobie sympatycznie, a ja napisałem krótki mail zawierający treści merytoryczne, które chcę omówić w trakcie referatu. Podczas rozmowy telefonicznej i w tym mailu rozmawialiśmy o prawach osób niepełnosprawnych, obowiązkach władz państwa i innych instytucji publicznych dotyczących wyrównywania życiowych szans tej grupy obywateli itd. Zaproponowana przeze mnie tematyka bardzo się spodobała, z czego wynikła decyzja, by umieścić mój referat w programie konferencji. I co nagle się stało? Pani Beata Tylewska – Nowak dowiedziała się, że jestem zarówno z fundacji, jak i z firmy? A czy to jakaś tajemnica? Osobiście zakładałem tę fundację w roku ’92 i nie robiłem z tego żadnej tajemnicy. Zawsze też podkreślamy, że Altix jest jej założycielem oraz generalnym sponsorem. Czy pani Tylewska – Nowak o tym nie wiedziała, a gdy już to nastąpiło miała powody do oburzenia?

Najwyraźniej ktoś przedstawił naszą działalność w negatywnym świetle. Zadzwoniłem i zapytałem co się dzieje. I owszem, tragedia! Faktycznie, pani Tylewska – Nowak dowiedziała się o wszystkim i była bardzo oburzona. Zdziwiłem się i nie tyle, usprawiedliwiałem, bo nie miałem powodu, ile wyjaśniałem. „Jak to, nie wie pani, że ja jestem zaangażowany w obu tych instytucjach? Przecież jest to prezentowane wszędzie, gdzie powinno. Altix ma 22 lata, a fundacja 19. Od zawsze działamy transparentnie i niczego nie ukrywamy.” Pani Tylewska – Nowak miała pretensje przede wszystkim o to, jakobym specjalnie o tym nie poinformował w naszych rozmowach i mailach. „Nie poinformowałem, bo to jest oczywiste i nie pomyślałem nawet, że pani może tego nie wiedzieć! Poza tym, co to ma do rzeczy! Fundacja promuje ideę zmieniania świata, od dawna jeżdżę z takimi referatami, stale modyfikuję ich treść, by opowiadać o coraz nowszych osiągnięciach, a także o zasłyszanych przykładach dyskryminacyjnych i nigdy nie łączyłem mojej działalności społecznej z propagowaniem oferty firmy Altix!” Pani Tylewska – Nowak czuła się jednak oszukana i nie dała się przekonać. Ten, kto przedstawił naszą działalność negatywnie, mocno popracował, by nie pozostawić żadnych wątpliwości.

Zapewne nie przypadkiem, w tym samym czasie przyszła wiadomość, że jest już na tej konferencji miejsce dla wystąpień firmowych. Oto firma Harpo i jej referat pojawiły się w programie. Wcześniej tak miało nie być, a Altix nie mógł przecież się tam pojawić. Przecież to byłaby reklama, która nie jest dopuszczalna na konferencji na uczelni. Uniwersytet nie może reklamować firm i produktów. A jednak może! Dlaczego więc inna firma może wystąpić, a my nie mogliśmy? Wyjaśniono nam, że przecież występujemy, bo ja jestem szefem Altixu. Na pytanie co to ma do rzeczy nie otrzymałem odpowiedzi, bo to podobno oczywiste. Zapytałem też, co ma mój referat i jego treść do reklamy i jak porównuje się z faktem, że w programie konferencji pojawił się nagle referat firmy Harpo podanej jawnie, bez ogródek.

Tak się obraziłem, zdenerwowałem, że zapowiedziałem, że w tej sytuacji nie pojadę do Poznania. Zapewne obejdą się beze mnie i Harpo wystarczy. Od zawsze firma ta miała dobry kontakt z uczelnią, więc trudno się dziwić, że i teraz dostała inne warunki niż my. Altix nie mógł wystąpić, a Harpo tak. Gdy panią Beatę Tylewską – Nowak zainteresowała propozycja referatu fundacyjnego i przyjęła ją z radością, ktoś postarał się, by zepsuć jej humor i nasze porozumienie.

Potem odtajałem. Zdenerwowanie ustąpiło. Pomyślałem, że nie można tak odpuszczać, bo sprawy, dla których pracuję, są ważniejsze. Pojechałem więc i wystąpiłem.

Mój referat bardzo się podobał. Opowiedziałem o tym, o czym piszę w swoich poradnikach. Wspomniałem o konwencjach ONZ – owskich, o Unii Europejskiej, o sytuacji w Polsce, pomocy i jej braku w kraju, w którym inni nie tracą, a niewidomym mówi się, że jest kryzys i muszą poczekać na dotacje. W tym kontekście wspomniałem o PFRON’ie, który tyle dobrego zrobił dla środowiska, a teraz o nas zapomniał. Poopowiadałem o ubrajlowieniu oraz udźwiękowieniu otoczenia. To wielka i ważna dziedzina. Niewidomy może być tak „oprotezowany”, że niemal całkowicie znikną skutki jego inwalidztwa w kwestii nauki lub zatrudnienia. Dajemy mu urządzenia mówiące i brajlowskie, a on da sobie radę. Przy pomocy urządzeń lektorskich odczyta dokument, razem z syntezatorem mowy napisze i poprawi własny tekst. Może używać urządzeń i programów językowych, matematycznych, muzycznych – niczego tu nie braknie poza pieniędzmi. To wszystko jest drogie i wymaga dotacji. Dlaczego drogie? Bo jest produkowane w mniejszych seriach i każdy element kosztuje więcej. O ile normalna waga łazienkowa może kosztować około 50 zł, waga mówiąca około 600. Trudno wymagać, żeby niewidomi i niedowidzący płacili dodatkowo za to, że mieli pecha i los ich nie oszczędził. Na Zachodzie nie ma w takich sprawach dyskusji, a jest pomoc. U nas bywa różnie.

Po referacie podeszło do mnie wiele osób, którym rozdałem moje publikacje, np. „Atlas Turystyczny dla Niewidomych”, „Matematyczną notację brajlowską”, poradnik „Umiejętności na wagę złota” itd. Było przesympatycznie. W ten sposób przekonałem się też, jak wiele cudownych osób pracuje dla niepełnosprawnych.

I nagle „klapa”! Mój współpracownik otwiera materiały konferencyjne, które leżały na blacie, a dokładniej mówiąc na każdym blacie przed uczestnikami, i widzi w nich katalog i ulotki firmy Harpo! Co Państwo na to? Czy tam faktycznie nie mogło być reklamy? Czy katalog wziął się znikąd, ktoś go włożył przypadkiem? O nie, od początku było wiadomo, że ta firma ma mieć reklamę, tyle że nie mógł mieć jej Altix. Na przerwie podszedłem do pani Tylewskiej – Nowak i zapytałem jak się podobał mój referat i czy choć trochę znalazła tam elementów marketingowych. Nie, nie znalazła i nikt nie znalazł. Dlaczego więc na tak świetnej uczelni dochodzi do takich zgrzytów? Pan Henryk Lubawy, specjalista ds. sprzętu i oprogramowania wspomagającego dla osób niepełnosprawnych z uszkodzeniem narządu wzroku, twierdzi, że wszystko jest w porządku, ale jego wypowiedź nie wyglądała na szczerą. Czy to on wpływał na panią Tylewską – Nowak? Może nie, ale na drugi raz należy wiedzieć, jak traktować producentów i sprzedawców, by nie było nieporozumień.

Konferencji towarzyszyła wystawa sprzętu dla niewidomych i tu wszystko było w jak najlepszym porządku. Swoje produkty prezentowały różne firmy działające w tej dziedzinie. Obejrzałem wszystko, co było obecne. Po raz pierwszy zaszedłem też na stoisko firmy Harpo. Spotkałem dwie miłe dziewczyny, które pokazały mi ich sprzęt. Muszę przyznać, że było miło i ciekawie, choć stoisko firmy Altix było w mojej opinii ciekawsze. Kilka ich rzeczy mnie zaciekawiło, a kilka zawiodło. Pewnie w naszej ofercie też tak jest. Byłem też na stoisku Marka Jakubowskiego oraz firmy E.C.E. Tyflografika Marka mi się podobała, a produkty firmy E.C.E. nie. Jestem oczywiście subiektywny, ale mam wrażenie, że te rzeczy są jakieś słabsze, brzydsze niż inne. Na przykład Kajetek to dla mnie dziwactwo, ale skoro iluś tam niewidomych go lubi, albo niektórzy widzący twierdzą, że notatnik bez brajlowskiego tekstu umożliwia naukę brajla, to Kajetek ma prawo istnienia.

Sama konferencja była wspaniała. Uczestniczyły w niej z ramienia Fundacji Szansa dla Niewidomych dwie osoby na czele z Marysią Miedzianowską. Ona była zachwycona. Poznaliśmy ciekawych ludzi, wysłuchaliśmy wartościowych referatów. Uczelnia stara się o niepełnosprawnych studentów, czego chcieć więcej? Największe wrażenie wywarła na nas młoda dziewczyna kończąca tam studia. Jest inwalidką ruchu. Swój referat wygłaszała na wózku. Jest po prostu świetna. Fundacja zaprosi ją na konferencję REHA FOR THE BLIND IN POLAND, by mogli ją poznać nasi goście, którzy przyjadą w grudniu do stolicy.

Charytatywna działalność firmy Altix – Najlepiej, gdy nie jest się jedynym obywatelem świata!

Rok 1980! Rany, jak fajnie! Wszystko nagle się ruszyło, jaki gwar, nadzieje, plany! Przy sklepach grupki rozgadanych ludzi i nie narzekają na brak towaru, ale omawiają niebywałe wydarzenia. Nie są wkurzeni, są raczej podekscytowani. Tak zaczynała się polska rewolucja. „Chwilę” potem stan wojenny i kompletna cisza – wróciło najgorsze i to w strasznym wydaniu. Grupek ludzi już nie było, a gdy były, trzeba było się szybko oddalać, bo robiło się niebezpiecznie. Po grudniu ’81 czekało się kilka lat do polskiej odwilży, ale przyszła. Zapowiadała się wcześniej, ale na dobre tu zagościła w roku ’89. Nie było tak radośnie jak 9 lat wcześniej, ale znowu wielu ruszyło do działania. W tej atmosferze powstała firma Altix. Wcześniej nie byliśmy gotowi. Przecież zakładanie firm nawet w kraju wolnorynkowym i demokratycznym rzadko dotyczy studentów, ludzi zbyt młodych. Na wszystko musi przyjść czas. A więc w roku ’89 można było zebrać fajną grupę ludzi i założyć firmę. Były to takie czasy, że poza odważnymi prekursorami większość nie rozumiała co to znaczy prywatna firma, odpowiedzialność. Nauczenie takich pojęć jak obrót, zysk, marża, podatki, VAT, zysk netto i brutto, amortyzacja, środki inwestycyjne, zapasy magazynowe itd. wymagało czasu. Na początek działało się głównie dlatego, że był pomysł i wielkie chęci.

W związku z klimatem nieufności, wielu przedsiębiorców starało się prowadzić swoje firmy w taki sposób, by mogli z ich pracy korzystać inni. Altix też tak zrobił. Zadeklarowaliśmy, że zaczynamy od zera, ale gdy coś zarobimy, podzielimy się zyskiem. Już wtedy powstał plan dofinansowania rehabilitacji kolejnych niewidomych, który realizuje się u nas do tej pory i nie wygląda na to, byśmy go chcieli zaprzestać. Spółka powstała w maju 1989 roku, a działalność gospodarczą zaczęliśmy w listopadzie. Pierwszą sprzedaż odnotowaliśmy bodaj w grudniu ’89, a w roku ’90 miała miejsce pierwsza darowizna. Na początek musieliśmy jako autorzy programów darować prezent naszej firmie – stworzyliśmy dla niej kilka mówiących programów, które wykonaliśmy bezpłatnie. Dzięki temu powstał syntezator mowy i program odczytujący treść wyświetloną na ekranie komputera. Potem darowaliśmy własnej firmie kolejne mówiące programy, które wykorzystywały ten syntezator. Pierwszymi prezentami, które ofiarowaliśmy na zewnątrz, były te same produkty. Przekazaliśmy je uczniom szkół dla niewidomych i niedowidzących. Tam też zaczęły „gadać” komputery. Potem były następne inicjatywy, aż w roku ’92 zdecydowaliśmy się na założenie fundacji. To ona miała przejmować część zysku firmy i przekazywać ją środowisku inwalidów wzroku. Pierwszą jej nazwą była Unia Pomocy Niepełnosprawnym Szansa. Pierwszym prezesem został pan Jacek Kwapisz, wielki przyjaciel niewidomych, były wychowawca w ośrodku w Laskach. Gdy został zatrudniony w Ministerstwie Oświaty, prezesem zostałem ja. Pracowałem w Altixie, toteż w fundacji zostałem prezesem społecznie. Tak jest do tej pory.

W ciągu 20 lat istnienia fundacji, Altix przekazał duże środki. Pozwoliły pomóc wielu szkołom, organizacjom, jednostkom terenowym Polskiego Związku Niewidomych oraz osobom indywidualnym. To zaszczyt, że możemy tak działać. Przychodzą do nas klienci, zamawiają i kupują towary i usługi, a część zysku może iść tam, gdzie brakuje pieniędzy. Fundacja dostała mnóstwo przeróżnych podań z prośbą o pomoc. Jak nie pomóc rodzinie, która ma troje dzieci, rodzice są z naszego środowiska, a nie mają pralki! Jak nie pomóc Kołu, które ledwo powstało, a już nie ma z czego utrzymać swojego lokalu!

Największym naszym sukcesem jest zorganizowanie akcji pomocy Szkole Krakowskiej, która w roku 2010 uległa zalaniu ściekami w ubiegłorocznej powodzi. Udało się nam zebrać aż 300 tysięcy złotych na zakup sprzętu do pracowni tyfloinformatycznej. Altix przekazał w ramach tej pomocy ponad 30 tysięcy złotych. Zakupiliśmy 10 komputerów ze znakomitymi monitorami. Dołożyliśmy do tego oprogramowanie i kilka innych urządzeń. Największym darem dla tej pracowni była profesjonalna drukarka od szwedzkiej firmy Index, o której mówiło się wiele na ostatniej konferencji REHA FOR THE BLIND IN POLAND. Dyrekcja, nauczyciele, uczniowie z tej szkoły nie pozostali nam dłużni. Właśnie na tej konferencji zadedykowali nam przecudowny program artystyczny, w którym wszystkie elementy były na najwyższym poziomie.

Czy pomoc ta i inne byłyby możliwe bez poparcia udzielanego właścicielom i zarządowi przez całą załogę? Nie! Za każdym razem jest tak, że gdy decydenci chcą przekazać jakiś dar, pracownicy firmy wiedzą, że ogranicza to fundusz wynagrodzeń za dobrze wykonaną pracę. Wiedzą i się nie sprzeciwiają. Wręcz przeciwnie – sami wnoszą o kolejne darowizny. Czy to nie jest wspaniałe?

Otaczają nas setki, albo tysiące przyjaciół, którzy nie dostali od nas niczego bez sensu, lecz wędkę, by móc osiągnąć sukces.

Ostatnio byliśmy w szkole dla niedowidzących na ulicy Koźmińskiej w Warszawie i przekazywaliśmy kolejne prezenty – telefony komórkowe wraz z oprogramowaniem mówiącym i powiększającym obraz – Mobile Speak i Magnifier. To nie było za darmo, lecz za świetne wyniki w konkursie na najlepszego Kulturalnego Erudytę.

O tym przedsięwzięciu Fundacji Szansa dla Niewidomych zainspirowanej naszymi pomysłami informujemy w osobnym artykule – warto przeczytać!

I co, czy takie akcje były możliwe w tamtych czasach, gdy ganiało się za zrealizowaniem kartek na mięso lub cukier, gdy mieliśmy nawet kartki na obuwie, a mowy nie było o talonie na samochód czy przydziale mieszkania! Gdy „rzucili” do sklepu dywany, zbierało się całe osiedle – kto pierwszy, kto ma prawo do zakupów bez kolejki! Dlaczego ta pani z wózkiem się tak pcha, a dlaczego niewidomy może kupić wszystko, a my musimy czekać? Czy jutro będą te telewizory, a pralki – kiedy przyjadą pralki?

Ci, którzy mają tyle lat co ja, wiedzą, że żyli w innym świecie. Był taki niby socjalny, dobrotliwy, sprawiedliwy, że trudno było dawać nawet drobne prezenty. Chodziło się na imieniny i dawało marne koszule bez wyrazu, bo innych nie było w sklepie. Czasem w rodzinach dochodziło do imieninowych wymian podobnych rzeczy – innych, urozmaiconych przecież brakowało! A kto miał pieniądze na sponsoring? Taki to świat odjechał, a przyjechał inny. Czy ten jest bez wad? Nie, ma wad po prostu mnóstwo, ale pozwala ujawnić indywidualne preferencje ludzi, ich zainteresowania, poglądy. Gdy ktoś chce pracować i podzielić się zarobkiem, zyskiem, to ma taką możliwość. Gdy się na to zdecyduje, może liczyć na współudział innych i czuć, że wszyscy są RAZEM.

SightCity – Spojrzenie z innej strony

Mówi się, że początki są najtrudniejsze i rzeczywiście coś w tym jest. Mój początek pracy dla Altix Sp. z o.o. był jak skok na głęboką wodę. Już w dniu podpisywania umowy o pracę otrzymałam propozycję wyjazdu na SightCity. W pierwszym momencie byłam bardzo zdziwiona pomysłem szefa – z perspektywy czasu uważam, że był to strzał w dziesiątkę.

W dniu wyjazdu staraliśmy się umówić tak, by jak najwygodniej było nam się wszystkim zebrać. Przystanek autobusowy w okolicy metra Marymont, przejmujące zimno, choć był to 2 maja. Nie do końca wiedziałam na kogo właściwie czekam, gdyż z osób, z którymi miałam jechać widziałam wcześniej tylko Janusza Mirowskiego. Jakież zaskoczenie nastąpiło gdy dowiedziałam się, że koleżanka, która też jechała, czekała na tym samym przystanku co ja. Gdybyśmy wiedziały wcześniej! Z lekkim poślizgiem, uzbrojeni w prowiant, który przygotowała żona Michała Kwaśniewskiego, w składzie: ja, Malwina Król, Krzysiek Kulik, Janusz Mirowski i Michał Kwaśniewski ruszyliśmy w stronę Wrocławia. Podróż minęła bardzo sprawnie. W sumie dużo sprawniej niż samo odnalezienie się we Wrocławiu. Ale kto by nie chciał zwiedzać Wrocławia? Pierwsze spotkanie z resztą załogi, rzut okiem na bagaż i pojawiła się wizja jazdy ze swoją walizką na kolanach. Na szczęście udało się tego uniknąć. Ściśnięci nieco (dosiadła się Bernadetta Waligóra, Justyna Kalbarczyk i Michał Bałamut) , wieczorem dojechaliśmy do Bolesławca. Każdy myślał już chyba tylko o kolacji. Nie tracąc czasu na zbędne rozpakowywanie, po przywitaniu się z ostatnią częścią ekipy tj. Anitą Mazur i Maćkiem Motyką, wszyscy razem ruszyliśmy w poszukiwaniu knajpy. Znaleźliśmy szybko niezłą, dość przytulną, przystępną cenowo restaurację. W knajpie po raz pierwszy nastąpiła integracja. Rozmawialiśmy o pracy, o tym co robiłyśmy my – nowe osoby w zespole, zanim zaczęłyśmy pracować dla Altix oraz czym zajmują się nasze koleżanki i koledzy w Altixie. W ten sposób odbyłam w miłych warunkach nieco przyśpieszony kurs wiedzy o firmie. Podróż wymęczyła nas najwidoczniej, gdyż szybko wróciliśmy na kwaterę.

3 maja w Bolesławcu przywitał nas śniegiem. Czego jak czego – ale zimy w maju się nie spodziewałam! Pozostało mieć nadzieję, że we Frankfurcie będzie cieplej. Teraz trzeba było otworzyć walizę i wyciągnąć wszystko, co tylko było choć trochę cieplejsze. Przez to zimno spakowaliśmy się w tempie ekspresowym. Na szczęście Anita i Maciek byli drugim samochodem. Gdyby nie to , naprawdę nie wiem jak byśmy się zabrali. Oczywiście nasze największe bagaże zostały przeniesione do drugiego auta. Nie było innego wyjścia.

Droga do Frankfurtu minęła spokojnie. Im bliżej Niemiec , tym wyższą temperaturę wskazywał termometr. W sumie dojechaliśmy nieco wcześniej niż zakładaliśmy. W drodze wstępnie ustaliliśmy podział zadań na dni targów. Zależało nam na tym, żeby jak najszybciej ustawić stoisko i podjechać coś zjeść. Okazało się jednak, że jesteśmy za wcześnie i trzeba poczekać. Wykorzystaliśmy czas na zapoznanie się z naszymi nowymi produktami. Były i prezentacje i rozmowy, każdy mógł dotykać i pozaprzyjaźniać się z urządzeniami. Ustawianie stoiska to był kolejny, mocno integrujący element wyprawy, choć trzeba przyznać, że zadanie to zabrało nam ogólnie sporo czasu.

Na kolację trafiliśmy bardzo późno. Za to wybraliśmy się do miejsca, w którym serwowane były jak dla nas mocno egzotyczne potrawy – od kangura, poprzez krokodyla do kiwi. Jedzenie smaczne, choć walczyłam z krokodylem tak zawzięcie, że cały stolik kiwał się w rytm przesuwu noża. Kilka godzin w nowej pracy wystarczyło, bym szukała na menu napisów w brajlu.

Pierwszego dnia dotarliśmy na targi w rekordowym tempie, praktycznie jako jedni z pierwszych. Dołączyła do nas Julia, która miała nam pomagać przy rozmowach z klientami niemieckojęzycznymi. W ciągu kolejnych dni stało się jasne, jak bardzo jej pomoc była nieoceniona. Bardzo wiele osób mówiło wyłącznie po niemiecku i na próbę rozmowy po angielsku reagowało szybkim oddaleniem się od stoiska. W chwilach, gdy nie było zbyt wielu zwiedzających, staraliśmy się sami zwiedzić Targi. Zależało mi na tym, żeby poznać naszych kluczowych partnerów, ich produkty, a także spotkać firmy konkurencyjne. Trudno wyobrazić sobie lepszą ku temu okazję! W sumie na Targach wystawiało się ogółem ponad 120 wystawców z 22 krajów. To, co zdecydowanie najbardziej mnie uderzyło, to ilość powiększalników – zupełnie, jakby właśnie one były motywem przewodnim wydarzenia. Oczywiście były wystawiane również inne produkty. Wiele z nich było bardzo interesujących. Spodobał mi się na przykład lokalizator – urządzenie, dzięki któremu można zlokalizować położenie trzech wybranych rzeczy. Na zasadzie podobnej do zabawy w ciepło-zimno, urządzenie-pilot pomaga odnaleźć poszukiwany przedmiot (np. portfel), do którego jest przypięty specjalny czujnik. Myślę, że takie urządzenie byłoby przydatne również dla wielu osób pełnosprawnych.

Praca na stoisku firmy dostarczyła mi wiele poruszających momentów – np. kiedy pewien niesłyszący niewidomy, który oglądał naszą wieżę Eiffla w pewnym momencie powiedział co „widział”. Takich chwil było dużo, dużo więcej. Przyjemnie było słyszeć, jak osoby niemieckojęzyczne oglądające tyflografiki budynków i map Uniwersytetu Wrocławskiego bez większych problemów czytały napisy brajlem po polsku. Spotkałam również osobę widzącą (narodowości niemieckiej), która czytała wydaną przez nas w brajlu książkę w języku rosyjskim. Nasze stoisko odwiedziły przeróżne osoby. Niektórzy poszukiwali konkretnych produktów (udźwiękowionych: termometru do mięsa, termometru do sauny, krokomierza), inni byli zainteresowani wyłącznie NaviEye, Eulerem, eClicto czy tyflografiką/grafiką wypukłą. Oczywiście nie brakowało kolekcjonerów – osób, które odwiedzają targi chyba tylko żeby zebrać gadżety, cukierki itp. Odbyłam serię rozmów na stoisku, ale również miałam okazję uczestniczyć w spotkaniach z naszymi partnerami: firmą ViewPlus iKKGS.

Każdy miał ręce pełne roboty. Michał Kwaśniewski momentami znikał z pola widzenia, gdyż prowadził prezentacje nawigatora na zewnątrz. Szkoda, że wokół były wysokie budynki – prezentacja możliwości urządzenia w tych warunkach nie należała do łatwych.

Anita prezentowała eClicto, Krzysiek, Janusz i Beta odbywali spotkanie za spotkaniem. Michał Bałamut zaskakiwał zaangażowaniem, znajomością języka niemieckiego, a także niesamowitą elastycznością i umiejętnością dokładnego objaśnienia sposobu działania wszystkich urządzeń, które wystawialiśmy, choć jego głównym produktem był oczywiście Euler. Maciek z kolei był naszym ekspertem od wyrobów udźwiękowionych, przy czym prowadził rozmowy również w języku rosyjskim! Justyna i Malwina czuwały nad tym, by wciąż ktoś był obecny na stoisku.

Dni Targowe były mocno intensywne. Każdego dnia kończyliśmy później, niż było to przewidziane w programie. Ciągle pojawiał się nowy pomysł, z kim jeszcze chcielibyśmy porozmawiać. Zainteresowanie naszym stoiskiem wrastało z każdym dniem, a ostatniego dnia przychodziły osoby, które już konkretnie szukały naszej firmy. Zwiedzający pytali o nasze produkty, byli zainteresowani nawigatorem i tyflografiką. Nawiązaliśmy wiele interesujących kontaktów. To był naprawdę nasz duży sukces – szczególnie, że SightCity to był nasz firmowy debiut w charakterze wystawcy!

Ostatni dzień Targów wypełniły nam spotkania i oczywiście pakowanie. To był wyjątkowo pracowity dzień. Intensywny pod względem ilości odbytych rozmów i spotkań. Dodatkowo zaplanowaliśmy, że do Warszawy wracamy bez postojów/noclegów i po drodze rozwozimy członków zespołu.

Organizacja Targów, moim zdaniem, była bardzo dobra. Obsługa reagowała szybko, gdy tylko potrzebowaliśmy w jakimś zakresie dokonać uzgodnień (jak np. podłączyć Internet). Mankamentem pozostały ceny – 3,5 EUR za pół bułki, tyleż samo za filiżankę kawy. Lokalizacja stoiska naszej firmy mogła wpłynąć na ilość odwiedzających, aczkolwiek wydaje mi się, że nie było zbyt wiele osób, które nie odwiedziłyby naszej części ekspozycji. Zdecydowanie zaś położenie w mniejszej sali dawało wrażenie kameralności i przytulności, co jak sądzę nieco ułatwiało rozmowy.

Uważam, że debiut naszej firmy w charakterze wystawcy był dużym sukcesem. Mam nadzieję, że nawiązane kontakty zaowocują w przyszłości. Dla mnie osobiście był to bardzo pouczający wyjazd. W kilka dni dowiedziałam się o środowisku, urządzeniach, firmach nieporównanie więcej, niż mogłabym się dowiedzieć w dużo dłuższym czasie, gdybym w Targach nie uczestniczyła.

Dotrzeć do celu!

Któż z nas nie stawia sobie celów? Już w pierwszy dzień każdego roku postanawiamy, że znajdziemy lepszą pracę, że przeczytamy więcej książek, że chodzić będziemy do teatru; obiecujemy sobie, że odchudzimy się, że w końcu nauczymy się języka angielskiego… A kiedy coś nam nie wyjdzie – obiecujemy sobie, że od poniedziałku to już na pewno, że od nowego miesiąca, że od jakiegoś wydarzenia… Każdy z nas pragnie docierać do kolejnych celów, które stawia przed nami życie lub też które stawiamy sobie sami. Bo dopiero wówczas wszystko ma sens. A że osobom z dysfunkcją narządu wzroku jest trudniej, Fundacja Szansa dla Niewidomych wyznaczyła sobie własny cel – pomagać im w ich dążeniach. Dlatego realizujemy wiele projektów, aby wyprostować drogę, którą nasz podopieczny podąża w celu osiągnięcia satysfakcji w każdej sferze jego życia – zawodowej, społecznej, emocjonalnej. Realizujemy kolejne projekty – jak chociażby pn. „Dotrzeć do celu – nowocześnie rozumiana samodzielność niewidomych i słabowidzących gwarancją zatrudnienia na rynku pracy w społeczeństwie informacyjnym”. Już sam jego tytuł jest inspiracją i zachętą. Chcielibyśmy poopowiadać Wam o nim trochę, bo jest naprawdę niezwykle interesujący.

Głównym celem projektu jest poprawa dostępu do zatrudnienia i integracja społeczna osób niewidomych i słabowidzących. Realizujemy go w systemie wieloletnim – od 2009 roku do końca roku bieżącego. Pragniemy zachęcić niewidomych i słabowidzących do podjęcia rzeczywiście dużego wysiłku, ale za to dobrze zaprojektowanego i profesjonalnie wykorzystanego. Wieloletnie doświadczenie pozwoliło nam wypracować efektywne metody pracy i sposoby dostosowania programu szkoleń, materiałów merytorycznych oraz kwalifikacji tyflospecjalistów do potrzeb inwalidów wzroku; pozwoliło nam wypracować takie treści, które pomogą osobom zajmującym się tą zagrożoną wykluczeniem społecznym grupą, zrozumieć ich ograniczenia i potrzeby, a przez to efektywnie im pomagać w rehabilitacji, integracji społecznej, jak również w wejściu na rynek pracy. Dla tej grupy osób niepełnosprawnych skuteczną rehabilitacją jest praca zawodowa, która rozwija umiejętności społeczne i pomaga pokonywać bariery psychofizyczne.

Projekt realizujemy poprzez trzy zadania, w ramach których organizujemy i prowadzimy:

  • szkolenia, kursy, warsztaty – aktywizujące zawodowo i społecznie osoby z dysfunkcją narządu wzroku,
  • zintegrowane działania na rzecz włączania osób niepełnosprawnych w rynek pracy, w szczególności poprzez doradztwo zawodowe; przygotowanie i wdrożenie indywidualnego planu drogi życiowej i zawodowej oraz prowadzenie specjalistycznego poradnictwa zawodowego i pośrednictwa pracy, mających na celu przygotowanie do aktywnego poszukiwania pracy i utrzymania w zatrudnieniu osób niepełnosprawnych,
  • szkolenia, kursy i warsztaty dla członków rodzin, opiekunów i wolontariuszy.

Co proponujemy niewidomym? Kursy, szkolenia i warsztaty z niezmiernie szerokiego zakresu, m.in.: praca nad wizerunkiem, usprawnienie rehabilitacyjne, poznanie metod nauki języków obcych, polskie i europejskie prawo pracy, sprawne pozyskiwanie informacji z Internetu, zajęcia mające na celu pozyskanie umiejętności samodzielnego podpisywania się, pisania CV i listów motywacyjnych, zasad odbywania rozmów kwalifikacyjnych i autoprezentacji; zajęcia dotyczące pokonywania barier psychospołecznych itp.

Proponujemy pośrednictwo pracy, indywidualne poradnictwo zawodowe, realizowane przez specjalistów, m.in. doradców zawodowych, psychologów, instruktorów rehabilitacji i rehabilitantów wzroku, spotkania w ramach grup wsparcia.

Równocześnie podejmujemy działania na rzecz rodzin, opiekunów i wolontariuszy naszych podopiecznych. Pomagamy zrozumieć ograniczenia i możliwości osób niewidomych i słabowidzących, zapewniamy spotkania z szeroką grupą specjalistów.

Wszyscy uczestnicy projektu mają możliwość otrzymania materiałów szkoleniowych, zarówno w druku zwykłym, jak i powiększonym czy też w brajlu.

W konsekwencji z naszej pomocy skorzysta kilkaset osób.

Oj, długo możnaby pisać o projekcie „Dotrzeć do celu”, bo dużo w nim proponujemy. To także jeden z naszych celów – samodzielność zawodowa osób niewidomych i słabowidzących; to ona daje uczucie wolności; to ona sprawia, że mamy właściwe poczucie własnej wartości oraz to, że nie musimy oglądać się na innych. Pracownicy i wolontariusze Fundacji, nie zważając na ilość zaangażowanego czasu, dokładają wszelkich starań, by środowisko osób niewidomych i słabowidzących rozświetlało się samodzielnością i niezależnością. Samodzielność i niezależność osób niewidomych i słabowidzących to jeden z głównych celów działalności Fundacji – docieramy do niego małymi kroczkami, bo spraw do załatwienia w tym temacie jest ogromnie dużo. Ale dajemy radę!

Czy wiecie, że „Dotrzeć do celu” to tylko jeden z realizowanych przez Fundację projektów? Chcecie posłuchać o kolejnych? Zajrzyjcie więc do następnego wydania biuletynu.

Więcej o Fundacji na stronie www.szansa.waw.pl.

Altix społecznie odpowiedzialny?

Altix Dobroczyńcą Roku 2010!

Gdy spotykamy się na zebraniach w firmie i myślimy o naszej przyszłości, porównujemy się do innych firm i zastanawiamy, czy mała firma stworzona przez fascynatów i społeczników ma szanse na bezwzględnym wolnym rynku? Czy nasza dziedzina jest w stanie się obronić? Gdy rząd nie daje dofinansowań, a sprzęt jest zbyt drogi w wytworzeniu, aby klienci mogli kupić go samodzielnie?

Z biznesowego punktu widzenia jest wiele bardziej intratnych nisz na rynku, które wymagają mniejszego wysiłku i zaangażowania. Dlaczego więc nie zmienić branży? Albo zmienić model biznesowy i sprzedawać towar jedynie wysyłkowo lub poprzez zwyczajne sklepy komputerowe, nie utrzymywać ponad 60 pracowników, w tym ponad 20 niepełnosprawnych. Nasza załoga codziennie jest w kontakcie z klientami, pomaga nie tylko w sprawach związanych ze sprzętem, ale i po godzinach, bez dodatkowego wynagrodzenia, tak po prostu. Dlaczego ludzie chcą u nas pracować i czerpią z tego satysfakcję? Jak to się ma do wielkich korporacji i marketów?

Okazuje się, że Europa zorientowała się, że właśnie nasze podejście jest słuszne i promuje firmy społecznie zaangażowane, nie patrzące tylko na zysk, ale także na to, co dobrego robi firma dla społeczeństwa! To całkowicie nowe spojrzenie na biznes, które ALTIX ma zapisane w swoim kodzie genetycznym! Nasi założyciele instynktownie wyczuwali, że dzielenie się zyskiem, długofalowo przyniesie same korzyści!

Zrozumieliśmy, że nasza działalność jest wyjątkowa i trzeba ją za wszelką cenę chronić i promować! Jednym ze sposobów pokazania światu naszej dziedziny, środowiska, problemów i szans były konkursy, do których zgłosiliśmy naszą firmę. Okazało się, że nie tylko my uważamy, że nasza działalność jest ważna. Z zaskoczeniem otrzymaliśmy wiele słów uznania i nagród – gdy ludzie ze świecznika raz wejdą w nasz Świat, chcą w nim pozostać i pomagać. To niesamowite, jak pozytywnie reagują na nasze idee! Otworzyło to przed nami i naszymi klientami wiele drzwi, które były zamknięte tylko dlatego, że nikt o nas nie słyszał. Nasze środowisko ma tendencje do niewychodzenia poza swoje ramy chcemy to zmienić!

Nasz Prezes Marek Kalbarczyk ostatnio otrzymał nagrody: Super Lodołamacz 2009, Człowiek Bez Barier 2010, aż wreszcie zostaliśmy Dobroczyńcą Roku 2010! Gdzie w finale konkurowaliśmy jak w równy z równym z takimi gigantami jak Telekomunikacja Polska S.A., Bank City Handlowy… i wygraliśmy!

O konkursie Dobroczyńca Roku:

Organizowany przez Akademię Rozwoju Filantropii w Polsce Konkurs o tytule „Dobroczyńca Roku” od

14 lat niezmiennie nagradza firmy za ich społeczne zaangażowanie. Od 14 lat pozostaje największym takim konkursem w kraju, promując ideę działalności społecznej przedsiębiorstw, nagradzając te najaktywniejsze i zachęcając inne do społecznego zaangażowania. Organizacje mają szansę nominować swoich dobroczyńców w dwóch kategoriach: ogólnopolskiej („Współpraca firmy z organizacją pozarządową”, z podziałem na podkategorie „Firma mała/średnia” i „Firma duża”) i lokalnej („Lokalny wymiar społecznego zaangażowania firmy”). Ten rok jest dla Konkursu szczególny ze względu na obchody Europejskiego Roku Wolontariatu 2011. Z tej okazji została utworzona nowa kategoria „Program wolontariatu pracowniczego”, w której po raz pierwszy pracownicy firm zgłaszają projekty pozwalające im angażować się w działalność społeczną przy wsparciu pracodawcy. To właśnie w tej kategorii wygrała firma Altix!

Gdy zapoznaliśmy się z listą laureatów, utwierdziliśmy się w przekonaniu, że nasza misja ma sens i możemy z dumą i nadzieją patrzeć w przyszłość.

Laureaci konkursu o tytuł „Dobroczyńca Roku 2010”

Współpraca firmy z organizacją pozarządową:

  • Firma mała/średnia: Pryzmat
  • Firma duża: PKO Bank Polski i Inteligo Financial services

Lokalny wymiar społecznego zaangażowania firmy:

Bałtycki Bank Spółdzielczy

Strategiczne programy społecznego zaangażowania firmy:

Kompania Piwowarska SA

Program wolontariatu pracowniczego:

Altix sp. z o.o.

Czym jest społeczna odpowiedzialność?

Z ang. CSR (Corporate Social Responsibility) – koncepcja, według której przedsiębiorstwa na etapie budowania strategii dobrowolnie uwzględniają interesy społeczne i ochronę środowiska, a także relacje z różnymi grupami interesariuszy.

Według tego podejścia, bycie odpowiedzialnym nie oznacza tylko spełniania przez organizacje biznesowe (przedsiębiorstwa) wszystkich wymogów formalnych i prawnych, ale oprócz tego również zwiększone inwestycje w zasoby ludzkie, w ochronę środowiska i relacje z interesariuszami, którzy mogą mieć faktyczny wpływ na efektywność działalności gospodarczej tych organizacji.

Pod koniec XIX wieku w Stanach Zjednoczonych, potentaci przemysłu amerykańskiego, tacy jak John D. Rockefeller, Cornelius Vanderbilt czy Andrew Carnegie budowali imperia, nie zważając na etykę biznesu. Uciekali się oni do szantaży, uchylali się od płacenia podatków i stosowali dyskryminacyjną politykę cenową. Wskutek sprzeciwów urzędników państwowych wprowadzono nowe prawo, które określało stosunki pomiędzy gospodarką, państwem i społeczeństwem. Był to pierwszy krok, który ograniczał działalność przedsiębiorstw nastawionych wyłącznie na zysk.

„Niewidomi Biznesmeni – Czas na własną firmę”.

Projekt Fundacji Szansa dla Niewidomych.

Małgosia jest osobą słabowidzącą. Ma 40 lat i wspólnie z mężem prowadziła niewielkie stoisko z galanterią skórzaną na jednym z opolskich bazarów. Jak każda własna działalność, wymagało to zaangażowania i wysiłku całej rodziny. Jednak bilans zysków i strat jednoznacznie wskazywał, iż efekty ich wytężonych zabiegów są mizerne i wypadają znacznie poniżej niewygórowanych oczekiwań rodziny. Konieczne były zmiany. Małgosia czuła się na siłach, by ciężko pracować, rozwijać własne pomysły. Zdawała sobie sprawę, że mimo szczerych chęci, bez wsparcia sobie nie poradzi. Brakowało wiedzy i umiejętności, by skutecznie rozbudować mały biznes tak, by stał się rzeczywistym źródłem utrzymania i przynosił satysfakcję. Podczas jednej z wizyt w Tyflopunkcie Fundacji Szansa dla Niewidomych podzieliła się swymi refleksjami z naszym tyflospecjalistą. Takie sytuacje zostają skrzętnie odnotowywane przez wolontariuszy Fundacji. Chcemy skutecznie pomagać – musimy znać oczekiwania naszych przyjaciół!

Podobnie Piotr, który kilka lat temu w wyniku wypadku stracił wzrok. Wcześniej prowadził aktywne życie rodzinne i odnosił sukcesy rozwijając coraz lepiej prosperującą firmę. Utrata wzroku załamała go. Przez 3 lata nie wychodził z domu. Obecnie układa swoje życie na nowo. Współpracując z Fundacją podjął próbę nauki orientacji przestrzennej, uczy się obsługi komputera wyposażonego w program udźwiękawiający, poznaje pismo Braille’a. Zamierza ponownie prowadzić własną działalność. Z uwagi na wcześniejsze doświadczenie, posiada imponującą wiedzę na ten temat. Mimo to, Piotr potrzebuje fachowej pomocy, by powrócić do grona przedsiębiorców.

Także niewidomy Adam marzy o założeniu własnego biznesu – prowadzeniu szkoły tańca. Z problemami ze wzrokiem od urodzenia, pewnego ranka, w wieku kilkunastu lat, obudził się niewidomy. Sens życia odnalazł w tańcu. Jest mistrzem w swojej dziedzinie – laureatem wielu nagród zdobytych na prestiżowych konkursach i turniejach tanecznych. Udziela wskazówek innym i świetnie radzi sobie w roli instruktora tańca. Prywatna szkoła tańca? Od czego zacząć? Jakie są szanse i zagrożenia? W tych kwestiach możemy pomóc.

Na koniec Jola, Artur i Tadeusz. Z poważną dysfunkcją wzroku, w różnym wieku i różnymi

doświadczeniami życiowymi. Wszyscy są fizykoterapeutami. Artur i Tadeusz właśnie ukończyli szkołę średnią, Jola studiuje fizykoterapię i podnosi swoje kwalifikacje. Cała trójka marzy, by prowadzić własne gabinety masażu. Pomysłów mają mnóstwo i nie boją trudnej sytuacji, jaka panuje na interesującym ich rynku. Podobnie jak Małgosia, Piotr czy Adam – są kreatywnymi, przedsiębiorczymi osobami, którzy w gronie ekspertów chcieliby ocenić swoje możliwości w roli niewidomego biznesmena.

Bohaterowie artykułu to zaledwie 6 osób spośród 60 uczestników projektu „Niewidomi Biznesmeni – czas na własną firmę” realizowanym w 2010 roku przez Fundację Szansa dla Niewidomych. Dziś istnieje mnóstwo ofert szkoleń z zakresu prowadzenia własnej działalności gospodarczej, jednak projekt Fundacji był pierwszym, który skierował taką propozycję do osób z dysfunkcją wzroku i pod ich kątem przygotował działania szkoleniowe.

Projekt realizowany był w pięciu województwach: lubelskim, lubuskim, mazowieckim, opolskim i pomorskim. Dodatkowo na terenie całej Polski dla osób z dysfunkcją wzroku był całkowicie bezpłatny. W wyniku rekrutacji wybrano 60 beneficjentów – utworzono 12-osobowe grupy w każdym z województw. Fundacja zorganizowała 3 sesje 3-dniowych warsztatów podstawowych oraz warsztaty podsumowujące z zakresu: planowania działalności gospodarczej, sposobów pozyskania środków na rozpoczęcie działalności, dotacji dla niepełnosprawnych, kredytów i pożyczek, marketingu, a planowania działalności, planu gospodarczego. Analizowano aspekty prawne prowadzenia przez osoby niewidome i słabowidzące działalności gospodarczej w Polsce. Omawiano kwestie składania podpisów, czytania dokumentów, przepisów dotyczących wysokości podatków i składek ZUS-owskich.

Pracowano także nad wizerunkiem (niewidomi muszą nawet bardziej niż widzący zadbać o higienę, kosmetykę, ubiór, dobór ubrania, ułożenie włosów, gestykulację, mimikę, ponieważ często nie zdają sobie sprawy z ich znaczenia). Wszyscy uczestnicy skorzystali z indywidualnych konsultacji z doradcą finansowym, psychologiem i wizażystą. Wspólnie opracowywano indywidualny plan osiągnięcia sukcesu w biznesie. Każdy otrzymał komplet materiałów w wersji elektronicznej i czarnodrukowej oraz ofertę wsparcia i pomocy ekspertów od momentu zgłoszenia się do projektu, poprzez cały proces warsztatów i konsultacji.

Projekt współfinansowany ze środków PFRON kontynuowany jest w roku bieżącym i od marca kolejne 60 osób kształci się w tym zakresie. Poprzednia edycja została oceniona bardzo pozytywnie i już teraz kilkoro jej uczestników założyło i prowadzi własną działalność gospodarczą. Inni analizują zdobytą wiedzę, własną sytuację i predyspozycje. Wszystkim życzymy powodzenia i dziękujemy!

Specjalista ds. uśmiechu

Jak działa Wydział Szczęścia Niewidomych, już za kilka dni będą mogli się przekonać wybrani kandydaci. Spośród ponad 300 nadesłanych aplikacji wyłoniono 40 osób, które przeszły do następnego etapu rekrutacji.

Wszystko zaczęło się 04.04.2011 roku zamieszczeniem ogłoszenia Specjalista ds. uśmiechu – ekspert ds. bycia lepszym na portalu pracuj.pl.

– Nikt nie spodziewał się takiego odzewu, zaledwie w ciągu kilkunastu dni nasze ogłoszenie osiągnęło rekordową liczbę odsłon, aż 49 487, a liczba zwolenników naszej fundacji na Facebooku wzrosła o 60% – mówi Paulina Biernat, koordynator projektu.

Z oferty pracy wynika, że osoba zatrudniona będzie odpowiedzialna za uśmiech na twarzach osób niewidomych i słabowidzących, zarażanie nim innych oraz zachęcanie wszystkich znajomych i nieznajomych do przekazania Fundacji 1 % podatku. Zdaniem ekspertów HR to ciekawy przykład na wykorzystanie oferty pracy, jako nośnika informacji o kampanii dotyczącej przekazywania podatku.

Kampania Specjalista ds. uśmiechu była pierwszą tego typu akcją realizowaną przez organizację pozarządową. Celem oferty była promocja fundacji, a przede wszystkim zgromadzenie jak największej liczby wolontariuszy. Nietypowa rekrutacja pozwoliła się wyróżnić fundacji wśród innych OPP w tak gorącym okresie rozliczania PIT. Gdy inne organizacje pozarządowe wałczyły o 1 % w telewizji, radio, Fundacja Szansa dla Niewidomych postawiła na niekonwencjonalne metody. Czy dobrze zrobiła, to się okaże, ale po rezultatach jakie mają odzwierciedlenie w liczbie odsłon ogłoszenia możemy mieć nadzieję, że fundacja skutecznie zaistniała w świadomości podatników.

Poniżej mogą Państwo zapoznać się z pełnym tekstem ogłoszenia:

Specjalista ds. uśmiechu – ekspert ds. bycia lepszym

(Wydział Szczęścia Niewidomych)

Osoba zatrudniona na tym stanowisku będzie odpowiedzialna za uśmiech na twarzach osób niewidomych i słabowidzących, zarażanie nim innych, przekazanie Fundacji 1 % oraz namówienie do tego wszystkich znajomych i nieznajomych!

Obowiązki:

  • praca z mówiącymi komputerami i telefonami – dla ambitnych z mówiącą kserokopiarką,
  • smutne odkrywanie, że niewidomi są lepsi w pracy na komputerze od widzących,
  • uśmiechanie się do niewidomych, poznanie ich fascynującego świata,
  • pukanie do ludzi i organizacji o 1% – niewidomi są super, ale potrzebują małego wsparcia,
  • chodzenie z laseczką, a czasem z psem,
  • gadanie przez telefon i spotkania na mieście – praca przy biurku to nuda,
  • przełamywanie barier i widzenie więcej,
  • opisywanie tych wszystkich dziwnych rzeczy na blogu.

Wymagania:

  • brak doświadczenia lub niewielkie, jeśli już to w wolontariacie,
  • brak wykształcenia wyższego, ale choć minimalne ambicje, które skłoniłyby do pójścia na studia – jeśli niewidomi studiują, to Ty też powinieneś,
  • gotowość do zwariowanych pomysłów przełożonych, którzy nie widzą zbyt wielu przeszkód,
  • umiejętność mówienia „tak”, kiedy myślimy „nie” i uśmiechania się,
  • głowa pełna nieszablonowych pomysłów,
  • wieczny optymizm, ciekawość świata, lekkie pióro.

Oferujemy:

  • bycie jeszcze lepszym,
  • możliwość zaprezentowania genialnych pomysłów,
  • pracę przez miesiąc z możliwością przedłużenia – możliwość awansu na koordynatora
  • ds. wolontariatu,
  • możliwość zdobycia niespotykanego doświadczenia,
  • wynagrodzenie tylko za kilka uśmiechów i pomysłów,
  • długopis i notatnik, mówiący przypominacz, kalkulator i zegarek.

Wyślij do nas CV na adres mamy.cie@szansa.waw.pl i napisz w mailu, jak przekonasz ludzi do naszej Fundacji lub jak Ty możesz nam pomóc albo po prostu napisz coś fajnego!

Oprócz nadesłanych aplikacji pojawiły się również maile z wyrazami uznania. Poniżej wybrane:

  • Znajomy podesłał mi linka do Waszego fantastycznego ogłoszenia i mimo iż nie mogę być zainteresowany (wiecie staż pracy w innej branży, obowiązki, klienci itp) to postanowiłem dać znać, że chętnie przekaże 1% Waszej fundacji i opowiem o Was znajomym, ponieważ i na mojej twarzy pojawił się dzisiaj uśmiech ;)). A ponieważ zajmuję się profesjonalnie badaniami strategicznymi i doradzaniem klientom w obszarze pozycjonowania opartego na emocjach (np. takiego jak Wasze dzielenie się uśmiechem, specjalista ds. użmiechu, ekspert ds. bycia lepszym itd) to chciałem tylko dodać, że strasznie podoba mi się pomysł takiego opowiadania o działalności fundacji. Choć osobiście nie zajmuję się wizerunkiem NPOs a raczej dużych bradów FMCG to jestem przekonany, że Wasz pomysł na fundacje konsekwentnie realizowany we wszystkich Waszych działaniach i na wszystkich punktach styku z mediami i potencjalnymi darczyńcami musi Wam zapewnić sukces! 😉
  • Dziękuje, że miałem przyjemność przeczytać wasze ogłoszenie o prace. Przywróciło ono mi wiarę w normalnych ludzi i dającą satysfakcje prace. Mam nadzieje, że kiedyś w przyszłości będę mógł podjąć takie wyzwanie.
  • Skype przekazuje reklamy sporadycznie, komunikator ma ponad 10 mln użytkowników, z czego może 50 tys to Polacy rozliczający się z Urzędzem Skarbowym. Nazwy użytkowników szansaniewidomych i podobne są jeszcze niezarejestrowane. Jeżeli mają Państwo ochotę mogą stworzyć swój login i wysyłać przez chat wiadomość o możliwości przeznaczenia 1% podatku na Waszą fundację. Takie powiadomienie można wysłać do wszystkich kontaktów z Polski, można też wyszukać osoby pełnoletnie. W tym celu można też co 10 min przypominać o akcji przez Twitter. Podane powyżej metody nie są Spamem w typowej formie i (o ile mi wiadomo) nie są karalne
  • Szanowni Państwo, muszę przyznać, że jestem pod ogromnym wrażeniem Państwa ogłoszenia. Od dwóch miesięcy regularnie przeglądam serwisy rekrutacyjne. Państwa entuzjazm i niekonwencjonalność wpłynęły na moje lepsze samopoczucie. Dzięki Państwu w ciągu pięciu minut odzyskałam nadzieję na zmianę mojej obecnej pracy. Ze swojej strony życzę Państwu odnalezienia najlepszego kandydata i jeszcze więcej uśmiechu. Jeszcze raz bardzo dziękuję za iskierkę nadziei, którą na nowo Państwo rozpalili w moim sercu. Pozdrawiam, Justyna
  • Chłodny zefirek melodię przywiewa o marynarzu tonącym w rozpaczy.Szorując pokład swej łajby wspominał że tylko procent Szansy na Uśmiech przeznaczył.Marzył że gdyby był śródlądowy zmienił by swoje życie. Bo przecież Szansa na Uśmiech jest wielka.Umieścił hasło na szczycie.Marynarz na darmo zerkał na półkę-tam tylko butelka rumu.Pomyśał sobie pykając fajkę:to proste w porcie zacumuj.Lecz czas naglił majtka wprost nadzwyczajnie.Opróżnił butelkę,a morze bujało fajnie.Fale przyjaznie muskały burtęa jego myśi płynęły hurtem.I nagle owiał go napór weny z dala przyjazny śmiech morskiej syreny.Jako wilk morski butelkę zapełniał /cel cennej zdobyczy/i tak marzenia szczodrości spełniał.Rzucając z gestem chyba na mile:Szansa na Uśmiech się liczy chociaż przez chwilę. Pozdrawiam i życzę Sukcesów!!!
  • gratuluję, że Wasza akcja spotkała się z dużym odzewem
  • bardzo podoba mi się Państwa ogłoszenie i pomysł. U mnie wywołuje uśmiech. A sama praca wydaje mi się fascynująca
  • Wreszcie ktoś wpadł na genialny pomysł dzielenia się uśmiechem:)
  • Forma i treść ogłoszenia zbudziły mój zachwyt i niepohamowaną radość.
  • Ja już się uśmiecham po przeczytaniu niebanalnego zaproszenia do UŚMIECHU!

Kulturalny Erudyta

Każdy może się pobawić i to w bardzo licznym gronie!

Fascynuje mnie informacja, to znaczy ta bardzo szeroka dziedzina wiedzy. Jestem zodiakalnym bliźniakiem, a właśnie ten znak ma upodobanie w tej dziedzinie. Najpierw przystąpiłem do spółki, która miała na celu właśnie zbieranie i przekazywanie informacji. Chwilę potem założyłem firmę Altix, która jest jak wiadomo firmą tyfloinformatyczną. Ten projekt nam się udał, a firma osiągnęła wiele sukcesów. Współpracowało z nią i współpracuje do tej pory mnóstwo świetnych ludzi, dzięki czemu możemy liczyć na pomysłowość całej grupy. Na początku było jednak trudno. Startowaliśmy od zera, jak w zasadzie cały kraj. Jedynym pomysłem na rozwój było włożyć wiele pracy i poczekać na efekty.

Kiedyś siedliśmy w gronie współpracowników i zastanawialiśmy się co zrobić, by rozruszać firmę. Podjęliśmy decyzję o rozwoju naszego syntezatora mowy i programu udźwiękawiającego komputer oraz o stworzeniu gamy programów mówiących. Zapytaliśmy przyjaciół jakie programy mogłyby ich zainteresować. Niedługo potem powstała mówiąca baza danych, szachy, brydż i inne. Powstała też gra, która wtedy nazywała się Zgaduj Zgadula.

Jakiś czas temu dzieciaki bawiły się grą planszową Mózg Elektronowy. Pewnie pamiętają tę zabawę. Wszystko toczyło się w prostokątnym pudełku, jednak nie było one zwyczajne. Na dole wychylały się z niego dwa kabelki zakończone metalowymi bolcami. Nad tym miejscem tektura podwyższała się ponad dno pudełka i dzieliła na dwie równe części: lewą i prawą. W każdej były 4 rzędy otworków, po 3 w każdym rzędzie. Na górze pudełka, pośrodku, była żaróweczka. Pod tekturą znajdowała się płaska bateria niezbędna do zasilania układu elektrycznego i oceniania odpowiedzi. Na otworki nakładało się plansze, których było jak na tamte czasy sporo – może 20! Plansze były tematyczne, a najprostszym przykładem było zgadywanie stolic państw. Po lewej stronie planszy było 12 państw, a każde z nich stanowiło podpis pod otworkiem. Po prawej stronie było też 12 miast – stolic. Plansza miała dziurki dokładnie w miejscach otworków w tekturze.

I zaczynaliśmy grać. Jaka jest stolica Grecji? Jasne – Ateny. Bolec jednego kabelka wkładaliśmy do dziurki z napisem Grecja, a drugi do dziurki Ateny po prawej stronie. Prawda, że to dobry wybór? Żaróweczka zapalała się na znak, że dobrze odpowiedzieliśmy. Zapisywaliśmy na kartce punkt i odgadywaliśmy kolejne stolice.

Altixowa gra Zgaduj Zgadula była symulacją tej zabawy. Na ekranie komputera widzieliśmy planszę. Dziurek nie było, bo zastąpiliśmy je ramkami. Wybieraliśmy planszę tematyczną i graliśmy. Zamiast kabelków wskazywaliśmy kursorem ramkę po lewej stronie i odpowiadającą jej ramkę po drugiej stronie. Gdy dobrze zgadliśmy, program informował o tym z radością. Gdy wybraliśmy źle, mówił „niestety!”.

W odróżnieniu od gry konwencjonalnej w programie mieliśmy setki tabel. Program sam obliczał wyniki i permutował hasła, by nigdy nie było wiadomo, które ramki należało powiązać. To była najsłabsza strona Mózgu Elektronowego, gdyż układ elektryczny był stały. Pod tekturką znajdowały się druciki łączące dobre odpowiedzi z baterią i żaróweczką. Gdy ktoś na przykładzie jednej planszy zbadał połączenia, wygrywał nie znając się na dziedzinie, której ona dotyczyła. W programach można zmieniać kolejność ramek, odpowiedzi i trzeba mieć szczęście i zgadnąć, albo autentycznie wiedzieć o co chodzi. Oprogramowanie było całkowicie udźwiękowione, dzięki czemu bawiło się w tę grę wielu niewidomych – Zgaduj Zgadula była dostępna za darmo.

Gdy Fundacja Orange ogłosiła kolejną edycję konkursu na projekty, w których chodzi o promocję nowoczesnych rozwiązań technologicznych, o charakter innowacyjny, o zainteresowanie młodzieży wspólnym działaniem i edukacją, a też o aktywizację niepełnosprawnych, przypomniałem sobie o tej grze i zaproponowałem Fundacji Szansa dla Niewidomych wykonanie jej nowej wersji. Okazało się, że stary program w ogóle nie przetrwał na żadnym dysku. Był napisany w Pascalu dla systemu operacyjnego DOS, który panował w pierwszej połowie lat ’90, nic więc straconego.

Szansa dla Niewidomych złożyła w Fundacji Orange swój wniosek i uzyskała dotację. W swoim wniosku zaproponowaliśmy grę edukacyjną, której nadaliśmy sympatyczny tytuł „Kulturalny Erudyta”. Mieli się w nią bawić wszyscy, a w szczególności młodzież szkolna. Gra miała być totalnie udźwiękowiona, powiększać znaki, by mogli w nią się bawić niewidomi i słabowidzący, następcy tych, którzy bawili się w o wiele prostszą grę 20 lat wcześniej. Partnerem Fundacji w realizacji tego projektu została szkoła dla dzieci niedowidzących w Warszawie przy ulicy Koźmińskiej. Miało powstać około tysiąca tabel w 20. dziedzinach:

  • Język polski,
  • Język angielski,
  • Kultura i rozrywka,
  • Technika,
  • Wszechświat,
  • Sport,
  • Biologia,
  • Zoologia,
  • Medycyna,
  • Matematyka,
  • Informatyka,
  • Mitologia,
  • Łacina,
  • Historia Polski,
  • Historia świata,
  • Geografia Polski,
  • Geografia świata,
  • Kulinaria,
  • Wiedza ogólna,
  • Zgadywanka.

Nauczyciele w szkole partnerskiej mieli sprawdzać plansze, działanie programów, a następnie szkoła miała zorganizować konkurs wśród uczniów – kto w określonym czasie zdobędzie najwięcej punktów grając w plansze, które sam sobie wybierze podczas zawodów. Plansze zostały podzielone na 3 kategorie trudności, by dać szansę każdemu uczniowi. Musieliśmy zróżnicować ich punktację. Za każdą dobrą odpowiedź w najłatwiejszych tematach dostaje się 1 punkt, za nieco trudniejsze 2, a najtrudniejsze 3 punkty. Jest to proporcjonalne do czasu zgadywania, który należy poświęcić na poszczególne plansze.

Fundacja i jej partner zrealizowały projekt. Powstał program „Kulturalny Erudyta” w dwóch wersjach: na komputery PC z systemem Windows oraz na komórki z systemem Symbian. Na obu tych urządzeniach działa identycznie. Oczywiście jest tam inny interfejs, ale różnice są wyłącznie naturalne i wynikają z charakteru wyświetlacza w komórce oraz ekranu komputerowego. Dochodzi do tego internetowa strona gry, poprzez którą można pobierać plansze. Strona oblicza wyniki i prowadzi bazę punktacji dla wszystkich graczy. Grający posługują się indywidualnym hasłem i za każdym razem gdy gra, dostaje kolejne punkty. Właśnie teraz Fundacja Szansa dla Niewidomych projektuje konkursy z nagrodami dla tych, którzy uzyskają najwięcej punktów. Osobny konkurs będzie dotyczył twórców kolejnych plansz tematycznych. Gdy wejdziemy na stronę, możemy wybrać edycję nowej tabeli i stworzyć własną. Administrator strony zweryfikuje zaproponowaną tabelkę, by nie zdarzyły się jakieś wypadki przy pracy i zatwierdzi. Tu należy wyjaśnić, że słowa „plansze” oraz „tabelki” są stosowane zamiennie i oznaczają to samo.

Oto adres strony: http://erudyta.szansadlaniewidomych.org/www/index.php

Na tej stronie będą się pojawiały ogłoszenia o organizowanych konkursach i ich wyniki. Warto tam zajrzeć. Nagrody nie będą małe. Już teraz wiadomo, że będą wśród nich komputery i komórki.

Zarówno szkoła, nauczyciele, uczniowie, jak i przedstawiciele Fundacji Orange dobrze ocenili nasze programy i realizację projektu. Nad jego organizacją czuwały z ramienia naszej Fundacji pani Monika Nowak (dyrektor) oraz Anna Baranowska (koordynator projektu). Z ramienia szkoły pani dyrektor Beata Kotowska i pani dyrektor Ewa Kryńska. Merytoryczną stroną zajęły się nauczycielki: Justyna Grzelak, Anna Kusztal i Anna Wiśniewska.

Pomysłodawcą gry byłem ja, a projektantem oprogramowania był pan Michał Bałamut z Altixu. Stronę internetową wykonał pan Przemysław Puszczewicz, program na komórki Michał Bałamut, a na komputer PC Henryk Rzepka – wszyscy z Altixu. Trudno się temu dziwić. Kto poza naszą firmą potrafi tworzyć mówiące programy dla niewidomych? Zarówno Henryk Rzepka, jak i Michał Bałamut są tzw. resztkowcami, czyli niemal nie widzą. Pan Przemek jest naszym widzącym współpracownikiem, który pracuje dla tego środowiska już kilka lat.

W ten sposób zrealizowaliśmy cel, by uczyć wszystkich bez względu na ich zdrowie, sprawność, majętność, poziom intelektualny. Fundacje Szansa i Orange pragną, by wszyscy byli razem. Stworzone przez nas wspólnie gry mają charakter wirusowy i rozprzestrzeniają się jak grzyby po deszczu. Gdy Fundacja Szansa ogłosi kolejne konkursy i zacznie rozdawać nagrody, emocje sięgną szczytu – i świetnie! Zależy nam na tym, by niewidomi wygrywali, ale też, by widzący dowiedzieli się o naszym istnieniu. Niewidomym potrzebna jest pomoc widzących. Są naszymi przewodnikami, lektorami, przyjaciółmi. Chodzi o to, by takich osób było jak najwięcej.

Na koniec okresu realizacji projektu w szkole partnerskiej odbył się wspomniany konkurs. Uczniowie byli podzieleni na grupy. Każda z nich grała przez 40 minut. Szkoła udostępniła komputery. Uczniowie łączyli się z Internetem, pobierali plansze, wybierali te dziedziny wiedzy i tematy, które najbardziej im pasowały. Plansze proste zabierały najmniej czasu, a najtrudniejsze dawały więcej punktów, ale ich rozwiązywanie było ryzykowne, bo z natury rzeczy ich zgadywanie musiało trwać dłużej.

Następnego dnia odbyło się podsumowanie projektu i konkursu. Fundacja rozdała nagrody dla trojga najlepszych graczy. Siedmioro uczniów otrzymało dyplomy. Nagrody, tak jak i całość projektu, sfinansowała Fundacja Orange z wkładem własnym naszej fundacji. Uczniowie otrzymali telefony komórkowe Nokia E52 z programami udźwiękawiającymi i powiększającymi obraz. Na wszystkie komórki wgrano naszą grę, by za jakiś czas zwycięzcy stali się najprawdziwszymi w okolicy erudytami. Wszyscy mogą pobrać grę bezpłatnie, spodziewamy się więc, że nasze fundacje będą miały wielu sympatyków.

Zapraszam do lektury dodatku do tego numeru Helpa, w którym znajdują się podręczniki użytkownika do obu wersji gry oraz sama gra i plansze. Jeszcze raz zapraszam na stronę gry, by grać i tworzyć nowe tabelki. A na koniec, dla zachęty, zamieszczam tabelki, które i mnie się podobają. Sam bym pograł i wygrał komórkę z programem Mobile Speak firmy Code Factory, albo programem Mobile Magnifier, tej samej firmy. Nie ma to jak marzenia, prawda? Niestety, mam inną rolę i już projektuję następną grę dla wszystkich: widzących, niedowidzących oraz niewidomych. Ciekawe, czy uda mi się tak samo fajnie, jak „Kulturalny Erudyta”?

MultiView – Powiększalnik stacjonarny, a jednak przenośny.

Firma Optelec, jeden z wiodących na świecie producentów sprzętu przeznaczonego do użytku dla osób z dysfunkcją wzroku, wypuściła na rynek nowy powiększalnik. Urządzenie o nazwie MultiView jest powiększalnikiem z wbudowanym 19-calowym monitorem TFT. Jego główną zaletą jest minimalne zajmowanie przestrzeni użytkowej. Pozwala to w wygodny sposób korzystać z tego urządzenia na zajęciach, bądź w urzędach. Ruchoma kamerka zamontowana nad ekranem pozwala na prace manualne takie jak haftowanie czy szycie. Kamerkę można dostosować do użytku przez osoby prawo-, jak i leworęczne. Urządzenie obsługuje się prostym panelem, który łączymy z urządzeniem za pomocą USB. Panel ma duże, kontrastowe przyciski, oznaczone specjalnymi uwypukleniami. Minimalne rozmiary, jak i waga 15 kg (wraz z walizką), czyni z tego powiększalnika stacjonarnego łatwe w transporcie urządzenie. Wbudowana rączka pozwala na przeniesienie MultiView z pokoju do pokoju, bez konieczności demontażu. Do zestawu użytkownik może zakupić specjalną dedykowaną walizkę na kółkach.

Powiększalnik można w prosty sposób rozmontować. Wystarczy odpiąć kamerę wraz z ramieniem i odłączyć panel sterowania. Tak rozmontowany powiększalnik można schować do walizki i wybrać się z urządzeniem na zajęcia, do biblioteki lub urzędu. Ponowne zmontowanie zestawu nie zajmuje więcej niż 3 min. Producent zaklasyfikował to urządzenie jako Desktop, jednak w moim przekonaniu śmiało można nazwać MultiView powiększalnikiem przenośnym z dużym monitorem. Jedyną wadą urządzenia jest konieczność podłączenia do prądu stałego, co zmniejsza możliwości jego wykorzystywania w sposób mobilny. Nie należy zapominać, że 19-calowy ekran wymaga trochę prądu i instalacja akumulatora byłaby w tym przypadku nieefektywna.

Możliwości wykorzystania powiększalnika

MultiView to idealne urządzenie do pracy w domu, w biurze, czy na uczelni. Małe gabaryty, ruchoma i funkcjonalna kamerka czynią z niego czołowy produkt przeznaczony dla osób słabowidzących. Najprostszym sposobem na wykazanie przydatności powiększalnika będzie zaprezentowanie jednego dnia z życia osoby słabowidzącej, korzystającej z MultiView.

Podczas porannych przygotowań możemy wykorzystać powiększalnik do takich czynności jak makijaż. Ruchoma kamerka zadziała jak lustro i twarz będzie widoczna w monitorze, możliwość powiększenia obrazu pozwoli na dokładne malowanie. Mężczyzna korzystający z tego urządzenia może użyć go do kontroli golenia. Zalecałbym ostrożność z wodą, gdyż jak każde urządzenie elektryczne nie jest odporny na zalanie.

Zawiązanie krawata także nie sprawi problemu, mamy powiększające lustro do 90 razy. Po takich zabiegach przychodzi czas na czytanie prasy. Żaden problem, obracamy kamerę w dół i już możemy czytać, dopasowując ostrość i zmieniać kolory, dzięki funkcji zmiany trybów kolorów.

Po porannych czynnościach przychodzi czas na wyjście do pracy. Odłączamy panel sterowania, odpinamy kabel kamerki od monitora, jednym przyciskiem wyciągamy ramię kamerki od podstawy i chowamy wszystko do przegródek w walizce. Nie zapomnijmy o zasilaczu, który też ma swoją przegrodę. Walizka przypomina małą torbę podróżną, więc na mieście nikt nie zwróci na nas uwagi. Po dotarciu na miejsce przeznaczenia złożenie MultiView zajmie nam tyle samo czasu co jego pakowanie, minimalne zajmowanie przestrzeni zdecydowanie ułatwi nam znalezienie odpowiedniego miejsca w pracy, szkole, czy w bibliotece. Nie potrzebujemy całego biurka, wystarczy skrawek i gniazdko do prądu. Rozstawiamy urządzenie na wąskim stoliku i już z ostatnich miejsc w wielkich salach wykładowych możemy spokojne odczytywać tekst z tablicy, dzięki funkcji lunety i powiększeniu do 90 razy. Szybkość demontażu powiększalnika usprawni naszą mobilność przy przemieszczaniu się z jednych zajęć na drugie.

Po powrocie z uczelni czy pracy rozstawiamy

MultiView w dogodnym miejscu w domu i możemy dalej z niego korzystać. Panowie mogą sobie pozwolić na luksus pomajsterkowania, żaden kabelek, czy śrubka nie umknie uwadze. Także szycie, haftowanie nie sprawi nam żadnego problemu.

Mam nadzieję, że krótka prezentacja w wystarczający sposób pokazała wszystkie możliwości powiększalnika firmy Optelec. Na zakończenie, dla osób bardziej zainteresowanych zamieszczam garść specyfikacji technicznej podanej przez producenta:

  • powiększenie do 90 razy,
  • stabilna, obrotowa kamera na ruchomym ramieniu,
  • pozwala na korzystanie zarówno przez osoby praworęczne jak i leworęczne,
  • ergonomiczne położenie kamery,
  • urządzenie przenośne i łatwe w konfiguracji, do pracy nie potrzebuje komputera,
  • nie wymaga dużo miejsca,
  • auto-focus z blokadą ostrości,
  • przyjazny dla użytkownika panel sterowania z dużymi, kontrastowymi przyciskami,
  • 19-calowy, panoramiczny ekran TFT,
  • wiele trybów wyświetlania,
  • w pełni regulowane: jasność, kontrast, nasycenie, odcień,
  • dostępna walizka (jako opcja dodatkowa).

Specyfikacja:

  • wymiary: 55 x 44 x 20 cm,
  • waga: 14.9 kg z walizką.